Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Tonton

Zamieszcza historie od: 19 kwietnia 2018 - 14:45
Ostatnio: 17 lutego 2020 - 8:24
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 233
  • Komentarzy: 3
  • Punktów za komentarze: 1
 

#86089

(PW) ·
| Do ulubionych
W poprzednie wakacje wybraliśmy się z mężem na urlop do domu wczasowego w Wiśle. Wyjątkowo wzięliśmy ze sobą psa, bo głównie zamierzaliśmy chodzić po górach, a nasz pies jest jak kozica, więc niech ma coś z życia.

Bodajże 2. dnia w trakcie śniadania zaczął wyć alarm przeciwpożarowy. No to ja od razu do pokoju, żeby ewakuować psa na dwór - po pierwsze nie wyobrażam sobie zostawić żywego stworzenia w pożarze, po drugie alarm kaleczył moje uszy, więc co dopiero czuł pies ze swoim czułym słuchem.

Pędząc do pokoju mijałam recepcję, więc zapytałam od razu, czy alarm jest fałszywy, czy faktycznie coś się dzieje, nie było jeszcze wiadomo. Gdy wychodziłam już z psem na dwór, ponownie mijałam recepcję, a tam jakiś facet wydzierał się na recepcjonistkę, żeby go wyłączyli, bo on jest z małym dzieckiem i chce zjeść śniadanie (alarm naprawdę był porządny).

Powiedzcie mi, co trzeba mieć w głowie, żeby słysząc alarm przeciwpożarowy, nie ewakuować się (wyszło zaledwie parę osób, głównie inni psiarze i osoby, które jeszcze spały/były w pokojach; z jadalni nie wyszedł praktycznie nikt) i dodatkowo mieć pretensje do obsługi (pan nie był odosobniony w swoim zachowaniu).

Hotel pożar

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (113)

#85861

(PW) ·
| Do ulubionych
Taka ze mnie łamaga, że będąc w ciąży złamałam nogę. Pominę piekielność na SOR-ze.

Po raz pierwszy od kiedy złamałam nogę, sama (wcześniej nie wychodziłam bez męża by niepotrzebnie nie ryzykować upadku) wybrałam się do sklepu, który mam tuż pod domem. Powoli człapię o tej mojej kuli, biorę grzecznie wózek, ustawiam się tak by nikomu nie przeszkadzać. Zostawiam wózek i podchodzę do półki by wybrać interesujące mnie produkty, wracam do mojego wózka, i zaskoczenie. Ktoś połakomił się na wózek. Troszkę opadły mi ręce i cycki. Nie odeszłam jakoś daleko. Wózki stały przy kasach, czyli dla zdrowej osoby kilka sekund by takowy wziąć. A dla mnie ponowne skakanie po wózek z zakupami w ręku. W moim odczuciu jak najbardziej piekielne.

sklepy

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (151)

1