Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Ferian

Zamieszcza historie od: 10 listopada 2011 - 20:09
Ostatnio: 7 września 2017 - 15:54
  • Historii na głównej: 22 z 30
  • Punktów za historie: 12638
  • Komentarzy: 182
  • Punktów za komentarze: 463
 

#79904

(PW) ·
| Do ulubionych
W mojej dalszej rodzinie jest trójka rodzeństwa, kolejno 8, 9 i 12 lat. Cała trójka otyła.
Na każdej imprezie rodzinnej wieczne szydzenie z ich wagi, ostatnio na imieninach matki tychże dzieci podane zostały ciasta i słodycze, które wszyscy jedli, ale tylko ta trójka nie mogła. Niby dobrze, prawda? No niezupełnie. Jestem pewien, że słodycze by im nie zaszkodziły, gdyby nie to, co musiały zjeść wcześniej. Codziennie u nich w domu są dwa dania, zupa i drugie danie.

Każde z dzieci jest zmuszone do zjedzenia wszystkiego, są pilnowane i nie wolno im odejść od stołu dopóki nie zjedzą. Wyobraźcie sobie teraz 8-mio latkę, która musi zjeść pełen talerz zupy i drugie danie o porcji jak dla dorosłej osoby. Dodam, że ja jako dwudziestokilkuletni facet nie byłem w stanie zjeść takiej porcji (czym uraziłem panią domu, bo mi, a raczej wszystkim pozostałym gościom "nie smakuje", bo nie zjedliśmy wszystkiego), przy czym rodzice tychże dzieci nakładali sobie jedzenia dużo mniej. Śniadania i kolacje wyglądają podobnie, ja nie byłem w stanie podczas kolacji u nich zjeść czterech dużych kromek chleba... A co dopiero dzieci.
I wytłumaczcie mi, gdzie tu logika?

PS. Na nasze próby wytłumaczenia im, że porcje są za duże reagują mniej więcej czymś takim:
"Od obiadu się nie tyje, tylko od słodyczy! One rosną i muszą porządne rzeczy jeść!".
"Pewnie słodycze w szkole podjadają, na W-fie się obijają".

rodzina

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (185)

#79321

(PW) ·
| Do ulubionych
Jako, że mam latem urodziny, przypomniała mi się pewna lekko piekielna historia z udziałem ciotki.

Otóż wiele lat temu ciotka przyjechała zza granicy na wakacje do Polski, akurat w okresie mniej więcej moich urodzin. Postanowiła nas przy okazji odwiedzić. I ja rozumiem, że ciotka jest biedna, nie musiała mi dawać nic, albo chociaż, żeby z pustą ręką nie przyjeżdżać jakąś czekoladę kupić... Ale kto normalny daje chłopakowi na któreś naste urodziny krem na zmarszczki dla kobiet 40+?

Przynajmniej do dziś mamy z tego w domu ubaw...

Rodzina

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (154)

#77028

(PW) ·
| Do ulubionych
Coś na temat wojujących wegetarian. Ostrzegam, żeby osoby wrażliwe nie czytały. Nie wiem, kto był piekielny, chyba ja, bo może nie powinienem był tego mówić.

Na uczelni mamy dużo wegetarianek. W większości normalne, które nie jedzą mięsa, ale nie przeszkadza im jak inni je jedzą. Mamy też jedną wojującą. Dosiadła się do mnie pewnego dnia, wyciągnęła kanapkę, ja też wyciągnąłem... Tyle, że moja była ze smażonym boczkiem (dobrze doprawiony duży kawał boczku smażony dość długo, potem się kroi na chleb, pychota). Wtedy się zaczęło. Najpierw jak ja mogę to jeść, przecież to było żywe zwierzątko, potem, że ona się czuje urażona i obrzydzam jej jedzenie. Odpowiedziałem jej grzecznie, że jak jej się nie podoba, może iść zjeść gdzieś indziej.

Wtedy padł argument. Chyba mój ulubiony u wszystkich wegetarian. Przytaczam mniej więcej:
- Jak chcesz jeść mięso, to musisz je najpierw sam zabić! Ciekawe, czy byś to zrobił?! Ha! Na pewno nie! Bo wiesz w jakich warunkach zabija się te zwierzęta?!
- U mnie całkiem humanitarnie.
- A co ty wiesz, byłeś w tej ubojni, pracowałeś?!
- Nie. Mamy kury. Większość to nioski na jajka, ale też parę brojlerów na obiad, rosołek, smażenie...
- I... ty je zabijasz?! - Teraz tak już niepewnie.
- No, zabiłem raz... Kładziesz kurę na pieniek, bierzesz toporek...

Dziewczyna uciekła. Od tamtej pory rozpowiada, że jestem psychopatą. Ale i tak mało kto jej słucha, bo dla niej chyba każdy kto je mięso jest psychopatą, ale ostentacyjnie mnie unika, jakby się mnie bała.

Ale ja mówiłem prawdę. Mamy kury. I tak, raz jedną zabiłem. I muszę przyznać, że od tamtej pory naprawdę zacząłem doceniać mięso. Kury mają u nas naprawdę dobrze. Latem wypuszczane na podwórek, zawsze mają dużo trawki, a nawet jakieś resztki warzyw, które są dla nich nieszkodliwe. Kura, która idzie na zabicie jest oddzielana od reszty i nie może być karmiona przez jeden dzień. Ale zawsze dostaje wodę, nie chcemy przecież zwierzęcia zamęczyć. A potem szybka śmierć bez cierpień. Zabicie zwierzęcia było naprawdę trudne. Do dziś nie rozumiem, jak można zabijać ludzi, kiedy ja próbowałem zabić tę kurę przez bite pół godziny.

Ojciec był cierpliwy, bo i on za pierwszym razem modlił się nad swoją pierwszą kurą chyba też tyle samo. Jak już się to zrobi nie ma czasu się zastanawiać, trzeba odsączyć krew, a potem szybko wrzątek i pióra wyskubać. I mówicie, że jestem ciota. Ale to naprawdę było psychicznie trudne. A potem siadasz do stołu i dostajesz na obiad tą samą kurę. I trzeba ją zjeść. Ale wystarczyło spróbować. Ludzie, jakie to jest dobre! Nadal mi smakuje, tylko, że po tym mam trochę inne podejście. Do takiego mięsa nabiera się szacunku. W każdym razie argument koleżanki obalony. Zabiłem i zjadłem. I było przepyszne.

gastronomia uczelnia

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 346 (392)

#76964

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym co się dzieje z ludźmi, kiedy chodzi o pieniądze.

Pewnego roku na studiach, tuż przed wakacjami jedna moja znajoma, również studentka kupiła sobie zdrapkę. Taką za złotówkę, więc wygrane nie były jakieś nie wiadomo jakie. Prawdopodobnie była pewna, że nic nie wygra, albo z nudów zdrapywała ją sobie jak czekaliśmy w kolejce z oddaniem czegoś tam na zaliczenie... No i szok. Wygrała, nie pamiętam ile to było... Ale główną wygraną.

Też zazdrościłem. Każdy by zazdrościł, ale moja zazdrość polegała na "Szkoda, że nie ja..." i przeszła dość szybko. W końcu dziewczyna, która wygrała była samotną matką z rocznym dzieckiem, mieszkającą u swojej matki (jej ojciec już nie żył, nie wiem co z ojcem jej dziecka) dziewczyna pracowała i studiowała, ale i tak na pewno było jej ciężko. W sumie zasłużyła, niech ma.

W wakacje na facebooku pochwaliła się remontem pokoju małego, kupieniu mu nowych ciuszków, zabawek i powstawiała parę zdjęć ze swojego wyjazdu na wakacje.

Co więc piekielnego? Część ludzi z którymi studiuje... Oto wybrane komentarze, z jakimi się spotkałem na uczelni:

"- Taka puszczalska wygrała, po co jej to? I tak przepuści wszystko!"*
"- Tacy ludzie wygrywają, a porządni nie!"
"- Wszystko rozpuszcza, nic nie zainwestowała! Głupia, po co jej te pieniądze były?"
"- Na wakacje se pojechała, kase wytracić!" (Pojechała na 3. TRZY dni, w weekend.)
"- Nawet dziecka na wakacje nie zabrała, chytra jak #%^%$" (Jedźcie na wakacje z rocznym dzieckiem, na pewno odpoczniecie... Ja uważam, że jej się te trzy dni należały)
"- Kto się dzieckiem zajął, jak ona sobie na wakacje jeździ? Tym się powinna opieka zainteresować!" (Nie wiem, może jej matka? Babcia dziecka. Mogła zorganizować kogokolwiek, co to ludzi obchodzi!?)
"- Powinna kupić to to i to, a nie te badziewia co ona nakupowała!"
"- Ona nie wie, co się z takimi pieniędzmi robi, jakbym JA wygrał..."
Już nie wspomnę o chęci pożyczeń na bilet/jedzenie, stawiania kawy itp.

Po tym ludzie tak się od niej odwrócili, że gdy zachorowała i nie poszła na jakieś zajęcia nikt nie chciał jej dać notatek... (nie moja grupa, chodziłem z nią tylko na jeden wykład) Ludzie... Jak to czytacie weźcie się ogarnijcie.

* Jak mówiłem, nie wiem co z ojcem jej dziecka... Ale historie są różne i nie mnie oceniać. Może nie żyje, może ją zostawił, może się puściła. Jej sprawa.

uczelnia

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 299 (327)

#75681

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak dorobić sobie we Wrocławiu, czyli historia pewnego Pana.

Idę sobie na tramwaj, chcę kupić bilet, bo jeszcze ze dwa mam, ale wolę uzupełnić zapasy. Pani wrzuca pięciozłotówkę, ale ta nie wchodzi. Podbiega do niej Pan:

- Pani nie wrzuca, bo zepsuty jest!
- Już wrzuciłam... Kurcze, utknęło.
- Po drugiej stronie ulicy jest drugi, działający.

Na chwilę się odwróciłem, ale gdy spojrzałem z powrotem zobaczyłem, jak facet wyszarpnął jakiś drucik i zgrabnie pozbierał pięciozłotówkę z chodnika, po czym znowu zaczął majstrować przy biletomacie (nie widziałem dokładnie co).

Widząc, że podchodzi kolejna ofiara, powiedziałem szybko, że monety nie wchodzą, bo tu jednej Pani utknęło. Facet podziękował, wrzucił banknot, wydało mu drobne... Po czym wcześniejszy mistrz zarobku naszej historii podbiega do niego szybko.

- No... Będę z panem szczery! Zbieram na jedzenie...! Nie chcę dużo, widzę, że Panu jakieś drobne wyleciało... Proszę... Naprawdę nie chcę wiele...(Swoją drogą ładnie zagrane).

Niestety facet poratował naszego piekielnego złotóweczką, a gdy odszedł, nasz piekielny wyciągnął sobie papieroska czatując na kolejną ofiarę...

Przestrzegam przed panem z blizną nad okiem.

komunikacja_miejska

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (166)

#75189

(PW) ·
| Do ulubionych
http://piekielni.pl/75025 Przypomniała mi moją historię z PUP-em.

Z rok temu, może więcej trochę, chciałem sobie dorobić w mieście, w którym studiowałem. W pierwszej kolejności jednak szukałem pracy w moim zawodzie (nie śpieszyło mi się). Więc pomyślałem, z PUP-u prędzej zatrudnią, no i oni mają więcej ofert, może mi jakoś pomogą?

Jedynym moim problemem był brak prawa jazdy (o czym poinformowałem). Jednak PUP co chwilę wysyłał mnie do miejsc, w których wymagane było posiadanie samochodu (dojechać do i jakoś wrócić mogłem, tyle, to się nawet dojdzie, czy dojedzie autobusem, jeżdżenie nie wchodziło w grę.
Np. Praca na pełny etat w 2 różnych szkołach, wymagane jeżdżenie między nimi, bo 3 lekcje tu, 2 lekcje tam itp). Ostatnia z prac jaką dostałem od PUP-u była praca w szkole językowej. Pojechałem, po grzecznej rozmowie dyrektor niestety szukał kogoś do jeżdżenia do studentów na zajęcia indywidualne i musi mi odmówić. Wróciłem do PUP-u i mniej więcej taka rozmowa:

Pani z PUP-u: No i jak poszło?
Ja: No, niestety, odmowa.
PZP: A dlaczego?
Ja: Ponieważ nie mam prawka.

Co Pani z PUP-u inteligentnie mi doradziła?

PZP: Powinien był Pan powiedzieć, że ma pan prawo jazdy!

Aha. Miałem okłamać pracodawcę... Tak? A jakby przyszło co do czego i musiałbym jechać, to... co? Wtedy się wypisałem. Teraz już na szczęście nie muszę się z nimi użerać, bo pracę znalazłem. Sam.

PUP

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 213 (229)

#69403

(PW) ·
| Do ulubionych
O hienach cmentarnych...

Odchodziliśmy o grobu prababci. Jednak jeszcze się spojrzeliśmy, a tu jakieś stare babsko kradnie nam ładną, dużą wiązankę z grobu!

Ojciec podszedł, żeby, powiedzmy sobie szczerze... Babę opieprzyć i zabrać kwiaty z powrotem. Na co kobieta zaczęła wrzeszczeć, że ją okradamy! Oczywiście inni ludzie widzieli sytuację i baba kwiaty oddała, grożąc, że jak pójdziemy, to i tak kwiatów nie będzie... Cóż. Kiedyś musieliśmy iść.
Najwyżej jak kiedyś znajdziemy nasze, przeniesiemy z powrotem... (Zaznaczyliśmy)

cmentarz

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 406 (440)

#66650

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejna kandydatka na "matkę roku".

Siedzę sobie dzisiaj na przystanku autobusowym. Jako, że święto, ludzi mało, tylko ja i puszysta pani z dzieckiem. Co ważne dla historii, dziecko też do chudych nie należało. Nie powiedziałbym, że było grube, czy otyłe. Raczej miała nadwagę. Dziewczynka ok. 7-8 lat.
Dosiada się starsza kobieta(SK). Bardzo gruba. Fałdy tłuszczu wisiały, że widać je było przez suknie. Mówi do dziecka:

Sk: Przesuń się.
Dziecko się przesuwa.
Sk: Jeszcze się przesuń, taka gruba jesteś, że całą ławkę zajmujesz! (DO DZIECKA!)
Ja nie reaguję, w końcu matka zaraz dziecko obroni. A tu matka.
M: No, gruba jest, jak świnia! Widzisz? Gdybyś tyle słodyczy nie żarła, to byś taka gruba nie była!

Zatkało mnie. Centralnie mnie zatkało. Dziecko łzy w oczach, a matka z kobietą rozmawia o tym, jak jej dziecko słodyczami się objada i tyje... Przyjechał mój autobus. Nawet mi głupio, że się nie odezwałem... Nie wiedziałem, co mam zrobić. Tak, na 100% to było jej dziecko. Ale jak można winić za to siedmiolatkę, że jest gruba? Że je słodycze? Kto jej to kupuje?! MATKA! Więc niech dba o dietę córki, a nie, że przy ludziach ją poniża (szczególnie, gdy sama też jest gruba).

komunikacja_miejska przystanek

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 577 (657)

#64198

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziewczyno, która jechałaś dziś autobusem z dwiema koleżankami przed południem. Prawdopodobnie uciekłaś z lekcji. Twoja ciąża może nie była jeszcze zaawansowana, ale widoczna. Opowiadałaś swoim 'psiapsiółom' jaka ciąża jest "ch*jowa".
Narzekałaś, że mając już prawie szesnaście lat, taka dorosła, a nie możesz chodzić na imprezy i 'bawić się' z chłopcami. Mówiłaś, jak to Twoja "pie***olona matka" zabrania Ci usunąć dziecko, bo przecież, gdyby chciała, znalazłaby takiego lekarza, co usunie. Opowiadałaś o wszystkich rzeczach, których nie możesz robić przez tego 'pier**lonego' bachora.
Mówiłaś, że chciałabyś, aby "to zdechło"

Droga dziewczyno. Nie znam Cię, nie wiem, kim jesteś, nie znam Twojego imienia, nigdy z Tobą nie rozmawiałem, ale żałuję, cholernie żałuję, że Twoja matka nie chciała, byś ty "zdechła".

Mam tylko nadzieję, że Twoje dziecko będzie szczęśliwe. Ty nie musisz.

komunikacja_miejska

Skomentuj (188) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 699 (1085)

#63403

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/63202#comments przypomniała mi dość podobną, starą historię, gdzie piekielny był mój zacny ojciec :)

Okres przedświąteczny. Sprzedawczyń perfum nie brakuje, podchodzi do nas młode dziewczę (byliśmy w samochodzie) i rzecze:
D: To dla pana wyjątkowa okazja! Perfumy za darmo!
T: Za darmo?
D: Tak, tak, za darmo!
T: A pokaże pani?
D: <Wręcza mu flakonik, w międzyczasie zachwala>
T: No, w takim razie dzięki! <I... Odjeżdża...>

Dziewczyna przerażona biegnie za autem, my już kawałek odjechaliśmy, ona krzyczy, błaga, żebyśmy się zatrzymali, bo ją wywalą czy tam jej nie zapłacą...
W końcu Tata się zatrzymał.

D: Bo wie pan, te perfumy są za darmo, jak się kupi jedne... To się te dostaje, no wie pan, za darmo...

Oddaliśmy :) Jeszcze by powiedzieli, ze ukradliśmy :P

Rynek przed świętami

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 469 (535)