Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#83842

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejna historia o moim byłym szefie, M. Sporo napisałem o nim w historii https://piekielni.pl/83841

M. po awansie na menadżera lubił pokazać, kto rządzi, czasem ręcznie sterując podziałem zadań, które zespół świetne umiał dzielić między siebie sam przed jego awansem, czy zgadzając się lub nie na odbiór nadgodzin lub urlop. Samego siebie przeszedł jednak, gdy nie puścił nikogo na mój ślub. Ślub brałem w piątek o 15.30. M. uznał, że jest dużo pracy, więc nikt nie może odebrać nadgodzin, żeby się wybrać, sam też wymówił się telekonferencją. Za to około 9.30-10 w dniu ślubu zadzwonił do mnie w imieniu swoim i zespołu (byli obecni, rozmowa na głośnomówiącym), żeby złożyć mi życzenia. Szkoda, że zaczął je mniej więcej tak:

M.: cześć, składamy Ci życzenia teraz telefonicznie, bo nikt nie może się wybrać osobiście, ale sam rozumiesz, wybrałeś sobie niefortunny termin i godzinę na ślub.

Aż nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem, w poniedziałek zapytałem więc kolegów i koleżanki, czy takie zdanie faktycznie padło. Potwierdzili. Dodam, że o terminie ślubu informowałem go pół roku wcześniej, więc nie była to żadna niespodzianka.

Korpo

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 170 (192)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…