Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Majulka

Zamieszcza historie od: 30 lipca 2023 - 15:29
Ostatnio: 3 czerwca 2024 - 23:53
  • Historii na głównej: 3 z 4
  • Punktów za historie: 319
  • Komentarzy: 7
  • Punktów za komentarze: 29
 
poczekalnia

#91115

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Lubię czasami przeglądać TikToka.

Trafiłam na filmik, w którym wyśmiewane były osoby o większych rozmiarach. Ludzie w komentarzach wyrazili swoje niezadowolenie. Autorka chyba każdemu odpowiadała, że "nie rozumieją żartu". Postanowiłam dołączyć do dyskusji. Napisałam, że sporo osób musi chodzić na terapię przez ludzi, którzy "tylko tak żartowali" . Chwilę później zostałam przez autorkę zablokowana.

tiktok

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 30 (78)

#90682

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jak social media zniszczyły niektórym ludziom mózgi.

Byliśmy ze znajomymi na imprezie. Zdjęcia były robione właściwie co pięć minut, głównie przez jedną z koleżanek, powiedzmy Julkę. Z Julką miałyśmy następnego dnia coś do obgadania. Umówiłyśmy się, że się zdzwonimy.

Dzień pierwszy: Julka nie odbiera.

Dzień drugi: Julka nie odbiera. Na jej insta i fejsie pojawiają się zdjęcia z imprezy (nikogo z obecnych na zdjęciach o zgodę nie zapytała).

Dzień trzeci: Julka nie odbiera.

Dzień czwarty: Julka odebrała telefon. Tłumaczy, że miała problemy z zasięgiem. Te zdjęcia tylko udało jej się wrzucić i nie mogła oddzwonić ani odebrać. Przecież MUSIAŁA te zdjęcia udostępnić. Ale jak to się nie zgadzam na moje zdjęcia w internecie? Przecież fajne są. No dobrze, z wielkim bólem Julka usunie zdjęcia, ale się obraża.

Zdjęcia usunięte, sprawa obgadana, Julka ma zasięg i już pełno innych fotek na social mediach. Niesmak pozostał.

social media

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (117)

#90598

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Skończyłam liceum już jakiś czas temu. Nie był to najszczęśliwszy czas w moim życiu (lekko mówiąc).

W mojej klasie była grupka uczniów, która uwielbiała naśmiewać się z innych. Jeden chłopak mieszkał na wsi, jego rodzice byli rolnikami, a on sam sporo opowiadał o gospodarstwie - stał się jednym z głównych celów do wyśmiewania. Ktoś inny, bo miał dobre oceny. Ktoś inny, bo lubił anime. Ja, bo miałam nadwagę (i to niewielką - ważyłam może z 10 kg więcej niż szczupłe dziewczyny z klasy). Przedrzeźnianie i wyśmiewanie tego, co ktoś powiedział na lekcji było na porządku dziennym. Niektórzy już się nawet bali odezwać. Rzucanie w ludzi rzeczami (orzeszki, piłki, śnieżki, nawet jajka i spleśniałe kanapki się zdarzyły). Pisanie po ścianach takich informacji jak numery gadu-gadu wyśmiewanych osób. Robienie zdjęć z ukrycia i wrzucanie do internetu (to nie spotkało akurat mnie, ale do tej pory co jakiś czas na wszelki wypadek googluję swoje imię, nazwisko i ksywki, którymi mnie obdarowali).

Nie było tak, że byłam sama - miałam swoją grupkę znajomych. Z czasem jedna z nich, Kasia (imię zmienione) zaczęła się od nas odsuwać. Broniła klasowych oprawców gdy mówiłyśmy coś złego na ich temat. Próbowała się wkręcać w ich towarzystwo. Niby dalej ją lubiłyśmy, ale trzymałyśmy ją trochę bardziej na dystans.

Kasia podzieliła się któregoś dnia z nami swoją opinią na temat sytuacji w klasie. Powiedziała, że tak naprawdę sami jesteśmy sobie winni.

Bo istnieliśmy?

szkoła

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (141)

#90630

przez (PW) ·
| Do ulubionych
O koledze ze studiów i jego rodzinie.

Miałam na studiach kolegę, na potrzeby historii nazwijmy go Maćkiem. Maciek mieszkał z rodzicami niedaleko miasta, w którym studiowaliśmy, nie wyprowadził się z domu. Pobierał stypendium socjalne, ale trafiało ono na konto jego rodziców - uznali, że skoro go utrzymują to stypendium należy się im. Maciek nigdy nie miał pieniędzy. Nawet jeśli mieliśmy zajęcia do późna, nie mógł kupić sobie niczego do jedzenia. Pierwsze dwa lata studiów mieliśmy właściwie przepełnione zajęciami, więc praca w tygodniu nie wchodziła w grę, a w weekendy musiał pomagać ojcu w warsztacie.

Na drugim roku Maciek oblał dwa przedmioty. Mógł wziąć warunek, zostać na uczelni i zdać w następnym roku. Wiązało się to z kosztami, więc jego rodzice powiedzieli, że nie mają pieniędzy. Koniec i kropka. Na pracę dorywczą w wakacje też się nie zgodzili (bo przecież nie będzie miał czasu pomagać w warsztacie). Po tym wszystkim Maciek wyjechał za granicę do pracy i ani myśli wracać.

Można by pomyśleć, że rodzice starzy, schorowani i ledwo wiążą koniec z końcem. Cóż... Maciek opowiedział jak było naprawdę. Oboje rodziców miał zdrowych, ledwo co po 40-tce. Ojciec gdy miał pracować sam, najczęściej siedział przed telewizorem albo chodził pić z kolegami. Z robotą wiecznie się spóźniał, więc tracił klientów. Z pieniędzmi w sumie nie do końca było wiadomo, co robił. Matka nie pracowała i właściwie co kilka miesięcy miała nową pasję i nowy pomysł na siebie. Raz chciała być florystką, innym razem fryzjerką, później makijażystką, trenerką fitness, manicurzystką i pewnie nawet ona sama już się pogubiła co jeszcze. Z tego co mówił Maciek, w żadnym z tych zawodów nie przepracowała ani jednego dnia, bo w pewnym momencie uznawała, że to jednak nie dla niej. Tylko że każde nowe "powołanie" wiązało się z nowymi płatnymi kursami oraz kupnem profesjonalnego sprzętu (np. kilka różnych lokówek, prostownic, arsenał kosmetyków, cała ogromna półka lakierów do paznokci, sprzęty do ćwiczeń, itd). Ich salon był dosłownie graciarnią i poniekąd cmentarzyskiem martwych już pasji matki Maćka. Nie sprzedawała przedmiotów związanych z porzuconymi zainteresowaniami, bo twierdziła, że "może kiedyś do tego wróci" (z tego co mówił Maciek, nigdy nie wracała). Mówiła, że taka ilość kursów i zainteresowań tylko wzbogaca jej CV i sprawi, że łatwiej będzie jej znaleźć pracę.

Gdy syn prosił ich o pieniądze z reguły słyszał, że jest dorosły i powinien radzić sobie sam. Jednocześnie odbierając jego stypendium i czas na płatną pracę.

Maciek po około roku od wyjazdu (dopiero) odciął się od rodziców. Do tamtego momentu, wysyłał im co miesiąc pieniądze ("tata nie daje sam rady i będzie musiał zamknąć warsztat jeśli nam nie pomożesz"). Sam przyznał, że pewnego dnia po prostu coś w nim pękło.

kolega ze studiów

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (122)

1