Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Omnimoria

Zamieszcza historie od: 22 stycznia 2020 - 17:07
Ostatnio: 15 marca 2020 - 16:49
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 176
  • Komentarzy: 0
  • Punktów za komentarze: 0
 

#86169

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o kurierach, ale nietypowo.

Miało to miejsce zeszłego lata. Jako, że pogoda ładna i przyjemna, wybrałam się na rower. Drogi, po których jeździłam, nie zawsze były doskonałej jakości, bo zrobiłam sobie dłuższą trasę po okolicznych wsiach. Normą więc było, że pod kołami trafiałam na większe lub mniejsze kamienie, a obok drogi były dość głębokie rowy.

I teraz pragnę serdecznie pozdrowić szanownych kurierów, którzy mijając mnie, wyrzucili przez okno małą petardę. Gdyby nie to, że zwróciłam uwagę, że to co wyleciało przez wasze okno było zapalone, to przestraszona hukiem (który był wyjątkowo głośny) prawdopodobnie straciłabym panowanie nad rowerem i wylądowała w rowie.
Naprawdę gratuluję poczucia humoru...

kurierzy

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (136)

#86004

(PW) ·
| Do ulubionych
Podczas czytania historii o piekielnych nauczycielach, przypomniała mi się pewna sprawa sprzed około dekady, gdy uczęszczałam jeszcze do gimnazjum.

Pewnego pięknego dnia moja klasa pisała sprawdzian. Nie jest istotne, z jakiego był on przedmiotu. Ważniejsze jest to, że przedmiotu tego uczyła dyrektorka mojej szkoły. Sprawdzian nie należał do specjalnie łatwych, ale jakoś przez niego cała klasa przebrnęła. Ciekawie zaczęło się pod koniec następnej lekcji. Gdy wychodziliśmy z klasy, podeszła do nas sekretarka i wezwała mnie oraz moją koleżankę do gabinetu dyrektorki. Patrzymy z koleżanką na siebie ze zdziwieniem i w drodze do gabinetu zastanawiamy się, o co może chodzić. Jedyne co nas wtedy łączyło i wyróżniało z całej klasy to to, że wspólnie uczęszczałyśmy na zajęcia pozalekcyjne, więc z myślą, że sprawa tyczy się tych zajęć, w miarę spokojne weszłyśmy do gabinetu.

Okazało się, że sprawa była nieco poważniejsza.

[D] - Dyrektorka
[K] - koleżanka
[J] – ja

(Dialogi wyglądały mniej więcej w ten sposób. Po tylu latach nie pamiętam dokładnych słów, ale przekaz zostaje bez zmian).

D – Dziewczynki, wezwałam was tutaj, bo wiem, że oszukiwałyście na dzisiejszym sprawdzianie.

My z koleżanką patrzymy na siebie w totalnym szoku i szczerze powiedziawszy, trochę przestraszone. Tu dyrektorka kładzie na biurku nasze sprawdziany i pokazuje na nie palcem.

D - Doskonale widzę, że te sprawdziany zostały wypełnione najpierw ołówkiem. Wiem, że wydrukowałyście je sobie w domu i wypełniłyście, a potem podmieniłyście w trakcie sprawdzianu.

(Dyrektorka każdy sprawdzian ze swojego przedmiotu kserowała ze specjalnej książki, więc sprawdziany podobno gdzieś w internecie można było znaleźć).

K - (Zawsze bardziej śmiała niż ja) Przepraszam, ale to nieprawda. Zresztą nawet gdybyśmy znalazły te sprawdziany w internecie, to nie wydrukowałoby nam takiego czarnego paska, który się pojawia, jak kseruje pani sprawdziany z książki.
J - Ja ogólnie dodam, że nie mam nawet drukarki w domu. Wszystko, czego do szkoły potrzebuję, drukuje mi mama w pracy.
D - Wy mi tu takich bzdur nie gadajcie! Widzę dokładnie, że tu najpierw było uzupełniane ołówkiem!

Tu dyrektorka teatralnie wyciągnęła gumkę i starła jakieś ślady ołówka z mojego sprawdzianu. Warto tutaj dodać, że w okresie podstawówki i wczesnego gimnazjum każdy sprawdzian wypełniałam w większości najpierw ołówkiem, a potem długopisem. Nawyk ten wyrobiła mi mama, która mówiła, że jak czegoś nie jestem pewna, to lepiej najpierw napisać ołówkiem i się zastanowić, niż potem kreślić i bazgrać po całym sprawdzianie. To właśnie powiedziałam dyrektorce. Cała sytuacja wtedy zaczynała być coraz bardziej absurdalna. My z jednej strony próbowałyśmy ją przekonać, raczej delikatnie, że jej oskarżenia się po prostu nie trzymają kupy, a z drugiej ona, niemal krzycząc, oskarżała nas o kłamstwo. Dopiero po kilkunastu minutach wypuściła nas na lekcję z prychnięciem.

D – No, tym razem udam, że wam wierzę. Niech wam już będzie.

Cała sprawa się na tym skończyła, ale jako że w całej mojej szkolnej karierze to była moja jedyna tego typu poważna sytuacja, to co się najadłam stresu, to moje.

szkoła

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (86)

1