Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

kattie27

Zamieszcza historie od: 23 czerwca 2015 - 13:41
Ostatnio: 8 października 2019 - 19:30
  • Historii na głównej: 3 z 6
  • Punktów za historie: 427
  • Komentarzy: 10
  • Punktów za komentarze: -19
 

#85365

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia #85041 o wyjeździe i dość głośnym zachowywaniu się współlokatorów. Miałam bardzo podobnie tylko przez dwa kolejne dni i noce.

Do rzeczy.

Wyjechałam z narzeczonym na wakacje nad morze. Nasz urlop zaczął się akurat w czasie długiego weekendu. Cały dom oczywiście dopakowany na full przez gości.
Pierwsza noc - pierwszy zgrzyt. Wrzeszczące dzieci. Godzina 4 nad ranem mega głośne rozmowy na korytarzu, bo jakaś rodzinka się wymeldowuje. Tłuczenie się kółkami od walizek - norma. Nikt nawet nie wziął walizki do ręki schodząc po schodach. Jak już sobie poszli to udało mi się zasnąć. Niestety, nie na długo, bo o 7 rano kolejny koncert dzieci. Nie, nikt ich nawet nie uspokajał.

Druga noc - to samo, co wyżej, tylko godzina 2 w nocy i sytuacja piętro wyżej. Darcie ryja, kółka... Nakrywam się poduszką na głowę, ale nie pomaga. Godzina 7 rano - wrzask dzieci...

Na szczęście jak tylko minął długi weekend to zostały 2 pary i my. Nikt już nie krzyczał, był spokój i cisza. Każdy kulturalnie zamykał drzwi, mówił szeptem po ciszy nocnej i co najważniejsze cisza nocna była wreszcie przestrzegana.

Od razu napiszę, że nie mam nic do dzieci pod warunkiem, że rodzice interweniują i chociaż podejmują próbę żeby je uspokoić. Po drugie - mam płytki sen, ale śpię przy cichszych dźwiękach. Niestety głośne rozmowy, walenie kółkami o podłogę i wrzask dzieci wybudzą chyba każdą osobę z najgłębszego snu.

Morał? Życzę niektórym więcej empatii.

Wakacje

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (175)

#85231

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem, czy to będzie dla Was piekielne, ale dla mnie niestety jest.

Chyba większość z nas zna osobę, której jest wiecznie zimno. Każdego ranka, przychodząc rano do pracy, otwieram wszystkie okna i drzwi i wietrzę pomieszczenie (nie, nie ma klimatyzacji), w którym z reguły panuje duchota po nocy. Ot, uroki położenia biura po tej gorszej stronie świata.

Ja osobiście nie lubię gorąca, więc temperatury na poziomie 25+ stopni (na zewnątrz) powodują, że nie myślę i źle się czuję. Niestety współpracownicy nie bardzo lubią się dostosowywać, więc muszę zamykać okna i kisić się w gorącu, którego nienawidzę (temperatura w biurze 30+ stopni). Przychodzę do pracy ubrana w ciuchy z krótkim rękawem, nawet kiedy temperatura wynosi 15 stopni na zewnątrz, bo nie jestem w stanie wysiedzieć w takiej duchocie, która panuje w środku. Wiąże się to niestety z niezrozumieniem i wytykaniem, że jestem jakaś nienormalna, ubierając się na „letniaka” w jesieni/zimie.

Włączenie wiatraka? Absolutnie!

Ja niestety nie zamierzam się dostosowywać do reszty, bo niestety nie jestem osobą ciepłolubną. Okno po mojej stronie zostaje ciągle uchylone pomimo protestów. Kompromisu brak.

Sami oceńcie, kto jest bardziej piekielny.

EDIT:
Komentarze niektórych proszą się o odpowiedź z mojej strony, więc zrobię to tutaj kompleksowo.

1. Biuro znajduje się po południowej stronie świata (nie, nie w Australii…).
2. U nas obowiązuje dress code - w takim wypadku nie jestem w stanie się rozebrać do podkoszulka na ramiączkach, bo dostanę upomnienie bądź naganę. Uważam, że "zimnolubni" mogą się ubrać cieplej, skoro im zbyt chłodno.
3. Normy, powyżej których mamy mieć skrócony czas pracy jak najbardziej obowiązują, co nie znaczy, że jak jest 25 stopni ciepła w pokoju, to mam siedzieć z zamkniętym oknem.
4. Mam swój mały prywatny wiatraczek na biurku w celu chłodzenia samej siebie, jak już proszenie o zostawienie otwartego okna zawodzi. Ów wiatraczek również spotyka się z hejtem i dezaprobatą ze strony współpracowników, bo wieje...

praca

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 75 (133)

#67083

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję jako informator turystyczny. Rzecz dotyczy toalet.

Obok mnie, na moim poziomie, jest toaleta dla niepełnosprawnych. Toaleta dla zdrowych osób jest nade mną, dosłownie 6 stopni wyżej.

1) Do toalety dla niepełnosprawnych pakują się ludzie, którzy są całkiem zdrowi i to z dziećmi, bo po co się fatygować, wychodzić na górę, pilnować dziecka i ewentualnie się z nim użerać. Akurat w tym czasie może ktoś będzie miał potrzebę skorzystania z owej toalety, bo np. jest na wózku lub ma kłopoty z wejściem po schodach. Kolejna taka toaleta znajduje się na piętrze i trzeba się pofatygować windą, co, jak na jednorazową przygodę z toaletą, nie jest przyjemne. Do tego osoba, której zwraca uwagę ktoś z rodziny, albo się patrzy spod byka, albo po prostu ją ignoruje. Jeszcze inni mówią: „przecież to wszystko jedno”. Nie, kurde, nie wszystko jedno!

2) Jestem kobietą, ale niestety muszę skrytykować płeć piękną. Męska toaleta tak rano, jak i wieczorem przy wychodzeniu z pracy jest czysta, ręczniki są na swoim miejscu, woda nieporozlewana i prawie nigdy w niej nic nie brakuje w trakcie mojej zmiany. Damska natomiast to istny armagedon! Nie dość, że zachlapana (bo nie da się otrzepać rąk nad zlewem, tylko na płytki), to jeszcze do tego, jak przewali się przez nią 50 osób z grupy, wygląda jak bajoro albo kałuża po deszczu. Na domiar złego ręczniki zawsze są porozrywane i porzucone na ziemi w bajorze. Nikt tego nie podniesie, muszę to robić ja.

Kosze zawsze są pełne, obok koszy pełno ręczników. Nikt się nie pokwapi, żeby chociaż wycelować do kosza. Obok toalet zawsze jest coś porozwalane, ciężko mi o tym pisać, ale niejednokrotnie kobiety załatwiają potrzebę poza porcelanką. Jak to możliwe?! Jesteśmy kobietami i to my powinnyśmy dbać o czystość i dawać przykład. Na ogół jesteśmy zadbane, ubrane schludnie, jakbyśmy opuściły dopiero co salon mody. Jak to ma się do toalet?! Dlaczego kobiety mogą wszystko porozwalać? Potem muszę ja się w tym babrać i czyścić łazienkę parę razy, jak można zostawić ją w takim stanie? Nie wymagajmy od mężczyzn, jeśli same nie umiemy utrzymać porządku.

Naprawdę nie da się nie przyklejać żenujących karteczek: "zachowaj czystość"?

(pewnie przewali się zaraz fala krytyki ze strony kobiet)

toalety

Skomentuj (54) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 187 (339)
zarchiwizowany

#74527

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia z dzisiaj.

Dzwonił do mnie jakiś numer, a że byłam w pracy, to nie zawsze mogę odebrać. Oddzwaniam więc. Wywiązał się taki dialog między mną [Ja] a jak się później okazało kurierem [K]:
[Ja]- Dzień dobry, ktoś do mnie dzwonił z tego numeru?
[K]- PACZKĘPANIPRZYWIOZŁEM
[Ja]- Słucham? (nie dosłyszałam)
[K]- PACZKĘ PANI PRZYWIOZŁEM, ALE ODEBRAŁA MAMA
[Ja]- W takim razie dziękuję
[K]- No cześć... ???

Sam dialog był dziwny i bardzo niekulturalny.

Teraz smaczek.
Mieszkam w małej wiosce, więc wszyscy się znają i wiedzą gdzie mieszkam. Paczka rzeczywiście jest, Mama rzeczywiście odebrała, ale nie od kuriera tylko... od kobiety z drugiego końca wsi!!! Okazało się, że kurier zamiast Katarzyna przeczytał Kazimierz! I dostarczył pod całkiem inny numer do całkiem innej osoby bardzo cenną paczkę.
Wiem, że każdy jest zmęczony, może nie do końca lubi swoją pracę, ale niech chociaż ją dokładnie wykonuje.

Nie pozdrawiam pana kuriera.

uslugi

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 61 (103)
zarchiwizowany

#68306

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jak już kiedyś wspomniałam pracuję jako informator turystyczny, ale również zdarza mi się pomagać w restauracji. Jako, że mamy teraz nalot praktykantów z uczelni to musimy się dzielić obowiązkami. Temat studentów zostawmy na inną historię. Ostatnio spotkały mnie dwie piekielności na mojej zmianie w restauracji.

1)Przyszła sobie większa grupka ludzi (ok. 9-10), połączyła dwa stoliki zabierając nam przy tym trochę miejsca i krzesła dla innych gości. Sala jest na 130 osób a przy niedzielnym ruchu wszystkie miejsca są zajęte, więc każda wolna przestrzeń się liczy. Państwo zamówili jedzenie za dość pokaźną sumę. Jako że koordynuję po części kelnerki na sali (razem z koleżanką) to mówiłam, która ma co wynieść. Schody zaczęły się najpierw przy podawaniu rosołu. Jedna kobieta chce rosół i to koniecznie bez makaronu, bo ma jakieś swoje urojenia czy złe przeżycia. Pal licho. Ruch jak w Rzymie, ludzi masa, kolejka się ustawiła na pół sali (zamawia się u nas przy kasie, bo lepiej jest ogarnąć). Ok, kucharka dała bez makaronu. Zanoszę. Pani twierdzi, że coś tam, że miał być na dwóch talerzach, że na pół… nosz kurna! Pełna sala do obsługi i nie możemy się rozdrabniać nad każdym, bo po prostu dostaniemy opieprz od szefowej. Nerwy mnie poniosły, pytam innej kelnerki czy doniesie im kompoty. Bierze na tackę, donosi sztućce itd. Zaczęli coś tam jej zarzucać, że najpierw zupa, później kompot czy coś takiego… no niedopuszczalny błąd… Przyszła wpieniona i mówi, że prawie miała ochotę rzucić im tę tackę na stół. Uspokoiłam się nieco. Rozniosłam innym dania. Zbliżała się pora mojego wyjścia do domu. Przychodzi kelnerka i mówi, że jedna z nich powiedziała, że zamiast 8 rosołów to miało być 9. Ja ZONK, bo przecież pisze jak byk na ticketach, że 8. Po czym koleżanka kończy, że matka chciała dostać jeden rosół za darmo i myślała, że jej się to uda, ale niestety przeszkodziła jej własna córka, która powiedziała: mamusiu, ale przecież zamawiałaś 8…

2) Historia, którą przyniosła koleżanka kelnerka z sali, podczas gdy my miałyśmy chwilę oddechu po 4 godzinach chodzenia bez jakiejkolwiek przerwy. Przyniosła jakieś resztki ze stołu, pokazuje i mówi szefowej, że pani znalazła SZKŁO w kotlecie i żąda w zamian albo fileta albo schabowego… szefowa zonk, patrzy na nią jak na głupka, ale wydać wydała. Biorę to szkło do ręki, przykładam do szklanki na kompoty, no nie pasuje za cholerę. A grubszych szklanek już nie mamy, bo jedynie jakie jeszcze są dostępne to firmowe literatki, albo szklanka po latte. Wszystko cieńsze od tego kawałka szkła. Kuchnia się zastanawia, że może w panierce coś było, ale przecież to nie możliwe żeby taki gruby kawał szkła mógł się zapodziać w panierce, zresztą skąd by się tam wziął. Po chwili zrozumiałyśmy, że babka po prostu była dalej głodna i podłożyła szkło, żeby dostać porcję za free! Jakim trzeba być człowiekiem, żeby robić takie numery?! Żadna z nas tego nie mogła zauważyć, bo jak zwykle ruch był znaczny. Gratuluję pomysłu na darmową porcję!

gastronomia

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (24)
zarchiwizowany

#67048

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Akcja rozgrywała się ok. rok lub 2 lata temu.

Mój chłopak doznał kontuzji nogi. Miał nadciągnięte mięśnie, wiązadła itp. (nie znam się na tym). Ogólnie nie mógł chodzić, bo każdy ruch sprawiał mu wielki ból. W końcu wysłałam go do chirurga (akcja toczy się w przychodni w mieście pod Krakowem).

K. pojechał taksówką do ośrodka, a ja dojechałam do niego za jakiś czas. Pomyślałam, że ewentualnie pomogę mu w poruszaniu się. Czekaliśmy na przyjęcie chyba ze cztery lub pięć godzin.

K. siedzi na ławce, zajął sobie kolejkę i mówi, że jest piąty lub szósty. Zrobiło się zamieszanie, bo non stop ktoś wychodził i za jakiś czas wracał, bo nie chciało się ludziom tyle czekać, więc w końcu sam nie wiedział, po której pani ma wejść. Ale mniej więcej liczył ile ludzi weszło. Jak już nadchodziła jego kolej, to postanowił poczłapać pod drzwi gabinetu.
I tutaj nawiązała się oto taka chamska rozmowa między mną [J], K. [K] i panią [P].

[P] – Co się pchasz do kolejki? Teraz ja wchodzę.
[K] – Nie, proszę pani, teraz jest moja kolej.
[P] – Nie prawda, ja tutaj jestem od początku jak się zarejestrowałam i teraz ja wchodzę.
[K] – Dobrze, przepraszam, może coś mi się pomyliło.

*zagotowałam*

[J] – Proszę pani, on był wcześniej w kolejce i był przed panią, bo sam liczył, a że jest zamieszanie, bo non stop ktoś wychodzi to ciężko stwierdzić ile osób zostało przed kimś.
[P] – Nie, bo teraz ja wchodzę!

*otwierają się drzwi gabinetu, wychodzi pielęgniarka, bierze K. za rękę i wprowadza do gabinetu. Wszystko było w środku słychać, całą naszą rozmowę*

[P] – Wepchał się do kolejki, ma układy.
[J] – Niech pani jeszcze powie, że zapłacił. Myśli pani, że młody to może stać i wejść na końcu kolejki, bo tak pani chce?
[P] – Widzisz, że starsze panie czekają, chodzą o kulach i były przed nim.
[J] – Nie, proszę pani, nie były. On ma tak samo dolegliwości jak każdy tutaj.

*wychodzi K. za moment*

Nie powiedziałam do widzenia, po prostu wyszłam cała w nerwach. K. wszystko słyszał w środku, co mówiła ta jędza.

Podsumowanie:
1. Rejestracja bez numerków lub ustalonych godzin to strzał w stopę, bo każdy starszy twierdzi, że może wejść na krzywy ryj, bo młody to może poczekać do końca kolejki…
2. Chamskość starszych pań nie zna granic. Choćbyś umierał to im się należy pierwszeństwo.

słuzba_zdrowia

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (37)

1