Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Rokita

Zamieszcza historie od: 18 maja 2015 - 18:40
Ostatnio: 17 lipca 2018 - 0:11
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 561
  • Komentarzy: 34
  • Punktów za komentarze: 298
 

#82302

(PW) ·
| Do ulubionych
Niedawno w telewizji było dość głośno na temat dziecka pogryzionego przez psa. Smutna sprawa - ale mam wrażenie, że po świecie chodzi dużo jednostek, które ominęły parę lekcji przetrwania i logicznego myślenia. A najsmutniejsze jest to, że to zwykle nie są dzieci.

Od jakiegoś czasu mam psa. Żaden zwierzęcy rarytas, zwykły rudy kundel do pół łydki. W krótkim czasie udało mi się spotkać jednostki następujące:

- Nastolatka biegnąca z piskiem "PIESEEEEEEK" i wyciągniętymi rękami w jego stronę. Po krótkiej kłótni wyjaśniło się, że (raczej) nie ma problemów psychicznych, po prostu "Tak bardzo kocha pieski, że no musi pogłaskać".

- Starsza pani, która znienacka złapała biedaka za boki na ulicy, korzystając z mojej nieuwagi (czasami bilet trzeba kupić). Argument: "On taki puszysty".

- Kolejna nastolatka, która złapała mojego pseudo-szpica za pysk i dopiero wtedy zapytała, notabene piszcząc, czy "może pogłaskać".

- Para w wieku spokojnie 35-40, którzy próbowali złapać psa za adresatkę przy obroży, bo "Byli ciekawi, jak ma na imię, gdyż mieli podobnego".

Pies mój jest bardzo łagodny, cierpliwie znosi takie traktowanie, ale to tylko zwierzę, nie jestem w stanie w stu procentach zaręczyć, że nie spanikuje i nie ugryzie albo nie uderzy kogoś kagańcem. Do żadnej z tych osób taka argumentacja nie dotarła, wszyscy odeszli ciężko obrażeni, patrząc na mnie jak na skąpca i ogólnie nieużytą jednostkę. Co ciekawe, dzieci w wieku wczesnoszkolnym nie raz pytały czy mogą pogłaskać, czy nie gryzie - widać rozum czasami niezależny od wieku.

miasto

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (177)

#66358

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnia historia na temat matek z dziećmi, przypomniała mi interesującą sytuację z moim własnym udziałem.
KFC w sporym centrum handlowym, niezbyt dużo ludzi.

Siedzę i konsumuję swoje frytki, na skos ode mnie przy stoliku pani z dzieckiem w wózku zajada swoje.
Wydawała się normalnym członkiem cywilizowanego społeczeństwa aż do momentu, w którym wyciągnęła swoje potomstwo z wózka, ułożyła na stoliku i dawaj ściągać mu pieluchę.
Podchodzę i kulturalnie mówię:
- Przepraszam, ale tutaj konkretnie około pięć metrów za pani plecami jest łazienka, chyba tam byłoby wygodniej przewinąć dziecko.
Pani popatrzyła na mnie jak na debila. Zero reakcji.

I tutaj zaczyna się moim zdaniem piekielność właściwa. Skoro pani z pieluchą mnie olała, (kto wie, może niedosłyszy, albo na jej planecie łazienek się nie używa?), uderzam do obsługi.
Przy kasie pusto, więc nie było problemu z "przeszkadzaniem zajętej osobie w pracy".

Ja: - Przepraszam bardzo, ale przy tamtym stoliku pani przewija na blacie dziecko. Czy mogliby państwo skierować ją do ubikacji?
Pani: - Tak? Aha. Zaraz się tym zajmiemy.

Z poczuciem spełnionego obowiązku odchodzę, naiwnie sądząc że albo zwrócą kobiecie uwagę, albo chociaż pofatygują się przetrzeć po niej stolik. Niestety, były zbyt zajęte oplotkowywaniem tej sprawy żeby zrobić jedno lub drugie, pani z pieluchą zdążyła wyjść i zniknąć w tłumie, a jej miejsce zająć inna osoba. Nikt się nawet nie pojawił.
Skarga do zarządu sieci poszła. Została olana.
Chyba zacznę jeść gdzieś indziej.

gastronomia

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 400 (482)

1