Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Gaja_Z_czekolady

Zamieszcza historie od: 9 lipca 2013 - 20:46
Ostatnio: 8 stycznia 2018 - 15:19
  • Historii na głównej: 50 z 59
  • Punktów za historie: 22666
  • Komentarzy: 100
  • Punktów za komentarze: 847
 

#54823

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie tak dawno spotkałam starą koleżankę z klasy. Pogadałyśmy chwilę i okazało się, że nasz wspólny "kolega" Michał, siedzi w więzieniu. "To przykre prawda?" - spytała mnie na sam koniec. Oczywiście, potwierdziłam, ale w głębi duszy mam nadzieję, że nie wypuszczą go szybko. Nie sądzę, aby wyrósł na wartościowego człowieka, biorąc pod uwagę jakim był dzieckiem.

Michał był typowym szkolnym zbirem - zaczepiał i znęcał się nad słabszymi. Nauczyciele posiadali zaskakującą zdolność dematerializacji, gdy Michał wybierał sobie ofiarę. Wiem o tym aż za dobrze, bo miałam nieszczęście chodzić z nim do klasy.

Nie zaczepiał mnie cały czas, czasami miałam nawet 2 miesiące spokoju. Bywały okresy, kiedy zamieniał mi życie w piekło. Wyśmiewanie, psychiczne znęcanie się, zabieranie plecaka, zamykanie w szatni - przechodziłam z nim różne przeboje, jednak najgorsze spotkało mnie pod koniec podstawówki, kiedy większość nastolatków przechodzi "trudny wiek". Michał chyba postawił sobie za cel, utrudnić mi go na maksa.

Zdarzyło się raz, że Michał mnie uderzył. Nie zrobił mi krzywdy, ale szok wywołany jego zachowaniem, sprawił, że w końcu poskarżyłam się wychowawczyni. Reakcja nauczycielki ograniczyła się do rozmowy z Michałem i wezwania rodziców, którzy i tak nie przyszli. Ja natomiast zostałam klasowym "kablem" i wtedy się zaczęło.

Na jednej z lekcji religii (Michał nie chodził), zaczekał aż nauczycielka wyjdzie, wszedł i obrzucił mnie ściółką i jakimiś grzybami, przy wszystkich osobach w klasie. Jako, że nauczycielki nie było, z incydentu nie wyciągnięto konsekwencji. Potem zaczęły się zaczepki, dużo gorsze niż poprzednio, raz nawet pociął mi kurtkę i splunął mi w twarz. Moi rodzice poszli do szkoły nie raz, ale nic się n ie zmieniło. W końcu rodzice zdecydowali się przenieść mnie do innej szkoły. Prawdopodobnie zmieniłabym ją, gdyby nie mój starszy brat, który wziął sprawę w swoje ręce.

Mój brat chodził wtedy do liceum i wysłuchawszy paru opowieści o Michale, wziął ze sobą paru kumpli i urządzili mu brutalną "pogadankę" o życiu. Michała ponad tydzień nie było w szkole. Jak wrócił, miał podbite oko i uszkodzoną rękę. Po jakimś czasie wrócił do starego postępowania, ale w moją stronę już nawet więcej nie spojrzał.

Polska szkoła...

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 715 (829)
zarchiwizowany

#55116

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Władam biegle językiem szwedzkim z racji skończonych studiów. U większości ludzi ten fakt wzbudza zainteresowanie, ale był też przykładem wielu przykrych sytuacji.


1. 1 rok, 1 semestr. Na moim kierunku języka uczymy się od podstaw. Każdy powinien więc zrozumieć, że po pół roku nauki języka, tłumaczenie dokumentów jest poza moim zasięgiem. Mąż sąsiadki pracował w Szwecji i przyszły do nich jakieś dokumenty, związane z rozliczeniem podatkowym. Sąsiadce chodziło jednak o coś więcej niż tłumaczenie uznała, że skoro "studiuję i znam" język to nie tylko przetłumaczę dokument, ale i rozliczę jej męża. Oczywiście za darmo, bo śpię na pieniądzach. Na odpowiedź, że język znam za słabo i nie znam się na podatkach w Szwecji, zareagowała fochem.

2. Z jej mężem miałam przeboje, parę lat później. Co chwile, przychodził z jakimś dokumentem do przetłumaczenia, a to CV do napisania, a to coś tam do sprawdzenia. Potem przychodził nawet z rzeczami, związanymi z językiem angielskim albo komputerem ("napisz mi to, bo umiesz lepiej obsługiwać komputer"). Potrafił przychodzić o 20.00 ze sprawą "na teraz". Gdy mnie spotkał na osiedlu, wracającą z uczelni, to niemal zawsze chciał wpaść z prośbą o przysługę. Nie mogłam go zbyć, bo był dobrym kolegą mojego taty. W końcu, wyjechał do pracy i wreszcie miałam spokój.

3. Liczne prośby o tłumaczenie od rodziny/znajomych. Na obietnicę, że rzucę okiem oczekiwali pełnego tłumaczenia. Oczywiście za darmo. W końcu się wkurzyłam i odpowiadałam "nie mam czasu". Przez to, uchodzę za zarozumialca, ale mam spokój.

4. Najbardziej irytujące: "Masz znajomości, mogłabyś mi znaleźć pracę? Ale dobrą, a nie zmywak. Mogłabyś też znaleźć mieszkanie?" Co dziwne, słyszane częściej nie od rodziny, czy znajomych... ale od uczniów w szkole językowej, kompletnie obcych ludzi. Jeden z nich chciał mój numer telefonu od mojej szefowej, abym "załatwiła mu pracę" i wielce się obraził, gdy dyrektorka szkoły odmówiła. Inna uczennica przyniosła dokument, który chciała, abym przetłumaczyła w czasie lekcji. Zareagowała wielkim zdziwieniem, na wieść, że w czasie lekcji prowadzę lekcje, a nie tłumaczę, zwłaszcza, że w jej grupie były jeszcze 4 osoby.

Jestem pewna, że każdy znający biegle jakikolwiek język doświadczył kiedyś czegoś podobnego. Niby mało piekielne, a jednak irytujące.

Języki obce

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (259)
zarchiwizowany
Zasłyszane w radiu:

"Mój instruktor wykazał się bardzo dużą precyzją na egzaminie. Powiedział, że zaparkowałem 10 cm dalej od słupka. Podkreślam, że zdawałem egzamin na prawo jazdy kategorii C i jechałem 12 - tonową ciężarówką.

Egzamin zdałem za drugim razem."

radio

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 208 (302)

#54327

(PW) ·
| Do ulubionych
Zasłyszane na rowerze:
"Pracowałem w niewielkim miasteczku koło Helsinek. Czysto jak nie wiem co, wszystko pozamiatane, czyściutkie. I na takim skwerku nad jeziorkiem, na środku drogi leżał niewielki papierek. Myślę sobie - ja też chciałem być idealny, więc wziąłem i podniosłem. Wiesz co to było?

Bilet warszawskiej komunikacji."

rower

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1039 (1109)

#54558

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia d1lera przypomniała mi podobną historię znajomej mojej mamy, powiedzmy Zosi. Zosia była fryzjerką i przyjaciołom zwykle obcinała włosy w ramach tzw. przysługi, za darmo. Oczywiście, czasem ktoś jej coś przyniósł w ramach wdzięczności, czasem nie. Pewnego dnia, jednak Zosia przestała ścinać włosy za darmo. Przyczynili się do tego jej sąsiedzi.

Zosia była z nimi mocno zaprzyjaźniona. Przynajmniej tak sądziła. Ścinała włosy zarówno sąsiadowi (który pracował, jako hydraulik), jego żonie oraz dzieciom. Pewnego dnia jednak coś popsuło się jej w zlewie. Poprosiła, więc sąsiada, aby sprawdził, co jest nie tak. Sąsiad przyszedł, naprawił i powiedział Zosi.

S - Za fatygę, 20 zł się należy.

Zosia oniemiała, gdyż nie raz ścinała im włosy, za darmo, jednak zapłaciła bez słowa. Za to, następnym razem, gdy sąsiadka przyszła z prośbą, aby ją uczesać, Zosia powiedziała, że o owszem, ale takie czesanie u fryzjera kosztuje, powiedzmy 60 zł i ona nie weźmie mniej.

Sąsiadka się bardzo oburzyła i w taki oto sposób "przyjaźń" dobiegła końca. Za to Zosia nauczona doświadczeniem, zaczęła informować innych "przyjaciół", że może ścinać, ale nie za darmo. Nagle, wielu z nich przestało się odzywać, a o Zosi zaczęły krążyć opinie, że jest zarozumiała i bezczelna, bo nie chce, ścinać za darmo.

Przyjaciele fryzjer

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 997 (1045)
zarchiwizowany
Znajomy był ostatnio na pogrzebie dziadka. Ta sytuacja przypomniała mi dzień, w którym zmarł mój dziadek. Dziadek zajmował się nami - mną i rodzeństwem - przez kilka lat przyjeżdżał codziennie, gdy rodzice byli w pracy i był dla mnie i braci niczym drugi ojciec.

Dziadek, pomimo wieku cieszył się dobrym zdrowiem i zmarł nagle - co dla nas wszystkich było bardzo dużym szokiem. Ja dowiedziałam się o tym, będąc w pracy. Jako, że firma, w której pracowałam, nie była duża, wiadomość o śmierci mojego dziadka, szybko się rozniosła. Szefowa, jak i inni współpracownicy wyrazili swoje współczucie.

Tego dnia, naprawdę trudno, z wiadomych przyczyn, mi się pracowało. W końcu, stwierdziłam, że i tak nic nie zrobię i poszłam do Szefowej (SZ), aby zwolnić się z pracy. Ważnym, w tej historii jest to, że profil działalności firmy, w której pracowałam był handlowo - usługowy. Częścią moich obowiązków, było również pozyskiwanie telefoniczne klienta.


J: - Pani SZ, nie czuję się zbyt dobrze. Chciałabym się zwolnić na resztę dnia z pracy, mogę nawet wziąć dzień wolny.

SZ: - A czy wyrobiłaś się z resztą obowiązków?

Ja: - Najważniejsze jest zrobione, ale dziś naprawdę nie mogę się zabrać za pracę.

SZ: - Gaju, ostatnio, jednak zaniedbujesz pozyskiwanie klientów. Wolałabym, abyś została i zadzwoniła do, powiedzmy 30 nowych klientów?

Ja: ...

Tego dnia, nie udało mi się pozyskać ani jednego klienta. Ciekawe dlaczego...

Praca

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 249 (333)

#52998

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia, jakich pewnie dużo na tym portalu, przydarzyła mi się niedawno. Mój dużo młodszy brat pracuje na czarno jako kelner w restauracji. Bardzo chciałby mieć umowę, ale właścicielka mu nie da "bo nie", a o pracę jak wiadomo ciężko.

Nie tak dawno brat poprosił mnie o przetłumaczenie menu tej restauracji na szwedzki - dawno temu kończyłam filologię, związaną z tym językiem. Właścicielka oczywiście zapłaci. Ze względu na brata, wzięłam jakże zawrotną sumę 10 zł od strony, razem 30 zł. Menu przetłumaczyłam, wysłałam bratu i zapomniałam o sprawie.

Minęły dwa, trzy tygodnie, gdy sobie o tym przypomniałam. Właścicielka miała przelać pieniądze - jak dotąd nie przyszły. Poprosiłam brata, aby jej przypomniał o zapłacie. Suma nieduża, ale zawsze można sprawić sobie drobną przyjemność.

Odpowiedź właścicielki zwaliła mnie z nóg - powiedziała bratu, że nie zapłaci, bo nie musi. Skoro "byłam naiwna, aby przesłać tłumaczenie bez wcześniejszej zapłaty, to mogę się teraz w d**ę pocałować".
Upominać się więcej nie będę, gdyż nie chcę robić bratu pod górę, jednak dalej w głowie mi się nie mieści, jak można być tak bezczelnym.

Restauracja gastronomia

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 849 (893)
zarchiwizowany
Jako młode dziewczę w liceum byłam bardzo dużym sympatykiem muzyki metalowej. Z tego powodu byłam właścicielką długiej czupryny, glanów i bezkształtnego czarnego worka, który dumnie nazywałam zimowym płaszczem. Wszystkie te elemeny są ważne dla przedstawionej niżej historii.

Środek zimy, śnieg po kolana, późne godziny popoludniowe - czyli w praktyce świat wygląda, jakby był środek nocy. Wysiadam z pociągu, myśląc o niebieskich migdałach i śpiesząc się do domu, gdy coś pchnęło mnie na znajdującą się na przystanku latarnię. Na szczęście, zdołałam zasłonić ręką, twarz i część głowy, zanim nastąpiło spotkanie 3 stopnia z latarnią. Gdy się ocknęłam po razu sekundach na śniegu, okazało się iż powodem mojego upadku był rosły przedstawiciel subkultury dresiarskiej. Chyba ze dwa razy szerszy ode mnie. Na dodatek w towarzystwie równie rosłego kumpla. Nie muszę chyba dodawać, że przystanek momentalnie opustoszał, jakby tłum ludzi, który wcześniej wysiadał po prostu znikł.

D1 - Te k***** to laska! - rzekł jeden z dresów, a drugi, nagle się nachylił i złapał mnie za fraki płaszcza. To było najbardziej przerażające 10 sekund mojego życia. Na szczęście, trafiłam na dżentelmenów, gdyż drugi dres postawił mnie na moich dwóch zesztywniałych nogach, puscił i podsumował:

D2 - trzeba k**** jak brudas sie ubierać?

Przyznam, że po tym wszystkim miałam ochotę kupić inny płaszcz.

Stacja SKM transport publiczny dresy moda

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (277)
zarchiwizowany
Dwie historie zasłyszane dzisiaj w radiu, gdy wracałam z pracy do domu.

"Dziś widziałem, jak jakiś idiota zderzył się czołowo z drugim samochodem. Zadzwoniłem na 112 i proszę, o połączenie z policją. Pani, która odebrała, pyta się mnie po co. Więc jej wyjaśniam po kolei, o co chodzi o ona na to "to nas nie dotyczy, bo to dzieje się w innym województwie. Proszę dzwonić na 997".

Druga historia parę minut później

"I tak miał farta, że się dodzwonił. Ja chciałem zgłosić wypadeki nikt tam nie odebrał. W końcu zdążyłem dojechać do domu, a jadę prawie godzinę."

Radio samochód 112

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (204)