Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88794

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Wycieczka do lat studenckich - wspomnienia lokatorskie 1.

Mieszkanie w starej, zaniedbanej kamienicy - centrum dużego studenckiego miasta. Już o samym jej stanie wyszłaby historyjka. Ale ja nie o niej. Kto przeżył choć jeden sezon w takich warunkach, zrozumie.

Mieszkania szukałyśmy z koleżanką na początku września, bo dopiero wtedy dowiedziałyśmy się, że nas przyjęli. Wyboru nie było, wzięłyśmy co się nawinęło. Jeden zasadniczy plus - na zajęcia miałyśmy 750 metrów piechotą. I tu plusy się skończyły.

Brak centralnego ogrzewania w czynszowej kamienicy nikogo nie dziwi. W pokoju był piec kaflowy. Niestety żadna z nas nigdy w takim nie paliła, a poza tym nie było gdzie trzymać opału (o tym, że jest przypisana do mieszkania piwnica dowiedziałyśmy się po sezonie grzewczym, ale do tego dojdę może w następnej historii). Obawiając się używać piec kupiłam sobie grzejnik olejowy. Niewiele to dało, bo okna były w takim stanie, że w listopadzie jedno trzeba było od zewnątrz okleić folią, bo nie dało się przy nim wysiedzieć. Drzwi na balkon były do polowy zastawione kocem. A jak wiadomo pomieszczenia w kamienicach są wysokie, z 3,5 metra. W pokoju było góra 15'C. Ale student wszystko wytrzyma.

Jedynym ratunkiem mogłaby być kąpiel w ciepłej wodzie w ciepłej łazience. Rzecz jasna w łazience nie było żadnego ogrzewania. Administrator dał nam farelkę, ale cóż ona mogła zdziałać, skoro okno w łazience było w podobnym stanie jak nasze w pokoju. Generalnie mycie się zimą było wyścigiem z czasem, stawką było zamarznięcie krwi w żyłach. Pranie musiałam wozić do domu, bo nie było szans na jego wysuszenie.

A nie wspomniałam jeszcze o naszej "cudownej współlokatorce" z drugiego pokoju - Kasi. Otóż Kasia miała zwyczaj zużywać całą wodę z bojlera. Na nasze uwagi, że nie mieszka tu sama stwierdzała, że: "ona się musi umyć". Aha, czyli my możemy śmierdzieć, nam ten luksus nie przysługuje. Wieczorem można było sobie poczekać te 1,5 godziny, aż bojler się znowu nagrzeje albo sobie odpuścić. Ale rano, przed zajęciami już niekoniecznie. Cóż było robić. Czajnik do pełna i na kuchenkę. Wanna była, miska też, kubek w dłoń i wio :). Jakoś sobie z tym radziłyśmy.

Gdzieś w okolicach grudnia pojawił się chłopak Kasi. Tu nie miałyśmy w zasadzie żadnych zarzutów, bo gość prał, gotował, ogarnięty życiowo, zupełne przeciwieństwo Kasi. Raz tylko widziałam kanapki, które ona zrobiła (kuchnia była przejściem do łazienki). Cóż ja bym tych kanapek chyba psu nie dała.

Problem z zużywaniem ciepłej wody nie zniknął aż do końca naszego sąsiadowania. Pogorszyło się wręcz, gdy pojawił się chłopak, bo rzecz jasna 4 osoby do jednego bojlera to dużo. Z perspektywy czasu widzę, że ona zwyczajnie patrzyła na nas z góry (z sobie tylko znanego powodu) i uznawała, że może tak robić i już. To był mój jedyny rok na tej stancji.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (138)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…