Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Surinam

Zamieszcza historie od: 6 lutego 2020 - 17:24
Ostatnio: 24 października 2020 - 12:50
  • Historii na głównej: 2 z 3
  • Punktów za historie: 219
  • Komentarzy: 4
  • Punktów za komentarze: 12
 
zarchiwizowany

#86050

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pracowałam w prywatnym przedszkolu. Trafiałam na wielu roszczeniowych rodziców, jednak jedna z mam zaskoczyła mnie wyjątkową piekielnością.

Byłam wtedy w widocznej ciąży, zgodnie z kodeksem pracy nie wolno mi było brać nadgodzin, nawet jeśli bardzo chciałam.
Tego dnia miałam najpóźniejszą zmianę, po godzinie 17 zostawałam sama z dziećmi. Umówiłam się z siostrą pod budynkiem przedszkola o godzinie zakończenia pracy, miałyśmy wybrać się na zakupy.

Gdy minęła ostateczna godzina odbioru dzieci, na dywanie wciąż bawił się czterolatek, a siostra czekała pod furtką, pomyślałam, że dam jej 10 minut. Po tym czasie zadzwoniłam do niej, jednak nie odebrała. Po kolejnych 15 minutach zaprosiłam siostrę na górę i kontynuowałam połączenia, jednak bezskutecznie. Dzwoniłam do taty - jest w delegacji, nie wie czemu nie odbiera. Niania jest na urlopie, też nic nie wie. Po 45 minutach telefon do szefowej, może od niej odbierze, niestety nic. Chłopaczek zaczyna się martwić, jest jasno, ale grubo po 19. Robię mu kolację z tego co znajduję w kuchni i martwię się co mogło się jej stać. A może wypadek? Nikt więcej nie jest upoważniony do odbioru, czyli co? Dzwonić na policję? Przyznaję, że naprawdę widziałam już tylko czarne scenariusze, ale starałam się jak mogłam, by nie zestresować dzieciaczka. W końcu przełom, odrzuca połączenie, czyli żyje. Po prawie półtorej godzinie słychać kroki i rozmowę przez telefon. Dzieciak biegnie do mamy, ta łapie go za rękę i odwraca się na pięcie.

Ja: Ale chwileczkę, musimy porozmawiać.
Mama: (rozłącza się) No w sumie rzeczywiście się spóźniłam...

Okazało się, że miała służbową rozmowę przez firmowy telefon, którą odbywała w samochodzie pod budynkiem. Nie mogła jej przerwać, by zadzwonić, że się spóźni, napisać do dyrektorki smsa z prywatnego numeru, ani odebrać syna dalej rozmawiając. Przyznaję, że na koniec przeprosiła, więc machnęłam ręką na opłatę 45zł za każdą kolejną rozpoczętą godzinę opieki, ponieważ, zgodnie z wytycznymi, był to dopiero pierwszy raz.

Polska

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (21)

1