Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

SzymonASD

Zamieszcza historie od: 2 września 2014 - 0:26
Ostatnio: 17 lutego 2024 - 23:15
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 824
  • Komentarzy: 3
  • Punktów za komentarze: 20
 

#91080

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Za każdym razem kiedy w mediach nagłaśniana jest sytuacja śmiertelnego potrącenia dzieci czy rodzin przypomina mi się sytuacja w której sam brałem udział.

2 lata temu wjechał we mnie 19 letni chłopak. Miał 2.2 promila, skręcał w lewo na światłach i chciał to zrobić bardzo widowiskowo, bokiem na dużej prędkości. Samochód marki BMW z tylnym napędem. Wjechał na krawężnik i wyrzuciło go do osi jezdni prosto na mnie. Cały manewr wykonał na skrzyżowaniu, koło szkoły i bezpośrednio obok placu zabaw. Było chwilę po 13 i na ławce na chodniku było kilkanaście osób, głównie dzieci. Siła uderzenia była tak duża, że przesunęła ponad 2 tonowy samochód kilka metrów do tyłu pomimo zaciśniętego hamulca.

Po kilku miesiącach od zdarzenia dostałem wezwanie do sądu na rozprawę. Nie znam się tak dokładnie na prawnych aspektach takich przypadków, ale konkluzją było obniżenie kary z 24 miesięcy zakazu prowadzenia pojazdów na 18 miesięcy, obniżenie mandatu do 1000 zł i przyznanie jakiś dodatkowych stawek dziennych kary. Jedynym pocieszeniem w tej sprawie jest to, że kierowca z własnej kieszeni musiał płacić za naprawę mojego samochodu, bo kara i podejście sądu do wydarzenia, gdzie było dosłownie o włos od tragedii jest wodą na młyn dla morderców za kierownicą.

EDIT:
Wyjaśniam niejasności:
- Ja byłem kierowcą pierwszego samochodu w kolejce na światłach na ulicy, w którą próbował skręcić chłopak z bmw. Stałem na pasie do skrętu w lewo na środku jezdni.
- BMW uderzyło we mnie czołowo na wysokości lewego reflektora.
- Kierowca BMW jadąc bokiem zahaczył o wysoki krawężnik i wyrzuciło go na środek jezdni.
- Nie zacisnąłem sam hamulca, zadziałał jakiś system bezpieczeństwa w samochodzie, po wydarzeniu nie dało się przez to zepchnąć samochodu z jezdni.
- I ja, i kierowca BMW musieliśmy być w szoku po zdarzeniu, ponieważ nie zauważyłem, że jest pod wpływem, chodził i rozmawiał w miarę normalnie. Zadzwonił po swojego ojca i ojciec chciał się ze mną dogadać, żebym powiedział, że to on był kierowcą. Na szczęście na miejscu było sporo świadków i to oni zwrócili uwagę na to, że z młodym jest coś nie tak. Zanim pojawiła się policja już ledwo stał.
- Ubezpieczalnie wypłaca ubezpieczenie za wypadek z pijanym kierowcą, ale potem wszystkie pieniądze regresem odbiera od sprawcy.
- W wypadku nikt nie ucierpiał, ale samochody były bardzo mocno uszkodzone, mój był na granicy szkody całkowitej, bmw moim zdaniem było do kasacji.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (119)

#63040

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję jako przedstawiciel handlowy polskiego producenta mebli. Rynek na meble ostatnio w naszym kraju jest nie najlepszy, klientów na salonach niedużo, przez co sprzedawcy mieli trochę czasu żeby porozmawiać i podzielić się trudami swej pracy. A że jako i ja pracuję z ludźmi, i swoje doświadczenia też mam, zebrało się kilka historii, które pozwolę sobie systematycznie przytaczać.

Akcja dzieje się w jednym z średniej wielkości pomorskich miast. Do salonu przychodzi bardzo elegancka Pani w wieku na oko 35 lat, a krok w krok za nią podąża jej mała kopia, córeczka w wieku wczesnoszkolnym. Pani rozgląda się po salonie, zatrzymuje się przy dużym skórzanym wypoczynku, cena czterocyfrowa, przegląda katalog i szuka wzrokiem obsługi. Zgodnie z polityką tego sklepu nie podchodzimy do klienta, póki swoim zachowaniem nie zasugeruje, że potrzebuje porady, lecz jeśli już o tą poradę poprosi, każda z sprzedawczyń staje na rzęsach żeby klienta obsłużyć - premia prowizyjna działa.

Pani wypytywała o bardzo konkretne, techniczne szczegóły co dodatkowo zajęło obecnego w salonie montera i ostatecznie cała niewielka obsługa sklepu skupiła się na wymagającej, ale bardzo obiecującej klientce.
Tymczasem mała pobiegła do sąsiedniego pomieszczenia, znajdują się tam sypialnie, w tym stylowe, z baldachimem, które małe dziewczynki często interesują. Po chwili mała wraca i porozumiewawczo kiwa do mamy głową. Kobieta od razu traci zainteresowanie towarem, stwierdza, że cena wypoczynku jest zbyt wysoka i wychodzi ze sklepu.

Sytuacja wydaje się dość podejrzana, w sklepach meblowych regularnie dochodzi do drobnych kradzieży, najczęściej znikają akcesoria dekoracyjne, ale akurat tutaj nie było wielu takich, które można ukraść i w związku z tym nie było też zamontowanych kamer. Dziewczynka była jeszcze dzieckiem, po którym się jednak mało kto kradzieży spodziewa, nie miała też przy sobie żadnej torebki czy reklamówki, w której mogła by coś wynieść, więc nikt przeszukania w dziale sypialni nie robił, do czasu...

Po kilku minutach po salonie rozniósł się nieprzyjemny zapach, a jego źródło dość szybko udało się zlokalizować. Była nim szafa wchodząca w skład pięknego białego postarzanego zestawu sypialnianego, a która dziewczynce posłużyła za wychodek. Widać było jednak, że dziecko o higienę dba, podetrzeć też się nie zapomniało, rogiem wspomnianego wcześniej baldachimu... Szkoda że wody jeszcze na stanowisku nie było... Może by się i rączki udało umyć... A warto nadmienić, że oznaczona łazienka jest przy samym wejściu do salonu i kobieta musiała ją widzieć. Może bała się że dziecko zarazi się czymś w łazience, że się tam nie sprząta? Że kazać się dziecku załatwić gdzieś na salonie jest higieniczniej?
Dziecko trudno obwiniać, jest tym na co je mama wychowała, ale po "eleganckiej" kobiecie pozostał na salonie duży niesmak.

sklepy

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 705 (753)

1