Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

mops

Zamieszcza historie od: 24 lipca 2020 - 13:23
Ostatnio: 6 sierpnia 2020 - 20:19
  • Historii na głównej: 0 z 0
  • Punktów za historie: 0
  • Komentarzy: 0
  • Punktów za komentarze: 0
 

#86954

(PW) ·
| Do ulubionych
Prowadzimy z moim chłopem dość aktywne życie zawodowe. Oboje jesteśmy na etatach w korpo, a do tego mamy kilka biznesów. Firmy mamy osobno, żeby się nie pozabijać ;)

Jedyny dobry pracownik, to zadowolony i doceniony pracownik. Ludzie opłacani powyżej rynku bez opóźnień, w koronie wzięliśmy na siebie wszystkie koszty, żeby pracownicy nie odczuli. W czerwcu wypłaciliśmy każdemu dodatkowe pół pensji jako koronabonus bo było widać, że jest im ciężko.

W jednej z moich firm pracują cztery osoby. Zasada jest prosta, tylko jedna osoba może być na dłuższym urlopie w tym samym czasie. Jeden z pracowników, Franek, w styczniu poprosił o urlop na trzy tygodnie lipca-sierpnia, reszta zespołu się zgodziła, super.

Miesiąc temu dzwoni do mnie inna pracownica, Natalia. Bo ona by chciała urlop 3 tygodnie w tym samym czasie co Franek, a że Franek dostał, to czemu ona nie. Mówię jej, że nie ma opcji, może wziąć inny termin. Płacz, że ona już zapłaciła i, że mąż nie może w innym czasie. Żal mi się laski zrobiło, chociaż jest moim najbardziej problematycznym pracownikiem, więc zgodziłam się na dwa tygodnie zamiast trzech. Jadą autem do Chorwacji.

Dzisiaj był (miał być właściwie) pierwszy dzień Natalii po urlopie. Zero z nią kontaktu, do biura nie przyszła, telefonu nie odbiera. O 11.30 dostaje maila:

'Cześć,
Przedłużam swój urlop o kolejny tydzień, bo mąż dostał biegunki i nie może prowadzić, dlatego jesteśmy jeszcze na Chorwacji i nie będziemy wracać do weekendu. Będę za tydzień.
Natalia'

Nie przeczytaliście źle, laska twierdzi, że jej mąż będzie miał sraczkę przez tydzień i ona dlatego nie może pracować. Jako, że pracodawca ma mniej praw niż pracownik, nie mogę jej po prostu zwolnić za niestawienie się do pracy. Znaczy mogę teoretycznie, ale będę mieć PIPa na sobie. Muszę dokonać wszelkich starań, żeby pracownikowi umożliwić powrót do pracy.

Ja już wiem, że z tej współpracy nic nie będzie, dziewczyna ściemnia totalnie. W dodatku to nie jest pierwszy raz, kiedy nie wraca z urlopu, ale zawsze brała zwolnienie na siebie.

Dzwonię do niej i proszę o zwolnienie lekarskie męża. W odpowiedzi słyszę, że on ma biegunkę, więc PRZECIEŻ nie poszedł do lekarza z taką pierdołą. I że ona bardzo by chciała wrócić, ale nie może, bo ona nie ma prawa jazdy, a tu jest jeden samochód tylko. W dodatku słyszę, że są oboje na plaży, śmiech męża i znajomych w tle.

Ja: Natalia, nie tak się umawiałyśmy. Dzisiaj masz nieusprawiedliwioną nieobecność w pracy. Jutro się Ciebie spodziewam na 9.
Natalia: Ale ja nie mam jak wrócić, mąż ma biegunkę od rana i musimy tu zostać jeszcze tydzień.
Ja: Jak to od rana? Rano miałaś być w pracy 1200 km dalej.
Natalia: yyyy... wczoraj rano...
Ja: Nieważne, właśnie leci Ci na maila bilet lotniczy na dzisiaj na 16.30, masz 4,5 godziny, a jesteś jakieś 45 minut od lotniska. Firma pokryje też taksówkę na samolot, tylko weź rachunek.
Natalia: Ale jak to? Ja jestem na wakacjach.
Ja: Jutro na 9 zapraszam do biura.

Myślicie, że wsiadła do samolotu? Nie. A skąd to wiem, bo godzinę temu jej mąż robił live z nią i znajomymi na plaży. I to nie była plaża nad Wisłą.

Jutro 9.15, poleci dyscyplinarka.

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 335 (349)

#86904

(PW) ·
| Do ulubionych
Mamy w korpo managerkę, Sabinę (S). Babka kieruje wielką jednostką, bardzo młoda, wygląda jak studentka, energiczna, zawsze za ludźmi, pełna szacunku, ekstremalnie pracowita. Prawdziwa liderka, która staje na równi z ludźmi. Jak kiedyś trzeba było dokończyć archiwizację, to o drugiej w nocy latała z pudłami. Generalnie, jak coś trzeba zrobić, to po prostu to robi, nawet małe rzeczy.

Była taka sytuacja, jakiś czas temu. W kuchni skończyło się mleko. Mleko w korpo jest ważne, prawie tak ważne jak ekspres do kawy i bonus świąteczny.

Sabina akurat wchodzi do kuchni, a tam pięciu chłopa (nowy zespół przeniesiony na to piętro) stoi i patrzy na ekspres. Po pytaniu, co się stało, odpowiada jej jakiś analityk (A).

(A) Nie ma mleka.
(S) Mleko jest w składziku na dole, zejdźcie i przynieście jak potrzebujecie.
(A) Ale my czekamy na sprzątaczkę, żeby przyniosła. Byliśmy już na recepcji, żeby jej powiedzieli.
(S) A dlaczego? Nie wiesz, gdzie jest składzik?
(A) Przecież nie będę latał za mlekiem. To sprzątaczka ma je przynieść. Ja tu jestem ANALITYKIEM, i nie będę nosił kartonów, nie po to studiowałem.

Panowie w śmiech, Sabina tylko przewróciła oczami i wyszła.

Nie minęło 5 minut, Sabina wraca z zgrzewką mleka. Stawia te kartony koło ekspresu.

(S) Każdy z was stracił przypuszczam 10 minut czekając na mleko. To przykre, że w taki sposób musicie wykorzystywać swoją przerwę lunchową. Rozumiem też, że jesteś analitykiem i posiadasz wyższe wykształcenie, które wyklucza transport mleka. Dlatego następnym razem, gdy zabraknie czegokolwiek, proszę przyjdźcie do mnie, a ja z chęcią uzupełnię zapasy.

Sabina wyszła, w kuchni pewna konsternacja. Pewnie jakaś lekko wyszczekana praktykantka oddelegowana do pomocy serwisowi sprzątającemu, albo recepcji. Panowie zaczynają robić kawkę. W tym momencie odzywa się koleś (K) siedzący w rogu kuchni.

(K) Ej, ale wy wiecie kto to był?
(A) Nowa, ładniejsza sprzątaczka? <śmiech>
(K) Nie, Sabina. Laska z Zarządu.

Atmosfera grobowa, kuchnia opustoszała w kilka sekund. A morał z tej historii jest taki, że teraz mleko zawsze jest. Skrzyknęła się grupa ochotników (naturalnie panów wcześniej czekających na pełne kartony), którzy przynoszą je codziennie rano przy okazji, gdy wchodzą do pracy. Wszystko żeby PANI sprzątająca, nie musiała dźwigać.

Jak to powiedział Andrzej Grabowski; oprócz wyższego wykształcenia, wypadałoby mieć podstawowe chociaż wychowanie.

korpo

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 244 (246)

1