Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

kattie27

Zamieszcza historie od: 23 czerwca 2015 - 13:41
Ostatnio: 7 grudnia 2019 - 15:37
  • Historii na głównej: 3 z 6
  • Punktów za historie: 430
  • Komentarzy: 10
  • Punktów za komentarze: -19
 
zarchiwizowany

#74527

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia z dzisiaj.

Dzwonił do mnie jakiś numer, a że byłam w pracy, to nie zawsze mogę odebrać. Oddzwaniam więc. Wywiązał się taki dialog między mną [Ja] a jak się później okazało kurierem [K]:
[Ja]- Dzień dobry, ktoś do mnie dzwonił z tego numeru?
[K]- PACZKĘPANIPRZYWIOZŁEM
[Ja]- Słucham? (nie dosłyszałam)
[K]- PACZKĘ PANI PRZYWIOZŁEM, ALE ODEBRAŁA MAMA
[Ja]- W takim razie dziękuję
[K]- No cześć... ???

Sam dialog był dziwny i bardzo niekulturalny.

Teraz smaczek.
Mieszkam w małej wiosce, więc wszyscy się znają i wiedzą gdzie mieszkam. Paczka rzeczywiście jest, Mama rzeczywiście odebrała, ale nie od kuriera tylko... od kobiety z drugiego końca wsi!!! Okazało się, że kurier zamiast Katarzyna przeczytał Kazimierz! I dostarczył pod całkiem inny numer do całkiem innej osoby bardzo cenną paczkę.
Wiem, że każdy jest zmęczony, może nie do końca lubi swoją pracę, ale niech chociaż ją dokładnie wykonuje.

Nie pozdrawiam pana kuriera.

uslugi

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 61 (103)
zarchiwizowany

#68306

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jak już kiedyś wspomniałam pracuję jako informator turystyczny, ale również zdarza mi się pomagać w restauracji. Jako, że mamy teraz nalot praktykantów z uczelni to musimy się dzielić obowiązkami. Temat studentów zostawmy na inną historię. Ostatnio spotkały mnie dwie piekielności na mojej zmianie w restauracji.

1)Przyszła sobie większa grupka ludzi (ok. 9-10), połączyła dwa stoliki zabierając nam przy tym trochę miejsca i krzesła dla innych gości. Sala jest na 130 osób a przy niedzielnym ruchu wszystkie miejsca są zajęte, więc każda wolna przestrzeń się liczy. Państwo zamówili jedzenie za dość pokaźną sumę. Jako że koordynuję po części kelnerki na sali (razem z koleżanką) to mówiłam, która ma co wynieść. Schody zaczęły się najpierw przy podawaniu rosołu. Jedna kobieta chce rosół i to koniecznie bez makaronu, bo ma jakieś swoje urojenia czy złe przeżycia. Pal licho. Ruch jak w Rzymie, ludzi masa, kolejka się ustawiła na pół sali (zamawia się u nas przy kasie, bo lepiej jest ogarnąć). Ok, kucharka dała bez makaronu. Zanoszę. Pani twierdzi, że coś tam, że miał być na dwóch talerzach, że na pół… nosz kurna! Pełna sala do obsługi i nie możemy się rozdrabniać nad każdym, bo po prostu dostaniemy opieprz od szefowej. Nerwy mnie poniosły, pytam innej kelnerki czy doniesie im kompoty. Bierze na tackę, donosi sztućce itd. Zaczęli coś tam jej zarzucać, że najpierw zupa, później kompot czy coś takiego… no niedopuszczalny błąd… Przyszła wpieniona i mówi, że prawie miała ochotę rzucić im tę tackę na stół. Uspokoiłam się nieco. Rozniosłam innym dania. Zbliżała się pora mojego wyjścia do domu. Przychodzi kelnerka i mówi, że jedna z nich powiedziała, że zamiast 8 rosołów to miało być 9. Ja ZONK, bo przecież pisze jak byk na ticketach, że 8. Po czym koleżanka kończy, że matka chciała dostać jeden rosół za darmo i myślała, że jej się to uda, ale niestety przeszkodziła jej własna córka, która powiedziała: mamusiu, ale przecież zamawiałaś 8…

2) Historia, którą przyniosła koleżanka kelnerka z sali, podczas gdy my miałyśmy chwilę oddechu po 4 godzinach chodzenia bez jakiejkolwiek przerwy. Przyniosła jakieś resztki ze stołu, pokazuje i mówi szefowej, że pani znalazła SZKŁO w kotlecie i żąda w zamian albo fileta albo schabowego… szefowa zonk, patrzy na nią jak na głupka, ale wydać wydała. Biorę to szkło do ręki, przykładam do szklanki na kompoty, no nie pasuje za cholerę. A grubszych szklanek już nie mamy, bo jedynie jakie jeszcze są dostępne to firmowe literatki, albo szklanka po latte. Wszystko cieńsze od tego kawałka szkła. Kuchnia się zastanawia, że może w panierce coś było, ale przecież to nie możliwe żeby taki gruby kawał szkła mógł się zapodziać w panierce, zresztą skąd by się tam wziął. Po chwili zrozumiałyśmy, że babka po prostu była dalej głodna i podłożyła szkło, żeby dostać porcję za free! Jakim trzeba być człowiekiem, żeby robić takie numery?! Żadna z nas tego nie mogła zauważyć, bo jak zwykle ruch był znaczny. Gratuluję pomysłu na darmową porcję!

gastronomia

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (24)
zarchiwizowany

#67048

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Akcja rozgrywała się ok. rok lub 2 lata temu.

Mój chłopak doznał kontuzji nogi. Miał nadciągnięte mięśnie, wiązadła itp. (nie znam się na tym). Ogólnie nie mógł chodzić, bo każdy ruch sprawiał mu wielki ból. W końcu wysłałam go do chirurga (akcja toczy się w przychodni w mieście pod Krakowem).

K. pojechał taksówką do ośrodka, a ja dojechałam do niego za jakiś czas. Pomyślałam, że ewentualnie pomogę mu w poruszaniu się. Czekaliśmy na przyjęcie chyba ze cztery lub pięć godzin.

K. siedzi na ławce, zajął sobie kolejkę i mówi, że jest piąty lub szósty. Zrobiło się zamieszanie, bo non stop ktoś wychodził i za jakiś czas wracał, bo nie chciało się ludziom tyle czekać, więc w końcu sam nie wiedział, po której pani ma wejść. Ale mniej więcej liczył ile ludzi weszło. Jak już nadchodziła jego kolej, to postanowił poczłapać pod drzwi gabinetu.
I tutaj nawiązała się oto taka chamska rozmowa między mną [J], K. [K] i panią [P].

[P] – Co się pchasz do kolejki? Teraz ja wchodzę.
[K] – Nie, proszę pani, teraz jest moja kolej.
[P] – Nie prawda, ja tutaj jestem od początku jak się zarejestrowałam i teraz ja wchodzę.
[K] – Dobrze, przepraszam, może coś mi się pomyliło.

*zagotowałam*

[J] – Proszę pani, on był wcześniej w kolejce i był przed panią, bo sam liczył, a że jest zamieszanie, bo non stop ktoś wychodzi to ciężko stwierdzić ile osób zostało przed kimś.
[P] – Nie, bo teraz ja wchodzę!

*otwierają się drzwi gabinetu, wychodzi pielęgniarka, bierze K. za rękę i wprowadza do gabinetu. Wszystko było w środku słychać, całą naszą rozmowę*

[P] – Wepchał się do kolejki, ma układy.
[J] – Niech pani jeszcze powie, że zapłacił. Myśli pani, że młody to może stać i wejść na końcu kolejki, bo tak pani chce?
[P] – Widzisz, że starsze panie czekają, chodzą o kulach i były przed nim.
[J] – Nie, proszę pani, nie były. On ma tak samo dolegliwości jak każdy tutaj.

*wychodzi K. za moment*

Nie powiedziałam do widzenia, po prostu wyszłam cała w nerwach. K. wszystko słyszał w środku, co mówiła ta jędza.

Podsumowanie:
1. Rejestracja bez numerków lub ustalonych godzin to strzał w stopę, bo każdy starszy twierdzi, że może wejść na krzywy ryj, bo młody to może poczekać do końca kolejki…
2. Chamskość starszych pań nie zna granic. Choćbyś umierał to im się należy pierwszeństwo.

słuzba_zdrowia

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (37)

1