Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

TruskawkowyMuss

Zamieszcza historie od: 10 marca 2014 - 0:37
Ostatnio: 13 listopada 2017 - 11:06
  • Historii na głównej: 11 z 15
  • Punktów za historie: 4028
  • Komentarzy: 216
  • Punktów za komentarze: 1402
 
[historia]
Ocena: 12 (Głosów: 14) | raportuj
13 listopada 2017 o 11:06

@Trepcio: Opakowań 150-200, co daje 15-20 zł. Gratuluję umiejętności czytania ze zrozumieniem :)

[historia]
Ocena: 15 (Głosów: 25) | raportuj
10 listopada 2017 o 14:08

@rodzynek2: Ale być może udałoby się uniknąć większości sytuacji, gdy policja prosi o pomoc w identyfikacji złodziei zarejestrowanych przez kamerę. Poza tym, bez przesady - więcej czasu zajmuje "a może to w promocji, tamto, karta taka i owaka" niż "mogę zobaczyć dokument?". Mam wrażenie, że jest społeczne przyzwolenie na używanie cudzej karty. Problem bardzo bagatelizowany, niestety...

[historia]
Ocena: 13 (Głosów: 21) | raportuj
10 listopada 2017 o 12:48

@rodzynek2: W Zarze proszą o dokumenty, jeśli karta jest niepodpisana. W żadnym innym sklepie mi się to nie zdarzyło. Odnośnie innych komentarzy: nie chodzi mi o sam fakt zapomnienia pinu a o brak reakcji kasjerki - gdyby pokazał prawo jazdy/dowód osobisty i dane zgadzałyby się z tymi na karcie, to w czym problem? Problem pojawiłby się, gdyby było inaczej. Poza tym, nie wiem czy warto chwalić się niemożnością zapamiętania ciągu 4 (!!) cyfr.

[historia]
Ocena: 10 (Głosów: 10) | raportuj
13 października 2017 o 15:53

@Supervillain: Do rozwiązania siłowego chęci były ale odwagi brak - okolica najeżona monitoringiem (uczelnia, kościół, bloki, sklepy) ;)

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 9) | raportuj
13 października 2017 o 15:50

@iks: Nikt nie wybił szyby ani nic z tych rzeczy bo okolica usiana monitoringiem ;) Od uczelni, kościoła, sklepu, bloków.... Z jednej strony bezpiecznie, z drugiej - cholery można dostać.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
18 czerwca 2016 o 23:41

@Rafikk222: Z samochodem łatwiej ;) Nikt nie obrazi się, jak zapytasz czy był lakierowany, po wypadku czy ile rzeczywiście na liczniku, natomiast hodowcy można się narazić pytając dlaczego kot jest bez praw hodowlanych - po takiej gafie o kocie możesz zapomnieć! ;)

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
18 czerwca 2016 o 23:38

@jass: Ciężko jest trafić na hodowlę naprawdę dobrą, z prawdziwego zdarzenia, taką w której zwierzę (a nie medal czy zysk) jest na pierwszym miejscu. Mój ostatni kocur był wzięty z super-duper hodowli, bo liczyłam (naiwnie), że będzie zdrowy. Nie był, sprawy genetyczne. Dlatego teraz tak trudno jest mi znaleźć hodowlę, która odważyłaby się przedstawić wyniki badań (żeby nie było - badań podstawowych w danej rasie które przeprowadza się na rodzicach, argumentem jest że muszę zaufać; co do badań ponad - zawszę mówię że koszty ponoszę ja jednak tu argumentem jest stres kota co notabene jest dziwne bo jakoś comiesięczne kąpiele kociaków są na porządku dziennym i widać tylko weterynarz powoduje traumę). Zniechęciłam się tak skutecznie, że jedyne puchate "coś" to w tej chwili dywan. Może mi z czasem przejdzie. Co do rasy - wybierałam również ze względu na cechy charakteru (i nie zawiodłam się) a nie fanaberię, jednak z natury nie lubię ryzyka i w miarę możliwości chciałam je zminimalizować (z charakterem trafiłam, ze zdrowiem było już gorzej).

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
18 czerwca 2016 o 21:19

@LupoMannaro: Za kotami ze względów czasowych i mieszkaniowych, bo psowate i kotowate uwielbiam na równi ;)

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
18 czerwca 2016 o 21:16

@InuKimi: Zdziwiłabyś się co się wyrabia w ZKwP i związku felinologicznym ;) To ładnie brzmi w teorii, w praktyce jest różnie. PS. Pseudohodowla to hodowla niezarejestrowana w żadnym związku, nie tylko zkwp czy feli.

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 4) | raportuj
18 czerwca 2016 o 12:19

@FlyingLotus: I tępić, i uświadomić potencjalnym kupującym jak jest i że kot ma nie być tylko ładny, grzeczny i utytułowany ale PRZEDE WSZYSTKIM zdrowy.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
18 czerwca 2016 o 12:17

@xyz2: Bo miałam dwa koty :) Pierwsza kocica odeszła z powodu nowotworu a drugi, kocur, miał wadę genetyczną. O ile w pierwszym przypadku pretensje jakiekolwiek są bezpodstawne (bo tak jak u ludzi nie wiadomo skąd i dlaczego), o tyle w drugim przypadku pretensje mam po części do siebie - zaufałam hodowcy i nie sprawdziłam sama "na czym stoję". Naiwnie założyłam że jest jak mówi hodowca - bo przecież zaufanie, itd.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 5) | raportuj
18 czerwca 2016 o 7:48

@xyz2: W którym momencie zrównałam? Bo napisałam że każdy ma prawo kupić to co chce? To jest zrównanie z przedmiotem? Rzeczywiście jestem dziwna skoro kupując /adoptując zwierzę oczekuję że będzie zdrowy (bo to na co zachoruje w przyszłości to inna sprawa i za to biorę pełną odpowiedzialność). Powinnam się cieszyć że hodowca wybrał mnie i przyjmować każdy kit który mi wciska. Dopóki podejście kupujących się nie zmieni to nic tak naprawdę się nie zmieni - jeżeli jedyna rzecz jakiej się oczekuje to ładny puchaty koteczek a nie przede wszystkim zdrowy. PS. Poczułam się naprawdę urażona - z torebką nie siedziałabym kilkunastu nocy kiedy cierpiała na nowotwór, nie szukałabym różnych (raczej nie darmowych) rodzajów pomocy ani nie wpadłabym w depresję po tym jak odeszła mi na rękach. PS2. Sama wsparłaś jak to określiłaś"fabrykę" - skoro masz rasowca.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
18 czerwca 2016 o 0:20

@xyz2: HCM? Współczuję. Jeśli czytałaś moje poprzednie komentarze - ogromnie przeżyłam stratę, nawet nie wyobrażasz sobie jak. Odszedł na moich rękach, choroba przebiegała bezobjawowo - dowiedziałam się o niej po sekcji zwłok. Był młodym, radosnym, pełnym życia i energii zwierzęciem - ale jeżeli kiedykolwiek zdecyduję się ponownie na futrzaka to przebadam i sprawdzę dokładnie, nie po to żeby oszczędzić pieniądze na "wadliwym egzemplarzu" ale po to żeby oszczędzić sobie bólu i cierpienia. I uwierz, autorka historii ma pełne prawo czuć się oszukana, jeżeli była zapewniana o żelaznym zdrowiu kota. Bo to jest zwykła ludzka nieuczciwość. Jeżeli np wada genetyczna ujawni się później (w wieku kocięcym niemożliwa do wykrycia) lub kot zachoruje (np na nowotwór) to jest całkiem co innego i tu nie ma mowy o rozczarowaniu, byciu oszukanym czy czymkolwiek innym. Ale jeżeli hodowca wciska chorego kota do którego nie przyłożył ręki żeby wyleczyć i jeszcze się zapiera to wybacz, ale to zwykłe chamstwo i brak uczciwości, bo to zwyczajne cedowanie obowiązków na nowego właściciela. Są ludzie którzy podejmą się opieki nad chorym a są tacy którzy nie, dlatego powinni być informowani od początku. Chodzi o uczciwość, tu nie ma co płakać.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
18 czerwca 2016 o 0:12

@ciotka: Jeżeli chodzi o specyfikę ras kotów to poczytaj sobie o charakterach i typie. Pers jest kotem spokojnym, nie skacze wysoko, dobrze znosi nieobecność właściciela (w granicach rozsądku - wyjście do pracy itd), sfinksy i rexy są "gadatliwe", towarzyskie, maine coony i norweskie są dość dużymi kotami o psim usposobieniu - właśnie dlatego wybiera się rasę kota, żeby mniej więcej wiedzieć czego można się spodziewać. Dachowiec będzie fruwał po firankach i szafkach albo nie - loteria. Wybór rasy zwierzęcia nie opiera się obecnie na jego cechach i zdolnościach do pracy - pasterskie (owczarki podhalańskie, border collie, itd), myśliwskie (setery, wyżły) czy odporne na warunki atmosferyczne i chętne do fizycznej pracy (husky, malamute) - ludzie wybierają rasę po to, żeby mieć zwierzę o w miarę znanych, usystematyzowanych cechach charakteru a nie poddawać się loterii bo może kot będzie towarzyski, a może nie, może pies będzie bronił posesji a może pozagryza wszystkie kury.

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 9) | raportuj
17 czerwca 2016 o 18:22

@ciotka: Gdyby wszyscy rozumowali jak ty, nie byłoby żadnych ras ani psów, ani kotów. Bo pierwotnym zamysłem hodowli jest dbanie o czystość i trwałość rasy. Jak to się odbywa, co się za tym kryje to już inna bajka. A każdy ma prawo kupić to co chce - czy to rasowe zwierzę, pozłacane ferrari czy torebka Chanel- dopóki ktoś ma pieniądze z legalnych źródeł to jego sprawa co z nimi robi. Każdy ma (jeszcze) prawo wyboru.

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
17 czerwca 2016 o 17:37

@LupoMannaro: Pseudo to osoba rozmnażająca niebędąca zrzeszona gdziekolwiek. A ja odniosłam się tylko do pewności co do rodowodów bo traktowanie jak mówiłam zależy od poziomu człowieczeństwa.

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 4) | raportuj
17 czerwca 2016 o 14:44

@LupoMannaro: Powiem inaczej- hodowców z ZKwP obowiązują kontrole poporodowe szczeniąt, można wystawiać psa na wystawach a rodowód faktycznie obejmuje 5 pokoleń. Czy ludzie są dobrzy dla zwierząt i jak o nie dbają to już nie kwestia stowarzyszenia tylko sumienia i człowieczeństwa. Mówiąc wiarygodny miałam na myśli wystawiane rodowody- ciężko byłoby wystawić rodowód z 5 pokoleń wstecz związkowi istniejącemu np 2 lata. Nie odbieraj mnie jako osoby stojącej murem za ZKwP, FIFE czy WCF - gdybym miała aspiracje hodowlane i wystawowe pewnie bym się tam pchała i złego słowa nie mówiła ale u mnie zwierz zawsze był najpierw do kochania a potem pokazywania (i to też nie byle komu bo rodzinie i znajomym ;)). Miałam kota z rodowodem bo dałam się omamić wizją dbałości o zwierzęta, zdrowiem, itd a wyszłam na tym jak wyszłam. Dba się do pewnego momentu - dopóki kotka rodzi piękne młode a potem jest sterylizowana i oddawana- mnóstwo jest takich ogłoszeń o kilkuletnich kotach z rodowodem. Trzeba mieć serce do zwierząt a gdzie wkrada się biznes tam nie ma na to miejsca.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
17 czerwca 2016 o 14:20

Z prawnego punktu widzenia wszystkie hodowle zarejestrowane gdziekolwiek są legalne, odprowadzają podatki a cena zależy od "jakości" rodowodu- tylko z krajowych związków mogą być wystawiane i zdobywać nagrody, walczyć o championaty itd. Z klubów i innych stowarzyszeń już nie. Stąd te ceny- np koty po dobrych rodzicach bez prawa hodowlanego, wystawowe (np syberyjskie, perskie) zaczynają się od 1,5tys. Z prawem hodowlanym kilkukrotnie wyższe. Z hodowli zarejestrowanej w jakimś klubie Puchatego Ogonka kota kupi się za ok 1000 i to bez szczególnych obostrzeń w stylu"na kolanka po wczesnej sterylizacji/kastracji". A od osób rozmnażających we własnym zakresie, bez zrzeszenia, kota "rasowego" można kupić za kilka stów a najczęściej są oddawane za darmo (jedynie płaci się koszty utrzymania)- inaczej jest nielegalnie.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
17 czerwca 2016 o 14:11

@sicca: Akurat w tym domu był jeden kot więc łatwo zauważyć. Jeżeli kot sika rzadko albo chodzi do kuwety często a nie może się załatwić i tylko"posikuje" to oznacza problem z nerkami (bardzo częsty w tej konkretnej rasie, poza tym z nerkami trzeba pilnować kastratów - dlatego było to dla mnie ważne). Wiedziałam że jest jedynym kotem bo byłam się z nim zapoznać (też oddzielna historia- prosiłam że chcę zobaczyć jak się zachowuje i jak objawia się agresja a kot został naszprycowany lekami i w sumie nie dowiedziałam się nic). Generalnie przyjmuję zasadę że kot powinien sikać mniej więcej tyle razy ile zdrowy człowiek.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
17 czerwca 2016 o 8:28

@Day_Becomes_Night: Z hodowli zrzeszonej w ZKwP? Bo to jedyny w pełni wiarygodny związek kynologiczny w Polsce. 1000 zl to cena za kota/psa z hodowli zrzeszonych w klubach lub mniejszych związkach, które powstały niedawno w związku z ustawą o sprzedaży zwierząt. Oferują pięciopokoleniowy rodowód (podczas gdy hodowla np istnieje od dwóch lat a dany klub od np pięciu lat - ich prawdziwość bardzo trudno zweryfikować). Znam przypadki że za grubo ponad 1000zl (bliżej €) zostały sprzedane chore zwierzęta, podczas gdy hodowca wiedział a nie powiedział bo ktoś nie pytał. Cena nie jest gwarancją uczciwości.

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 17 czerwca 2016 o 8:32

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 3) | raportuj
17 czerwca 2016 o 8:24

@fanalegwana: W pseudo nie spisuje się umowy i nikt nie pyta o badania bo nikt tego nie wymaga przy kociaku np za 300zl.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
17 czerwca 2016 o 8:21

@Okocim: ZKwP psi ma odzwierciedlenie w Związku Felinologicznym. WCF czy FIFE to związki kociarzy międzynarodowe a przynależność do nich nie gwarantuje zdrowego kociaka czy łatwości uzyskania badań (dwie opisane wcześniej sytuacje miały miejsce z hodowlami zrzeszonymi w WCF lub FIFE). Generalnie zauważyłam że jeżeli się o coś nie zapyta to nie zostanie się poinformowanym.

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 11) | raportuj
17 czerwca 2016 o 2:45

@bedit: Ankieta ankietą, też wypełniałam... Ale na badania zgodziliby się dopiero po podpisaniu umowy adopcyjnej co dla mnie jest nie do przyjęcia (mam awersję do ryzyka a zwierzę to obowiązek więc chcę być pewna że sobie poradzę). Widocznie mam dziwne podejście - i w odczuciu hodowców, i fundacji.

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 9) | raportuj
17 czerwca 2016 o 2:22

Zapomniałam tylko dodać, że z kocimi biedami z domów tymczasowych też miałam do czynienia. Zainteresował mnie względnie młody kot z problemami z agresją, zaniedbany. Pani z DT nie była w stanie przedstawić dokumentacji medycznej (skoro zaniedbany to chciałam wiedzieć wcześniej z czym przyjdzie mi się zmierzyć i czy podołam finansowo leczeniu). Badania (po raz kolejny na mój koszt) mogłam sobie zrobić po podpisaniu umowy, wcześniej były zawsze jakieś wymówki. Poza tym pani zatajała pewne rzeczy (jak np skrajną nietolerancję i ataki na mężczyzn, była mowa o strachu przed dziećmi) i nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie czy kot ma biegunki albo ile razy dziennie oddaje mocz (co widać jak sprząta się kuwetę). Także naprawdę dałam sobie spokój - i z hodowlami, i fundacjami. Schronisko wspieram ale mieć coś w domu to mi się odechciało.

[historia]
Ocena: 29 (Głosów: 29) | raportuj
17 czerwca 2016 o 1:52

Jeżeli kupiłaś kota w profesjonalnej hodowli (medale-srale, super-duper) to zapewne spisaliście umowę. Powinien być tam zawarty taki punkt, że sprzedający kota - hodowca, gwarantuje że kot jest zdrowy a w razie czegoś (gdy choroba rozwinęła się jeszcze podczas pobytu u niego, nie u Ciebie) zobowiązuje się do zwrotu kosztów poniesionych z tego tyłu lub wymienia kota na innego. W Twoim przypadku jest to niedotrzymanie warunków umowy i spokojnie możesz iść do sądu. Co do profesjonalnych hodowli kotów- 2 lata temu zakupiłam kota, rodowód, szmery bajery, generalnie myślałam że wszystko jest ok więc się nie czepiałam, nie robiłam badań. Kot zmarł po dwóch latach z powodu wady genetycznej która mogła zostać w jakiś sposób sprawdzona (z hodowcą kontaktu brak, emaile wysyłane chyba w kosmos, telefon w innej galaktyce). Przymierzałam się ostatnio do kolejnego kota- po bardzo nieprzyjemnej wymianie zdań z hodowcą zrezygnowałam. W wielkim skrócie obraziłam hodowcę niemiłosiernie gdy poprosiłam o wyniki badań rodziców kota (choroby genetyczne, charakterystyczne dla danej rasy) oraz zapytałam o możliwość przebadania pod kątem różnych chorób, w tym genetycznych (od początku zaznaczałam że sama poniosę koszty ale zależy mi aby zrobić to wcześniej). Zostałam wręcz zbesztana jak dziecko, że nie mam prawa tego żądać, podważam autorytet hodowcy i generalnie wiadro pomyj jak to jestem nieodpowiedzialna (nieodpowiedzialna bo dbam o zdrowie zwierzęcia? fuck logic). Przy czym wyników rodziców wymagać nie mogłam jeśli nie byłam na kota zdecydowana, a zdecydowanie się równało wpłacie zaliczki (niemałej, choć i tak niska cena w porównaniu do kota). Jednym słowem- miałam sobie zapłacić w ciemno, zaufać bo hodowca tak mówi i cieszyć się, że zostałam wybrańcem który dostąpił zaszczytu zakupu kota. Szczerze, odechciało mi się. Łatwiej jest kupić samochód i nikt nie obraża się o pytania typu "bity, bezwypadkowy, ilu właścicieli". To co się teraz dzieje z hodowcami (wszelkich zwierząt) to jakaś paranoja. Zamiast kota za kilka tysięcy pieniądze zainwestuję albo sprawię sobie super-hiper wypasioną torebkę (przynajmniej nikogo nie urażę gdy zapytam czy na pewno jest ze skóry).

« poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 następna »