Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

marcelka

Zamieszcza historie od: 25 lipca 2017 - 14:34
Ostatnio: 9 grudnia 2025 - 14:22
  • Historii na głównej: 66 z 70
  • Punktów za historie: 9096
  • Komentarzy: 1123
  • Punktów za komentarze: 9575
 
zarchiwizowany

#92394

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Czytam sobie jakiś artykulik o rolnikach i o tym, jak jest ciężko.

Nie neguję tego. Co więcej, uważam za skandal, że różnice między tym co dostaje rolnik, a tym, ile płaci konsument, są tak duże (tak, wiem, że od produktu do konsumenta jest kilka etapów i każdy musi po drodze zarobić, i to jest ok, ale chodzi o to, że różnice w tych zarobkach powinny być wg mnie bardziej proporcjonalne).

No ale nie o tym ta historia...

Opierając się na danych tylko z tego konkretnego artykułu:

Rolnik podaje, że ma na polu 300 ton kapusty. I że ją sprzeda najwyżej po 60 gr za kilogram. Podaje też, że sadzonki tej kapusty kosztowały go 6 tys. złotych (20 gr za szt.).

300 ton to 300 000 kg. Po 60 gr - to daje kwotę 180 tysięcy zł.
Dzieląc to na 12 miesięcy w roku, to daje 15 tys. zł na miesiąc...
oczywiście, to nie jest "na czysto", odjąć trzeba i te sadzonki, i opłaty, i może jakiegoś pracownika... ale niechby rolnikowi na rękę na czysto z tych 15 tys. zostało 5 tys. - to czy to jest aż taka tragedia?
Nie wiadomo też, czy ma tylko tę kapustę, czy inne uprawy/inną działalność/zwierzęta gospodarskie itd. też... czyli jakiś inny dochód.

Po prostu zwróciło moją uwagę, że jak się czyta taki artykuł, i że tylko 60 gr płacą temu rolnikowi, no to brzmi dramatycznie... a jak się przeliczy, to w sumie myślę, że nie jedna mała firma czy salon kosmetyczny czy coś w tym rodzaju chciałoby mieć obrót na takim poziomie...

rolnictwo kapusta pieniądze

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 17 (57)
zarchiwizowany

#86328

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Kolejna piekielność (wg mnie) związana z obecną sytuacją.

Jak pewnie wszyscy wiedzą, od dziś przepisy są zaostrzone - w tv, radio mówią, że wychodzić można tylko w ważnych sprawach życia codziennego (do sklepu spożywczego, apteki, lekarza, z psem); że zakaz zgromadzeń; że chodzić mogą obok siebie tylko 2 osoby; że w kościele może być max. 5 osób oprócz księdza;

Moja znajoma ma umówiony akt notarialny na piątek. Razem z mężem chcą kupić mieszkanie. Ale w tej sytuacji była pewna, że umowę się przesunie. No bo taka wizyta w kancelarii to:
- znajoma z mężem i dzieckiem (którego nie mają w tej sytuacji z kim zostawić)
- ci co sprzedają, też para,
- pośrednik nieruchomości,
- notariusz,
- sekretarka.
Po wszystkim mają się udać razem z pośrednikiem do mieszkania.
Jak to się ma do obecnych przepisów?

Zatem znajoma chciała przełożyć umowę na czas jak to się unormuje, kupno tego mieszkania to nie jest dla nich jakaś super pilna sprawa, sprzedający też nie mieli nic przeciwko przełożeniu ale... ale pośrednik i notariusz się nie zgadzają! To znaczy zgadzają się, ale notariusz zażądał już teraz wpłaty połowy swojego wynagrodzenia za projekt umowy.
Jakąś pracę wykonał, i pewnie ma podstawę, żeby zażądać, ale znajoma tego projektu na oczy nie widziała i dokumenty też są u tego notariusza, a poza tym nie miała zamiaru odwołać całkiem umowy, tylko po prostu umówić się jakoś po świętach, kiedy będzie - oby! - lepiej...

Ale jak dla mnie to jest absurd. Jak może pracować pośrednik nieruchomości czy notariusz, to czemu nie może pracować pani Zosia, która ma wyspę z akcesoriami fryzjerskimi w galerii handlowej albo pani Basia, która ma w galerii mały salonik jubilerski?

W obecnej sytuacji przepisy powinny być równe dla wszystkich i po prostu określać, że to, co nie jest konieczne (typu spożywcze i apteki) mają być zamknięte i koniec.

[Edit]: Znajoma zapłaciła, dostała projekt od notariusza na meila i wstępnie umówili się na 17 kwietnia.

koronawirus notariusz pośrednik

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 8 (74)

1