Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Athleta1997

Zamieszcza historie od: 22 października 2021 - 16:52
Ostatnio: 15 lipca 2024 - 10:09
  • Historii na głównej: 1 z 3
  • Punktów za historie: 149
  • Komentarzy: 8
  • Punktów za komentarze: 48
 
poczekalnia

#91449

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia będzie opowiadać o, moim zdaniem, niesprawiedliwym incydencie z moich szkolnych lat. Sytuacja działa się około 11 lat temu na lekcji biologii w gimnazjum. Akurat ja i mój brat bliźniak nie byliśmy obecni przez chorobę. Kiedy wróciliśmy do szkoły, kolega powiedział nam, że z biologii jest projekt do zrobienia ale mamy się zapytać nauczycielki, bo są jakieś wytyczne i ona lepiej nam przekaże. Udaliśmy się więc, do nauczycielki. Okazało się, że jest do zrobienia zielnik. Nauczycielce się spieszyło i powiedziała nam tylko, że interesują ją tylko drzewa liściaste i im więcej ich będzie tym lepsza ocena. Nic więcej, nic mniej. Czas- 2 tygodnie. Ucieszyłem się, bo mieszkamy w mieście gdzie jest duży park, lasy wszędzie wokół, a rodzina ma u siebie całkiem zadbane ogrody. Tak więc nazbieraliśmy z bratem liści z przeszło 30 różnych drzew. Szczęście nam dopisało, bo w parku było dużo drzew przywiezionych z zagranicy, a nasza ciocia na dodatek przywiozła nam liście drzew egzotycznych z jej wyjazdu w ciepłe kraje. Łącznie mieliśmy około 36 różnych gatunków drzew liściastych w zielniku. Oprawiliśmy je, dodaliśmy podpisy, krótką charakterystykę gatunku i takie zanieśliśmy do szkoły. Ocena? 3-. Dlaczego? Widziałem, że zrobione przez inne osoby zielniki "na odwal" dostawały 5-ki, a nawet 6-ki. I wtedy wyszło, że nauczycielka nie przekazała nam wszystkiego co powinna. Obchodziły ją tylko "polskie" drzewa. Żadnych owocowych, zagranicznych i "nietutejszych". Próbowałem się kłócić ale nauczycielka uznała, że ocenia tylko za ilość tego co ja interesuje i jak mi nie pasuje to mogę dostać 1-kę. W wielkim poczuciu niesprawieliwości zrobiliśmy z bratem po jeszcze jednym zielniku. Wkleiliśmy tylko "polskie" liście z opisami. Żadnej charakterystyki, oprawy. Dostaliśmy po 6. Czyli dało nam to średnią 4+. Moim zdaniem jest to idiotyczne, że dziecko, które się postarało zrobić coś zdecydowanie więcej dostało niższą ocenę, bo według "klucza" coś było nie tak. I druga sprawa, że nauczycielka nie przekazała nm dokładnie czego oczekuje.

Ps: na "6" potrzeba było 16 drzew polskich. Ja miałem 12, dlatego 3- (taki system oceniania sobie wymysliła). I miałem też 24 drzewa, które jej nie pasowały, więc ich nie liczyła.

Szkoła

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 41 (51)
zarchiwizowany

#91134

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Robiłem zakupy w sklepie Dino w mojej wsi. Stoję trzeci w kolejce do kasy. Kasjerka zaczyna obsługiwać pierwszą osobę. Druga osoba, Pani Piekielna ma tylko 3 rzeczy na taśmie. Ja mam kilka rzeczy w koszyku. Nagle podjeżdża do PP jej córka z wózkiem zakupowym wyładowanym tak na 3/4. I zaczyna wykładać te produkty na taśmę. Wkurzyłem się i mówię, że najpierw robi się zakupy, a potem staje w kolejce. Co to w ogóle za pomysł z zajmowaniem kolejki kiedy ktoś jest na sklepie z pełnym wózkiem?
Pp: Ale o co pany chodzi?! Moja córka tylko kilka rzeczy dowiozła!
Ja: Kilka rzeczy? Całą taśma zajęta, a wózek nadal pełny do połowy! Z tymi rzeczami to za mną się powinna kasować!
Przepychanka chwilę trwała, a w tym czasie kasjerka skończyła obsługiwać pierwszego klienta. Po czym ku mojej uciesze zawołała mnie pierwszego do kasy. Pp i jej córka strasznie się obruszyły, i zaczęły się awanturować. Kasjerka nawet się do nich nie odzywała. Zapłaciłem, wziąłem zakupy i na odchodne rzuciłem szyderczo, że mi przecież kolejkę zajął klient przed PP. I wyszedłem że sklepu. Może i byłem złośliwy ale moje zakupy trwały może 60 sekund. Tylko tyle PP mogła zaoszczędzić czasu. A ja dodatkowych 10 minut nie miałem zamiaru czekać.

Sklep

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (30)

#91076

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Dodam i ja historię o służbie zdrowia. Rok 2022, początek grudnia. Wierzę, że historia, którą opiszę zostanie potraktowana obiektywnie i bez szyderczych komentarzy, bo jest dla mnie wstydliwa.

W tygodniu zaczął boleć mnie pęcherz, oddawanie moczu stało się torturą, noszenie bielizny również. Uznałem, że wezmę jakieś leki przeciwzapalne, posmaruję maścią i zelży. Niestety tak się nie stało i zdecydowałem się pójść do lekarza. Uznałem, że na początek dobrym pomysłem jest zrobić badanie moczu, a z wynikami iść do lekarza. Wtedy od razu będzie jasne, nie stracę czasu i nie trzeba będzie wróżyć z fusów.

Niestety decyzja wypadła na niedzielę, więc udałem się do ambulatorium przy pogotowiu ratunkowym, bo to jedyny obiekt w moim mieście, poza SORem, który w niedzielę przyjmuje. Pani doktor zobaczyła wyniki, pokręciła krzywo nosem, a jej postawa zmieniła się na nieprzyjemną. Diagnoza: rzeżączka. Było to dla mnie zaskoczenie, bo wiem jak się chronić przed wenerami ale to jak złapałem chorobę to już inna historia. W każdym razie ważne, że pani doktor wypisała mi doksycyklinę na 2 tygodnie. Koniec terapii zgrywał się idealnie że świętami, więc zapytałem czy na pewno to pomoże, bo nie chce przerywać terapii z powodu świąt. Dostałem kąśliwą uwagę, że trzeba było uważać i na pewno pomoże.

Doksycyklina nie pomogła wcale. Objawy się nie nasilały ale też wcale nie zelżały. Kiedy zostały mi 3 dni do końca, a nadziei już nie było, próbowałem się umówić do lekarza rodzinnego. Niestety okazało się to niemożliwe tuż przed świętami, ani w czasie świat. Nie chciałem przerywać antybiotyko-terapii, więc cóż robić.. udałem się znowu do ambulatorium. Tam znajoma pani doktor od wejścia na mnie nakrzyczała, że powinienem iść do rodzinnego. Odgryzłem się, że są święta, ona zapewniała, nie pomogło. Zaczęła krzyczeć, że za błędy się płaci, ona mi nie przepisze nic więcej, itd. Powiedziałem, że w takim razie żądam tego na piśmie. To łaskawie wypisała doksycyklinę na kolejne dwa tygodnie. Powiedziała, że teraz na pewno już będę zdrowy.

Jak można się spodziewać- miesiąc brania doksycykliny nie wyszedł mi absolutnie na zdrowie, a choroba nie minęła. Jak tylko udało mi się w końcu dostać do rodzinnego to nastąpił cud. Najpierw pan doktor popatrzył na wyniki, zapoznał się z tym co brałem i jak długo i wyraził długą tyradę o niekompetencji poprzedniej lekarki. Zapisał mi azytromycynę na jeden tydzień. Po 2 dniach nowego antybiotyku choroba minęła. Potem zrobiłem testy i wynik już negatywny.

Piekielna moim zdaniem była kobieta z ambulatorium, która przez miesiąc leczyła mnie nieskutecznym lekiem, była opryskliwa i traktowała mnie jak kogoś gorszego.

#nfz

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (157)

1