Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Dzieweczka_2057

Zamieszcza historie od: 17 stycznia 2020 - 14:52
Ostatnio: 2 czerwca 2020 - 12:38
  • Historii na głównej: 3 z 3
  • Punktów za historie: 403
  • Komentarzy: 4
  • Punktów za komentarze: 9
 
Kto chociaż raz był w samolocie/na lotnisku zrozumie, że w każdym locie znajdą się osoby, które w jeszcze w momencie kołowania samolotu stoją w alejce na baczność ze swoim plecaczkiem gotowe do wyjścia - nie tylko narażając siebie na niebezpieczeństwo (nie wolno stać w jeszcze poruszającym się samolocie - po prostu można się przewrócić), ale też zawadzając stewardesom i stewardom (alejki między siedzeniami nie są na tyle szerokie, aby móc się przecisnąć koło takiej zawalidrogi bezproblemowo). W skutek tego owe osoby nie tylko nie wychodzą wcześniej (zawsze proszone są o powrót na swoje miejsce), ale również przedłużają cały proces wyjścia z samolotu (obsługa zamiast skupić się na innych rzeczach musi jak w przedszkolu podchodzić, upominać i przesuwać, aby być w stanie wykonywać swoją pracę).

Tak irytujące jak to jest, w najbliższym czasie raczej się to nie zmieni - okej, nie podoba się to możesz nie latać.

Niemniej jednak chciałabym nominować pewną Grażkę na tytuł dzbana roku, po tym jak w dniu wczorajszym bezskutecznie próbowała siłą wyjść z samolotu CZTERY RAZY, po każdym naturalnie komentując głośno swoje niezadowolenie z sytuacji.

Mało piekielne?

Do każdego samolotu, któremu uda się wylądować w Polsce (sytuacja rozgrywa się w samolocie w ramach akcji #lotdodomu, jakżeby inaczej) wchodzi personel wojskowy, aby zbadać temperaturę każdego pasażera i zebrać potrzebne dane kontaktowe (gdzie dana osoba będzie odbywać kwarantannę, numer kontaktowy itp.).

Teraz wyobraźmy sobie sytuację, w której wchodzą wojskowi, badają i zbierają formularze od każdej osoby, wszyscy są zestresowani sytuacją, atmosfera jest nerwowa, a Grażka niczym lodołamacz daje do przodu, próbując się przecisnąć między załogą a wojskowymi i wyjść (chyba oknem, bo drzwi pilnowane były przez 4 osoby - na początku wyglądało to idiotycznie, teraz już rozumiem).

Grażka była na tyle głośna w swoich wywodach spowodowanych czterokrotną odmową wcześniejszego jej wypuszczenia, że wszyscy wokoło słyszeli, iż nie chciała wyjść, bo miała do złapania kolejny środek transportu, ktoś na nią czekał, bała się dłużej przebywać w pomieszczeniu z potencjalnie chorymi osobami - o Boże broń! Grażka chciała wyjść, ponieważ stwierdziła, że nic się w sumie ciekawego nie dzieje i ona chciałaby już być w domu (reszta z nas naturalnie siedziała w samolocie w ramach nowo nabytego hobby siedzenia na tyłku, nikt nie chciał być już w domu, nikt a nikt).

Mi pozostaje tylko podziękować załodze i panom wojskowym za super obsługę (zero irytacji, ostoje spokoju i pokłady cierpliwości dla Grażki, co jeszcze bardziej doprowadzało ją do amoku) i życzyć, aby takich osobliwości było jak najmniej w naszych podróżach.

zagranica

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (140)
Na chwilę obecną mieszkam w UK, ale czasem nadejdzie człowieka ochota na coś co w domu było standardem, a tutaj jest rzadkością, więc trzeba zebrać się w sobie i wesoło potruchtać do sklepu z polska żywnością. Ten najbliżej mnie jest prowadzony przez polską rodzinę, więc moje interakcje z nimi (płacenie, przywitanie i pożegnanie się itp.) przeprowadzam w języku polskim. Co ważne, jest to sklep samoobsługowy i do kasy podchodzi się tylko w ramach zapłaty lub z pytaniem - jak w normalnych delikatesach.

Tak było i tym razem, kiedy podeszłam do Pani Ekspedientki (PE) za ladą zapytać się, czy mają większą butelkę soku malinowego i razem zaczęłyśmy takowej szukać na półkach. Po znalezieniu produktu, obydwie udałyśmy się z powrotem do lady i PE skasowała sok. W tym momencie do sklepu wszedł pan (do tej pory w sklepie znajdowała się PE i ja) - ot, zwyczajnie wyglądający człowiek. PE przywitała się z Panem po angielsku i w trójkę w ciszy patrzyliśmy na mój drukujący się paragon. W tak dramatycznej chwili doznałam olśnienia, że za bardzo to nie mam w czym upragnionego soku dostarczyć do domu i spytałam, czy może PE ma do zbycia jakąś reklamówkę - po polsku. To nie spodobało się panu, który zaczął stękać i jęczeć, że znajdujemy się w kraju takim a takim w którym językiem urzędowym jest angielski, więc powinnam się nim posługiwać bo inaczej on się czuje urażony. Ja zgłupiałam, zapewniając pana, iż moje pytanie nie miało na celu go urazić ponieważ najnormalniej w świecie nie ma on z nim nic wspólnego, chyba że ma może reklamówkę na zbyciu. Panu się to najwyraźniej nie spodobało, nazwał mnie bezczelną i oznajmił, iż przeze mnie więcej to tego przybytku nie powróci, ponieważ uraziłam jego brytyjskie obywatelstwo (?) - na odchodne trzasnął drzwiami i tyle go widzieli.

Mi pozostało tylko przeprosić PE za utratę potencjalnego klienta oraz możliwe nieprzyjemności wynikające z operowania w języku polskim (zostałam na szczęście zapewniona, że ani takie rodzyneczki nie są częstymi przypadkami a i rozmowa po polsku jest w absolutnej normie), potulnie wziąć sok w reklamówce (PE miała reklamówki na sprzedaż pod ladą - chwała jej za to!) i wrócić do domu.

Rozumiem, iż Pan mógł się czuć zakłopotany tym że nie rozumie o na jaki temat prowadzona jest rozmowa koło niego (choć to było dosłownie jedno pytanie, ponieważ przez reakcję pana, PE nie zdążyła mi nawet odpowiedzieć) i faktycznie mogłam się przerzucić na angielski po wejściu kolejnej osoby do sklepu, aby nie stwarzać niekomfortowej sytuacji (mój błąd). Tylko kurczę, pytając o reklamówkę ani nie miałam złych zamiarów (tego pan mógł nie wiedzieć), a i paluszkiem swym serdelkowatym wskazywałam na sok zadając pytanie (a to pan wydaje mi się już widział).

Kto tu piekielny pozostawiam do oceny Wam, drodzy czytelnicy, ja mogę się tylko pochwalić, iż od tamtego czasu mam nowy cel w życiu - zrozumieć jak nie urażać obywatelstwa brytyjskiego - nie poszczególnej jednostki, ale całego tworu, aby w przyszłości być gotowa na polemikę z osobnikiem jak wyżej.

zagranica

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (128)

#85923

(PW) ·
| Do ulubionych
Serdecznie chciałabym z tego miejsca pozdrowić pana kuriera, który pomimo najszczerszych chęci nie zastał nikogo w domu, w którym w tym czasie przebywały 4 osoby…

Było na tyle cicho, że usłyszałyśmy szmer wsadzanego pod drzwi awizo, niestety pukania szanownego pana już nam się usłyszeć nie udało. Żeby nie było tak standardowo, udało mi się jeszcze zobaczyć figurę oddalającego się pana przez dziurkę w drzwiach, więc w te pędy wybiegłam za jegomościem w ogromnej bluzie z dresu i kapciach w króliczki - udało mi się przykuć uwagę pana, ponieważ jak mnie tylko zobaczył to z lekka się przeraził, zwiał do samochodu z moją przesyłką pod pachą i w te pędy odjechał w sobie bliżej znanym kierunku (swoją drogą myślę iż można panu pogratulować jakiegoś nowo ustawionego rekordu na sprint na krótkim dystansie).

Ja wiem, że w stroju domowym to ze mnie Miss Polonia żadna, ale żeby aż tak?

kurierzy

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (193)

1