Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Librariana

Zamieszcza historie od: 10 marca 2017 - 20:37
Ostatnio: 14 czerwca 2019 - 10:53
  • Historii na głównej: 14 z 16
  • Punktów za historie: 2250
  • Komentarzy: 177
  • Punktów za komentarze: 1310
 

#84472

(PW) ·
| Do ulubionych
Miał być komentarz do historii o dokarmianiu...

Moja praca znajduje się w specyficznym miejscu, gdzie kończy się centrum miasta, a zaczyna osiedle, w dodatku zamieszkałe głównie przez emerytów. Mimo gęstej zabudowy i niewielkiej ilości zieleni, gołębi jest zatrzęsienie, przez mieszkańców właśnie.

Codziennie rano, na niewielkim trawniku obok ruchliwego skrzyżowania, starszy pan lub pani (nie wiem, czy się znają, ale działają na zmianę) wysypuje pełną reklamówkę suchych kromek lub ziarna. Plus opakowanie po lodach pełne wody. Ptactwo momentalnie się zlatuje, a że - przypominam - akcja rozgrywa się przy ruchliwym skrzyżowaniu - dla wielu z nich jest to ostatni posiłek.

Okna i parapety pobliskich bloków i lokali są non stop zafajdane. Mimo kolców zabezpieczających, gołębie, które właśnie zaczynają okres lęgowy, usiłują zakładać gniazda między kolcami. Czasem udaje im się nawet znieść i wysiedzieć jajka. Pisklęta niestety najczęściej nabijają się na kolce, gdy tylko zaczną wychodzić z gniazda.

Nie mamy już pomysłów, co robić, zwłaszcza, że administracja wychodzi z założenia, że jak sobie pościelesz tak się wyśpisz i plaga gołębi to sprawa mieszkańców. Ja cieszę się, że tylko tu pracuję, a nie mieszkam, a moje okna są zakratowane, co uniemożliwia tym latającym szczurom gniazdowanie na parapetach...

gołębie

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (97)

#84249

(PW) ·
| Do ulubionych
Sporo tu ostatnio dyskusji wokół nauczycieli, podwyżek dla nich, godzin pracy i ogólnie zagadnienia i "czy im się należy".

Wiele osób usiłuje argumentować podwyżki tym, że nauczyciel wcale nie pracuje tylko 18 godzin tygodniowo, z czym nie sposób się nie zgodzić. Jednakowoż będąc nauczycielem nie spędzałam również 22 godzin tygodniowo na zajęciach związanych z pracą (zarzuty odnośnie jakości mojego nauczania pozostawię bez komentarza, dość, że wszyscy moi uczniowie maturę zdali).

Zwróćmy jednak uwagę na prostą rzecz: nauczyciele szkolni, jak żadna inna grupa zawodowa mają ogromną ilość dni wolnych. Na 365 dni w roku każdy człowiek na etacie dostaje 26 dni urlopu (i nie każdy pracodawca zgodzi się na urlop w wybranym przez nas terminie).

Nauczyciele mają wolne wakacje - liczmy 60 dni, wiadomo, że wolne jest kilka ostatnich dni czerwca, ale też pracę zaczyna się pod koniec sierpnia. Ferie zimowe - 14 dni. Przerwa świąteczno-noworoczna - niektóre szkoły zamykają podwoje 2-3 dni przed Wigilią - kolejny tydzień wolnego. To samo przed Wielkanocą, w okolicach weekendu majowego - kolejny tydzień. I tak oto okazuje się, że nauczyciel ma urlopu niemal 90 dni, trzy razy więcej niż każdy inny pracujący człowiek.

Znam szkoły prywatne, które podczas wakacji prowadzą zajęcia wyrównawcze, półkolonie i warsztaty dla swoich uczniów. Kilka lat temu rozgorzała gorąca kłótnia o to, czy można wymagać od nauczycieli pełnienia dyżurów opiekuńczych w Wigilię, która jest dla większości z nas normalnym dniem pracy. Nawet, jeśli uznamy, że są nauczyciele, którzy przepracowują tygodniowo 40 godzin (jak my wszyscy), nadal mają ogromną ilość wolnych dni, o których większość z nas może pomarzyć.

Jeśli zaś chodzi o podwyżki - warto pomyśleć o nauczycielach przedszkolnych, którzy wakacje mają najwyżej przez miesiąc, w ferie i każdy dzień "w okolicy" świąt pracują, a przy tym spoczywa na nich o wiele większa odpowiedzialność.

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (195)

#83505

(PW) ·
| Do ulubionych
Ponieważ pracuję w różnych godzinach, zamawiając coś przez internet preferuję przesyłki paczkomatem. Mogę odebrać je o dowolnej porze, w środku nocy albo w niedzielę.

Kupiłam rzecz na allegro, wybrałam paczkomat i czekam. Po kilku dniach otrzymuję komunikat, że z powodu braku miejsca w paczkomacie moja przesyłka została przekierowana do punktu. Punktu, który jest oddalony od rzeczonego paczkomatu jakieś 2 km, nijak mi tam nie po drodze i przede wszystkim jest otwarty dokładnie w godzinach mojej pracy.

Napisałam reklamację, ale ponieważ przesyłka jest opłacona, nie sądzę, żeby udało się coś z tym zrobić. To nie pierwsza tego typu sytuacja związana z paczkomatem, więc raczej nie zamówię nic więcej za pośrednictwem InPostu...

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (102)
zarchiwizowany

#83410

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Już od dłuższego czasu, ze względu na unijne nakazy i normy, na opakowaniach z papierosami zamieszczone są drastyczne zdjęcia, mające na celu wstrząsnąć palaczem do głębi i zniechęcić do nałogu. Nie znam co prawda nikogo, kto po ujrzeniu rzeczonych obrazków wyrzuciłby ze wstrętem paczkę i zaniechał nałogu, ale może rzeczywiście ktoś dzięki temu rzucił palenie, kto wie.
Nie rozumiem jednak eksponowania tychże, bądź co bądź obrzydliwych obrazków. Ja rozumiem, że kiedyś każdy kiosk miał taką wystawkę, idealnie na wysokości oczu, jednak obecnie, gdy podchodzę po bilet, chusteczki, lub zwyczajnie z nudów oglądam kioskowy asortyment to naprawdę mnie odrzuca. Nie palę, a mimo to jestem wciąż atakowana obrzydliwymi zdjęciami, wystawianymi na widok publiczny.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (27)

#83354

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja "ulubiona" ścieżka rowerowa wzdłuż targu. Nie ma dnia, żebym nie omijała pieszych, wchodzących pod koła (na przyszły sezon kupuję klakson, bo na dzwonek nikt nie reaguje).

Dziś, przy przystanku autobusowym, na szerokości całej ścieżki rowerowej, a także chodnika (więc nie do wyminięcia) stała... grupa przedszkolaków. Na oko 20 maluchów. Dopiero kiedy zahamowałam i zapytałam opiekunki, czy którakolwiek zna przepisy ruchu drogowego, zaczęły rozsuwać dzieci, żeby mnie przepuścić. Gdy tylko przejechałam, szpaler zamknął się z powrotem.

Ja jechałam od strony, po której stały dzieci, więc je widziałam. Gdyby ktoś nadjeżdżał z drugiej, nie miałby szans, ponieważ ścieżka biegnie łukiem za przystankiem i kioskiem i nie sposób dostrzec, czy ktoś stoi za zakrętem. Ominięcie jednego palacza czy emeryta z wózeczkiem jest możliwe. W tym przypadku dzieci stały na całej szerokości chodnika i ścieżki rowerowej, więc kolizja byłaby nieunikniona.

Uprzedzając pytania: chodnik jest na tyle szeroki, że cała grupa by się na nim zmieściła. Innych pasażerów na przystanku właściwie nie było, więc można było postawić dzieci pod wiatą.
No, ale do tego trzeba mieć mózg i go używać.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (177)

#83172

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w bibliotece.

Ostatnio otwarto nową placówkę, nowoczesną, elegancką i na najwyższym poziomie. W każdej bibliotece są ogólnie dostępne, bezpłatne stanowiska komputerowe. Teoretyczne mają służyć celom edukacyjnym i informacyjnym, de facto są wykorzystywane do grania w gry przeglądarkowe oraz przeglądania Facebooka. W nowej bibliotece jest sześć takich stanowisk, na każdym z nich nowy, szybki i niezawodny komputer.

Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że od dwóch lat nie mogę doprosić się nowego komputera, bo "nie ma pieniędzy". Ten, na którym muszę pracować, ma Windowsa XP, zawiesza się przy otwarciu więcej niż jednej karty w przeglądarce, a jego największą wadą jest to, że nie chce się zepsuć do końca. Mam na nim obsługiwać katalog komputerowy, przygotowywać prezentacje i projekty, wrzucać aktualności na firmowego Facebooka i prowadzić korespondencję z rozmaitymi instytucjami.

No ale przynajmniej w nowo otwartej bibliotece można komfortowo przeglądać Fejsa na nowych komputerach...

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (168)

#83070

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy przeprowadziłam się do innego miasta. W tym mieście mieszkał mój brat, ja wprowadzałam się na jego miejsce, więc przekazał mi kartę lojalnościową do pobliskiego marketu. W jego nowej lokalizacji sklepu tej sieci nie było, a ja i tak chodziłam tam na zakupy, więc zbierałam punkty, aż po roku okazało się, że mogę je na coś konkretnego zamienić. Wybrałam drewniany blok z nożami kuchennymi.

Poszłam przed południem do sklepu (tego samego, co zawsze) do obsługi klienta, daję kartę, mówię, co i jak. Dziewczyna przynosi mi wybrany prezent, a potem ogląda kartę ponownie i mówi, że nie może wymienić punktów osobie, która nie jest właścicielem karty.

Ok, trudno, chociaż nazwiska mamy identyczne, ale skoro mają takie zasady... Umówiłam się z bratem po południu, poszliśmy razem.

Inna dziewczyna sprawdza kartę i oświadcza, że ona nie może nam punktów wymienić, bo karta została założona w innym sklepie. Podała nam adres, gdzieś na drugim końcu miasta, brat zrobił wielkie oczy, bo nigdy tam nie był, a kartę założył tutaj. Dziewczyna nie dała się przekonać, więc zaczęliśmy się głośno zastanawiać, czy warto jechać taki kawał drogi po darmowe noże.

W tym momencie dziewczyna wtrąciła się w rozmowę, oznajmiając, że przecież na tej karcie i tak nie ma punktów...

Wychodzi na to, że dziewczyna z pierwszej zmiany wyzerowała kartę, po czym odmówiła wydania prezentu. I nawet mi nie było szkoda tych noży (podejrzewam, że nie powalały jakością), jednak czułam się zrobiona w konia.

Apelu nie będzie. Kurtyny też nie. ;)

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (181)

#82399

(PW) ·
| Do ulubionych
Niedawno wyremontowana ulica. Wzdłuż jezdni po obu stronach nowe, asfaltowe ścieżki rowerowe oraz szerokie chodniki, jednym słowem full wypas, jazda rowerem tą trasą to przyjemność.

Co zobaczyłam dzisiaj? Rowerzystę, który nie jechał drogą dla rowerów ale... jezdnią. Dodatkowo wybrał buspas...

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (155)

#78091

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzieci na weselu! Temat równie kontrowersyjny jak religia czy polityka.

Ja również miałam nieprzewidziane akcje przed weselem - na zaproszeniach były nazwiska wyłącznie rodziców, żadnych dzieci. Efekt? Zapraszana kuzynka męża bierze swojego trzyletniego synka na kolana i mówi "Kochanie, zobaczysz wesele" - i jak wytłumaczyć mamuśce, że według mnie impreza do 3 w nocy z alkoholem, to nie miejsce dla brzdąca? Dla niektórych to było tak oczywiste, że nawet nie informowali, że przyjdą z dzieckiem...

Koniec końców sporo osób uznało, że zamiast zrobić sobie "wagary", podrzucić przychówek dziadkom lub zamówić nianię i świetnie się bawić, przyjdą z dziećmi. I żeby jeszcze te dzieci były w wieku, w którym można wynająć animatorkę... Ale to były dwu-, trzylatki, z reguły uczepione mamy.

Po zmroku jednak dzieci zostały odebrane z wesela przez babcie/ciocie, ogólnie zostały odstawione do domu (czyli opiekę dało się zorganizować), rodzice zostali na imprezie.

Pozostał pewien efekt uboczny. Po wyjściu dzieci przy stołach zostało kilkanaście pustych miejsc. Goście się poprzesiadali, bo faktycznie dziwnie siedzieć przy 12-osobowym stole w czwórkę...
I tak, przez większość wesela w sali (warto zaznaczyć, że dość ciasnej) stał pusty stół...

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (200)

#81920

(PW) ·
| Do ulubionych
Ledwo wyjechałam rowerem na drogę, a już kilka piekielności za mną…

Moja codzienna trasa biegnie wzdłuż sporego targu. Targ jest ogrodzony, jest jedno główne wejście. Wzdłuż płotu jest kolejno: pas zieleni, ścieżka rowerowa i chodnik. Wszyscy emeryci, spieszący rano na zakupy, lezą środkiem ścieżki rowerowej, mimo że do bramy zostało jeszcze 100 metrów. Warto nadmienić, że nie reagują na dzwonek, wołanie, nic o poziomie decybeli niższym niż trąba jerychońska (młodsi użytkownicy drogi też preferują ścieżkę rowerową zamiast chodnika, ale przynajmniej na dźwięk dzwonka odskakują spłoszeni).

Dalej ścieżka dochodzi do przystanku autobusowego i mija go łukiem z tyłu. Niestety, tam również trzeba zachować czujność, ponieważ stanie "za przystankiem" jest o wiele atrakcyjniejsze niż "na przystanku", więc łatwo o kolizję.

I na koniec sytuacja z wczoraj: jadę wspomnianą ścieżką (obok, jak wspomniałam, szeroki i wygodny chodnik), z naprzeciwka nadciąga mamuśka, tata i dziecię w wózku. Ja nadjeżdżam, oni suną prosto na mnie. Krzyczę do nich, że to ścieżka rowerowa, a nie chodnik, na co madka odkrzykuje oburzona: "No przecież wózek to też pojazd!".

A sezon dopiero się zaczął...

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (146)