Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

marynarka

Zamieszcza historie od: 16 lipca 2017 - 13:09
Ostatnio: 2 sierpnia 2017 - 18:06
  • Historii na głównej: 3 z 3
  • Punktów za historie: 542
  • Komentarzy: 43
  • Punktów za komentarze: 377
 

#79451

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka lat temu, za pięknych, studenckich czasów, wybrałam się na wyjazd majówkowy do Pragi, organizowany przez samorząd wydziału. Wszystko organizowane po studencku - czyli wybrane same najtańsze opcje. Także firma autokarowa najtańsza, jaka istnieje na rynku. Tyle wstępu.

Plan wyjazdu był tak ułożony, żeby wykorzystać długi weekend co do godziny, więc wyruszaliśmy późnym wieczorem ostatniego dnia zajęć.

Zdziwiło mnie to, że przemiły kierowca, który z nami wyruszył spod uczelni, został zmieniony po jakichś 200 kilometrach na innego, a tamten miał już dojechać sam do końca trasy. Powiedzieli, że takie są przepisy, więc nie wnikaliśmy. Sama mam chorobę lokomocyjną, więc siedziałam z przodu i spałam, zmożona aviomarinem, ale reszta, jak to studenci, pili piwko, gadali, nucili jakieś wydziałowe przyśpiewki.

Mi nie przeszkadzało, za to kierowca się wściekał i bardzo wulgarnie do nich odnosił. Nie chciał też robić postojów, żeby nie dokupili alkoholu, tylko jechał bez przerwy.

W końcu, około 7 rano, 30 kilometrów od Pragi, wszyscy zasnęli. Kierowca też. Jadąc autostradą, na tempomacie 100 km/h, wjechał w ogromną tablicę informacyjną, która owinęła się wokół autokaru i pojechała z nami kilkadziesiąt dobrych metrów, zanim kierowca się obudził i powiedział: "O k&%wa, zasnąłem".

Wypadek niezbyt poważny, ale przednia szyba stłukła się całkowicie i mnie obsypała deszczem szklanych igieł od czubka głowy po stopy. Wszyscy w szoku. Ja, niezbyt poważnie ranna, ale z powbijanym szkłem na absolutnie każdym centymetrze ciała. Z punktów, w które powbijały się igiełki, leje się krew, także po twarzy. Na szczęście oczy całe, ale w nosie, uszach i ustach szkło.

Wstaję, wychodzę na miękkich nogach z autokaru. Każdy ruch = więcej igiełek i coraz głębiej wbite w skórę. Widok dość makabryczny. Kierowca patrzy na mnie, rozgląda się, po czym zaczyna wrzeszczeć na wszystkich "sku%&$syny zepsuły mi nowiutki gps".

Reakcja dziwna, ale ok, gość jest w szoku. Daliśmy mu chwilę ochłonąć, zdecydowaliśmy co dalej. Po chwili rozmowy, organizator wycieczki wyciąga telefon i mówi, że dzwoni po policję i pogotowie. W tym momencie kierowca wyszarpuje mu telefon i rzuca na ziemię, wrzeszcząc "nigdzie k**&& nie dzwonisz, przez was jeszcze stracę pracę, gówniarze!”.

Oczywiście, po służby zadzwonił ktoś inny, ale nie mogę pojąć, co miał w głowie kierowca.

zagranica wyjazdy wypadek

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 155 (167)

#79302

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z cyklu "wegeterroryści". Może nie bardzo piekielna, ale dość absurdalna.

Nie jem mięsa. Nie jest istotne dlaczego, za to ważne, że nie opowiadam o tym, dopóki ktoś nie zapyta. Pracuję w korporacji i o moim wegetarianizmie wiedzą tylko moi najbliżsi współpracownicy, bo akurat z nimi czasem jem obiady czy kolacje służbowe. Oprócz mnie na naszym piętrze pracuje jeszcze jedna wegetarianka [W]. W za to bardzo pilnuje, żeby absolutnie każdy o tym wiedział. Nie mam pojęcia, jak ma na nazwisko, ale za to doskonale znam szczegóły jej diety. Taki typ wiecznie żądny uwagi.

Ostatnio przyniosłam sobie do pracy wegepastę z cieciorki, którą ktoś nazwał pasztetem. Co ważne, pasta jest pakowana w małych słoiczkach z wielkim napisem "pasztet", a reszta informacji jest małym druczkiem. Poranek, robię sobie w pracy kanapeczki z tą właśnie pastą.

Wpada do kuchni W w towarzystwie kilku koleżanek, coś im opowiada, zaczynają robić sobie kawę/herbatę. Wtedy W mnie zauważa, gapi się chwilę na mój posiłek, po czym zaczyna teatralnie pociągać nosem i się do mnie krzywić. Nic nie mówię, bo zawsze była dziwna. Mój brak reakcji ją w końcu zirytował i głośno mówi do swoich koleżanek: "Naprawdę nie mogę pojąć, jak można być tak nieczułym i w MOJEJ obecności jeść zwłoki. Zwłaszcza w takiej, śmierdzącej mięsem, formie. Takie rzeczy powinno się jeść w domu!".

Szczęka mi opadła, ale dalej ją ignoruję, więc zwraca się do mnie: "Marynarka, słyszałaś? Naprawdę mogłabyś uszanować uczucia innych i nie przynosić takich rzeczy do pracy."

Zapytałam, czym w takim razie ona zastępuje mięso, skoro pasta z cieciorki jej śmierdzi, po czym wyszłam.

Czy są tu wegetarianie, którzy mogą mi wytłumaczyć jej tok myślenia?

wegetarianizm

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 209 (227)

#79258

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam krótką historię rowerową.

Jadę sobie dzisiaj do pracy na rowerze wzdłuż bardzo ruchliwej ulicy: po trzy, miejscami cztery pasy w jedną stronę.

Po obu stronach ulicy jest ścieżka rowerowa. Po mojej (prawej) stronie jest starsza, z kostką brukową, po której trochę trzęsie, ale na pewno da się jechać komfortowo na przeciętnym, miejskim rowerze. Patrzę, obok śmiga ulicą, między autami zjeżdżającymi w prawo, rowerzysta. Taki na ultralekkim i cieniuteńkim jak karteczka rowerze, w ciasnych gatkach. Myślę sobie: ale palant, tak ryzykować tylko dlatego, że ścieżka nie jest asfaltowa. Ale nic, jadę dalej.

Pięćset metrów dalej jest bardzo duże skrzyżowanie. Chcąc jechać prosto, można je ominąć górą przez wiadukt albo stać na dole na światłach. Co robi kolarz? Oczywiście pcha się na wiadukt. Ograniczenie w tym miejscu to 80 km/h, którego nikt nie przestrzega i auta jadą średnio 100.

Kierowcy trąbią, on nic sobie z tego nie robi, bo przecież tak szybko jedzie, że jest prawie jak motocykl i na pewno nikomu nie wadzi. Chyba nie wziął pod uwagę, że ultralekki rower ma też swoje wady: na przykład że jest podatny na podmuch powietrza od tira. Tak, przewrócił się. Nie, nic mu się poważnego nie stało, bo przykleił się do tej barierki wiaduktowej.

Nie można za to powiedzieć tego samego o rowerze, który został rozjechany przez kolejny nadjeżdżający samochód większych gabarytów.

komunikacja_miejska

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 178 (190)

1