Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Hemoglobina

Zamieszcza historie od: 12 kwietnia 2016 - 16:33
Ostatnio: 19 czerwca 2018 - 22:32
  • Historii na głównej: 13 z 14
  • Punktów za historie: 2149
  • Komentarzy: 168
  • Punktów za komentarze: 444
 

#82414

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie krótko.

Zmarła mi babcia.
Dlaczego? Błędna diagnoza, niewłaściwe leczenie.
O własnych nogach weszła do szpitala, wyszła nogami do przodu z sepsą.

Co najbardziej mnie uderzyło w całej sytuacji? Lekarka, która po śmierci babci pretensjonalnie oznajmiła (bo jakim prawem jesteśmy niezadowoleni?!), że nie podłączali respiratora, bo pacjentom w takim wieku się nie podłącza.

Babcia miała 77 lat.

szpital zakaźny

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (169)

#82330

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie o głupocie ludzi.

Mam arachnofobię tzn. Lęk przed pająkami.
Kompletnie tego nie kontroluję i w obecności pająków wpadam w panikę, płaczę, drętwieje, często mam mdłości, a czasem nawet mdleję.
Teraz część właściwa.

Koleżanka zaprosiła mnie na małą, kameralną imprezkę do swoich znajomych. Zgodziłam się. Było nas tam 5 osób.
Było miło. W pewnym momencie zaproponowano oglądanie jakiegoś głupiego horroru, najlepiej klasy Z, żeby się pośmiać. Padło kilka propozycji, jak "Mordercza Opona" i wśród nich "Atak Pająków" Na co ja kategorycznie się nie zgodziłam, wyjaśniając przy okazji sprawę mojej fobii. Padło na "Atak tyrolskich zombie."

W tym czasie jeden z chłopaków powiedział, że idzie do łazienki, poszedł. Jak się później okazało, nie był w łazience.
Zakradł się do kanapy od tyłu, nikt nic nie usłyszał, bo film grał dość głośno. Nagle na moim ramieniu coś poczułam, zerknęłam tylko z uśmiechem, spodziewając się, że kolega chce mnie wystraszyć i że to jego dłoń. Bardzo bym chciała żeby to była jego dłoń.

Na swoim ramieniu zobaczyłam ogromnego włochatego pająka i... pustka.
Obudziłam się w szpitalu z opatrunkiem na głowie. Co się okazało? Po spotkaniu z paskudnym stawonogiem, zerwałam się z kanapy w panice a następnie zemdlałam, przy upadku uderzając głową o stół.
Przynajmniej prowodyr tego zdarzenia, przyszedł z czekoladą i przeprosinami.
Jeszcze w kwestii pająka... na szczęście nie był prawdziwy.

Doskonały żart milordzie.

arachnofobia

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (210)
Hali http://piekielni.pl/81382 ciąg dalszy.

Po raz kolejny pojechałam na zastępstwo.

Męska szatnia.

Wchodzę i czuję, że coś mi śmierdzi. Z początku spodziewałam się, że to z toalety... ale jakież było moje zdziwienie, gdy za winklem zobaczyłam gówniane ślady butów na ścianie.

Druga męska szatnia.

Błoto. Wszędzie błoto. A najwięcej go było pod prysznicem. Tak się zastanawiam, czy w domu też wchodzą pod prysznic w uwalonych butach?

I w końcu na dokładkę…

Przychodzi [f]acet i wywiązuje się między nami taka rozmowa:

f - Dzień dobry, mój syn zostawił w szatni buty, ktoś widział?
[j]a - A kiedy to się stało? Wie pan, ja tu jestem na zastępstwie.
f - No 2 tygodnie temu.
I tu już sobie myślę "ahaaa, zaraz będzie”.
j - No dobrze, jeśli mają gdzieś być, to w rzeczach znalezionych, zaraz zobaczymy.

Prowadzę więc uśmiechniętego pana do pokoju z rzeczami znalezionymi, otwieram drzwi. Jest tam kilka worków z owymi znajdźkami, a czasem rzeczy leżą luzem.

j - Proszę.
f - No to szukaj.
j - Słucham?
f - No szukaj, nie będę grzebać w tych workach, bo jeszcze się ubrudzę.
j - To pana buty, nie moje.
f - Szukaj, bo nie mam czasu!

Facet zrobił się dość agresywny w tym momencie i poza tym, że się darł, zaczął też wymachiwać rękami.

j - Ja też nie mam czasu, albo pan szuka, albo zamykam.
f - Ja zadzwonię do twojego szefa i mu powiem, że nie wykonujesz swoich obowiązków!
j - Do moich obowiązków nie należy szukanie czyichś butów w biurze rzeczy znalezionych. Proszę dzwonić, szef powie panu to samo.

Po tej krótkiej wymianie zdań, naburmuszony zaczął grzebać w workach, ale butów nie znalazł. Wychodząc zażądał numeru szefa, który oczywiście mu podałam :), potem wściekły jak osa wyszedł, dzwoniąc.

Szef później zadzwonił i pytał, o co chodzi, więc wyjaśniłam mu sprawę, on natomiast westchnął i powiedział, że jak znów ktoś się będzie awanturować, to po prostu mam wezwać ochronę i się nie certolić.

Ot, wesoło.

norwegia hala sportowa

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (167)
Jak to się mówi - Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.

Historia działa się jakiś rok temu.
Mój znajomy(nazwijmy go Krzysiek) ma matkę, która ma dosłownie obsesję na punkcie ekologii, naturalnej medycyny itp. Do tego stopnia, że nie pójdzie do lekarza nawet z poważnym problemem.

I o to się właśnie rozchodzi. Krzysiek od paru dni bardzo źle się czuł, miał silne bóle brzucha, biegunki i wysoką gorączkę.
Jego matka oczywiście faszerowała go witaminkami, zapewniając, że niebawem mu się polepszy. Ale poprawy nie było.

Miał dość i poszedł do lekarza, bez jej wiedzy. Co się okazało? Jakiś stan zapalny jelit (dokładnie niestety nie przytoczę). Lekarz oczywiście przepisał mu leki i po dłuższym czasie męczarni, w końcu mu się poprawiło.

Ale na jego nieszczęście, matka znalazła te leki. Zrobiła mu taką awanturę, jakby co najmniej kogoś zabił. Była gadka o tym, że lekarze to szarlatani i tylko wyłudzają pieniądze, a w ogóle to jak to jest, że on własnej matce nie ufa?! I to na pewno jej witaminki mu pomogły, a nie jakiś tam szajs od złodzieja w kitlu. Zagroziła nawet, że wyrzuci go z domu.

Na odzew długo czekać nie musiała, bo Krzysiek spakował się i dom opuścił. Wtedy sporo czasu przemieszkał u znajomych, w tym też u mnie. Dziś już mieszka na swoim i ma się dobrze. A w całej tej historii najbardziej powala mnie to, że jego matka wciąż nie rozumie dlaczego syn się na nią gniewa.

"naturalnie"

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (175)
Kiedyś miałam współlokatora. Był to przyjaciel mojego chłopaka i mieszkał tak naprawdę po znajomości. Płacił bardzo mało, teoretycznie za pokój, a w praktyce miał całe mieszkanie. My tam bardziej pomieszkiwaliśmy. Ja głównie dojeżdżałam na zajęcia, a więc 2 dni w tygodniu.

Może niektóre z tych rzeczy nie wydadzą wam się piekielne, ale mnie doprowadzały do szewskiej pasji, szczególnie że powtarzały się co i rusz.

1. Nie można było SOBIE kupić dosłownie nic. Czy to mleko, szampon czy dezodorant (tak, babski dezodorant), bo wszystko znikało w niewyjaśnionych okolicznościach. Koleś brał sobie moje rzeczy bez pytania, a upomniany nic sobie z tego nie robił i coś się działo dopiero gdy mój chłopak zwrócił mu uwagę. Wtedy przez chwilę był spokój, a potem znów się zaczynało.

2. Nie jestem jakąś perfekcyjną panią domu, ale pewne granice są. Sterty misek po jedzeniu na półce pod stołem lub na parapecie. Wynoszenie ich do pokoju lokatora z początku przyniosło skutek, ale niestety na krótko.

3. Ściany i firanki pożółkłe od fajek, panele zajechane jak sandały Jezusa.

4. Pomazane po pijaku i nieudolnie odmalowane ściany. Na tyle nieudolnie, że całe mieszkanie było uwalone farbą, włącznie ze stołem i kanapą.

5. Lokator miał na coś uczulenie i nie mógł za nic dociec na co... Okazało się, że nie zmieniał pościeli blisko pół roku.

W końcu czara goryczy się przelała, bo lokator przestał płacić. Został więc przez lubego "wyproszony". Wyniósł się, i owszem, ale zostawił po sobie praktycznie wszystko - buty, ciuchy, brudy w koszu na pranie i stęchłe ręczniki w pralce... Sprzątałam 2 dni i jeszcze dużo przede mną.

lokatorzy

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (102)

#81382

(PW) ·
| Do ulubionych
Norwegia.
Zostałam poproszona o zastąpienie kogoś w pracy, z powodu jego wyjazdu.
Zgodziłam się, bo czemu nie? To dla mnie zarobek, a praca naprawdę jest lekka.

Hala sportowa. Mam za zadanie posprzątać szatnie, wyrzucić śmieci, w razie potrzeby otworzyć komuś drzwi itp. Nic trudnego.
Z tej hali korzysta głównie młodzież z pobliskiej szkoły, a dnia dzisiejszego utwierdziłam się w przekonaniu, że tutejsza młodzież to po prostu brudasy bez krzty szacunku do czyjejś pracy.

Szatnia numer 1.
Toaleta zatkana olbrzymim, cuchnącym klocem i toną papieru toaletowego - nawet chlor nie dał rady tego przetkać. Wspomniałam, że to damska szatnia?

Szatnia numer 2.
Zlew i lustro całe zalane jakąś lepką i bliżej nieokreśloną substancją + 2 pary brudnych gaci pod ławką.

Szatnia numer 3.
Winogrona! Wszędzie winogrona! Pod ławkami, na ławkach, w zlewie, wdeptane w podłogę + kilka porozrzucanych opakowań po zużytych szamponach.

Korytarz, pod schodami.
Masa papierów i kilka starych kanapek.

Stołówka.
Na środku stołówki stoi sobie filar, wokoło którego postawiono stolik, przy stoliku jest sobie w pionie listwa z kontaktami. Za tą listwą upychane są regularnie papierki po batonach, a obok stoi śmietnik :)


Na razie to tyle kwiatków, ale mam tu być jeszcze 3 dni...

zagranica młodzież

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (172)

#81287

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam cudownego listonosza.

List polecony z sądu? Z urzędu? Awizoooo! Co z tego, że ktoś cały dzień był w domu.

Ostatnio przypadkiem udało mi się przyuważyć taktykę pana listonosza. Otóż podjeżdża pod dom i trąbi, a jeśli nikt nie wybiega na jego zew, po prostu wrzuca awizo... do skrzynki wiszącej tuż obok dzwonka.

Efekty?
Problemy z urzędami i sądami za niestawianie się na rozprawy/spotkania urzędowe, kary pieniężne.

Mam nadzieję, że któregoś dnia mu się auto rozkraczy na zadupiu.

uslugi

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 62 (118)

#81274

(PW) ·
| Do ulubionych
Bardzo lubię karaoke.
To w końcu świetna zabawa, wyjść gdzieś i pośpiewać w dobrym towarzystwie.
Ostatnio jednak, coraz mniej chce mi się chodzić do ulubionej knajpy. Dlaczego? Ludzie.

Sytuacja pierwsza.
Poszłam razem z koleżanką, świetnie się bawiłyśmy i nagle przysiadł się do nas pewien jegomość, grzeczny był, pochwalił jak śpiewamy, pośmialiśmy się i wrócił do swojego stolika. Niby wszystko wydawało się w porządku, do chwili aż nie zaczął się tak dosiadać średnio co minutę i nachalnie obejmować mnie ramieniem. Gdy stałam przy barze, to zaszedł mnie od tyłu i złapał za biodra. Niewiele brakowało żeby zgubił zęby po tym wyczynie. Po prostu się przestraszyłam, bo raczej nie często ktoś na mnie wykonuje takie manewry.
Później zaczął mi się wcinać w piosenki i próbował całować, nalegał że postawi drinka - nie wytrzymałam w końcu i powiedziałam mu już mało kulturalnie, żeby dał mi święty spokój. Udało się - resztę wieczoru buczał przy moich piosenkach. Dodam jeszcze, że mimo iż był tam ochroniarz i stał na tyle blisko, by słyszeć te zajścia - 0 reakcji.

Sytuacja numer dwa.
Tym razem koleżanka (na potrzeby historii nazwijmy ją Zuzia), mój luby i jego brat.
A więc Zuzia jest po szkole muzycznej. Pięknie śpiewa i zawsze miło się jej słucha, ale pobawić poszliśmy się wszyscy. Gdy tylko Zuzia schodziła ze sceny, a wchodził ktoś inny, z jednego ze stoliczków rozbrzmiewało się "darcie japy" na cały lokal "BUUUU ZŁAŹ ZE SCENY! MY CHCEMY ZUZIE!" I tak pół wieczoru :) Rozważam znalezienie innego lokalu.

karaoke

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (158)

#81231

(PW) ·
| Do ulubionych
Spieszmy się kochać rowerzystów, tak szybko odchodzą.

Jedzie sobie mój luby samochodem dostawczym, wyładowanym towarem. Mokro, ślisko, szaro, buro, wcześnie rano (bo 6), ciemno, toteż luby jedzie powoli, wytężając wzrok.

Jakie było jego zdziwienie, gdy nagle znikąd pojawił się rowerzysta. Wspomniałam już, że było ciemno? Pan jechał na czarnym rowerze, w czarnej kurtce, czarnych spodniach, z czarną smyczą, na której biegł czarny pies, oczywiście bez odblasków.

W konsekwencji luby wdepnął hamulec i wpadł w poślizg. Szczęśliwie rowerzysta dostał tylko lusterkiem po plecach. Kierowca przerażony wyskoczył z samochodu, aby obadać sytuację i przekonać się, czy przypadkiem gościa nie zabił, usłyszał tylko: "Jak zniszczyłeś mi rower, to cię zabiję!”.

Następnie rowerzysta machnął ręką i kazał jechać dalej. Lubego zatkało na tyle, że nic nie odpowiedział i po prostu pojechał, a powinien gościa opieprzyć od góry do dołu za brak odblasku/kamizelki.

Ludzie, włączcie myślenie, szczególnie na drodze.

P.S. Lusterko do wymiany. A najbardziej w tej historii żal jest psa, który mógł zginąć przez głupotę właściciela.

w drodze

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (115)

#78472

(PW) ·
| Do ulubionych
Dentyści są różni.

Musiałam pilnie iść do dentysty, bo ukruszyła mi się plomba. Dentystka, która leczyła mi zęby od dziecka, niestety była poza zasięgiem po mojej przeprowadzce do innego miasta. Znalazłam sobie gabinet z dobrymi opiniami, poszłam.

Pani dentystka ładnie zaprosiła mnie na fotel, otworzyłam paszczę i, olaboga, ile zepsutych zębów! Tu będzie z 5 kanałowych! A ukruszona plomba? Olaboga! Kości trzeba piłować, bo się wypełnienie nie będzie trzymać! Olaboga, olaboga!

Zapłaciłam 200 zł za znieczulenie i opatrunek.

Koniec końców wybrałam się do mojego rodzinnego miasta i do mojej dentystki. Sprawca tego cyrku ładnie oczyszczony i zaplombowany, żadnych kanałowych, malutkie ubytki.

I teraz nurtuje mnie pytanie: pierwsza dentystka kierowała się chęcią zysku, czy może to była zwykła niewiedza?

dentysta

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 222 (234)