Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#84553

~zamawiampaczki ·
| było | Do ulubionych
Zamawiam dosyć dużo paczek z Allegro i czasem innych stron. Ponieważ jestem osobą pracującą i prawie w każdy dzień nie ma mnie w domu w godzinach 8-18, paczki zamawiam najczęściej paczkomatem, żeby móc sobie odebrać kiedy chcę.

Paczkomaty w teorii to super opcja. Mogę sobie odebrać paczkę w drodze z pracy i nie stresować się, czy kurier nie przyjedzie akurat jak mnie nie ma.
Niestety w praktyce z paczkomatami bywa coraz więcej problemów.

Na początek krótka informacja o paczkomatach blisko mojego mieszkania:
"Mój" paczkomat znajduje się na ulicy, powiedzmy, Piekielnej 300. Jest to dla mnie najlepszy paczkomat, ponieważ, jak napisałam wyżej, mam go po drodze z pracy, nie muszę nadrabiać drogi. Jednak w okolicy są trzy inne paczkomaty całkiem blisko. Pierwszy jest również na Piekielnej, ok. 30 numerów dalej.
Drugi jest na ulicy Szatańskiej, która jest równoległa do Piekielnej. Mój blok znajduje się pomiędzy Piekielną a Szatańską. Do paczkomatu na Szatańskiej z mieszkania mam nawet bliżej niż do tego na Piekielnej 300, tylko nie chodzę za często tamtą ulicą, bo jest mi nie po drodze do niczego.
W końcu jest jeszcze trzeci paczkomat na ulicy Diabelskiej, która krzyżuje się z Piekielną i Szatańską. Do trzeciego paczkomatu miałabym najdalej, z wszystkich wcześniej wymienionych, ale wciąż "najdalej" nie oznacza "daleko".

To teraz problem z paczkomatami nr 1: przekierowania.
Czasem dostawałam smsy z informacją, że "mój" paczkomat może być przepełniony i pytaniem, czy paczkę można przekierować gdzieś indziej. Z jakiegoś powodu to "gdzieś indziej" nigdy nie znajdowało się pod jednym z adresów, wymienionych wyżej. InPost chciał mi przekierować paczki na Anielską, na adres, na który musiałabym jechać kilkanaście minut komunikacją i który jest dla mnie zupełnie nie po drodze do niczego (właściwie Anielska to takie trochę zadupie). Gdyby zaproponowano mi przekierowanie do któregoś z wyżej wymienionych paczkomatów to bym się zgodziła, ale na Anielską nie zamierzałam specjalnie jechać, więc zawsze klikałam, że nie wyrażam zgody. To samo robił narzeczony.
Wszystko było ok aż gdzieś do okolic Świąt, kiedy to narzeczony dostał smsa, że paczka czeka na niego na Anielskiej. Wcześniej InPost nie wysłał żadnego pytania czy narzeczony wyraża zgodę.
Ponieważ był to pierwszy taki przypadek pomyśleliśmy, że może to nadawca z jakiegoś powodu źle nadał paczkę. Pojechał i ją odebrał, jednak oczywiście okazało się, że nadawca podał prawidłowy paczkomat. Trochę się na to wkurzyliśmy, ale mieliśmy nadzieję, że to jednorazowa sytuacja.

Niedługo potem narzeczony znów dostał paczkę na Anielską. Akurat tego dnia, gdy przyszła paczka, jechaliśmy do jego domu rodzinnego taksówką, więc uznaliśmy, że skoro i tak bierzemy taksę to po tę paczkę podjedziemy i odbierzemy, jednak narzeczony napisał potem skargę do InPostu, na którą nie otrzymał odpowiedzi.

Przy następnym razie narzeczony dostał już pytanie - czy paczka może trafić na Anielską? Zaznaczył, że nie. Bum, paczka i tak trafiła na Anielską...
Tym razem nie mieliśmy okazji do odebrania tej paczki, więc narzeczony uznał, że zadzwoni na infolinię InPostu i zapyta się, czemu paczka tam trafiła i czy mogą coś z tym zrobić.
Pani z callcenter sprawdziła w systemie, potwierdziła, że jest tam informacja, że narzeczony zgody na przekierowanie nie wyraził, więc kurier popełnił błąd. Powiedziała, że wystawi ticket o przeniesienie paczki do prawidłowego paczkomatu.
Minął dzień czy dwa i narzeczony dostał kolejnego smsa, że paczka będzie czekać jeszcze 24h na Anielskiej, a jeśli nie zostanie odebrana to trafi do punktu odbioru po drugiej stronie miasta. Zadzwonił na infolinię kolejny raz i dowiedział się, że kurierzy zupełnie zlali ticket wystawiony wcześniej przez tamtą panią. Na szczęście po drugiej interwencji paczka w końcu trafiła do odpowiedniego paczkomatu.

Kilka miesięcy był spokój - pomyśleliśmy, że pewnie taki problem z paczkami był tylko w czasie Świąt. Parę razy dostaliśmy jeszcze pytania o przekierowanie, ale zawsze zaznaczaliśmy, że nie i było w porządku.
Ostatnio ja zamwiałam kilka paczek. Znów dostałam pytania o przekierowanie na Anielską. Mimo braku mojej zgody trafiły oczywiście tam i tym razem ja musiałam dzwonić na infolinię. Teraz czekam i zastanawiam się, czy paczki trafią na odpowiedni adres od razu, czy też będę musiała dzwonić drugi raz...

Pomijając piekielność pt. "przekierujemy ci paczkę, nie pytając o zgodę albo gdy jej nie wyraziłeś", nie mogę po prostu pojąć czemu za każdym razem jest to Anielska, skoro jest tyle paczkomatów bliżej. W czasie Świąt mogłam to sobie jakoś tłumaczyć, że może tamte paczkomaty są też przepełnione czy coś, ale teraz, w maju? Niestety pani na infolinii nie potrafiła mi tego wyjaśnić (nawet aż tak bardzo tego nie oczekiwałam, ale spytałam na wszelki wypadek).

Jednak przekierowania to nie jedyny problem paczkomatów. Drugim problemem jest wciąż skracający się czas na odebranie paczki i zwiększająca się cena za wydłużenie tego czasu.
Oczywiście staram się nie zamawiać paczek, jak wiem, że jakiś czas nie będzie mnie w domu i nie będę mogła odebrać. Ale zdarzają się różne losowe sytuacje, np. że sprzedawca nawala i długo paczki nie wysyła, albo że z jakiegoś powodu nagle musimy gdzieś z narzeczonym na krótko wyjechać (ot chociażby do któregoś z domów rodzinnych). Gdy zaczynałam przygodę z paczkomatami czas na odebranie paczki wynosił 72h. Teraz wynosi tylko 36h, więc czasem się zdarzało, że musiałam przedłużyć czas trzymania paczki w paczkomacie smsem. Do niedawna cena za wydłużenie o kolejne 36h to było chyba 5 zł, więc do zaakceptowania w nagłych przypadkach.
Ostatnio miałam właśnie taką sytuację, że sprzedawca mi wysłał paczkę jak akurat byliśmy u narzeczonego w domu na Święta Wielkanocne. Tu akurat sprzedawca wysłał paczkę nie za późno, ale "za wcześnie". Zamówiłam ją jakoś w Wielki Czwartek, bardzo późno (ok. 22), więc myślałam, że skoro są Święta to paczkę dostanę po nich, jak już będę w domu. Tymczasem w Wielką Sobotę była już do odebrania. Chciałam wydłużyć czas i okazało się, że cena wzrosła do 11 zł, co wynosiło więcej niż cena za wysyłkę towaru! Nie chciałam tyle płacić, więc skończyło się tak, że spędziłam ok. 4h by pojechać, odebrać paczkę, zostawić ją w mieszkaniu i powrocie do domu rodzinnego narzeczonego. Może w tym przypadku to był trochę mój błąd (mogłam jeszcze poczekać z zamówieniem tej paczki), ale jak pisałam, czasem się zdarzają inne sytuacje, na które wpływu nie mam i uważam, że 11 zł za przedłużenie paczki to za dużo.

Najgorsze jest to, że mimo wad paczkomatów nie mogę się za bardzo przerzucić na nic innego z powodu pracy...
(Jakby ktoś pytał - nie, nie wolno nam zamawiać prywatnych paczek kurierem do biura, parę osób dostało już za to ochrzan.)

InPost

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 40 (68)
poczekalnia
W ciągu ostatnich pięciu lat odwiedziłam czterech psychiatrów. Z tą samą historią i "bulem" istnienia. Diagnoza?
1. Nerwica
2. Depresja
3. Osobowość chwiejna emocjonalnie
4. Dwubiegunowka
I nie, że się pokrywają. U każdego słyszę, że poprzedni się pomylił. Że u mnie to się nie łączy. Albo już mam schizofrenię, albo za chwilę będę miała... Bo jak tu nie zwariować?

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (82)
poczekalnia

#84545

~Przemysleniazeszkoly ·
| było | Do ulubionych
Było ostatnio kilka historii o nierównym traktowaniu w szkole że względu na płeć to i ja dodam coś od siebie.

W podstawówce nie pamiętam jak było. W technikum nie miałem żadnych dziewcząt w klasie, ale za to dobrze pamiętam co działo się w gimnazjum.

Było tak praktycznie na każdym przedmiocie niezależnie z jakim nauczycielem (zdecydowana większość to kobiety).

1. Poprawy sprawdzianów. Kartkówek, czyli wiedzy z ostatnich 3 lekcji, nie poprawiamy, no chyba że jesteś dziewczyną to możesz. Klasówki. Nagminne dodawanie 0.5 albo 0.25 pkt za jakieś szczątkowe informacje albo wykonanie jakiś bezsensownych obliczeń. Chłopców nie obowiązuje.
2. Konkursy. "Chłopaki po co wy się tam zapisaliście przecież i tak nic nie umiecie". "dziewczynki może i wam nie poszło ale za dobre chęci macie 5"
3. Nieobecności. "Tomek czemu cie wczoraj na ostatniej lekcji nie było? Do odpowiedzi!. Ciebie Olu też nie było. Na następnej lekcji cię zapytam.
4. Wystawianie ocen końcowych. " Kacper średnia twoich ocen to 4 ale z klasówek masz 3 więc masz 3. Zosiu twoja średnia to 4 ale ty zawsze taka aktywna jesteś, przygotuj na jutro prezentacje to dostaniesz 5. ( z klasówek 3, a średnią podnoszą oceny takie jak wcześniej wspomniane konkursy, oceny za zeszyt, czy właśnie aktywność która polega na plotkach o ciuchach i sposobach malowania paznokci).

Gdy na koniec gimnazjum pisaliśmy egzaminy było wielkie zaskoczenie gdy " te głąby mają same 2 a tutaj 60-70% a my 5 i 6 a tylko 40% zdobyłyśmy".

W przypadku matur było tak samo. Jak rozmawiałem ze znajomymi to chłopaki byli raczej pozytywnie zaskoczeni swoimi wynikami a dziewczyny raczej były rozczarowane patrząc jak dobre miały oceny wystawione przez nauczycieli.

Imiona zmyślone.

Szkoła

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (92)
poczekalnia
Mój ojciec jest niepełnosprawny w stopniu lekkim. Doznał urazu w zakładzie pracy, w którym pracuje po dziś dzień-stracił tam jeden z ważnych narządów. Otrzymuje rentę i przez to ma ograniczone możliwości zarobkowe.

Dziś przyszedł do niego kierownik i zapytał się jak rozłożyć mu premię, aby nie utracił lub obcięli mu renty (inni pracownicy premię dostali jednorazowo). Dogadali się co do sprawy, nikt nie jest stratny. Przynajmniej tak się tacie wydawało.

Gdy ojciec wszedł na stołówkę od razu wziął go na rozmowę jeden ze współpracowników, z którym wspólnie obsługują jedną maszynę. Rzucił, że widział, iż przyszedł kierownik, podpytuje w jakiej sprawie. Tato szczerze odpowiedział, że w sprawie premii i tego jak ją mają mu wypłacić.
Współpracownik poczuł się urażony. Stwierdził, że ojcu premia jest nienależna, bo "ciągnie rentę, a teraz jeszcze trzynastkę dostanie!" i to tylko za to lekkie upośledzenie.

Tato odpowiedział mu krótko: "Mogę Ci te pieniądze oddać, ale niepełnosprawność też zabierz".

Współpracownik speszył się, wyszedł. Dopiero gdy odbijali karty podszedł do ojca i go przeprosił, bo przemyślał sprawę i stwierdził, że jednak żadnych roszczeń do mego rodziciela nie ma.

praca

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 56 (104)
poczekalnia
Chociaż gimnazjum wspominam jako generalnie pozytywne doświadczenie towarzyskie, zdarzały się momenty, w których wątpiłam w ewolucję.

Tak więc lekcje wf-u mieliśmy w trzygodzinnych blokach, zazwyczaj między godziną 10:00 a 13:00. Szczególnie w lecie było to kłopotliwe, bo chociaż prysznice były czyste, działające i generalnie zachęcające, znajdowały się one na drodze między szatnią a często odwiedzaną przez wszystkich toaletą (jedno duże pomieszczenie podzielone na trzy mniejsze). Warto jeszcze dodać, że nie były to prysznice z kabinami lub jakąkolwiek zasłonką, o nie. To były prysznice takie, jakie najczęściej widuje się na publicznych pływalniach, co oznacza właściwie zero prywatności. Jak zapewne domyślacie się, absolutnie nikt z nich nie korzystał.
Co więc robi piętnastoletnia dziewczyna po trzech godzinach latania za piłką, biegania, skakania lub czegokolwiek innego, o czym nauczycielka właśnie sobie przypomniała? Myje twarz w umywalce? Używa chusteczek nawilżanych?
Nie, to byłoby zbyt proste.
Na zagęszczoną potem warstwę makijażu, która ostatkiem sił trzyma się twarzy, tworząc grudki w zagięciach skóry, nakłada kolejną, równie grubą warstwę, żeby ukryć wszelkie oznaki sugerujące niedawno zakończoną intensywną lekcję wf-u.
Jeżeli myślicie że może chociaż zcierały z siebie pot chusteczką, to grubo się mylicie. Na zgrzane, spocone ciało, należy przecież wylać pół flakonu dusząco słodkiej wody toaletowej.
Myślicie pewnie: co ci to szkodzi? To przecież sobie ruinują cerę, nie tobie.
Cóż, wyobraźcie sobie, jak od nich śmierdziało.

Gimnazjum

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 51 (105)
poczekalnia

#84537

~Magita ·
| było | Do ulubionych
Przypomniała mi się moja studniówka i kilka piekielności związanych z nią (organizacyjnych).

Zanim nastąpi fala hejtu, że mogłam sama coś zrobić - chciałam. Przez rodziców poznałam wielu fotografów i kamerzystów, którzy nakręciliby studiówkę i zrobili zdjęcia taniej, a za to bardzo dobrze. Klasowa "elita" naskoczyła za to na mnie dość ostro, kazała siedzieć cicho i dać im to załatwiać. I to był błąd.

1. Próba
Lokal był oddalony kawałek za miastem. Dzień przed studniówką, po zajęciach wybraliśmy się na obowiązkową próbę poloneza. Pomijając kosmiczną cenę autokaru, przez którą dużo lepiej było pojechać busem/autem, to na próbie siedzieliśmy przy stolikach i rozmawialiśmy ze sobą. Kilka godzin zmarnowanych.

2. Stoliki
Z miesiąc przed studiówką ustalono jaka klasa przy których stolikach siedzi. Spokojnie wybrałyśmy kto gdzie dokładnie. Po przyjeździe na studiówkę okazało się, że jakiś czas temu zmieniły się stoliki, przy których siedziały klasy, ale moją nikt nie raczył poinformować. Lekka piekielność, szybko ugadaliśmy się z osobami, które miały siedzieć przy "naszym" stoliku i zostaliśmy przy nim.

3. Fotograf
Z początku wydawał się profesjonalny, wszędzie było go pełno, zagadywał, śmiał się. Człowiek sympatyczny. Myślałam, że będzie dużo zdjęć, skoro gdzie się nie obróciłam, to tam miałam zdjęcie zrobione. Ostatecznie każdy miał po jednym/dwóch zdjęciach. To jednak i tak nic, sami robiliśmy sobie zdjęcia, więc przynajmniej te mieliśmy. Dużo gorsza była jakość. A tu była połowa ręki, tu w ogóle ktoś został wycięty. Zdjęcia nie obrobione, a jeśli już, to okropnie.

4. Fotobudka
Była dla kilku klas. Stała przy niej pani, która miała pilnować, żeby niepożądane osoby się do niej nie dostały (każda klasa miała konkretną broszkę, o czym pani wiedziała i w ten sposób miała rozpoznawać, kto może wejść, a kto nie). Wyszło to tak, że do fotobudki nie można było się dostać, bo inne klasy, które za nią nie zapłaciły, ciągle w niej przebywali.

5. Kamerzysta
Sam kamerzysta w porządku, film został przygotowany świetnie, na to nie można narzekać. Zawaliły osoby podpisujące umowę z nim.
Najpierw, niczego nie świadomi, czekaliśmy na nagranie. Studiówka w połowie stycznia, pod koniec marca płyt dalej nie ma, ciągle tylko mówienie "niedługo". W końcu jest! Połowa kwietnia, alarmują na klasowej grupie, że jest nagranie, mamy tylko przynieść pendrive'y albo płyty, żeby zgrać. Ale zaraz, zaraz... My mielśmy dostać płyty, nie zgrywać. Pytamy o co chodzi, dziewczyna zajmująca się tym w naszej klasie nie wie, ją to nie interesuje. Cóż, ale nas tak, bo płaciliśmy za to kupę kasy. Telefon do kamerzysty, gdzie te płyty? Po długiej rozmowie okazało się, że płyty są, ale nie dla wszystkich. Geniusze zajmujące się organizacją wzięły jakąś lepszą jakość płyt dla siebie, a dla reszty po kopii do przegrania. Szybka wiadomość do dziewczyny zajmującej się tym, a ona dalej, że ona nie wie, mamy pisać do chłopaka podpisującego umowę. On się wymiguje, że nie ustalał tego sam, pretensje nie do niego.
Skończyło się na tym, że za dopłatą kamerzysta zrobił nam płyty (kolejne dwa miesiące czekania), a klasa rozstała się skłócona o zawarcie tak debilnej umowy (część osób broniła tej dziewczyny, część miała to gdzieś, część była zła).

studniówka szkoła fotograf kamerzysta fotobudka

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 19 (73)
poczekalnia
Moi sąsiedzi chyba tęsknią za tymi przygłupami, którzy niedawno się wyprowadzili i próbują "umilić" życie nowo zamieszkałej pani.

Nowa sąsiadka ma dwie suczki rasy rottweiler - na potrzeby historii nazwę dziewczynki Słodziakami.

Słodziaki mają 10 i 9 lat, są adoptowane ze schroniska. Już na dzień dobry nowa lokatorka została przywitana tekstem :

- Kto normalny trzyma w domu takie BYDLAKI?! Tylko patrzeć a kogoś skrzywdzą!

Poza tym są ciągłe pretensje, że Słodziaki wyją non stop jak obdzierane ze skóry gdy zostaną same. Nie ma w tym ani ziarnka prawdy. "Popłaczą" pięć góra dziesięć minut i zapada cisza. Poza epizodami płaczu z tęsknoty w ogóle ich nie słychać, bo widzę często jak wypoczywają na balkonie śpiąc snem sprawiedliwego.

Mimo groźnego wyglądu są przylepami pierwszej kategorii, a mojego małego psa traktują jak równego sobie - często chodzę z nową sąsiadką na spacery do lasu i całe trio bawi się zgodnie i bez awantur. Sama właścicielka mieszkania jest osobą miłą i ugodową, jej partner także.

Przyznam szczerze,że kocham je jak swoje. Gdy mnie widzą lecą do mnie przepychajac się wzajemnie, bo wiedzą, że zawsze dostaną piłeczkę czy smaczek. Dzięki nim i ich właścicielce w końcu zaznałam spokoju. Popłakiwanie z tęsknoty mi nie przeszkadza.

Czekam na wizytę dzielnicowego, albo kogoś ze spółdzielni - chętnie zaświadczę wraz z rodzicami jak wygląda cała sytuacja.

A reszcie sąsiadów chętnie przyznałabym order naczelnego Janusza/Grażyny.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 19 (101)
poczekalnia
Jestem kierowcą tzw. "tira"

Kto jest w tej historii najbardziej piekielny? Sami to osądźcie, ale bez wyzywania od najgorszych żadnej ze stron.

DK 3, odcinek Świnoujście- Szczecin. Jest to droga na której jest pomiar średniej prędkości na odcinku 5 km, a zaraz za nim rozpoczyna się dwupasmowa droga ekspresowa. Jadę spokojnie 70 km/h, przede mną kolega w solówce, za mną auto osobowe i 2 kolegów w zestawach (dla historii kolega 1 i 2). Mijam ostatnie kamery i przyspieszam. Solówka przyśpieszyła tylko do 80 km/h, dlatego rozpoczynam manewr wyprzedzania. Zjechałem na lewy pas, zaraz za mną auto osobowe. Rozpędziłem się do 85 km/h i kontynuuję manewr. Po kilkudziesięciu sekundach było po wszystkim, zjechałem na prawy pas i wspomniane auto osobowe zaczęło mnie wyprzedzać. Kiedy kierowca zakończył ten manewr, zjechał na prawy pas i zaczął co chwilę bezpodstawnie hamować!!! Nie chciałem w idiotę przywalić, dlatego zrobiłem to samo i nacisnąłem klakson. Wtedy odezwali się koledzy na cb:
- [K1] De*il Ci hamuje?
- [Ja] Tak, ku*wa. znalazł się idiota, co musi pokazać, ze ma małego.
- [K2] Czekaj, ku*wa, zaraz my go nauczymy. Łykniemy go i przytulamy do marginesu, Ty zablokuj go z tyłu, żeby nie spie*dolił.

Tak też się stało. Kierowca osobówki spowolnił mnie już do 50 km/h więc 2 zestawy nie miały problemów, żeby mnie wyprzedzić. Obaj jak tylko wykonali manewr, włączyli awaryjne i zaczęli spychać osobówkę do pobocza, ja zablokowałem go z tyłu. Kierowca użył klaksonu, ale dał się zepchnąć na pobocze. Zablokowaliśmy mu możliwość ucieczki autem. Zobaczyłem, że koledzy wysiadają z kabin, dlatego również wysiadłem, bo chciałem ich odciągnąć gdyby chcieli pobić tego kierowcę, który na swoje nieszczęście wysiadł z pojazdu. Akcja była szybka. [K1] strzelił mu z liścia opie*dalając za takie zajeżdżanie i hamowanie, a [K2] wyjął kluczyki ze stacyjki i rzucił w trawę za barierki (trawa świeżo ścięta, widać było, gdzie upadły). Po wszystkich wróciliśmy do samochodów i pojechaliśmy dalej.



Nie warto tego robić! Ciężarówki mają prawo się wyprzedzać jeśli nic tego nie zabrania i każdy, kto celowo hamuje, kiedyś się doigra. Mnie również gościu wkurzył i najchętniej wjechałbym mu w bagażnik. Oczywiście nie pochwalam zachowania kolegów po fachu, ale czasami i my możemy nie wytrzymać. Nikt nie ma nerwów ze stali!

DK3

Skomentuj (94) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 54 (142)
poczekalnia

#84522

~cozastrajk272 ·
| było | Do ulubionych
Strajk nauczycieli.
Widząc wyznania pojawiające się ostatnio na ten temat, chciałbym parę groszy wtrącić.

Jestem obecnie na studiach, ze szkołą miałem do czynienia dosyć niedawno. Nauczyciele byli jacy byli - jedni lepsi i łatwiej przekazywali wiedzę, a drudzy uczyli chyba z braku innej perspektywy. Co prawda, wybrane przeze mnie przedmioty maturalne wymagały więcej wysiłku, dużo osób chodziło na korepetycje (prawie 3/4 klasy) ale to nie ze względu na prowadzących zajęcia tylko chyba dlatego, żeby być pewniejszym swoich wyników. Nauczyciele zawsze cierpliwie wyjaśniali każdy problem i niezgodność czy to w wynikach w zadaniach czy w pracach pisemnych, więc wystarczyło podejść a tłumaczyliby aż do stanu zrozumienia u takiego człeka.
Dla takich nauczycieli, którzy faktycznie pomagali takiemu nastolatkowi przebrnąć przez podstawę programową (często też przemycając wiedzę ponadprogramową, a bo taką czasem łatwiej policzyć coś) należy się szacunek i odpowiednia płaca.
Nie można się im dziwić, że chcą strajkować, bo za ich pracę, którą WYKONUJĄ powinni otrzymać więcej.

Co do drugiego typu - nauczycieli tylko z papierka, sprawa wyglądała inaczej. Potrafili tacy prowadzić lekcję czytając słowo w słowo podręcznik bez żadnych wyjaśnień albo przez całe zajęcia kazali robić zadania, których nawet nie sprawdzali.
Pamiętam jeszcze z okresu gimnazjum jak niektórzy "nauczyciele" potrafili być wredni dla uczniów - poprzez docinki, naśmiewanie się i wytykanie błędów.
To jest ten typ, który wykorzystuje swoje przywileje do maximum i żąda więcej za nic.
Takiemu typowi społeczeństwo nie chce i nie powinno ani podwyższać zapłaty ani tolerować w ogóle.

Najpiekielniejsze jest w tym to, że ciężka praca nauczycieli I typu zostaje umniejszona przez ten typ II, który nic nie robi.
Prawda jest taka, że gdyby praca ta była odpowiednio honorowana, to ludzie wykształceni, którzy faktycznie chcą uczyć nie wyjeżdżaliby ani nie szukali zarobku w innym zawodzie albo w innym państwie. Zawód nauczyciela jest ciężką pracą z młodym człowiekiem, który dopiero się kształtuje - nie z maszyną czy osobą dorosłą, która już zna swoją wartość i swoje cele.

Piekielni, nie bądźcie piekielni i nie uogólniajcie.

strajk nauczyciele opinia

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 20 (84)
poczekalnia

#84533

~Meg7777 ·
| było | Do ulubionych
Z cyklu piekielni rodzice:
Pech chciał, że nie urodziłam się mężczyzną. Ojciec trzy razy próbował, a po mnie zrezygnował z wolnej prokreacji. Tak więc rodzice mieli trzy córki. Ojciec był tak wściekły, że nie okazałam się wyczekiwanym synem, że wymazał moje istnienie z pamięci. Żadnych zdjęć z dzieciństwa, ubranie po starszych siostrach, zero kasy w podstawówce i liceum. Rówieśnicy śmiali się z tego że chodzę w tych samych, tanich ciuchach. Nie mogłam nawet iść na wymarzone studia, bo siostra nie dostała się na swoje i dali jej kasę na prywatną uczelnię. Ok. Po roku poszłam na studia państwowe niskiej w rankingu uczelni. Dwa magistry i inżynier. Byłam dumna z osiągnięcia i ... rodzice odcieli mi kasę bo musieli mojej siostrze kupić mieszkanie a ja ... wyladowałam na kasie w sklepie. Pół roku pracy i przyszło załamanie nerwowe. Psychika po prostu się poddała. Z dna wyciągnął mnie chłopak. Dał mi kasę na start na giełdzie. Zaczęłam od zera i w kryzysie. Udało się. Obecnie mam za co żyć. A starzy ... parę dni temu powiedzieli mi, że mam im oddać kasę za utrzymywanie mnie na studiach. Nie bądźcie takimi rodzicami.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 46 (108)