Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#90033

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Krótka historia o tym, jak zostałem pariasem u siebie na wsi.

Miałem sąsiada, z którym sądziłem się o spory kawałek nielegalnie zajętej przez niego działki. Rodzice kiedyś nie dopilnowali, temat wyszedł podczas pomiarów geodezyjnych. Działka i dom już dawno sprzedane, ale sytuacja musiała być wyjaśniona przed transakcją.

Ja jestem strzelcem sportowym i posiadam (i posiadałem wtedy) kilka sztuk legalnej, zarejestrowanej i odpowiednio zabezpieczonej broni palnej w domu. Sąsiad natomiast jest alkoholikiem, a cała sytuacja miała miejsce zaraz po otrzymaniu przez sąsiada przedsądowego wezwania do wydania nieruchomości.

Przechodzimy do pamiętnego dnia.

Koło 2 w nocy budzą mnie opętańcze wrzaski i walenie w drzwi. Patrzę przez okno, a tu wyżej wymieniony sąsiad dobija się młotkiem do drzwi. No nic, dzwonimy na policję i schodzimy. Zarzucam szlafrok, otwieram szafę na broń, biorę strzelbę i ładuję kilka naboi (broń nie była przeładowana, nie mogła wystrzelić bez wprowadzenia naboju do zamka, nie było ryzyka żadnego "broń raz do roku strzela sama", miałem prawo użyć broni w tej sposób).

Krzyczę przez zamknięte drzwi: "Sąsiedzie! Zaniechaj aktualnie podejmowanych działań i oddal się z mojej posesji, albowiem jestem uzbrojony i dopuszczam możliwość zrobienia Waszmości z dupy jesieni średniowiecza, jeżeli proceder miałby być kontynuowany. Z kasztelu gna już odsiecz w postaci karety z szeryfami!" (20XX, dramatyzowane).

Sąsiad dalej kontynuował młotkowanie moich drzwi, więc otworzyłem je z kopa i wycelowałem broń w sąsiada. Sąsiad uciekł.

Po dłuższej chwili przyjechała policja, obejrzała monitoring, skontrolowała broń, moje dokumenty, pozwolenia, sejf itd. Sąsiad został zawinięty na izbę na noc, rano był przesłuchiwany, ja również zostałem wezwany w celu złożenia wyjaśnień.

Sprawa w sądzie ciągnęła się jeszcze dłuższą chwilę, a sąsiad dostał jakiś śmieszny wyrok w zawiasach. Społeczność wiejska natomiast zaczęła mnie traktować jak jakiegoś mordercę, albo gorzej. Nikt nie mówił dzień dobry, w sklepie robiło się cicho, kiedy przychodziłem po chleb itd.

Przez całą tą sytuację rozpadł mi się wieloletni związek i musiałem sprzedać dom, bo atmosfera wokół mnie robiła się coraz gęstsza.

Przepraszam za chaotyczny opis i brak mojego humorystycznego podejścia do historii, ale ta akurat mnie nie bawi.

Wieś broń sąsiedzi sąd

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (207)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…