Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

calodniowysen

Zamieszcza historie od: 7 czerwca 2011 - 20:17
Ostatnio: 23 sierpnia 2019 - 18:52
  • Historii na głównej: 12 z 20
  • Punktów za historie: 5209
  • Komentarzy: 193
  • Punktów za komentarze: 806
 
poczekalnia
Opowieści z recepcji - część ostatnia. Prywata.

Od razu podkreślam, że większość tej historii ma charakter humorystyczny, chociaż jako takiego nabrała z czasem.

Mieliśmy w jednej z firm faceta - same mięśnie, niski głos, dopasowane koszule, no cudo. Wszystkie laski się za nim obracały, a on dłużny też nie pozostawał. Podrywał wszystkie recepcjonistki, jedne skuteczniej, inne mniej. Mnie to tam akurat bardzo nie ruszało, chce sobie gadać, niech gada - firmowy uśmiech numer 5 i pełna kultura.

Do czasu.

Jednego piątku, bardzo późno wieczorem, sam koniec zmiany, wszystko zrobione, szefostwa nie ma to wyciągnęłam sobie książkę, a nasz cud chłopak akurat wychodził z pracy, zobaczył mnie z tą książką i podpytuje, zagaduje, oznajmia, że sam by chętnie przeczytał, że zawsze chciał. Wymieniliśmy kilka uwag, ja rzuciłam, że jak skończę to mogę pożyczyć książkę i pożegnaliśmy się.
Jeszcze tego samego wieczora dostałam od gościa jakąś wiadomość na fejsie, wymieniliśmy kilka wiadomości, ale ja bliższą znajomością nie byłam zainteresowana i raczej nie starałam się rozmowy ciągnąć. Zresztą cały dialog był w klimacie "a ja starszy powiem ci dziecko jak masz żyć" - trochę jak starszy brat do małej siostry.

Przez tydzień wymieniliśmy takich wiadomości jeszcze kilka - żadne tam kilometrowe rozmowy, dosłownie kilka wiadomości.

W następny piątek wieczorem książkę doczytałam, a że wypadła mi zmiana w sobotę to piszę do tego cud faceta pytanie, czy będzie w pracy w sobotę, to mu książkę zgodnie z obietnicą pożyczę. Brak odpowiedzi, doszłam do wniosku, że pewnie w piątkowy wieczór ma coś lepszego do roboty i tyle.

Zaczęło się w sobotę.
W nocy dostałam zaproszenie do znajomych od jakiejś dziuni (no inna nazwa mi nie przychodzi...). Nie znam jej, ale że działałam prężnie na moim uniwersytecie w różnych strukturach, to myślałam że ktoś coś chciał, zaglądnęłam na profil - no ni uja, to zaglądam na wiadomości w folderze "inne". Bingo!

A tam wiadomość, że ona jest dziewczyną, prawie żoną tego cud faceta i ona mnie błaga żebym jej tego nie próbowała zepsuć (?!). Z łaską stwierdziła że nie będzie przychodziła do "naszej" firmy robić scen zazdrości, mimo że jest tam prawie codziennie (dzięki?) i że życzy mi, aby ktoś mi kiedyś coś takiego zrobił, bo przecież miałam pełną świadomość jej istnienia i zrobiłam coś takiego (yyy co?). Ach i podkreśliła że nie mam powodów do dumy i powinnam się wstydzić.

Więcej z cud facetem nie rozmawiałam poza formalnymi sprawami, bo się bałam (serio, bałam się), że mi się coś za to stanie. Później po prostu było mi szkoda chłopa, później kobitki, a później własnych nerwów.

Dla opornych - w życiu się nawet nie zająknął że kogoś ma, koleżanka z pracy na tą opowieści powiedziała tylko "ale przecież on nie ma narzeczonej...", nasza znajomość była bardziej relacją brat-siostra niż jakieś flirty itd. A ja tylko chciałam mu pożyczyć książkę...

PS. Dla tych co lubią szczegóły - chodziło o "Solaris" Lema :)

ochrona recepcja drama

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 28 (46)
poczekalnia
Opowieści z recepcji - część piąta i ta będzie już na pewno przedostatnia.

O bardzo dziwnym kurierze i groźbach karalnych.

Przyjeżdżał do nas do budynku kurier cwaniak. Janusz.
Janusz lubił się chwalić ile to on nie zarabia, bo jakby pracował w zawodzie to by tyle nie zarobił, a jako kurier to on ma 10tyś na rękę i nawet się nie męczy. Każdej nowej dziewczynie na recepcji wkręcał że jego się wpuszcza do budynku bez legitymowania (oczywiście dziewczyny były uprzedzane, ale czasami mu się udało). Opowiadał też wiecznie innym kurierom, że on to reszty nie wydaje, jak ktoś ma zapłacić 17 zł a daje mu banknot 50 zł to on sobie zabiera całość jako napiwek.
Dlaczego on tam jeszcze pracował nie wiem.

Do nas miał bardzo dużo problemów - a to że musi się legitymować, że dostawy w ilości hurtowej musi windą towarową dostarczyć (a mimo to się wylegitymować - ZGROZA!)

Niedługo przed końcem mojej pracy tam zmienił się zarząd budynku. Zarząd ten sobie nagle postanowił, że kurierom i dostawcom w godzinach ogólnie przyjętych jako godziny pracy (9-18) nie mogą podjeżdżać przed budynek, tylko muszę stanąć za budynkiem i z paczkami na piechotkę do wejścia.
Zanim się wszyscy nauczyli to były spięcia, kurierzy się buntowali, ale postanowienie zarządu nowym prawem, w końcu wszyscy się przyzwyczaili, ale nie Janusz.

Bo on nie będzie chodził!
Po kilku przypadkach że został odesłany do samochodu zaraz po wejściu zaczął rozdawać paczki z samochodu. Kilka skarg od pracowników (środek zimy, ktoś schodzi po paczkę na dół, więc jest wciąż w budynku, a nagle się dowiaduje, że musi obejść budynek), znowu wchodził do środka, ale parkował przed budynkiem bo:
- on ma ciężkie rzeczy (bo żaden inny kurier nie ma)
- wózka zapomniał (możemy pożyczyć, wystarczy poprosić)
- on tylko na 2 minuty (ta jaaaaaaaaasne)
- bo on ma nowego człowieka i musi go nauczyć
- miejsca dla kurierów są zajęte a on na parking podziemny nie będzie wjeżdżał.

Po kilku takich sytuacjach w ciągu dwóch tygodni, kiedy nie reagował na prośby ze strony ochrony żeby przed budynkiem nie parkować nasz szef się zdenerwował i złożył na niego skargę do jego firmy.
Po południu Janusz wraca na budynek i podchodzi mega wściekły do mnie siedzącej na recepcji i z tekstem:
"Ten twój szef to lubi swój nos? Niech się nie wtrąca do mojej pracy, bo niedługo może mieć krzywy nos"
I zanim zdążyłam zareagować to wyszedł.
Sprawa zgłoszona do naszej firmy, do jego firmy - w końcu grozi kwalifikowanemu pracownikowi ochrony na służbie.

Na chwilę go przenieśli, ale później wrócił. Jeszcze bardziej cwany niż wcześniej.
A wystarczyło posłuchać ochrony, lub być kulturalnym czasami.

ochrona usługi kurierzy

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (66)
poczekalnia
Opowieści z pracy na recepcji część druga.

Było o kurierach, dzisiaj o interesantach.

Do naszego budynku codziennie wchodziło od 20 do 50 osób z zewnątrz chcących się dostać do wybranej firmy. Ogólny zbiór zachowań i zaobserwowanych piekielności.

1. Higiena i jej brak.
- Bardzo często na rozmowy o pracę przychodziły osoby z daleka pachnące jakby wylały na siebie butelkę perfum. Zarówno mężczyźni jak i kobiety. Współczuję HR'owcom przebywania z tymi osobami w ciasnym pomieszczeniu.
- Zdarzały się przypadki w drugą stronę - poplamione koszule, brudne paznokcie, brudne buty, hawajskie spodnie (serio, na rozmowę o pracę). Najgorsze dla mnie przypadki to brzydki zapach z buzi, najczęściej spowodowany wypaleniem papierosa tuż przed wejście, lecz niestety nie tylko.
- O higienie dokumentów już nie wspomnę. Niektóre dowody strach było wziąć do ręki.

2. Gadanie przez telefon
- Nagminna sytuacja, kiedy ktoś podchodził do lady, rzucał dowodem i sobie gadał przez telefon. Fajnie, tylko ja w myślach nie czytam, nie wiem do której firmy ten człowiek idzie a dla mnie to jest kluczowa informacja. I oczywiście złoszczenie się, że tyle to trwa, skoro próbuje się przebić z pytaniami przez paplanie przez telefon.
Po pewnym czasie zaczęłam ignorować takie osoby tak jak one ignorowały mnie. Jak z naszej strony nie było reakcji na takiego klienta, to się nagle okazywało że jednak da się telefon chociaż na chwilę odłożyć.

3. Kultura
- Rzucanie dowodem nie jest okej - przynajmniej jeden przypadek dziennie.
- Patrzenie na nas z góry bo my jesteśmy ochrona też jest słabe.
- Jak się gdzieś wchodzi, to się mówi "dzień dobry", albo chociaż na nie odpowiada, a nie przechodzi od razu do rzeczy albo na "ty" (też nagminne, zwłaszcza wśród tych bardziej elegancko ubranych).
- Najczęstszy przypadek? Naszym obowiązkiem było tłumaczenie drogi do poszczególnych biur. Bardzo często zdarzało się, że ktoś nas nie słuchał, odwracał się na pięcie i odchodził. Zazwyczaj wtedy nie trafił w odpowiednie miejsce i oczywiście pretensje do recepcji. A wystarczyło posłuchać do końca nie odwracać się w połowie słowa i odchodzić.

A i dziewczyny! Jak chcecie ubrać szpilki, to miejcie pewność że potraficie w nich chodzić. Nie raz słyszałam panie z HR które naśmiewały się z młodych dziewczyn w 10cm szpilkach poruszające się jak świeżo narodzone źrebaki. I wam będzie łatwiej i HR'y spojrzą na was bardziej profesjonalnie.

PS. Jest to zbiór piekielności, ale czuję się w obowiązku podkreślić że na każdy super piekielny przypadek zdarzał się super anielski przypadek osoby, z którą aż miło było zamienić kilka słów.

uslugi ochrona recepcja

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 34 (64)

1