Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Traszka

Zamieszcza historie od: 22 kwietnia 2011 - 15:45
Ostatnio: 6 lipca 2015 - 18:39
O sobie:

Uroczyście oświadczam, że wszystkie moje historie są wytworem mojej chorej wyobraźni, a zbieżność osób lub sytuacji z rzeczywistymi jest całkowicie przypadkowa.

  • Historii na głównej: 165 z 168
  • Punktów za historie: 137882
  • Komentarzy: 165
  • Punktów za komentarze: 1744
 
zarchiwizowany

#62441

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Taka mała prywatna refleksja mnie naszła, jak czytam komentarze pod historią http://piekielni.pl/62357. Refleksja na temat jakości kształcenia, rozumienia tekstu pisanego, poziomu nauczania. I kultury osobistej, pikującej w stronę dna (a może już poniżej?)

Dlaczego? Wystarczy zerknąć na komentarze.

Historia jest o zdrowych ludziach, którzy za wszelką cenę próbują znaleźć chorobę, żeby tylko wytłumaczyć tycie, i o tych, którym dowolny zły wynik otwiera drogę do jedzenia ponad miarę ("bo jestem chory"). Nie przemawia do nich, że przyczyną tycia nie jest żadna wyimaginowana choroba, ale zjadane kalorie. Co więcej, żadna choroba nie powoduje "tycia" sama z siebie - zawsze są to zmiany metaboliczne, które zaburzają bilans kalorii. Czyli po wyrównaniu metabolizmu bilans też można doprowadzić do normy. Fakt, może to być niełatwe. Ale większość poddaje się zanim zacznie.
Nikt nie nawołuje do braku leczenia (wprost przeciwnie), nikt nie każe się chorym głodzić. Nikt nawet nie sugeruje, żeby jeść magiczne 1000 kalorii, zamiast się leczyć.

A co mamy pod historią? Histerię :)

"Teraz pytanie do pani "dohtur" czy normalne jest, że człowiekowi nagle zmienia się aż tak metabolizm? Czy to tylko syki zdrowej, szczupłej panieneczki? Proszę puknąć się w czoło."
"Brawo, popieram. Siedzi zdrowa cizia i każdy, kto waży chociaż kilogram więcej, niż ona, jest grubasem. Co z tego, że cizia jest zdrowa, ma świetny wrodzony metabolizm, więc nie musi katować się dietami, ćwiczeniami, itp, tylko rzeczywiście spędzać dzień przed tv z paczką chipsów."
"Co za stek bzdur. Życzę ci abyś osobiście doznała choroby powodującej tycie to wtedy co najwyżej podetrzesz się swoimi wypocinami."
"Otyłość(nie nadwaga) to choroba.Tak samo jak alkoholizm. Traszka jak tak przeszkadzają Ci chorzy pacjenci to zmień zawód."
"Btw,idąc tropem myślenia autorki tekstu może w ogóle przestańmy brać leki na niedoczynność,bo nie są potrzebne?"
"Bardzo współczuję, Traszko, Twoim pacjentom tak ograniczonego lekarza, który nie wie, ze na metabolizm wpływ ma nie tylko niedoczynność tarczycy, ale także wiele innych czynników."
"Kurczę, to musi być straszne... być leczonym, albo raczej "leczonym", przez lekarza, który tobą gardzi..."
"Zapewne szczupła pani doktor jest najmądrzejsza i wie lepiej niż wszyscy inni, że grubas z problemami tarczycy to obżartuch i leń."

No i mój faworyt (chociaż szacunek, że pod nazwiskiem): "Wstyd że coś takiego napisał lekarz. W praktyce - leczy się przyczynę, a nie objawy. A Traszka mówi o czymś zupełnie odwrotnym. Karygodne. Jako lekarz, Traszko, powinnaś wiedzieć, że jeżeli się na czymś nie znasz, to nie wypowiadasz się."


Nie dość, że większość zupełnie nie zrozumiała tekstu, albo nie wie o czym mówi, to jeszcze rozpoczyna wycieczki ad personam.
A ja wcale nie jestem szczupła. Chociaż byłam, całkiem niedawno :) Ale teraz nawet w 40-42 nie wejdę. Ale nie udaję, że to z nagłej choroby. A może braku potasu... albo żelaza? Albo czegokolwiek, byle tylko coś było nieprawidłowe!
Ja wiem, że mój tłuszcz, to pochodna tego snickersa z wczoraj, tych lodów z weekendu i pysznej karkówki z piwem. I siedzenia na dyżurach, stosunkowo małej ilości ruchu, odpuszczenia sobie wspinaczki. I jeśli ktoś mi to zasugeruje, to nie krzyczę histerycznie "ja jestem CHOOOORA, mi kiedyś potas za mały wyszedł!", tylko uśmiecham się (z nutą smutku za lepszymi czasami) i mówię - tak, to moje lenistwo i brak dyscypliny. Ba, ja nawet sama sobie potrafię nakłamać, że jem malutko i dużo się ruszam! Ale smutna prawda jest taka, że mi się nie chce być wytrwałą. Jak większości. Tylko większość woli fikcję, zamiast spojrzeć w lustro.

Ale przyznam, takiej fali pokrzywdzonych krzykaczy nawet ja się nie spodziewałam :)


PS. na gotowych produktach jest wpisana najmniejsza kaloryczność "z zakresu" - producenci już się wycwanili i wiedzą, że ludzie to sprawdzają. I każde z nas bułeczkę policzy jako 100 a nie 160 kcal, a szynkę jako 40 a nie 60. W ten sposób naprawdę łatwo i do 500 kcal na dobę zejść. A że tylko na papierze...

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 47 (93)
zarchiwizowany

#59432

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tym razem nie historia, ale apel. Apel o odrobinę dokładniejsze analizowanie historii przez administratorów.

Pisałam już kiedyś (http://piekielni.pl/49060) o użytkownikach "nie wiem, nie znam się, coś słyszałem, w sumie nie było piekielnie, ale chcę mieć bajkę na główną".

Ostatnio, po chwilowej przerwie wróciłam na portal i natknęłam się na to: http://piekielni.pl/59278. Fak_dak bardzo ładnie wypunktował bzdury, ale co z tego, skoro większość (ponad 1500 osób!) uznała, że historia nie dość, że się wydarzyła, to jeszcze wyglądała jak autorka opisuje i należy jej się mały plusik. I nie dajcie się zwieść, historia pójdzie dalej w świat jako anegdota.

Smutne, że wystarczy napisać tekst przesycony nienawiścią, pogardą dla osób związanych z medycyną, nieważne jak nieprawdziwy, a już znajdą się przyklaskujący i rzucający oskarżenia (już sypią się rady "pozwać"). Jeszcze smutniejsze, że osoby wrzucające to na główną dają się ponieść fali wrogości.

Więc może odrobina rzetelności? Zerknięcie na komentarze, poszukanie środka? Jeśli pod ewidentną bzdurą ktoś wypunktowuje wszystkie nieścisłości, może warto się zastanowić co tu jest bardziej piekielne, historia, czy parcie na szkło?

PS. A kłamanie na temat osób, które nie mogą się bronić, a których personalia można ustalić w ciągu 15 minut uważam za chamstwo. Ale i za głupotę, bo to nie jedyne personalia, jakie można znaleźć po przeczytaniu tej historii...

piekielni niestety

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 315 (443)
zarchiwizowany

#49060

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Coraz więcej piekielnych na Piekielni.pl
I nie mówię tu o hejterach, trollach czy innych paskudach. Mam na myśli użytkowników dodających swoje historie, tych, którzy robią to bez znajomości - choćby powierzchownej - tematu.

Jak inaczej określić ludzi autorytarnie wypowiadających się np. o jakimś schorzeniu i podających objawy sugerujące zupełnie inną dolegliwość?

Np. pewna użytkowniczka opisuje wyjątkową, wręcz niespotykaną interakcję kilku leków. Drwi przy tym z konowałów, którzy nie rozpoznali przypadłości, za to sugerowali uczulenie. Jednocześnie podaje objawy pozwalające z 95% pewnością postawić diagnozę alergii na jeden z preparatów.

Inna zuchwale opisuje swoją walkę o życie w pewnej chorobie. Nie zwraca przy tym uwagi, że gdyby choć połowa jej objawów była prawdziwa, już dawno nie byłoby jej nie tylko na portalu, ale i na świecie. Wykazuje przy tym daleko idącą nieznajomość leków, symptomów danej choroby, co łatwo ją demaskuje.

Kolejna pisze o haniebnym zaniedbaniu, jakim było zaniechanie łyżeczkowania jamy macicy, co w dalszej kolejności spowodowało "ból pod łopatką" i gorączkę. Nie ma przy tym pojęcia, że łyżeczkowanie nie jest wskazane w każdym przypadku, że powikłanie to trudne do opanowania krwawienie, a nie tajemnicze bóle (pod łopatka!). Gorączka zaś może mieć miliard przyczyn, w tym powikłane gojenie rany, co z łyżeczkowaniem nie ma nic wspólnego.

Ktoś inny narzeka na pielęgniarki i ich "nieróbstwo" - nie mając oczywiście pojęcia o procedurach i tym, że właśnie tak powinna wyglądać opieka nad konkretną, zakażoną raną.

Jeszcze inny żali się, że lekarz na SORze nie stał nad nim od zrobienia zdjęcia RTG, tylko przyszedł po godzinie - to, że mniej więcej tyle trwa przetworzenie i opisanie zdjęcia wcale go nie interesuje.

Innymi słowy, nie mając wiedzy, ludzie tworzą obraz tego, co się stało - oczywiście w ich mniemaniu. Czy ma to coś wspólnego z rzeczywistością? Nie. Czy brzmi piekielnie? To jasne - część bzdurnych historii niestety trafia na główną. Czyli hulaj dusza, można pisać co się chce.

Oczywiście ja widzę tylko głupoty pisane w historiach medycznych, mechanik na pewno widzi je w motoryzacyjnych, listonosz w pocztowych itd itp. Dla mnie ok - pośmieję się, poubolewam nad głupotą. Gorzej, że część użytkowników uwierzy i będzie taką miejską legendę opowiadać dalej.

Skomentuj (50) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 640 (754)

1