Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Librariana

Zamieszcza historie od: 10 marca 2017 - 20:37
Ostatnio: 23 marca 2020 - 10:55
  • Historii na głównej: 18 z 20
  • Punktów za historie: 2714
  • Komentarzy: 215
  • Punktów za komentarze: 1587
 

#86242

(PW) ·
| Do ulubionych
A propos ubioru w szkole: w pewnym państwowym liceum rygorystycznych zasad nie ma, jednak dyrekcja wprowadziła do statutu ogólne reguły odnośnie stroju.

Główne zakazy dotyczą odsłaniania ramion i kolan - zarówno dziewczęta, jak i chłopcy mają nosić bluzki z rękawami, a spodenki/spódniczki mają sięgać za kolano. I byłoby ok, gdyby nie fakt, że w najcieplejszych miesiącach większość nauczycielek paraduje w krótkich sukienkach, często bez rękawów lub nawet na ramiączkach.

Wymagane też są galowe stroje w dni, gdy szkoła obchodzi jakieś święto (strój galowy nie jest szczegółowo zdefiniowany, ale zarówno uczniowie, jak i nauczyciele wyglądają w te dni bardziej odświętnie). Wychowawczyni jednej z klas w Dzień Patrona wpadła na lekcję i zaczęła objeżdżać chłopaka, który miał ciemne spodnie, czarny sweter i biały kołnierzyk - sweter to nie galowy strój w jej przekonaniu, a uczeń tak ubrany nie okazuje szacunku patronowi szkoły. Pani wychowawczyni tego dnia była ubrana w brązowe sztruksy i - uwaga - również sweter.

Tak że wymagając od innych, spójrzmy najpierw na siebie...

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (116)

#85527

(PW) ·
| Do ulubionych
W dość odległych czasach, gdy 10 zł/h było świetną stawką, postanowiłam sobie nieco dorobić (ponieważ pracę miałam, tylko na pół etatu). Zaczęłam szukać w branży, w której pracowałam na studiach - telemarketingu (który wówczas nie był tak znienawidzoną społecznie profesją, jak obecnie).

Znalazłam ogłoszenie dużej firmy ubezpieczeniowej - w skrócie, praca miała polegać wyłącznie na umawianiu spotkań z agentem, żadnej telesprzedaży. Dostałam zaproszenie na rozmowę. Firma mieściła się w eleganckiej willi w bogatej dzielnicy. W środku wszystko było równie eleganckie i nowoczesne: drewno, szkło, kawa z ekspresu ciśnieniowego na wejście i wymuskani agenci w garniturach.

Posadzono wszystkich kandydatów razem, najpierw gadka o firmie, potem padło hasło: unikamy podpisywania umów, dzięki czemu zarobią państwo więcej! Po tych słowach niektórzy wstali i wyszli. Kilka osób (w tym ja) zostało. Byłam ciekawa, co będzie dalej. Nie przedłużając - zostałam przyjęta, uznałam, że zawsze mogę spróbować, szczególnie w tak przyjemnym miejscu.

Niebawem zaproszono mnie na dzień próbny. Zderzenie z dniem rekrutacji było bolesne niczym zderzenie sobotniego wieczoru z niedzielnym porankiem. Zaprowadzono mnie do "pokoju telemarketerów", który znajdował się w piwnicy. Przez okienko pod sufitem widać było koła parkujących samochodów. W zimnym pomieszczeniu, oświetlonym jarzeniówką, w którym jedyne umeblowanie stanowiło kilka lichych biurek, czekało na mnie dwoje studentów (wyglądali jeszcze młodziej, co w połączeniu z brakiem jakiejkolwiek umowy nie byłoby zaskakujące). Dostałam od nich krótki instruktaż, co mówić oraz "narzędzia pracy" - telefon stacjonarny (ze słuchawką na kablu) oraz... "Anonse" sprzed pół roku jako bazę danych.

Po tym "szkoleniu" poszłam na górę, żeby upewnić się, że dzieciaki na dole mnie nie wkręcają i faktycznie mam pracować w piwnicy, korzystając ze starej gazety z ogłoszeniami jako bazy potencjalnych klientów. A potem cóż... zebrałam swoje rzeczy i poszłam do domu. Aż tak zdesperowana nie byłam, ale do dziś jestem pod wrażeniem, że naprawdę znana firma ubezpieczeniowa proponuje pracę na czarno w podłych warunkach...

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (113)

#85275

(PW) ·
| Do ulubionych
Wracam z pracy rowerem. Jechałam pasem dla rowerów, wytyczonym po prawej stronie jezdni. Po jakimś czasie pas rowerowy zanika, ale za kilkadziesiąt metrów pojawia się ścieżka rowerowa przy chodniku, po lewej stronie ulicy.

Postanowiłam, że jak tylko przejadą samochody z naprzeciwka, skręcę i zjadę na ścieżkę. Niestety nie zdążyłam. Gdy tylko minęło mnie ostatnie auto z przeciwka, uniosłam lewą rękę, sygnalizując chęć skrętu i w tym momencie zostałam w nią uderzona przez dostawczaka, który już teraz, natychmiast musiał mnie wyprzedzić. Nie wiem, co miał w głowie kierowca, na pewno nie przepis, mówiący o zachowaniu minimum metra odstępu przy wyprzedzaniu roweru.

Nic poważnego mi się nie stało, ale zastanawiam się ile centymetrów brakowało, żebym została potrącona - w końcu nawet nie wyciągnęłam ręki prostopadle, a nawet jeśli, moje ramię na pewno nie jest metrowej długości.
A mówią, że myślenie nie boli...

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (135)

#85252

(PW) ·
| Do ulubionych
Pojawiły się historie o nieodbierających telefonu rejestratorkach. Mnie spotkała nieco inna sytuacja.

Dzwoniłam do przychodni, sprawiającej wrażenie, jakby jeszcze nie otrząsnęła się z poprzedniej epoki. Gdy w końcu ktoś odebrał, gdzieś w połowie mojego "Dzień dobry" usłyszałam "ZARAZ!" i stuk odkładanej na biurko słuchawki.

Przez następne kilka minut słyszałam cały proces rejestrowania kolejnych osób. Imiona, nazwiska, pesele, czasem nawet adres się trafił, wszystko wykrzykiwane donośnym tonem przez rejestratorkę.

RODO? A co to takiego?

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (164)

#84472

(PW) ·
| Do ulubionych
Miał być komentarz do historii o dokarmianiu...

Moja praca znajduje się w specyficznym miejscu, gdzie kończy się centrum miasta, a zaczyna osiedle, w dodatku zamieszkałe głównie przez emerytów. Mimo gęstej zabudowy i niewielkiej ilości zieleni, gołębi jest zatrzęsienie, przez mieszkańców właśnie.

Codziennie rano, na niewielkim trawniku obok ruchliwego skrzyżowania, starszy pan lub pani (nie wiem, czy się znają, ale działają na zmianę) wysypuje pełną reklamówkę suchych kromek lub ziarna. Plus opakowanie po lodach pełne wody. Ptactwo momentalnie się zlatuje, a że - przypominam - akcja rozgrywa się przy ruchliwym skrzyżowaniu - dla wielu z nich jest to ostatni posiłek.

Okna i parapety pobliskich bloków i lokali są non stop zafajdane. Mimo kolców zabezpieczających, gołębie, które właśnie zaczynają okres lęgowy, usiłują zakładać gniazda między kolcami. Czasem udaje im się nawet znieść i wysiedzieć jajka. Pisklęta niestety najczęściej nabijają się na kolce, gdy tylko zaczną wychodzić z gniazda.

Nie mamy już pomysłów, co robić, zwłaszcza, że administracja wychodzi z założenia, że jak sobie pościelesz tak się wyśpisz i plaga gołębi to sprawa mieszkańców. Ja cieszę się, że tylko tu pracuję, a nie mieszkam, a moje okna są zakratowane, co uniemożliwia tym latającym szczurom gniazdowanie na parapetach...

gołębie

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (100)

#84249

(PW) ·
| Do ulubionych
Sporo tu ostatnio dyskusji wokół nauczycieli, podwyżek dla nich, godzin pracy i ogólnie zagadnienia i "czy im się należy".

Wiele osób usiłuje argumentować podwyżki tym, że nauczyciel wcale nie pracuje tylko 18 godzin tygodniowo, z czym nie sposób się nie zgodzić. Jednakowoż będąc nauczycielem nie spędzałam również 22 godzin tygodniowo na zajęciach związanych z pracą (zarzuty odnośnie jakości mojego nauczania pozostawię bez komentarza, dość, że wszyscy moi uczniowie maturę zdali).

Zwróćmy jednak uwagę na prostą rzecz: nauczyciele szkolni, jak żadna inna grupa zawodowa mają ogromną ilość dni wolnych. Na 365 dni w roku każdy człowiek na etacie dostaje 26 dni urlopu (i nie każdy pracodawca zgodzi się na urlop w wybranym przez nas terminie).

Nauczyciele mają wolne wakacje - liczmy 60 dni, wiadomo, że wolne jest kilka ostatnich dni czerwca, ale też pracę zaczyna się pod koniec sierpnia. Ferie zimowe - 14 dni. Przerwa świąteczno-noworoczna - niektóre szkoły zamykają podwoje 2-3 dni przed Wigilią - kolejny tydzień wolnego. To samo przed Wielkanocą, w okolicach weekendu majowego - kolejny tydzień. I tak oto okazuje się, że nauczyciel ma urlopu niemal 90 dni, trzy razy więcej niż każdy inny pracujący człowiek.

Znam szkoły prywatne, które podczas wakacji prowadzą zajęcia wyrównawcze, półkolonie i warsztaty dla swoich uczniów. Kilka lat temu rozgorzała gorąca kłótnia o to, czy można wymagać od nauczycieli pełnienia dyżurów opiekuńczych w Wigilię, która jest dla większości z nas normalnym dniem pracy. Nawet, jeśli uznamy, że są nauczyciele, którzy przepracowują tygodniowo 40 godzin (jak my wszyscy), nadal mają ogromną ilość wolnych dni, o których większość z nas może pomarzyć.

Jeśli zaś chodzi o podwyżki - warto pomyśleć o nauczycielach przedszkolnych, którzy wakacje mają najwyżej przez miesiąc, w ferie i każdy dzień "w okolicy" świąt pracują, a przy tym spoczywa na nich o wiele większa odpowiedzialność.

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (197)

#83505

(PW) ·
| Do ulubionych
Ponieważ pracuję w różnych godzinach, zamawiając coś przez internet preferuję przesyłki paczkomatem. Mogę odebrać je o dowolnej porze, w środku nocy albo w niedzielę.

Kupiłam rzecz na allegro, wybrałam paczkomat i czekam. Po kilku dniach otrzymuję komunikat, że z powodu braku miejsca w paczkomacie moja przesyłka została przekierowana do punktu. Punktu, który jest oddalony od rzeczonego paczkomatu jakieś 2 km, nijak mi tam nie po drodze i przede wszystkim jest otwarty dokładnie w godzinach mojej pracy.

Napisałam reklamację, ale ponieważ przesyłka jest opłacona, nie sądzę, żeby udało się coś z tym zrobić. To nie pierwsza tego typu sytuacja związana z paczkomatem, więc raczej nie zamówię nic więcej za pośrednictwem InPostu...

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 45 (103)
zarchiwizowany

#83410

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Już od dłuższego czasu, ze względu na unijne nakazy i normy, na opakowaniach z papierosami zamieszczone są drastyczne zdjęcia, mające na celu wstrząsnąć palaczem do głębi i zniechęcić do nałogu. Nie znam co prawda nikogo, kto po ujrzeniu rzeczonych obrazków wyrzuciłby ze wstrętem paczkę i zaniechał nałogu, ale może rzeczywiście ktoś dzięki temu rzucił palenie, kto wie.
Nie rozumiem jednak eksponowania tychże, bądź co bądź obrzydliwych obrazków. Ja rozumiem, że kiedyś każdy kiosk miał taką wystawkę, idealnie na wysokości oczu, jednak obecnie, gdy podchodzę po bilet, chusteczki, lub zwyczajnie z nudów oglądam kioskowy asortyment to naprawdę mnie odrzuca. Nie palę, a mimo to jestem wciąż atakowana obrzydliwymi zdjęciami, wystawianymi na widok publiczny.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (27)

#83354

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja "ulubiona" ścieżka rowerowa wzdłuż targu. Nie ma dnia, żebym nie omijała pieszych, wchodzących pod koła (na przyszły sezon kupuję klakson, bo na dzwonek nikt nie reaguje).

Dziś, przy przystanku autobusowym, na szerokości całej ścieżki rowerowej, a także chodnika (więc nie do wyminięcia) stała... grupa przedszkolaków. Na oko 20 maluchów. Dopiero kiedy zahamowałam i zapytałam opiekunki, czy którakolwiek zna przepisy ruchu drogowego, zaczęły rozsuwać dzieci, żeby mnie przepuścić. Gdy tylko przejechałam, szpaler zamknął się z powrotem.

Ja jechałam od strony, po której stały dzieci, więc je widziałam. Gdyby ktoś nadjeżdżał z drugiej, nie miałby szans, ponieważ ścieżka biegnie łukiem za przystankiem i kioskiem i nie sposób dostrzec, czy ktoś stoi za zakrętem. Ominięcie jednego palacza czy emeryta z wózeczkiem jest możliwe. W tym przypadku dzieci stały na całej szerokości chodnika i ścieżki rowerowej, więc kolizja byłaby nieunikniona.

Uprzedzając pytania: chodnik jest na tyle szeroki, że cała grupa by się na nim zmieściła. Innych pasażerów na przystanku właściwie nie było, więc można było postawić dzieci pod wiatą.
No, ale do tego trzeba mieć mózg i go używać.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 159 (179)

#83172

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w bibliotece.

Ostatnio otwarto nową placówkę, nowoczesną, elegancką i na najwyższym poziomie. W każdej bibliotece są ogólnie dostępne, bezpłatne stanowiska komputerowe. Teoretyczne mają służyć celom edukacyjnym i informacyjnym, de facto są wykorzystywane do grania w gry przeglądarkowe oraz przeglądania Facebooka. W nowej bibliotece jest sześć takich stanowisk, na każdym z nich nowy, szybki i niezawodny komputer.

Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że od dwóch lat nie mogę doprosić się nowego komputera, bo "nie ma pieniędzy". Ten, na którym muszę pracować, ma Windowsa XP, zawiesza się przy otwarciu więcej niż jednej karty w przeglądarce, a jego największą wadą jest to, że nie chce się zepsuć do końca. Mam na nim obsługiwać katalog komputerowy, przygotowywać prezentacje i projekty, wrzucać aktualności na firmowego Facebooka i prowadzić korespondencję z rozmaitymi instytucjami.

No ale przynajmniej w nowo otwartej bibliotece można komfortowo przeglądać Fejsa na nowych komputerach...

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (170)