Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#85392

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sama nie wiem, czy śmieszno czy straszno, ale poznęcam się trochę nad bałaganem z płatnościami i fakturami w firmach usługowych.

Ponieważ mam mało czasu, za dużo na głowie (jak każdy w tych czasach :D )i sklerozę, staram się pewne rzeczy robić zawsze w tym samym czasie, żeby uniknąć kłopotów. Do tych czynności należy zaliczyć płacenie rachunków. Ostatniego dnia każdego miesiąca wpływa pensja, do 2-3 nowego miesiąca dostaję większość rachunków, 5. schodzi kredyt. Więc co miesiąc czwartego siadam i wypełniam przelewy, żeby sobie zeszły kiedy tam przypadają terminy (jak mam płatność np. na 20, to ustawiam na 18 i sobie tego dnia schodzi). Proste, logiczne, świetnie działa.

Ale nie... Odkąd wiosną nieopatrznie podpisałam umowę na internet i tv, to co miesiąc muszę, ale to muszę mieć problemy z kablówką, która w nazwie chwali się, że jest super.
Po pierwsze nigdy, ale to nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie faktura. Czasem przychodzi 3., czasem 8., a czasem w ogóle 11. Gdy się kiedyś o to kłóciłam, pani na infolinii odpowiedziała mi rezolutnie, że to przecież nie ma znaczenia, bo nie zmienia się data płatności. Dla kogo nie ma, dla tego nie ma...

Po drugie - choćbym chciała, to nie mogę ustawić polecenia zapłaty, bo firma życzy sobie wyłącznie numeru faktury w tytule przelewu i już dodanie słowa faktura potrafi opóźnić zaksięgowanie płatności. Skąd wiem?

W pierwszym miesiącu nie zwróciwszy uwagi na bzdurne wymagania dodałam nie dość, że słowo faktura to jeszcze i nazwisko abonenta. Efekt? Brak zaksięgowanej płatności. Mail z windykacji. Telefon z windykacji. Dopiero interwencja telefoniczna i wysłanie potwierdzenia przelewu wstrzymało odcięcie netu. A im dalej, tym weselej...

Trzy miesiące temu spóźniłam się z płatnością, oczywiście dlatego, że zapomniałam o tej piekielnej fakturze. Zostały mi naliczone odsetki. Cały zawrotny 1 grosz. Została mi wysłana osobna piękna faktura z nieprzekraczalnym terminem płatności, groźbami spłonięcia w piekle dla zakamieniałych dłużników i odsetkami ustawowymi. Zapytałam, czy nie mogliby doliczyć tego zawrotnego zadłużenia, bez którego firmie niechybnie grozi bankructwo, do kolejnej faktury, ale nie, bo im się nie będzie zgadzać. Niech im tam. Zapłaciłam.
I dopiero się zaczęło...
System operatora kablówki chyba się przegrzał, jak dostał 2 przelewy, bo w następnym miesiącu moja korespondencja z piekielnemedia wyglądała tak:
6 sierpnia - faktura na 73,99 zł (kwota abonamentu)
16 sierpnia - przypomnienie o zbliżającym się terminie płatności faktury na 74 zł
?? What the hell? Byłam pewna, że zapłaciłam, ale wychodzi na to, że nie i jeszcze zdążyli naliczyć odsetki. Ale że akurat miałam urlop to na szybko zrobiłam przelew z komórki i dałam sobie spokój.
Nadchodzi wrzesień, wypełniam comiesięczne przelewy. I przypomniałam sobie o tym rzekomo zaległym przelewie. Wrzucam w historię nazwę firmy i... zgadnijcie? Oczywiście w sierpniu 2 przelewy na głupiemedia na 73,99 i na 74 zł. Myślę sobie, spoko, przyjdzie faktura na wrzesień, to pewnie będzie zerowa, skoro zapłaciłam dwa razy.

Nope. 5 września nadchodzi faktura z firmy piekielnemedia, standardowe 73,99.
Hahaha, jak o jeden grosz to się umieli upomnieć, ale zauważyć nadpłatę w wysokości pełnego abonamentu to już nie.
Napisałam do odpowiedniego działu. Raczyli zauważyć, potwierdzić, że zaliczą na konto września, ba!! nawet uznać, że mi się 2 grosze nadpłaty należą. Pięknie. Chyba się upiję z radości. Czy mi sprostują fakturę? Nie, bo nie, ale w systemie oni mają. Ja się boję pomyśleć, co mają w tym systemie, ale niech im będzie. Windykacja do tej pory się nie zgłosiła, więc chyba dali radę.

Dzisiaj przyszła kolejna faktura. Standardowe 73,99. Przez chwilę zastanawiałam się, czy dla sportu się o te 2 grosze nie upomnieć, ale jeszcze im system całkiem w kosmos wywali i dopiero będzie.
Chooooociaż - o co zakład, że ok. 15.10 przyjdzie przypomnienie o płatności i faktura na 73,97? :D

media kablówka

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 47 (61)
poczekalnia

#85388

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kiedy byłam dzieckiem uczono mnie, że najpierw się myśli, potem robi. Niestety, chyba nie dotyczy to krzyczenia na innych ludzi...

Sytuacja miała miejsce w tramwaju. Wszystkie miejsca pozajmowane przez starsze osoby. Na jednym z przystanków wsiada mężczyzna, na oko koło czterdziestki. Siada na schodach przy wejściu. Na kolejnym przystanku rozlega się raban na pół tramwaju: "Młody chłopak, wstawaj!", "tu się chodzi a nie siedzi" itp. A wystarczyło tylko przez sekundę się zastanowić, żeby zauważyć, że ten człowiek wyraźnie źle się czuje...

komunikacja_miejska

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 23 (63)
poczekalnia

#85385

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O piekielnym dentyście.

Z racji zmiany pracy musiałem zmienić też dentystę. Ponieważ w nowej pracy tak naprawdę mogę coś załatwić tylko w piątek bez brania urlopu,a poprzedni dentysta w piątki nie przyjmował, zacząłem rozglądać się za innym. W końcu nadszedł ból zęba, i padło na gabinet X. Ząb zatruty miałem na pogotowiu dentystycznym, dostałem zalecenie żeby iść do dentysty i robić leczenie kanałowe.

W końcu zachodzę do feralnego gabinetu. Mówię co i jak, siadam na fotel i działamy. Kanały wyczyszczone, opatrunek założony. Dostaję rachunek:250 zł. Ja lekki karpik, trochę drogo, a to nie koniec leczenia. Pytam się dentystki, ile jeszcze do tego będę musiał dołożyć. Pada kwota "około stu złotych". No nic, nie tanio ale i nie tak strasznie drogo.

Przychodzi dzieñ drugiej wizyty, siadam na fotel. Po skończonym zabiegu (leczenie nie skończone, plomba do założenia na kolejnej wizycie!), na stole ląduje karteczka z kwotą 230 zł. Mnie lekko ścięło. Mówię co i jak, to chyba pomyłka, płaciłem wcześniej 250 i była mowa o kwocie stu złotych dopłaty. Lekarka struga głupa że nic nie wie ona nic nie mówiła. I tak tym sposobem nie całkowite leczenie zęba kosztowało mnie 500 zł, choć mowa była o innych kwotach. A najgorsze jest w tym to, że ubiegać się o pieniądze nie mam jak, bo oficjalnie wszystko zgodnie z cennikiem. A ja głupi zamiast zarządać najpierw cennika i wyceny świadczenia, uwierzyłem kwocie rzuconej przez dentystkę, czego nie mam jak udowodnić. Janusze medycyny.

Dentysta gabinet stomatologiczny

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 25 (67)
poczekalnia

#85381

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Nie jestem wojującą feministką, ale...

Jest u nas na stażu dwudziestoletnia dziewczyna. Normalna, kulturalna, obowiazki wypełnia sumiennie. Jakiś czas temu otrzymała wiadomość z sekretariatu, że ma się stawić na rozmowę z naczelnikiem i kierownikiem komórki organizacyjnej, opiekującej się stażystami i praktykantami. Sytuacja nieco niepokojąca dla młodej, bo naczelnik rzadko kiedy wzywa do siebie pracowników, a nasz zespół nie miał zastrzeżeń do jej pracy. No ale ktoś najwyraźniej miał. Okazało sie bowiem, że jakiś inny, bliżej niesprecyzowany stażysta wydrukował jej zdjęcie w bikini i osobiście pofatygował się do naczelnika z żądaniem wyrzucenia dziewczyny ze stażu. Naczelnik podobno chłopaka pouczył, ale żeby było sprawiedliwie zaprosił na rozmowę naszą stażystkę i kierownika praktyk. I tak oto dwóch 50-letnich facetów postanowiło poinformować dziewczynę o zaistniałej sytuacji. I tłumaczą jej, że w sumie to nic wielkiego się nie stało, że chłopak się chyba w niej zakochał, że lepiej będzię, jeżeli dziewczyna usunie to nieszczęsne zdjęcie ze swojego Instagrama, bo w sumie to tak nie wypada. Żeby dodać jej otuchy kierownik praktyk zapewnił ją, że on przecież wie, że nasza praktykantka nie jest żadną lafiryndą i nie musi się absolutnie niczym martwić i że może już wrócić do pracy. Dziewczyna w szoku wydukała tylko, że chciałaby poznać tożsamość obrońcy moralności, ale panowie zasłonili się ochroną danych osobowych.
Skarga do ludzi z Diversity&Inkclusion już poszła. Może w końcu zrobią coś pożytecznego.

Skomentuj (48) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 69 (93)
poczekalnia

#85380

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dzisiaj przeczytałam, że 24-letnia dziewczyna została zasztyletowana przez partnera swojej mamy. Mężczyzna chciał ukarać swoją kobietę i zabił jej córkę. Mało by brakowało,a być może pojawiłaby się podobna notka prasowa o mnie. Ale do rzeczy.
Jakieś 3 lata temu moja mama poznała 10 lat młodszego mężczyznę w sieci. On napisał do niej wiadomość na twarzoksiążce. Tak rozpoczęla się historia wielkiej miłości. Nie podobał on się całej rodzinie od początku. Sam jego wygląd nie wzbudzał zaufania. Nie była to osoba, którą się chętnie spotyka w bocznej uliczce wieczorową porą. Nie pracował bo narazie nie miał ochoty i miał oszczędności, które chętnie wydawał. Moja mama dostała od niego telefon o wartości 800EUR, perfumy w cenie 100 EUR. Dodatkowo wypady do restauracji. Obiło mi się też o uszy, że w tym czasie kupił sobe telewizor za 2.000EUR.
Coś tu nie grało. Dlaczego facet na początku znajomości kupuje takie drogie prezenty i to kobiecie starszej o 10 lat. Ile w końcu on ma tych oszczędności. Było kilka rozmów z moją mamą. Prośby i groźby, żeby dała sobie z nim spokój. Moja mama w takiej sytuacji opuszczała pomieszczenie trzaskając drzwiami.
Sytuacja się wyjaśniła pewnego sobotniego poranka. Święcąca kontrolka w telefonie powiadomiła mnie o nowej wiadomości. Dostałąm kilka nagich zdjęć mojej mamy na komunikatorze twarzoksiążki. Z konta mojej mamy. Zdjęcia doskonale eksponowały to co normalnie jest zakryte warstwą ubrań. Dużo nie myśląc zadzwoniłam do mamy. Numer zajęty. To do brata. Brat mnie oświecił. Ukochany mojej mamy groził jej. Nie wiem co to były za groź. Obiecał, że da jej spokój jak ona wyśle mu swoje nagie zdjęcia. Moja mama to chętnie uczniła. Wtedy miał już asa w rękawie. Zarządał 10.000EUR za zachowanie zdjęć tylko dla siebie. Moja mama takiej sumy nie miała. Na szczęście. Jakby miała pieniądze to napewno by mu je przekazała. Pewnie by później jeszcze więcej zarządał. Znajomi, sąsiedzi, rodzina dostali te zdjęcia. Niektórzy dzwonili z pytaniami co to ma być. Dodatkowo typ zabrał sobie z powrotem perfumy i komórkę.
To nie koniec. Pare dni później spłonął samochód mojej mamy. Został podpalony w nocy.Sąsiad jadąc o 6 rano do pracy zadzwonił po straż pożarną. Było już za późno. Został tylko popiół. Drzwi wejściowe do domu były gorące. Klamka parzyła. Do tej pory zastanawiam się czy ogień mógłby objąć budynek mieszkalny.
I zaczęło się - policja,sąd itd. Okazało się, że mama nie ma żadnych pieniędzy. Dlaczego? Zupełnie przez przypadek wyrzuciła do śmieci. 2.000EUR. Kto by w to uwierzył?
Prosiłam brata, żeby nie dawał jej żadnych pieniędzy. Niech żre tynk i siedzi po ciemku. To jej nie pierwszy kochaś, który ją okradł. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że ten facet zawodowo szantażuje kobiety. Mama podsłuchała jakamś jego rozmowę telefoniczną. On również groził,że coś zrobi mi i mojemu bratu. On mieszka tylko 80 km ode mnie. Byłam narażona z bratem na niebezpieczeństwo. Nasza matka nie raczyła nas ostrzec.
Moja mama żadnych wniosków nie wyciągneła z tej historii. Ona ma pecha w życiu. Ona nie jest winna. Ona jest biedna i poszkodowana.
Nie uważam, że ten facet jest niewinny, ale do cholery te biedne wykorzystywane kobiety same są często sobie winne. I w tym konkretnym przypadku nie chodziło o pieniądze. Moja mama pracuje i ma za co się spokojnie utrzymać. Komórkę i perfumy może sama sobie kupić.
Co do naszych relacji to są poprawne. Rzadko się widujemy. Mam 30 lat i kontakt z 50-letnią kobietą o mentalności 16-latki nie sprawia mi radości. Zresztą dla niej zawsze penis jakiegoś kryminalisty czy alkoholika był ważniejszy od własnych dzieci.

zagranica

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 51 (83)
poczekalnia

#85378

~Wys666 ·
| było | Do ulubionych
Do wszystkich kierowców narzekających na rowerzystów.

Unikam jazdy po ulicy, staram się jeździć tak, żeby nikomu nie przeszkadzać. Ale kiedy wy wymuszacie pierwszeństwo na skrzyżowaniu, a ja ląduje na ulicy żeby nie wbić się w bok waszego SUVa, to chociaż w zamian wypadało by się zatrzymać i pomóc mi pozbierać z środka skrzyżowania.

P.S.
Jechałem przepisowo. Kierowca widział mnie z daleka. Nie było ścieżki, a odcinek który jechałem ulicą to +- 100m poza ścieżkami.

Rower

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 23 (59)
poczekalnia

#85374

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Krótka historia z wczoraj.
Przejście dla pieszych i przejazd rowerowy składający się z 3 części, pomiędzy dwie wysepki. My jesteśmy na rowerach po jednej stronie drogi, na pierwszej wysepce rodzina.
Robi się zielone, przejeżdżamy przez pierwszą część, wysepkę, drugą część i wjeżdżając na trzecią widzę, że rodzinka skraca sobie drogę do pasów prostopadłych przez ścieżkę rowerową wciąż na jezdni.
Dzwonek, palec na hamulcu i staram się omijać grupkę, która się nawet nie oglądnęła :)
Pani matka oburzona na to: "tutaj się kończy ścieżka rowerowa".
No tak, owszem, na chodniku, a nie na środku ulicy.

Nikt nie klaskał.

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 21 (49)
poczekalnia

#85373

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Fajnie robić dobre uczynki, ale niekoniecznie cudzym kosztem.
Tytułem wstępu: Będąc w ciąży zawsze normalnie stałam w kolejkach, nie domagałam się przepuszczenia, zwłaszcza że sklepy z których najczęściej korzystam nie posiadają żadnych kas pierwszeństwa etc.

Sierpień - pamiętna fala upałów, generalnie w ciągu dnia lepiej z domu nie wychodzić, ale jeść coś trzeba.
Szybka wizyta w pobliskiej biedrze, chwytam kilka produktów na śniadanie i staję w kolejce. Sądząc po jej długości pół miasta postanowiło też w tym momencie zrobić zakupy.
Kto był w ciąży wie, że dłuższe stanie do przyjemnych nie należy, no ale co zrobić, ustawiamy się (ja i mój wielki brzuch) i czekam.
Już witam się z gąską, od kasy (oczywiście jedynej czynnej) dzielą mnie dosłownie 2 osoby, kiedy kobieta przede mną odwraca się, wyławia wzrokiem z połowy kolejki babkę z dwójką dzieciaków w wieku wczesnoszkolnym i wózkiem załadowanym jak dla pułku wojska i mówi.
- Niech pani przejdzie przede mnie.
Dwa razy nie musiała powtarzać...

Innym razem stoję w kolejce w Lidlu, za mną dziewczyna z maluchem w nosidełku a za nią dwie starsze panie. I zaczyna się
- o jaki śliczny, dziu, dziu, dziu. Pani powinna przejść na początek kolejki.
(Na początek - znaczy przede mnie - bo kobieta z gigantycznymi zakupami z przodu była już w połowie ich kasowania).
Nawet nie miałabym nic przeciwko żeby puścić babkę z niemowlakiem, ale znów - ja miałam jakieś 5 rzeczy a ona pełny wózek a dzieciak sobie spokojnie spał w nosidełku.
Starsze panie nie dawały jednak za wygraną i dalej ją męczą żeby przeszła do przodu.
W końcu dziewczyna odwraca się i mówi
- Pani przede mną jest w ciąży i nie widzę powodu żeby przed nią przechodzić.

I historia bonusowa.
Apteka, tym razem to koleżanka jest kulką a ja jej towarzyszę. Nie ma kolejki, spokojnie czekamy aż farmaceutka skończy obsługiwać klienta. Dokładnie w momencie gdy kończy - znikąd materializuje się facet i ignorując naszą obecność podchodzi do okienka.
- Dzień dobry, poproszę TenLekOdKtóregoTwójKonarZapłonie.
Cóż - są potrzeby pilne i pilniejsze ;).

sklepy

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (78)
poczekalnia

#85370

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie o trendzie, jaki zaobserwowałam ostatnio.

Moja córka potrzebuje kurtki, a właściwie dwóch. Jednej na jesień/wiosnę, drugiej zimowej.

Pytam "Jaka ta kurtka ma być?" "Najlepiej niebieska."

Córka do szkoły, ja na rajd po sieciówkach. Jedna - kurtki są, owszem. Fason "zszyjemy kilka prostokątów i będzie OK". W dotyku przypominają ceratę. Ocieplenie symboliczne, kaptura brak. Gama kolorystyczna - jaskrawy róż i brudny róż. Cena - 39,99
Druga sieciówka - podobnie. Niewielkie różnice w fasonie, ale wciąż pozostaje kiepska jakość i wykonanie.

Dobra, to były te tańsze sieciówki, może w droższej?

W droższej nie ma jeszcze kurtek, w poniedziałek dostawa, ale nie wiadomo czy będą.

Po czwartej zabrakło mi cierpliwości, tym bardziej, że wszędzie był niemal ten sam fason, który dobrze wiem jak leży na moim dziecku - kurtka sięga do talii, a najwyżej do bioder, za to na szerokość weszłaby jeszcze jedna dziewczynka, rękawy odsłaniają co najmniej nadgarstki, szyja nieosłonięta.

Następnego dnia po odstawieniu dziecka pogoniłam jakieś 25 km (po nowej, ładnej drodze) na targ, który jest znany z tego, że zazwyczaj jest tam spory wybór ubrań.

Idę, rozglądam się - są kurtki. Znalazłam fason, który mi się podoba. "A niebieskie pani ma z tego?" "Mam, jaki rozmiar?"

Podaję rozmiar, dostaję ciuch do ręki. Grube ocieplenie, sztuczne futerko w środku, fason jakby lekko płaszczykowy, rękawy długie, ze ściągaczem, kaptur porządny. Taka powiedziałabym raczej zimówka. Cena?

50 zł... Nawet doliczając spaloną benzynę się opłaca...

Oczywiście, że złapałam jak Reksio szynkę i dopiero w drodze do domu naszła mnie refleksja - dlaczego rzeczy łatwo dostępne, nawet niekoniecznie tanie, są aż tak potwornej jakości? Dlaczego kozaczki ze sklepu rozklejają się po dwóch miesiącach? A sportowe buty po sezonie wręcz się rozpadają? Swetry i bluzki po kilku praniach zmieniają fason i zaczynają przypominać ścierki? Widząc taką jakość w sklepach czuję się jak ubogi krewny, który ma się zadowolić byle czym.

Aż mi się przypomniało, jak w zeszłym roku szukaliśmy plecaka dla córki do szkoły. Jeden sklep, drugi, trzeci - plecaki po 60-70 zł, wygląd... No, ujdzie... Ale jakość okropna. Słaby materiał, cienkie nici, zero usztywnienia na plecach, mało kieszonek...
Gdzie dostaliśmy dobry plecak? Na targu oczywiście. Wprawdzie ciut droższy, 90 zł, ale jakościowo nie ma porównania. Powiem tylko, że po rocznym użytkowaniu (a wiadomo co dzieci wyprawiają z plecakami) wymagał tylko gruntownego czyszczenia i wyglądał jak nowy. Była masa wzorów do wyboru i tu już daliśmy jej wolną rękę. Jak się jej nie znudzi to do końca podstawówki ponosi.

Dlaczego chcąc kupić coś dobrej jakości, coś co ponoszę z kilka sezonów, muszę jechać X km albo szperać po secondhandach? Od co najmniej dwóch lat w sklepie nie udało mi się kupić nic powyżej piórnika w dobrej jakości. Buty, kurtki, wszelka garderoba... Tutaj nawet nie chodzi o ceny. Owszem,w sieciówkach jest taniej, ale nie na tyle, żeby usprawiedliwiało to aż taką różnicę w jakości.

W sumie to najbardziej dziwi mnie,że ten trend się utrzymuje. Serio ludzie kupią jakiś byle badziew tylko dlatego, że jest niezbyt drogi?

sklepy

Skomentuj (55) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 70 (104)
poczekalnia

#85365

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia #85041 o wyjeździe i dość głośnym zachowywaniu się współlokatorów. Miałam bardzo podobnie tylko przez dwa kolejne dni i noce.

Do rzeczy.

Wyjechałam z narzeczonym na wakacje nad morze. Nasz urlop zaczął się akurat w czasie długiego weekendu. Cały dom oczywiście dopakowany na full przez gości.
Pierwsza noc - pierwszy zgrzyt. Wrzeszczące dzieci. Godzina 4 nad ranem mega głośne rozmowy na korytarzu, bo jakaś rodzinka się wymeldowuje. Tłuczenie się kółkami od walizek - norma. Nikt nawet nie wziął walizki do ręki schodząc po schodach. Jak już sobie poszli to udało mi się zasnąć. Niestety, nie na długo, bo o 7 rano kolejny koncert dzieci. Nie, nikt ich nawet nie uspokajał.

Druga noc - to samo, co wyżej, tylko godzina 2 w nocy i sytuacja piętro wyżej. Darcie ryja, kółka... Nakrywam się poduszką na głowę, ale nie pomaga. Godzina 7 rano - wrzask dzieci...

Na szczęście jak tylko minął długi weekend to zostały 2 pary i my. Nikt już nie krzyczał, był spokój i cisza. Każdy kulturalnie zamykał drzwi, mówił szeptem po ciszy nocnej i co najważniejsze cisza nocna była wreszcie przestrzegana.

Od razu napiszę, że nie mam nic do dzieci pod warunkiem, że rodzice interweniują i chociaż podejmują próbę żeby je uspokoić. Po drugie - mam płytki sen, ale śpię przy cichszych dźwiękach. Niestety głośne rozmowy, walenie kółkami o podłogę i wrzask dzieci wybudzą chyba każdą osobę z najgłębszego snu.

Morał? Życzę niektórym więcej empatii.

Wakacje

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 62 (114)