Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

metalurgia

Zamieszcza historie od: 27 sierpnia 2012 - 9:58
Ostatnio: 7 maja 2021 - 15:44
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 208
  • Komentarzy: 24
  • Punktów za komentarze: 65
 
Na fali historii o psach i smyczach.

Mam młodsze rodzeństwo, różnica wieku spora bo ponad 10 lat.
Młodsza siostra w czasie tej historii chodziła do przedszkola.

Tego dnia odebrała ją babcia, mieszka na przeciwko nas więc nie był to dla niej problem. W czasie drogi powrotnej zostały zaatakowane przez psy (trudno stwierdzić czy bezdomne czy puszczone luzem. Bezdomne raczej nie, bo mieszkamy w dużym mieście, gdzie raczej nie zdarza się większa grupa bezdomnych psów). Skończyło się na szczęście bez ugryzień. Niestety młoda dostała okropnej traumy i bała się psów.

Rodzina zaczęła pracować nad tym lękiem, jak mieliśmy kogoś w rodzinie z psem to dosyć często powoli i stopniowo oswajaliśmy siostrę.

Niestety był duży problem - jeb**** psiarze.
Nie raz odprowadzając siostrę do domu mijałam psy. Niektóre luzem, niektóre na pseudo smyczy i ostatnie na porządnej smyczy. Nie trudno się domyślić, że najmniej było osób, które miały psa na porządnej smyczy.

Nie zawsze mogłam zmienić stronę ulicy (brak pasów). Dlatego zwykle stawałam z boku zasłaniając siostrę (młoda i tak się chowała za mną i nie chciałam jej na siłę pchać do przodu) ostrzegałam też właściciela, że dziecko ma traumę.

Reakcje na nas bywały różne. W większości spotykałam się z "nie bój się, nie gryzie", "nie można być tchórzem" (skierowane do siostry). Apogeum następowało w dwóch momentach: kiedy pies zaczynał biec w naszą stronę i kiedy zaczynał szczekać. Moja siostra wpadała wtedy w stan amoku, zaczynała płakać i trząść się że strachu.
Właściciele zwykle ewakuowali się z różnymi tekstami:
- jak teraz bachory wychowują;
- głupie dziecko bać się mojego pieska;
- no przecież mówiłem że nie gryzie;
- skutki bezstresowego wychowania (!)

Obecnie moja siostra nie boi się psów. We mnie natomiast narosła nienawiść do puszczanych luzem psów lub będących na pseudo smyczach.
To ja potem miałam problem uspokoić dziecko, a wystarczyło aby jeb*** psiarz trzymał psa na smyczy. Jak nas mijali nigdy dziecko nie płakało.

Psiarze, chodnik to nie Wasz prywatny wybieg. Chodzą tam osoby co psów nie lubią, a nawet takie co się psów boją. Więc trzymajcie swoje psy na smyczy.

Chodnik

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (202)

#87390

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia pandemiczna.

Na początku pandemii koronawirusa dostałam ofertę pracy. Mój znajomy wynajął szwalnie i zbierał zespół. Szukał znajomych, którzy znali się na szyciu lub chcieli się nauczyć. Moje studia zostały przerwane i przeniesione online (byłam na ostatnim semestrze więc zajęć dużo nie miałam), a pieniądz zawsze się przyda, więc rozpoczęłam pracę.

Tylko jedna osoba z grupy dostała umowę i tylko na miesiąc. Reszta ludzi nie narzekała i nie chciała bawić się w umowy, więc zgodziliśmy się pracować na czarno przez pierwszy miesiąc. Z szefem umówiliśmy się na tygodniówkę.

Z początku wypłacał terminowo, na skutek różnych przeszkód nas zespół zmienił się i ostatecznie w lipcu zostały trzy osoby. Trend na maseczki już minął i szef chciał zacząć pracować jako prawdziwa szwalnia.

Zatrudnił pierwsza krawcową (swoją drogą osoba wybitnie wkurzająca i myśląca, że potrafi wszystko i chyba musiała połknąć wiedzę wszystkich żywych i nie żywych krawcowych, szwaczek, konstruktorów odzieży i polityków). Baba pozbyła się jednej koleżanki. Ja postanowiłam się ewakuować, nauczyłam się obsługi maszyny do haftu komputerowego, która stała w szwalni. Szef oczywiście szczęśliwy, bo nie musiał płacić za kurs.

A umowy dalej nie ma.

Niby wszystko w porządku, ale co miesiąc mam wrażenie, że muszę wręcz walczyć o swoje pieniądze. Dziś jest 15, a umówiliśmy się, że szef będzie płacił do 30. Tak, minęło ponad dwa tygodnie od kiedy powinien mi zapłacić. Unika telefonów, nie przychodzi w dni które jestem do pracy.

Nie mam umowy i nie wiem co mogę zrobić. Mieszkam w wynajętym mieszkaniu i nie mogę stracić tych pieniędzy.
I to nie jedyna piekielność szefa, ale napisałam dużo informacji i nie chce mieszać.

P.S nie jestem taka głupia, pracuję na swoim laptopie i na swoim pendrive. Wszystkie projekty posiadam tylko ja, więc zawsze jestem w stanie udowodnić, że pracowałam, mam też screeny, w których szef obiecuje "w tym miesiącu podpiszemy umowę". Ale nie wiem jak zmusić go do zapłaty.

Praca która byłby naprawdę miła gdyby szef nie był Januszem

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (72)

1