Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#82621

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia zasłyszana od dyżurnego z PSP.

Wyjazd do ŻABKI(nie, nie do tego sklepu). Otóż parę lat temu dyżurny w pewnej JRG odebrał telefon z wezwaniem od pewnego "ekologa". Pan "ekolog" żądał wysłania służb do zabezpieczenia żabki której samochód zmiażdżył tylne nogi.

Dyżurny zdębiał i nie wiedział co robić. Pośle ludzi do takiej głupoty, to nie będzie miał ekipy i w razie jakiegokolwiek poważniejszego zdarzenia, leci pierwszy bo po co ich tam wysłał. Nie pośle ludzi, to pseudoekolog zrobi aferę niczym WATERGATE(mógł, cała ta sytuacja podlega pod zagrożenie miejscowe). Dyżurny zadzwonił więc do Komendy Wojewódzkiej w celu konsultacji.

Ludzie z Komendy Wojewódzkiej kazali mu wysłać wóz do zabezpieczenia miejsca zdarzenia. Wyobraźcie sobie 4 strażaków i wóz którzy zabezpieczają żabkę ze zmiażdżonymi tylnymi nogami i czekają na weterynarza, który uśpi tę żabę.

Najśmieszniejsze w całej tej sytuacji jest to że jeszcze 10-15 lat temu "ekolog" zostałby zabity śmiechem przez dyżurnego, a następnie poproszony o użycie łopaty w celu usunięcia żabki z jezdni.

EKOŚWIRY

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 72 (92)
poczekalnia
Przestrzeganie RODO w praktyce:

Ktoś wykorzystał mój adres mailowy zawierający imię i nazwisko do założenia konta w serwisie Profil Zaufany. Oczywiście twórcy tej bazy nie pokusili się o wstawienie w treści e-maila powitalnego linku do potwierdzenia zapisu lub zgłoszenia, że nigdzie się nie zapisywałam. Podali za to adres mailowy, na który można zgłosić "pytanie, uwagę lub problem z działaniem usługi Profil Zaufany", więc przesłałam otrzymane potwierdzenie i żądanie usunięcia mojego adresu mailowego. Przez jeden dzień cisza, później dostałam wiadomość zwrotną, że mój e-mail nie mógł być dostarczony. Następnie zostałam o tym poinformowana kolejne 10 razy.
Znalazłam nr telefonu, po odczekaniu kilkunastu minut porozmawiałam sobie z panem, który generalnie nie widzi problemu i o co właściwie mi chodzi. Kazał napisać kolejnego maila, odpowiedzi póki co się nie doczekałam.
Skoro nie mogę się doprosić, żeby rządowa strona usunęła moje dane osobowe to jak mam wierzyć, że RODO cokolwiek zmieni?

UPDATE: Rozmawiając kilka dni temu z pracownikiem infolinii otrzymałam zapewnienie, że na tego maila nic nie będzie przychodziło. Właśnie odebrałam urzędowe potwierdzenie odbioru zawierające m.in. imię i nazwisko oraz PESEL. Wciąż staram się to odkręcić, ale zastanawiam się czy to na pewno mnie powinno zależeć?

gov.pl urząd rodo profil_zaufany

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 69 (83)
poczekalnia
Czytając ostatnio historie dotyczące matek z dziećmi i ich prawami przypomniałam sobie swoją sprzed kilku miesięcy, może nie jest dla wszystkich piekielna, ale dla rodziców podróżujących komunikacją publiczną i mających jako tako wyobraźnię-jak najbardziej tak.

Słowem wstępu mam takiego małego człowieczka, rodzaju męskiego. W czasie gdy jeszcze ćwiczył wszelkie sztuki walki w moim brzuchu, nigdy nie upominałam się o przepuszczanie w kolejce, nie zajmowałam specjalnie przeznaczonych miejsc ani nic z typu "jestem w ciąży to mi się należy". Ale do rzeczy...
Mały mój osobnik podróżuje w wózku, a zdarza się że musimy czasami skorzystać z transportu publicznego, autobus i czasami pociąg. W autobusach dla wózka jest przeznaczone specjalne,
oznaczone miejsce. Jak nigdy nie mam problemu żeby tam przycupnąć tak raz mnie krew zalała.
Wsiadam do autobusu, co ważne dla historii, całkiem luźnego, kieruję się na miejscówkę dla wózka. Stoi tam sobie wesoło Paniusia, na oko blisko 40. Ja (J), Paniusia (P),
(J): Przepraszam, może pani się przesunąć?
(P): Nie
(J):Ale to jest miejsce dla wózka...?
(P): Mało jest miejsca? Nigdzie się nie przesunę.
(J):....yyy....ale to miejsce przeznaczone dla wózków.
(P): Bez przesady, dużo miejsca jest, ja nigdzie nie idę, mi tu dobrze, nie będziesz mi mówić gdzie mam stać!
Zgotowało się we mnie ale zaparkowałam możliwie najbezpieczniej jak się da, klnąc siarczyście babę pod nosem...
I teraz wyobraźcie sobie taką sytuację..przed autobusem samochód gwałtownie hamuje, autobus też i albo wjedzie w tyłek auta albo nie... siła hamowania jest tak duża, że wózek mimo hamulca i asekuracji mojej się przewraca. Jadąc tyłem, dzieciak na bank wypada, leci głową prosto na siedzenia albo i ludzi, jadąc przodem do kierunku jazdy (co nie powinno mieć miejsca), wbija się w pasy i pałąk przy wózku albo i gorzej. Tak czy tak obrażenia poważne, a tylko dlatego że idiotka bez wyobraźni nie chce się przesunąć... także proszę was obywatele, kiedy widzicie rodzica z wózkiem, zróbcie miejsce żeby dziecko bezpiecznie postawić przy tej ściance, nigdy nie wiadomo co się wydarzy...
A wracając do Paniusi, przejechała 2 przystanki odkąd wsiadłam... Serio? Tak się oburzała na 2 przystanki?? Złośliwość ludzka nie zna granic:/

PS.Wiem że może przesadzam, bo wypadków z udziałem autobusów jest mniej, ale lepiej dmuchać na zimne i dbać o wzajemne bezpieczeństwo:)

komunikacja_miejska

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 49 (87)
poczekalnia
6/7/18 Warszawa.Szpital praski. Przychodnia ortopedyczna. Godzina 8.30rano. Ludzie z gipsem i o kulach, wszyscy czekają na zgodę od lekarza żeby się zapisać do tego lekarza. Czyli godzina czekania żeby jeszcze godzinę stać w kolejce do rejestracji, żeby potem znowu czekać w kolejce do tego samego lekarza co wcześniej.(samo w sobie piekielne).
Ale do sedna.
8.55 na początek kolejki wbija kobieta, na wygląd 2metry wzrostu, około 40 i nawet nie kuleje.
I się wykłóca że ona tylko po zgodę na numerek, tak jak wszyscy.
Że gdyby wiedziała to by przyszła wcześniej.
I tak wrypala się bez kolejki, a gdy lekarz zaczął wydawać numerki (9.30) to nawet nie kryła że znają się Lekarzem, śmieszki i szepty na ucho, głaskanie po ramieniu takie przyjacielskie.
Mało co i wrypala by się przed faceta z gipsem który przyjechał na 7.30 bo poprzedniego dnia się nie dostał.
Czyli brak kultury plus znajomości z lekarzem nadal rządzą.

Ps. Miło mi widzieć starych znajomych;) miusują dla zasady - bo to kudłata napisała.
Mało pocieszające że jednocześnie popierają buractwo.
Ale jak to mawiają, sami swoi :-)

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (117)
poczekalnia

#82599

~Zonapiekielnego ·
| było | Do ulubionych
Mój mąż jest piekielny, bo przesiaduje na tej stronie zamiast pomoc w obowiązkach domowych.

Brudny dom

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (179)
poczekalnia
Witam wszystkich
Co prawda częściej udzielam się tutaj jako obserwator bo na szczęście nie przydarza mi się aż tyle piekielnych sytuacji :) no może oprócz sytuacji z pracy, ale nauczona tym, że Szacowni użytkownicy Piekielnych nie przepadają za "żalami pracownika z infolinii" - nie opisuję takowych. Dzisiaj jednak opadło mi wszystko.
Gwoli krótkiego wyjaśnienia. Jestem starostą roku (studia niestacjonarne) kierunku kończącego się tytułem inżyniera. Już chyba przywykłam, że nie da się zrobić tak aby wszyscy byli zadowoleni. Niemniej jednak staram się zawsze, ze wszystkich sił, aby jakoś tą równowagę utrzymać i żeby wszyscy zostali poinformowani na czas o zbliżających się terminach.
Ustaliłam termin poprawy egzaminu z jednego przedmiotu. Wysyłam e-mail na skrzynkę mailową, do której wszyscy z grupy mają dostęp. W temacie maila wpisuję: "Poprawa (tu nazwa przedmiotu)", a w treści maila: "poprawa o godzinie (tu godzina), w sali (takiej i takiej na wydziale takim i takim)"
Dostaję odpowiedź (pisownia oryginalna): "szczego poprawa?"
Wiecie... To nie pierwszy raz kiedy ktoś nie czyta tego co piszę. Np dzień przed egzaminem dostanę smsa, czy wiadomość "coś mamy w weekend?", ale na prawdę?

Przyszły inżynier?

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 55 (91)
poczekalnia
Pan dzisiaj w nocy po 4 godzinach pracy stwierdził, że za ciężko ma na swoim stanowisku pracy i powiedział kierownikowi, że idzie do domu.
Pan z Ukrainy miał stanowisko, które dla nas, pracowników Polaków nie jest dostępne już od ponad roku, bo mamy za duże kwalifikacje by pracować na tym stanowisku (czytaj: jest stanowiskiem gdzie przy rotacji co godzinę odpoczywało się). Na czym polegała praca? Skaner w rękę i skanujesz ok 100-120 paczek na godzinę, możesz siedzieć, możesz stać. Skanujesz, zielone światełko, maszyna sama zwalnia paczkę ze stanowiska, czerwone światełko guzik wciskasz i pudełko zjeżdża do weryfikacji, czasami trzeba wstać i poprawić pudełko bo te zatrzymało się przy wylocie z sortera. Praca "lajtowa", ale oczywiście zarezerwowana nie dla nas.
Może by to nie irytowało gdyby nie różnica w zarobkach, bo taki pan na start ma więcej niż osoba na etacie z wieloletnim stażem, a później zdziwienie, że pracownicy odchodzą by zarabiać więcej. Tych oczywiście oczernia się, bo przez nich ci którzy zostają mają ciężej, bo muszą nadzorować więcej stanowisk obsadzonych przez "świeżaków", którzy często "nie panimaju" nawet jak dobrze wytłumaczysz, przy tobie dobrze robią, a gdy zostawisz ich puszczają buble. Tłumaczysz się kierownikowi, że robił dobrze, ten się pyta Ukraińca, ten swoje nieśmiertelne "nie panimaju". Chyba wytłumaczenie lvl ekspert bo za chwilę...
Gromy spadają na ciebie, bo ty ich nadzorujesz.
Oczywiście jest chęć pomocy, dyrekcji, przedstawicieli rady zakładowej, związk`u zawodowego, oni pracują nad rozwiązaniem problemu. Rozwiązują od prawie roku. Póki co, skutecznie to rozwiązało umowy ok 20 osób pracujących na etacie.

praca

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 84 (108)
poczekalnia
Mój telefon odszedł do krainy wiecznych telefonów.
Postanowiłam więc kupić sobie nowy. Po małym research'u, zdecydowałam się na Huawei'a. Udałam się więc do sklepu z planetą w nazwie, obejrzałam kilka modeli i koniec końców poprosiłam o przedstawienie mi konkretnego modelu. Sprzedawca przystanął i zmierzył mnie od góry do dołu i z uśmieszkiem, który sprowokowałby nawet tybetańskiego mnicha, oznajmił
"Ten telefon kosztuje ponad 500pln. Nie stać cię."

Gdzie jest jakikolwiek szacunek do drugiej osoby?
Czy na prawdę ludzie są tak płytcy? Czy na prawdę muszę isć do sklepu odyebana jak szczur na otwarcie kanału, żeby coś normalnie kupić?

Najwyraźniej tak.

sprzedawcy

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 72 (132)
poczekalnia
Pamiętacie Ukraińców z #82342?

Wczoraj pokazali cały ogrom piekielności.

Próbowali wyr@#$@ć nowego kasjera na 50 zł.

Wczoraj, godzina 21:10. Cieszyłam się,że niedługo fajrant. W myślach byłam już jedną nogą w pociągu SKM.

Nagle moje idylliczne rozmyślania przerwały jakieś wrzaski. Odwróciłam się i zobaczyłam słynną parkę. Darli się na Młodego,że wydał im za mało.

Młody,czyli Piotrek pracuje z nami pięć dni.To był jego trzeci raz za kasą.

Jako,że wczoraj przypadła mi zaszczytna funkcja piastowania nadzoru POK, zadzwoniłam od razu do kasy centralnej, poinformować przełożoną, że mamy dymy na sklepie. W międzyczasie poproszona o wydrukowanie raportu kasowego, zrobiłam to i zakazałam wydawania jakiejkolwiek reszty.

Po przyjściu rozliczającej zostałam jej asystentką ds. liczenia kasy - ona liczyła grube pieniądze, ja babrałam się w bilonie.

Po podliczeniu wyszło nam,że nowy nie ma żadnej wielkiej superaty, i powinien wydać cwaniakom dwadzieścia kilka złotych.

Oczywiście spotkało się to z krzykami niezadowolenia i żądaniem wydania więcej.

Ochroniarz stojący przy nas po prostu nie wytrzymał. Jest rygorystyczny,ale wczoraj dosłownie wyszedł z siebie.

Warknął w kierunku uroczej parki "Zamknąć się,zabrać resztę i nie pokazywać się tu więcej!
Mamy państwa dosyć!".

Podziałało. Z ciężkimi fochami wypisanymi na cwaniackich gębach zabrali się i poszli.

Młody trząsł się jak osika i dziękował mi za interwencję.

Mam nadzieję,że więcej nie spotkamy tych ludzi.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (113)
poczekalnia

#82575

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Czytając http://piekielni.pl/81388 - jakbym czytała o pewnej dermatolog sprzed 11 lat z Wrocławia.
W pewnym momencie pojawił się u mnie łupież, ale taki, że nie do przetrwania. Nic nie pomagało. Kasa w dłoń i do dermatologa. Pańcia siedząc po drugiej stronie biurka udzieliła mi jakże "pomocnej" porady - mam iść do apteki i kupić sobie kolejno próbki/saszetki i eksperymentować - któryś powinien zadziałać. Lekarz zalecił, wykonane. Niestety, żaden ze specyfików nie dał rady, a raczej stan się pogarszał.

Jakiś czas później udało mi się dostać do fachowca, pani doktor OBEJRZAŁA skórę, zaleciła kurację lekami - odpowiednimi preparatami i udało się.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 53 (77)