Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Hedwiga

Zamieszcza historie od: 8 maja 2017 - 14:55
Ostatnio: 16 sierpnia 2017 - 20:46
  • Historii na głównej: 20 z 22
  • Punktów za historie: 3797
  • Komentarzy: 221
  • Punktów za komentarze: 987
 
poczekalnia

#79644

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Zwięźle: mimo tego, że niektóre stacje benzynowe połączone z barami lub restauracjami w jednym budynku, dzięki czemu można za jednym zamachem zjeść i zatankować w trakcie tego samego postoju, to zostawianie samochodu pod dystrybutorem na czas spożycia całego zestawu obiadowego nie jest najlepszym pomysłem.
Szczególnie wtedy, gdy jest to jedyny działający dystrybutor z dieslem "po dobrej stronie".

stacja

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 55 (59)

#79456

(PW) ·
| Do ulubionych
Sprzedaję BMW 530 E39.

Samochód stosunkowo tani, z napędem na tył oraz całkiem mocnym silnikiem, więc do zakupu garną się najbardziej młodzi i gniewni kierowcy z niewielkim stażem.

Standardowym pytaniem jest pytanie o realną prędkość maksymalną.

Wszyscy są zszokowani jak odpowiadam, że nie wiem. Bo nie wiem. Na niemieckiej autostradzie jechałam 180 km/h, pod butem było jeszcze całkiem sporo, ale zwyczajnie więcej się bałam.

"Najlepszy" był potencjalny kupiec, na oko max. 21 lat, który powiedział, że on chętnie weźmie auto na jazdę próbną na autostradę i "zbada".

Powiedziałam, że nie ma sprawy, pod warunkiem, że zostawi mi kaucję w wysokości 100% wartości pojazdu. Zrezygnował z zakupu.

Kolejni młodzi gniewni bez zniżek na OC chcą robić numer z zakupem, ale nieprzerejestrowywaniem auta na siebie, żeby nie musieli płacić wysokiego OC za dużą pojemność.

Inni pytają "czy da się palić gumy" i "czy da się driftować”.

Aż szkoda oddawać zadbany samochód w ręce takiego kogoś...

I niestety przez takich kierowców wspaniała marka samochodowa, której jestem miłośniczką od lat, ma w Polsce opinię jaką ma...

kierowcy

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (141)

#79466

(PW) ·
| Do ulubionych
O natrętnych sprzedawcach.

Dekady doświadczeń moich, moich rodziców i moich teściów dowodzą, że zmywarka do naczyń jest urządzeniem, które działa parę lat, a potem cholera ją bierze w sposób, który nie pozostawia szans na naprawę i stawia przed koniecznością zakupu nowej.

I nie ma znaczenia, czy to jest najtańsza za 1200 zł czy jakaś wypasiona za 3 tysiące. Wszystkie psują się tak samo i tak samo szybko.

Dlatego jak nasza wyzionęła ducha, zrobiłam rozeznanie w cenach, wyszło mi, że, doliczając koszta kuriera i wywozu starej, w Internecie nie wychodzi taniej niż w pobliskim elektromarkecie, więc udaliśmy się do tegoż i jasno wskazaliśmy sprzedawcy, że prosimy "o tę, najtańszą zmywarkę".

Niestety, sprzedawca zamiast wypisać papiery na właśnie tę zmywarkę, zaczął tłumaczyć i przekonywać, dlaczego poszczególne droższe modele są lepsze.

Nie docierały nasze protesty, że wiemy, co chcemy kupić, i że proszę nam to sprzedać. Niestety dopiero mniej grzeczny komunikat nieco podniesionym głosem skłonił go wypisania faktury i dokumentu dostawy na wybranego przez nas najtańszego BOSCH-a…

Ja rozumiem walkę o premie za wciskanie modeli, które nie schodzą, ale czy oni nie widzą, że jak klient jest zdecydowany na 100%, to się go nie przekona?

elektromarket

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (140)

#79340

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój Mąż (zwany dalej MM) jest radcą prawnym. Niestety ta profesja czasem powoduje nieprzyjemne sytuacje w rodzinie.

Jedna z jego kuzynek rozwodzi się. Przyszła do MM z prośbą, by zajął się jej sprawą (rozwód, opieka nad dziećmi, alimenty, podział majątku itd.) w przed sądem. Odmówił. Cała rodzina obrażona.

Nie byli w stanie zrozumieć, że reprezentowanie kuzynki w tej sprawie jest niezgodne z zasadami etyki, bo drugą stronę, czyli jej póki co, jeszcze męża też zna od lat.

W związku z tym, przedstawił prostszy powód odmowy - bardzo małe doświadczenie z prawem rodzinnym. Oczywiście zaliczał je zarówno na studiach, jak i na aplikacji, ale od lat zajmuje się wyłącznie obsługą prawną pewnych firm budowlanych i deweloperskich. A spraw z prawa rodzinnego nie robi, bo jest to dużo więcej nerwów i dużo mniej pieniędzy niż obsługa firm.
Dlatego nie czuje się pewnie w tej materii.


Dlatego tym bardziej poleca jakiegoś innego znajomego prawnika. Z tym, że inny prawnik to już policzy normalnie, a ona chyba liczyła, że MM zrobi wszystko za darmo lub półdarmo...

Po całej bliskiej i dalekiej rodzinie rozpuszczono wieść, że jako członek rodziny MM jest nieużyty, a jako prawnik sam przyznaje że się nie zna na prawie.

Przynajmniej mamy spokój.

rodzina

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 252 (268)

#79377

(PW) ·
| Do ulubionych
Wspomnienie z urlopu parę lat temu.

Wakacje "zwiedzaniowe". Po kilku dniach w stolicy inne punkty programu postanowiliśmy zaliczyć wynajętym samochodem. Najszybciej, a przy 4 osobach niewiele drożej niż komunikacja publiczna.

Samochód zarezerwowany przez Internet. Jakieś małe autko z dołu cennika, $30 za dobę. Pracownik wypożyczalni daje papiery do podpisania, chce tylko wziąć pieniądze i szybko życzyć nam szerokiej drogi.

Bardzo krzywi się, jak chcę obejść auto dookoła i dokładnie zanotować w protokole wszystkie rysy i obtarcia (których było sporo, mimo że auto miało 2 czy 3 lata). Zapewnia, że nie ma sensu, że oni nie patrzą na takie drobnostki przy zwrocie. Praktycznie wyśmiewa mnie, jak robię dokładne zdjęcia samochodu przy odbiorze.

Kilka dni później oddajemy wóz (to chyba była Fiesta) w stanie niepogorszonym, a pracownik (ten sam!) ze smutną miną mówi, że będzie trzeba potrącić z kaucji, bo porysowany błotnik.

Dość mocno zdziwił się, jak mu pokazałam swoją kopię protokołu i powiedziałam, że mam też zdjęcia, że ta rysa dokładnie tutaj była. Chyba był przyzwyczajony, że większość turystów tego protokołu nie wypełnia dokładnie...

wypożyczalniasamochodów

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 227 (231)

#79201

(PW) ·
| Do ulubionych
Tym razem piekielna byłam ja.
W mojej pracy czasem zdarza mi się przyjmować pewne projekty od grafików i przekazywać je dalej, by stały się częścią serwisu internetowego.
Robiliśmy coś na tzw. "ASAPie" i tuż przed "deadlinem" (co w korpomowie oznacza po prostu że w ogromnym pośpiechu i na ostatnią chwilę), więc projekty od grafika przyszły mi po północy. Chciałam je zaakceptować przed spaniem, żeby móc przyjść do firmy nieco później (by sobie jakoś odbić, że w domu nad projektem siedziałam do nocy) i żeby w międzyczasie inni mieli co robić.
Projekty jak przyszły, to je natychmiast odrzuciłam z komentarzem, że chyba zwariowali, bo kolory są zupełnie inne niż miały być. Jakieś takie pomarańczowe i bez niebieskiego...

Tutaj trzeba wyjaśnić, na czym polega program f.lux. Jest to taka mała aplikacja, która na Windowsach odtwarza funkcję wybudowaną w komputery Apple - o zadanej godzinie zmienia paletę barw na taką, w której nie ma niebieskiego światła. Psychologowie i lekarze udowodnili, że korzystanie z komputera przed snem utrudnia zasypianie ze względu na niebieskie światło emitowane przez monitor, które mózg odbiera jako światło dzienne. Dlatego warto sobie ustawić takiego f.luxa na godz. 10 czy 11 wieczorem, jeśli chce się korzystać przed spaniem. Ale trzeba pamiętać, by wyłączyć, jeżeli chce się oceniać obiektywnie kolorystykę czegokolwiek. A ja z tego przepracowania zapomniałam...

Dobrze, że zaczekałam 5 minut na odpowiedź grafika, który był na tyle przewidujący, że zapytał, czy nie mam włączonego w komputerze żadnego "trybu nocnego". :D

Przeprosiłam, chyba się nie gniewa.

webdevelopment

Skomentuj (58) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (203)

#79136

(PW) ·
| Do ulubionych
Jechałam pociągiem (co istotne, prawie pustym). Konduktor bardzo ostro ochrzanił siedzącą obok dziewczynę że trzyma nogę na siedzeniu naprzeciwko (wolnym, pociąg był prawie pusty).

To była noga w gipsie.

kolej

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (182)

#78974

(PW) ·
| Do ulubionych
Nienawidzę poczty. Staram się nie korzystać. Wszystko, co mogę, robię inaczej: przez paczkomaty, bankowość elektroniczną, ePUAP itd. Niestety z cyfryzacją w naszym kraju jak w lesie i niektóre pisma urzędowe można odebrać wyłącznie w formie papierowej.

Dlatego zmuszona byłam udać się z awizo na pocztę, by odebrać list polecony z jednego urzędu. Oczywiście poczta zajmuje się wszystkim: sprzedażą albumów o papieżu, ubezpieczeń, lokat, książek kucharskich siostry Anastazji, ale wydawaniem listów jakby w ostatniej kolejności. Niestety wszystko z jednej kolejki.

Wyczekałam się swoje i przede mną była już tylko jedna osoba. Podeszła i chciała nadać list polecony. Okazało się, że nie ma wypełnionego żadnego druczku, bo nie wiedziała, że trzeba. Zdziwiła się i... Zaczęła wypełniać. Przy okienku. Blokując kolejkę.

Jak podeszłam i poprosiłam, żeby pani z okienka wydała mi mój list w czasie, gdy ta będzie mozolnie wypełniać druczki, to pani z okienka powiedziała, że jasne, ale baba od druczków fuknęła, że mam czekać za nią, bo stojąc tutaj jeszcze zobaczę, co gdzie wysyła.

Piekielna okazałam się też ja i odparłam, że jak nie umie wysłać listu poleconego, to niech nie blokuje kolejki przez 5 minut, tylko wróci do domu, nauczy się i wróci, jak już będzie umieć. Na cały głos, tak by inni czekający w kolejce też słyszeli.

Speszona odsunęła się na bok. Zanim wypełniła swoje druczki, pani z okienka obsłużyła mnie i jeszcze dwie osoby (widziałam, bo przysiadłam na poczcie, by od razu przeczytać treść tego pisma, zależało mi na nim).

Nie lubię być niemiła, ale stać godzinami na poczcie też nie lubię.

poczta

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 160 (208)

#78937

(PW) ·
| Do ulubionych
Zainspirowani relacją z jednego bloga podróżniczego, w długi weekend z Bożym Ciałem pojechaliśmy zwiedzać północne Niemcy (Hamburg, Brema itd.).

Moi rodzice są wspaniali i kochamy się bardzo, ale czasem jak się na coś uprą, to niestety nie ma sposobu, by ich przekonać. Jak im powiedziałam o naszych turystycznych planach, to powiedziała, że kategorycznie zabrania mi jechać. Dlaczego? Bo w Niemczech jest teraz niebezpiecznie, bo terroryści i zamachy.

Próbowałam użyć merytorycznego argumentu, że, nawet wliczając zamachy, to bezpieczniej jest jechać do Hamburga niż do Gdańska, bo ciągle jest większe ryzyko zginąć w wypadku na polskiej drodze niż w niemieckim zamachu. Nie trafiło.

W dzień wyjazdu (środa po pracy, jechaliśmy autem na noc) matka zadzwoniła, że ona ma stan przedzawałowy i żebym najlepiej przyjechała, bo ona chyba dzwoni po karetkę.

Za 5 minut ojciec napisał mi SMS-a, że to jest szopka, odstawiona żebym nie jechała do Niemiec. Zadzwoniłam do matki, aby zapytać, jak jest naprawdę. Przyznała się i stwierdziła, że ojciec popamięta. Podobno cały długi weekend w domu były ciche dni.

W sumie trochę piekielne, trochę komiczne, a tatusia uwielbiam, zawsze był po mojej stronie. :D

rodzina

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (189)

#79074

(PW) ·
| Do ulubionych
Normalnie jak w dowcipie o zajączku, niedźwiedziu i kolejce do sklepu. Historia zasłyszana od pana od serwisowania drukarek.

Pewnego dnia pan serwisant został wezwany do kancelarii komornika sądowego celem naprawy działającej tam kserokopiarki. Przyszedł, zapukał do drzwi. Ubrany był normalnie, skromnie, bez żadnego służbowego uniformu.

Zza drzwi wychyliła się sekretarka i, nawet nie dając mu powiedzieć "dzień dobry”, wygłosiła tyradę, że interesantów o tej godzinie Pan Komornik nie przyjmuje, że długi trzeba było płacić zanim sprawa trafiła do komornika, żeby grzecznie przyjść o godzinie wyznaczonej, a teraz zjeżdżać jej z oczu.

Wzruszył ramionami, powiedział:
- Zjeżdżać, to zjeżdżam. To w końcu wasz problem, że wam ksero nie działa.

I poszedł. Ignorując przeprosiny i próby zatrzymania go przez sekretarkę.

komornik

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 227 (235)