Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

googlewhack

Zamieszcza historie od: 4 lutego 2016 - 15:14
Ostatnio: 6 marca 2018 - 22:49
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 782
  • Komentarzy: 11
  • Punktów za komentarze: 16
 

#81629

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się historia z moich lat gimnazjalnych.

Moje gimnazjum uchodziło za jedno z najlepszych w mieście. Tylko właśnie, nikt nie mówił o tym co dzieje się w środku tak naprawdę.

Pominę na razie kwestię nauczycieli samych w sobie i ich podejścia do uczniów, bo to się nadaje na osobną historię, a skupię się na Pani Dyrektor.

Gdy zaczęłam pierwszą klasę gimnazjum, po raz pierwszy zetknęłam się z paleniem papierosów. Byłam zdziwiona, wchodząc po raz pierwszy do szkolnej łazienki i zastając chmurę dymu papierosowego, być może dlatego, że papierosy utożsamiałam z dorosłymi ludźmi, nie z dzieciakami.

Walki z palaczami jakieś tam były. Nie jestem w stanie powiedzieć, jakie, bo sama nie paliłam, nie dotyczyło mnie to. Zaczęło dotyczyć w trzeciej klasie gimnazjum, za sprawą durnej Pani Dyrektor.

Stwierdziła bowiem, że idealnym pomysłem na walkę z palaczami będzie zamknięcie toalet na czas lekcji. Klucz oczywiście miałby nauczyciel. Samo w sobie nie jest to bardzo piekielne, no chyba że trafiasz na nauczyciela, który jest po prostu złośliwy i klucza nie wyda za żadne skarby świata.

Po miesiącu padła kolejna genialna decyzja - zamknięcie toalet również podczas przerw. Drzwi może otworzyć nauczyciel dyżurujący na przerwie na korytarzu lub pani sprzątająca. Nie muszę chyba mówić, jak piekielne to jest? Nauczyciel dyżurujący w mojej byłej szkole to nauczyciel, który nie istnieje przez większość przerwy, a pojawia się pod sam jej koniec i udaje, że był tam cały czas. Nie mówiąc już o tym, że będąc na drugim piętrze znaleźć gdzieś sprzątaczkę i prosić, by poszła z tobą, poczekała aż skorzystasz z łazienki i wyjdziesz oraz zamknęła za tobą to trochę debilna sytuacja. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że przerwy trzeba spędzać latając w poszukiwaniu sprzątaczki czy nauczyciela, a nie na przykład coś zjeść, pouczyć się, pogadać z innymi etc.

Oczywiście, że zgłaszaliśmy to wszyscy rodzicom. Rodzice przeprowadzali rozmowy, odgrażali się kuratorium i… nic.

Najgorszym punktem dla mnie był moment, gdy zaczęłam miesiączkować. Wiadomo, przychodzą momenty, gdzie tę podpaskę zmienić musisz i koniec kropka. Akurat świeżo po chorobie nie ćwiczyłam na wf-ie, więc gdy dziewczyny na 10 minut przed końcem zajęć zostały odesłane do szatni, by się przebrać, ja skorzystałam z okazji, wzięłam rzeczy i sio do łazienki. Łazienka zamknięta, jeszcze trwa lekcja, od żadnego nauczyciela klucza nie dostanę, więc stwierdziłam, że pójdę do sprzątaczek.

- Dzień dobry, czy mogłabym prosić o otworzenie łazienki?
- Po co?

Myślałam, że zacznę krzyczeć. Bo naprawdę, niezależnie, czy idę do łazienki za potrzebą, czy tylko po to, by umyć ręce, czy żeby pogapić się na swoje własne odbicie w lustrze, to mam do tego cholerne prawo, ba, nie muszę się nikomu tłumaczyć z tego, co w łazience robię.

Ja rozumiem walkę z palaczami, tylko co z tego, jak palacze przenieśli się do szatni na wf i palili 20 metrów od wejścia na teren szkoły przy garażach, gdzie z okien pokoju nauczycielskiego byli doskonale widoczni? Nikt nie nasyłał chociażby straży miejskiej na gimnazjalistów przy garażach. Nie, bo najlepiej zamknąć dzieciaki w szkole, bez dostępu do łazienki, niech jeszcze błagają o dostęp do niej i spowiadają się z tego, co tam robią.

Całe szczęście ta idiotka już tam nie pracuje.

gimnazjum

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (184)

#81390

(PW) ·
| Do ulubionych
Z racji tego, że jestem studentką i dopiero teraz łapię oddech po wyczerpującej sesji, postanowiłam opisać jedną z sytuacji. Może nie bardzo piekielne, ale trochę straszne z mojej perspektywy.

Słowem wstępu: mieszkam w akademiku w 3os. pokoju.
Wszystko zaczęło się w Andrzejki, chociaż do tej pory nie mam pewności, czy nie zaczęło się to wcześniej.

Było już późno w nocy, akurat tego dnia obie współlokatorki pojechały do domu, więc byłam całkiem sama. Gdy jesteśmy we trzy, rzadko kiedy zamykałyśmy się na noc. Mieszkamy tu już trzeci rok, znamy niemalże wszystkich, prócz kilku nowych, no i oczywiście średnio wygodnie jest w środku nocy wychodzić do łazienki i robić hałas kluczami w zamku. Jednak kiedy zostaję sama w pokoju, wolę mieć zamknięte drzwi.

Było już grubo po drugiej w nocy, jeszcze rozmawiałam z chłopakiem przez telefon, gdy ktoś bardzo powoli nacisnął na klamkę. Przyznam się szczerze, zmroziło mnie na dłuższą chwilę. Jednak nic po tym nie nastąpiło, nikt nie pukał, nikt nie ponowił próby dostania się do pokoju. Na korytarzu cisza, nie było słychać nawet kroków oddalających się od moich drzwi.

Jakoś zbyłam tą sytuację, w końcu Andrzejki, więc alkohol, ktoś się pewnie pomylił. No tylko tyle, że nie.

Tydzień później, również zostałam sama na weekend i znowu siedziałam do późnych godzin. Tym razem nie tylko usłyszałam charakterystyczne "klik" naciskanej klamki, jak również to zobaczyłam. Szybka decyzja - rano do administracji i to zgłosić, poprosić chociaż by sprawdzili monitoring, w końcu po coś go zamontowali.

Po rozmowie z kierowniczką, dowiedziałam się, że jesteśmy skazani na siebie, niezależnie ile razy takie sytuacje będą miały miejsce, niezależnie od ilości osób, którym się to zdarza. (To nie byłam tylko ja, ale również kilka innych dziewczyn, dokładnie ta sama sytuacja, późna noc i ktoś naciska na klamkę).
Monitoring ma prawo sprawdzić tylko zarządca wszystkich domów studenckich i policja. I zarządca i policja muszą mieć jednak ponoć "podstawy" do sprawdzenia, co oznaczało, że dopóki ten "ktoś" nie wlezie komuś do pokoju, nie buchnie czegoś bądź komuś krzywdy nie zrobi, jesteśmy zdani na siebie całkowicie.

Sytuacja powtarzała się jeszcze kilka razy, aż w końcu łażenie i ciąganie za klamki ustało. Podejrzewam, że człowiek, który to robił najzwyczajniej w świecie robił rekonesans, uczył się ludzi, sprawdzał i się poddał widząc, że pokoje są pozamykane. Bądź przestraszył się tego, że przez wiele tygodni siedziałam do nocy na korytarzu pilnując piętra.
Chyba nikt nie lubi być zastraszany.

akademik

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (161)

#74860

(PW) ·
| Do ulubionych
Z racji,że za niedługo odchodzę z mojego dotychczasowego miejsca pracy, postanowiłam wyrzucić tu swoją frustrację zebraną przez te kilka miesięcy.

Pracuję w kinie na obsłudze widza.
Do moich obowiązków należy sprawdzanie biletów, wypuszczanie ludzi z sali po skończonym seansie, posprzątanie po seansie.
Generalnie za dużej filozofii nie ma.

Aczkolwiek im dłużej tam pracuję tym bardziej brakuje mi już źródeł, z których mogłabym czerpać cierpliwość do ludzi.

1) Środy z Orange. LUDZIE! Bilet jest dwa złote tańszy niż w inny dzień. DOSŁOWNIE 2 złote tańszy - studencki w każdy inny dzień 19, w środę - 17. To nie są karpie z Lidla, by się rzucać o bilety...
Tak też zupełnie osobiste odczucie - chyba wolałabym pójść do kina gdzie na sali nie byłoby ścisku. Zwłaszcza, że czasem mam wrażenie, że na sali jest dwa razy więcej ludzi niż miejsc :p

2) Jedzenie. Ja rozumiem i całkowicie się zgadzam, że jedzenie kupowane w kinie jest cholernie drogie. I okej, bierzcie ze sobą własne - tylko na litość boską, zbunkrujcie w plecakach/torebkach. Nie możemy was przeszukać. Niestety większość inteligentnych inaczej woli rzucać później na obsługę obelgami, gdy skonfiskujemy "towar". (Żeby nie było niedomówień, po seansie dana osoba może podejść do biura i odebrać takie na przykład chrupki czy cokolwiek chciała wnieść).

3) Sprzątanie. Popcorn znajdujący się w miejscu, w którym znaleźć się fizycznie nie powinien (no chyba,że ludzie na filmach zamiast oglądać migrują pomiędzy rzędami), puste butelki po wódce (najczęściej ćwiartki i setki), napoczęte piwa (a do tego zaraz), pudełka po popcornie. Serio tak ciężko zabrać ze sobą swoje śmieci? Ja rozumiem mogło się coś wysypać rozlać, nikt nie każe nikomu wycierać zbierać okruszki, od tego jesteśmy my. Ale w domu też zostawiacie wszędzie papierki, pudełka, WIEDZĄC, że jest kosz na śmieci?

4) Alkohol. Tego to ja już zupełnie kuźwa nie rozumiem. Najczęściej ludzie przychodzą chlać grupowo na horrorach. Serio? Jak się tak boisz, że na trzeźwo tego nie weźmiesz, to nie oglądaj wcale. Co to za maniera, przychodzenia do kina na film, żeby się naje*ać?
I o dziwo to nie gimbusy, a dorośli ludzie.

5) Seks w toalecie... no chyba nic dodać nic ująć.

6) Coś co bawi mnie, a jednocześnie niezmiernie wkurza. Na każdej sali, są dwa wyjścia ewakuacyjne prowadzące na zewnątrz i jedno wejście na salę od strony wewnętrznej. Zasada dla pracowników jest jasna - wpuszczamy ludzi normalnie, ale po seansie mają iść ewakuantem, żeby nie robili tłumu wśród ludzi w lobby. Wyjątkiem są osoby niepełnosprawne, starsze potrzebujące do toalety.
Czasem bywa tak, że seanse nakładają się na siebie i siłą rzeczy człowiek nie zdąży wypuścić ludzi z tego drugiego seansu.
Jak to jest, że jak do łazienki to wyłażą w trakcie seansu ewakuantem i później tłumaczą się na bramce "bo ja chciałem/am do toalety, a to na zewnątrz", a jak do opuszczenia sali to pchają się do góry?

7) Przekonanie, że kino mimo oficjalnej godziny zamknięcia, tak sobie tylko śmieszkuje. No, nie. 22:45 zamykane są drzwi główne. I nie obchodzi mnie, że jest 23:20, a ty sobie stoisz przy szybie i pukasz pokazując bilet na 22:30. Naprawdę mnie to nie obchodzi. Po godzinie 22:45 mam już inne obowiązki do wykonania. Trzeba było pilnować czasu.

Generalnie spóźnianie się na seanse jest słabe. Bo REKLAMY SĄ. W domu też oglądasz reklamy i co? Najgorzej jest na bocznych bramkach, na których mam obowiązek stać 15 minut przed seansem i 20 minut od jego rozpoczęcia, by powpuszczać spóźnialskich. Tylko, że ci spóźnialscy potrafią przyjść 45 minut po rozpoczęciu i mieć pretensje, że taśma na bramce zaciągnięta i nikogo tam nie ma. Przykro mi, ale jest nas za mało na zmianie, byśmy mogli kwitnąć na bocznych bramkach przez cały czas, tylko dlatego,że nie potraficie przybyć na czas.

I w sumie ostatnia rzecz na tę historię, do wszystkich starszych oblechów - NIE, WIECZORAMI NIE PUSZCZAMY PORNOSÓW W KINIE.

kino

Skomentuj (76) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 222 (344)

#72166

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio było dosyć głośno o gimnazjum, które ukończyłam (chłopak się powiesił, całe grono pedagogiczne i dzieciaki poszły pod lupę) i w miarę skarg napływających od uczniów na nauczycieli i dyrekcję, przypomniało mi to pewną sytuację.

Nauczycielka fizyki z dnia na dzień trafiła do szpitala. Niby nic takiego, a jednak diagnoza była szokująca - przedawkowanie morfiny.
Policja nie została poinformowana zgodnie z polityką pani dyrektor, natomiast prasa i owszem. Co więcej, dwie klasy zostały oskarżone o dosypanie leku do kawy nauczycielce. Ba, co tam dwie klasy, w bardzo krótkim czasie wszystkie klasy od drugiej wzwyż zostały posądzone o zamach na zdrowie.
Apele, wieszanie psów na uczniach, patologia, dzikie węże...

Szkoda tylko, że po tygodniu czasu nauczycielka przypomniała sobie, że wzięła za dużo jakiegoś lekarstwa.
Czy usłyszeliśmy przepraszam? Nie, bo po co.
Przecież jesteśmy tylko uczniami, należało nam się.

szkoła

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 245 (263)

1