Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Monoslad

Zamieszcza historie od: 18 września 2017 - 8:50
Ostatnio: 8 października 2017 - 14:50
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 614
  • Komentarzy: 2
  • Punktów za komentarze: 12
 

#80313

(PW) ·
| Do ulubionych
Musiałem wychynąć z mej kniei i zawitać w piątek w mieście wojewódzkim, aby urzędasom wszelkiej maści dostarczyć kolejne pół tony kwitów.

Pogoda koszmarna, leje, wieje, huczy.

Jadę sobie zwykłą, jednopasmową ulicą. Zakręt i ostry spadek.

Z przeciwnej strony auta omijają coś na jezdni, wjeżdżąjąc na mój pas ruchu, trąbiąc i migając długimi.

Zbliżywszy się, dostrzegłem, iż owa przeszkoda, to nie "coś", a "ktoś" - kompletnie pijany menel, siedzący na środku pasa, nie wiedzący o Bożym świecie i rzeczywistości.

Zatrzymałem się i wraz z innym kierowcą, wzięliśmy opoja pod pachy i odholowaliśmy na chodnik.


I teraz clou - na chodniku stało sobie pod parasolami kilka osób i z zaciekawieniem obserwowało, co się wydarzy - czy ktoś tego lumpa w szarówce i ulewie rozjedzie, czy może sam się ocknie.

Ludzie potrafią zachowywać się jak ścierwa...

ulica

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (140)

#80316

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałem kilka historii o poszukiwaniu pracy. Pozwolę sobie zatem opisać, jak wygląda to z drugiej strony.

Poszukiwałem stajennych / robotników rolnych. Warunki: zakwaterowanie w dwuosobowym pokoju z łazienką, pełne wyżywienie, umowa o pracę, netto 3200 plus premia uznaniowa.

W ogłoszeniu dokładnie opisany zakres obowiązków, jak i wymagań wobec kandydatów.

I cóż? Chciałoby się rzec - dupa.

Mniej więcej połowa nie posiadała uprawnień do kierowania ciągnikiem.

"Panie, ale to ja tam mam MIESZKAĆ???" Nie - zakwaterowanie i wyżywienie, by się szanowny pan mógł po lanczu położyć i odbyć sjestę.

"Ale ja się boję koni" - prawdziwy hit, gdy odpowiada się na ogłoszenie w stylu "Stajennego zatrudnię".

Kilka osób wybranych, dotarły trzy.

Pan nr 1 niesłychanie się oburzył na bezwzględny zakaz palenia w budynkach i miejscach innych niż wyznaczone.

Pan nr 2 stwierdził, że on jednak w takim smrodzie pracował nie będzie... No niestety - koń, krowa, czy inna żywina, ma to do siebie, że stawia klocki w ściółkę, którą należy usuwać i umieszczać w wielce specjalistycznym miejscu, jakie fachowo zwie się kupą gnoju.

Z trójki ostał się jeden. Po kilku dniach "pojechał do dziewczyny" i nie wrócił...

W efekcie uruchomionych kontaktów, zatrudniłem byłego więźnia, który po nastu latach w puszce szukał sobie nowego miejsca na ziemi i za dach nad głową oraz wikt, gotów był wręcz krzyczeć z radości oraz Białorusina, jaki całe życie, za parę groszy tyrał w sowchozie...

Zatem, mimo iż nieszczególnie przepadam za propagandą sukcesu rodem z TVP, na własnej skórze przekonałem się, iż faktycznie, z pracownikami łatwo nie jest.

tam gdzie bociany zawracają

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (153)

#80143

(PW) ·
| Do ulubionych
O odpowiedzialności zbiorowej i dlaczego jest tak podła.

Mój Ojciec, lat 70. Oficer MO i Policji, gdzie dosłużył się stopnia inspektora. Kryminalny, z wieloma odznaczeniami, który całe swoje życie służył Polsce i Polakom, polując na najgorszych sukinsynów, jacy podnosili rękę na współobywateli. Medale, nagrody, pochwały. Naprawdę wspaniała kariera.

I teraz okazuje się, że państwo, któremu całe swoje życie służył, dla którego nadstawiał własną głowę, napluło mu w twarz i odbiera środki do życia, pozbawiając go wysłużonej emerytury, rzucając w zamian ochłap w postaci nieco więcej niż dwa tysiące złotych brutto.

Dlaczego? Czy był esbekiem, sługą czerwonych kacyków? Nie - skończył sławne Legionowo, najlepszą w Polsce uczelnię, która, obok wszelkiej maści esbeków, szkoliła oficerów MO - kryminalnych, kryminologów, taktyków.

I teraz zadajmy sobie proste pytanie - czy żołnierze, policjanci, którzy obecnie służą Polsce, mogą być pewni swego dalszego losu? Tego, że jakaś kolejna władza nie uzna ich za niegodnych i nie pozbawi tego, na co z państwem się umówili, wkładając mundur?

Czy jakaś władza, nie uzna, że Monoślad, który służył zbrodniczym reżimom Kwaśniewskiego i Komorowskiego, ciemiężył narody, biorąc udział w misjach, także jest ostatnim parszywcem, niegodnym emerytury?

Czy to jest zachęta dla ludzi, którzy myślą o mundurze?

Osobiście wątpię...

PS. Ojciec podsumował: "Jeden Kaczyński dał mi medal, drugi zabiera emeryturę, dziwna rodzina”.

Edytka: Poczytałem komentarze i dochodzę do wniosku, iż źle wyłuszczyłem sedno problemu, skupiając się na jednostkowym przypadku jednej z najbliższych mi osób.

Zmierzam do czegoś innego.

Do tego, że nie wolno wrzucać wszystkich do jednego wora, bo świat nie jest czarnobiały, a pełen szarości. Umieszczanie funkcjonariusza, który polował na morderców, gwałcicieli i podobnych (staruszek siedział w WZ właśnie) w jednej szufladzie z ludźmi, którzy ubili Popiełuszkę, to cholernie grube nieporozumienie. To jedna kwestia.

Druga to złamanie umowy, którą, gdy my, mundurowi, zawieramy z naszym państwem, przysięgając służyć mu swoim życiem i z tego obowiązku się wywiązujemy, oczekujemy, by i państwo ze swej części umowy się wywiązało.

Co do wysokości emerytur mundurowych, napiszę tak. Przesłużyłem (wliczając oczywiście SO), dwadzieścia sześć lat. Jako misjonarz spędziłem na wojnie łącznie pięć lat. Udało mi się nie zapłacić krwią, natomiast mojemu krajowi oddałem małżeństwo i życie osobiste. Dlatego właśnie oczekuję, by mimo szacunku dla codziennego trudu ludzi we fabrykach itp., otrzymać jednak zaopatrzenie znacząco wyższe.

A jeśli ktoś twierdzi, że nie zasługujemy, to zapraszam na wycieczkę choćby do Syrii czy Afgana.

I uprzedzam teksty "sam się prosiłeś na misje" - polecam określenie: "być wyznaczonym na ochotnika".

Polska. Niestety...

Skomentuj (127) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 235 (339)

#80101

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem dumnym posiadaczem czegoś z pogranicza pensjonatu i agroturystyki, połączonego z hotelem dla koni.

Cisza, głusza, do cywilizacji daleko, wkoło lasy i jeziora. Sielanka.

Jak to w podobnych przybytkach bywa, zwierzaków mnóstwo - konie (tak własne, jak i klientów), lamy, kura, kaczka, drób (mimo że do szosy na Ostrołękę daleko) i oczywiście psy.

Psy duże, socjalizowane, w stosunku do ludzi bardzo przyjazne, jednak słabo tolerujące obce, poza naprawdę małymi pieskami. Dlatego zasada jest prosta - goście, jeśli chcą przyjechać z psami, to wyłącznie szczekusie, typu końcówka od mopa i inne chachichuhaha. Info wisi na stronie.

Dzwonią państwo. Z pieskami? Tak. Państwo wiedzą, że tylko małe? Tak.

Zaliczka wpłacona, oznaczonego dnia przyjeżdżają Państwo busem, z którego radośnie wyładowują z dwoma... wilczarzami irlandzkimi.

gdzie bociany zawracają.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (143)

1