Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

digi51

Zamieszcza historie od: 22 września 2010 - 8:54
Ostatnio: 13 października 2017 - 16:13
  • Historii na głównej: 188 z 211
  • Punktów za historie: 134164
  • Komentarzy: 2751
  • Punktów za komentarze: 17508
 

#80366

(PW) ·
| Do ulubionych
Kelnerskie wspomnienia z sezonu wakacyjno-turystycznego.

Pracuję w Niemczech. Wyobraźcie sobie, że jedziecie do obcego kraju, chcecie pozwiedzać, dobrze zjeść, pobawić się. Wchodzicie do restauracji, witacie się z obsługą swojskim "Siema!", prosicie o menu po polsku. Gdy dowiadujecie się, że restauracja takim nie dysponuje, łaskawie zgadzacie się zapoznać z angielską kartą. Oczywiście, angielskiego też nie umiecie, więc co chwilę wołacie obsługę i pytacie: "łot iz dyz?" Gdy obsługa zaczyna tłumaczyć po angielsku, oburzeni krzyczycie:
- Ale niech nam pani wytłumaczy po polsku!

Kelnerka nie mówi po polsku? Na pewno pomożecie jej zrozumieć, co chcecie, jak zaczniecie machać rękami i coraz głośniej krzyczeć. Po polsku oczywiście.

Jesteście w lokalu grupą 10-15 osób. Po prawie godzinie z pomocą jedynej w grupie osoby, która w miarę ogarnia angielski jesteście gotowi złożyć zamówienie. Oczywiście zamówienie najlepiej złożyć wydzierając się jeden przez drugiego. Gdy kelnerka prosi o składanie zamówień pojedynczo i po kolei, to i tak ktoś zacznie się wydzierać od czapy, no bo nie może być tak, żeby jakiś Czesiek czy Grażyna zamówili przed nim.

Niemożliwe! Restauracja z kuchnią lokalną nie serwuje bigosu, pierogów i barszczu? Nie ma polskiej wódki? Co to za lokal?!

Zupełnie normalnym jest też zarezerwowanie stolika w RESTAURACJI i zamówienie jednej kawy za spółkę. Tudzież zarezerwowanie stolika dla 20 osób i przyjście w 3, bo reszta wyjechała jednak dzień wcześniej. No i co z tego, że nie daliście znać, że nie potrzebujecie stolika dla 20 osób? W końcu TRZY przyszły.

Zamawiacie trzy duże butelki wody. Przy płaceniu poproście o osobne rachunki, a gdy kelnerka pyta, do czyjego rachunku doliczyć wodę, zaczynacie się kłócić, o to, kto wypił najwięcej. Dyskusja o wodę za 15 euro przy łącznym rachunku 350 euro trwa 20 min.

Niesamowite? Niewiarygodne? Nie do pomyślenia? A jednak jest to zachowanie normalne wg 80% turystów z Włoch, Francji, Rosji, Hiszpanii i Ameryki Południowej.
Zupełnym przeciwieństwem są Skandynawowie, turyści z Europy Wschodniej, a także nasi rodacy, którzy zawsze zachowywali się kulturalnie, dobrze mówili po angielsku, a nawet niemiecku.
Doszło do tego, że po prostu nie przyjmowaliśmy rezerwacji dla grup z Francji, Włoch i Rosji. I my i inni goście odetchnęli z ulgą.

gastronomia

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (190)
zarchiwizowany

#80194

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Niedziela, park miejski, który jest dużą atrakcją turystyczną. Rodziny z dziećmi, zakochane parki, dużo rowerzystów. W parku są drogi podzielone na chodniki i ścieżki rowerowe. Ścieżki rowerowe o szerokości o 1/3 szerokości chodnika. Taki o to obrazek - mama, tata, córka ok.8-letnia dziewczynka, którą tata prowadzi za rękę, mama prowadzi spacerówkę (pustą), a obok na ścieżce rowerowej (samym jej środkiem) popyla małym dziecięcym rowerkiem dzieciak ok.1,5-2 lata. Tempo jakim jedzie porównywalne do 80-letniej babci z balkonikiem. Rodzice co i rusz zostawiali bobo trochę w tyle, po czym odwracali się, krzycząc:

- no już, skarbie, pedałuj szybciej!

Rowerzyści omijali szkraba z gracją większą lub mniejszą, wielu zjeżdżało na chodnik/trawnik, hamowało, zsiadało z roweru. W końcu, któryś z nich zwrócił rodzicom uwagę, że dzieciak nie powinien jeździć po ścieżce rowerowej. Matka:

- Dlaczego niby nie, przecież jedzie na rowerze, nie? Ja nie będę łamać przepisów i on nie będzie jeździł chodnikiem.

Trochę brak mi komentarza.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 30 (84)

#80050

(PW) ·
| Do ulubionych
Od czasu do czasu sprzedaje jakieś drobiazgi na eBayu.

W połowie sierpnia jakaś babka kupiła ode mnie sukienkę na eBayu. Czekałam ok. 10 dni na wpłatę, potem zaczęłam jej przypominać o zaległej płatności. Wymówek miała wiele, a to była w szpitalu, a to na urlopie, a to wypłata jej się spóźniała. Po kilku grzecznych mailach zgłosiłam eBayowi brak wpłaty i po kilku dniach poprosiłam o zwrot prowizji, który otrzymałam, a klientka dostała ostrzeżenie. Wysłała mi bardzo nieprzyjemnego maila z pretensjami i kłamstwem, że pieniądze przelała. Olałam to.

Kobieta kilka dnia później kupiła przez Kup Teraz inny przedmiot, zapłaciła natychmiast przez PayPala, a ja, jak Pan Bóg przykazał, wysłałam następnego dnia. Kilka dni później zgłosiła eBayowi, że chce oddać przedmiot, bo ma plamy. Jako osoba ugodowa zaakceptowałam zwrot, wysłałam dane do zwrotu i tyle. W mailu od eBaya dostałam info, że po otrzymaniu przesyłki jestem zobowiązana zwrócić klientce wszelkie poniesione koszty. Klientka prawdopodobnie dostała podobnego maila, gdyż zaczęła wypisywać do mnie wulgarne maila typu "najpierw oddaj kasę, to ci wyślę sukienkę, debilko" lub "odpisz, oszustko" "oddawaj kasę, naciągaczko".

Witki mi opadły jak po pracy przeczytałam te wiadomości, więc, że sprawa była groszowa, oddałam jej pieniądze i poprosiłam, aby więcej się ze mną nie kontaktowała. Końcem końców wygrała, miała towar, którego wadliwości nie mogłam zweryfikować i zwrot pieniędzy.Koniec? Gdzieżby. Pani była na tyle uprzejma, że wystawiła mi negatywa. Zgłosiłam sprawę eBayowi, poddając w wątpliwość uczciwość i kulturę osobistą klientki, podkreślając, że nie rozumiem, jakim prawem kobieta wystawia mi negatywa, skoro otrzymała zwrot kasy i zatrzymała towar. Ja jako sprzedawca nie mam żadnego prawa wystawić klientowi nega. Odpowiedź eBaya:

"Klient ma prawo wystawić komentarz zgodny z własnymi odczuciami".

Na moje pytanie dlaczego sprzedawca nie ma prawa wystawić komentarza zgodnego własnymi odczuciami dostałam odpowiedź:

"Po otrzymaniu wpłaty sprzedawca nie ma podstaw wystawić komentarza innego niż pozytywny"

Czy tylko mi się wydaje, że eBay wysłał logikę na spacer?

sklepy_internetowe

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (169)

#79899

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kelnerką. Pomimo kilu lat stażu nadal zadziwia mnie, jak niektórym gościom wydaje się, że cały wszechświat kręci się wokół nich.

Godzina 14, po godzinach największego ruchu. Wchodzi młoda dziewczyna, żadnego dzień dobry, siada przy największym stoliku i rozkłada się na nim z jakimiś papierami. Podchodzę, witam się, podaję kartę. Dziewczę nadal nic. Po paru minutach, widząc, że nie wykazuje żadnego zainteresowania menu, pytam się czy jej coś podać. Mówi, że czeka. Ok, nie ma sprawy. Póki mam wolne stoliki dla innych gości... Po ok.40 min, dołączył do niej jakiś chłopaczek, wyłożył kolejną kupę papierów na stół, poszczebiotali sobie chwilę i zaczęli coś komentować konspiracyjnym szeptem. Podchodzę i pytam się, czy coś im podać. Spojrzeli na mnie z irytacją i rzucili od niechcenia:
- Dwie kawy.

I tak leniwie leciał sobie czas, ja sobie sprzątam, coś tam notuję, co jakiś czas robię rundkę między stolikami. Widząc, że nasza urocza parka już wypiła kawę, pytam się czy coś jeszcze im podać. Poprosili o wodę z kranu. Podałam. A dodam, że w Niemczech z wodą z kranu jest tak - mogę ją podać za darmo (i najczęściej tak robię), ale mogę też doliczyć ją do rachunku. Takie jest prawo. Ale o tym później.

O 17 zamykamy, do 16:45 można zamawiać napoje. O tej właśnie godzinę pochodzę znów do młodych, aby poinformować, że jeżeli chcą coś jeszcze zamówić, to ostatni dzwonek. Ledwo otworzyłam usta, a panienka jak się nie wydrze:

- CZY PANI MUSI TU W KÓŁKO ŁAZIĆ I SIĘ NAM W NOTATKI GAPIĆ?! PRZESZKADZA PANI!

Aha. No ok. To bez słowa podałam im rachunek. Znowu panienka oburzeniem:

- A co to jest?
- Rachunek, proszę go uregulować, bo zamykamy za 15 min
- Pfff, a nie! Bo my chcemy jeszcze dwie kawy, a dopóki ich nie wypijemy, nie może nas pani wyrzucić.
- Taaak? Ale widzi pani, nie podam już państwu kawy, bo gdyby dała mi się pani wypowiedzieć 3 min temu, to by pani wiedziała, że właśnie 3 min temu mieli państwo okazję złożyć ostatnie zamówienie.

Poburczeli pod nosem, po czym pytają oburzeni:

- Zwariowała pani? Dlaczego pani nam dolicza wodę z kranu? Woda jest za darmo

- Niestety, u nas nie jest.

- Ale pani nie ma prawa żądać za to pieniędzy

- ...

- My jesteśmy studentami i się na tym znamy, nie zapłacimy za to!

- Tak? A ja jestem kelnerką i akurat na tym, co nam wolno w lokalu, a czego nie, znam się lepiej niż państwo. Bez urazy.

- Dobrze, to poprosimy fakturę, bo będziemy to konsultować z prawnikiem! To jest naciągactwo.


Podałam fakturę, zapłacili rachunek. O 17 proszę ich o opuszczenie lokalu, gdyż zamykamy. A oni są k..wa zdziwieni.

- Co? Zamykacie? O tej godzinie? Ale my jesteśmy studentami, gdzie my mamy iść z notatkami? Tu już zapłaciliśmy za kawę I WODĘ!

No nie wiem, dokąd macie iść. Może do biblioteki? Parku? Domu? Gdziekolwiek byle nie tu?

Na odchodne pomarudzili jeszcze, że mogłam im na początku (o 14) powiedzieć, że zamykam o 17, to by nie inwestowali tu w kawę.

gastronomia

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 209 (235)

#79648

(PW) ·
| Do ulubionych
Restauracja, w której pracuję, jest w tym tygodniu zamknięta. Ponieważ sierpień to dla nas dość martwy sezon, z szefem umówiliśmy się już dawno na urlop w jednym terminie i zamknięcie na tydzień. Stałych gości informowaliśmy od kilku tygodni osobiście, info widnieje też na stronie internetowej, jest nagrana informacja na automatycznej sekretarce i kartka wywieszona na drzwiach lokalu. Na stronie lokalu jest też podany numer komórkowy do szefa.

Dzisiaj rozmawiałam z nim przez telefon, żeby obgadać coś tam na przyszły tydzień. Przy okazji opowiedział, jakie telefony otrzymał od poniedziałku.

1.
- Dzień dobry, może pan otworzyć?
- Słucham?
- Stoję pod drzwiami do lokalu
- W tym tygodniu mamy zamknięte, nie widział pan informacji na drzwiach?
- Widziałem, ale ja jestem stałym gościem, to chyba mogę coś zjeść, nie?

No nie.

2.
- Halo, chcę zarezerwować stolik na 6 osób na jutro na 12.00.
- Niestety, w tym tygodniu mamy zamknięte.
- No, ale jak przyjedziemy tak dużą grupą, to chyba otworzycie?

3.
- Halo, chcę zamówić jedzenie na wynos, ale pod numerem lokalu nikt nie odbiera.

- Lokal jest niestety w tym tygodniu zamknięty.
- ...
- Halo?
- Ale pan przyjmie ode mnie zamówienie, tak?

Jedź tu, człowieku, na wakacje.

gastronomia

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (181)

#79061

(PW) ·
| Do ulubionych
Znacie ten typ człowieka, który budzi się rano i obmyśla plan wk...rwienia świata?

Jestem kelnerką. Dzień jak co dzień, godziny szczytu, ledwo się zwalnia stolik, a już siadają przy nim nowi goście. Przychodzi elegancko ubrany facet z telefonem przy uchu, siada, podaję kartę. Uprzejmie czekam, aż skończy rozmowę, aby przyjąć zamówienie. Ładny moment to trwa, przychodzą nowi goście, zaczyna brakować miejsc. Od momentu zajęcia przez faceta stolika minęło już jakieś 5 minut, więc pytam go nieco ściszonym tonem, czy chce coś zamówić. Facet niechętnie oderwał się od rozmowy, popatrzył na mnie poirytowany, od niechcenia rzucił okiem na menu i rzucił tonem władcy świata:

- Zaraz!
Wracam po chwili, pan już mocno zdenerwowany zwraca się do mnie:
- No, czego jeszcze?
- Co panu podać?
- Idź sobie, nic nie chcę.
- Proszę w takim razie zwolnić stolik.
- Bo co?
- Bo to nie poczekalnia na dworcu, tylko restauracja.
- Jaja sobie robisz? Ja jestem klientem, ja nic nie chcę to ty masz to szanować!
- Nie jest pan klientem, bo nic pan nie zamawia. Skoro pana nie stać na zamówienie czegoś to proszę wyjść.

Tak, wiem. Uwaga o stanie majątkowym pewnie była niegrzeczna i niepotrzebna, ale cóż, jestem tylko człowiekiem, czasem reaguję nierozważnie. Docinek bardzo pana zabolał i chyba uderzył w ambicję, gdyż wydarł się:
- Nie stać mnie?! Nie stać mnie?! Mnie, k...rwa, stać na wszystko, a nie zamawiam, bo w takim gównianym lokalu nie będę pieniędzy wydawał.
- Proszę wyjść.
- Bo co?
- Bo na pewno pan jakiegoś syfa złapie od siedzenia na krześle w gównianym lokalu.
- Idiotka.
- Żegnam
- Opowiem wszystkim moim znajomym, jakimi jesteście wieśniakami, nikt z nich do was nie przyjdzie.
- To świetnie, dziękuję.
- Sp...rdalaj

Dzień jak co dzień.

gastronomia

Skomentuj (48) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 227 (267)

#78726

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój znajomy jest w trakcie rozwodu z żoną.
Sprawa skomplikowana, w grę wchodzi małe dziecko i wspólna firma.

Miałam nieprzyjemność spotkać jego wkrótce byłą żonę, śmiało stwierdzam, że to osoba z zaburzeniami psychicznymi, agresywna, chorobliwie zazdrosna, posuwająca się do rzeczy typu nachodzenie byłych pracownic wspólnej firmy w pracy i wmawianie ich nowym szefom, że to dz...wki, które uwiodły jej męża i rozbiły małżeństwo.

Celowo piszę „pracownic”, bo uważała, że jej mąż miał romans z każdą jedną. Romansów, rzecz jasna, nie było, ale żona próbuje przed sądem udowodnić, że jej mąż to k...rwiarz, dowodów szuka między innymi na portalach społecznościowych.

On swoje konta pokasował, to zaczęła śledzić konta wszystkich jego znajomych, nawet ludzi, którzy widują go raz na ruski rok.

W weekend znajoma zaprosiła na grilla. Znajomy trochę poopowiadał, jak tam sprawa rozwodowa, że walczy o firmę i dziecko, a żona szuka na niego wszędzie haków i jakichkolwiek dowodów na udowodnienie, że mąż to dziwkarz.

Smutna sprawa, nie?

Znajomy uprzedził też, że wariatka śledzi konta jego znajomych na fb i innych tego typu portalach, więc radzi poblokować, jeżeli ktoś nie chce, aby jego żonka codziennie przeglądała nasze profile i tworzyła sobie na ich podstawie teorie spiskowe w głowie.

Jedna z koleżanek uznała za świetny dowcip zrobienie znajomemu zdjęcia w gronie damskiej części imprezy i wrzucenie na tego na fejsa z podpisem "Dziwki i ich alfons XX (tu imię znajomego)!"

Głupota czy sabotaż?

znajomi

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 265 (287)

#78826

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam znajomą, która w naszym kręgu towarzyskim zawsze uchodziła za osobę oszczędną - zarabiała nieźle, ale była mocno zdyscyplinowana jeśli chodzi wydawanie pieniędzy. I fajnie, ja tam nawet podziwiam ludzi, którzy nie wydają kasy na bzdury i potrafią sobie pewnych rzeczy odmówić. U znajomej ta oszczędność ewoluowała w nienormalną chytrość, a potem w bezczelne sępienie, żydzenie i próby dosłownego okradania znajomych.

Ja osobiście ograniczyłam z nią kontakt, gdy próbowała wysępić ode mnie prawie nową lodówkę za darmo, tylko dlatego, że powiedziałam, że w nowym mieszkaniu mamy już lodówkę, którą zostawił nam poprzedni lokator za darmo.

Jakiś czas później ktoś tam z kręgu znajomych robił urodziny. Wiadomo, w takim wypadkach raczej zrzuca się w kilka osób na jeden, porządny prezent. X, wspomniana znajoma, twierdziła, że widziała super prezent, coś tam z elektroniki i może nawet kupić jak się zrzucimy wszyscy. Prośby o wysłanie jakichś informacji, o jaki sprzęt w ogóle chodzi, olewała, w końcu na odczepkę napisała, że chodzi o blender. No nie da się ukryć - solenizantka kilka razy wspominała, że przydałby się w kuchni, ale środków na lepszej klasy sprzęt brak. No dobra, to zrzucamy się w sumie w 5 razem z X, kasę dostała, miała pojechać i kupić.

Możecie wyobrazić sobie ten wstyd, gdy na imprezie solenizantka nie dostała od nas żadnego prezentu, bo X przez dwa tygodnie nie znalazła czasu, aby podjechać do sklepu nie dla idiotów? Kazałam jej oddać kasę i powiedziałam, że sama kupię, a co mi tam. Ale nie, X nie ma przy sobie, poza tym zaraz w poniedziałek pojedzie, kupi i dostarczy solenizantce.

Mijają kolejne dni, X milczy, koleżanka obchodząca urodziny nadal nic nie dostała. W końcu chwali się, że X przywiozła prezent, wysyła zdjęcia, aby się pochwalić. Szlag mnie trafił, bo zamiast luksusowego sprzętu na jaki się składaliśmy otrzymałam zdjęcie taniego blendera z supermarketu. Piszę do X, aby oddała resztę kasy, bo ten szmelc nawet 30% sumy, na jaką się składaliśmy nie kosztował. X najpierw wmawiała, że mi się coś pomyliło, potem bezczelnie stwierdziła, że ja jej nie udowodnię, że wydała mniej niż od nas wzięła, więc mogę się bujać. O ty małpo, dla mnie już nie istniejesz. Reszta znajomych jednak naciskała i końcem końców X, aby nie spalić wszystkich mostów, oddała kasę. Sądzę, że nie wszystko, ale ok, mało ważne. Ja tej osoby do kręgu moich znajomych już nie zaliczam.

Wielu znajomych przekonywało, że X może się pomyliła, że nie powinnam być taka cięta na nią, ale nie dałam się przekonać i kiedyś nawet powiedziałam w towarzystwie, że przez tą swoją chytrość wywinie taki numer, że straci wszystkich znajomych.

No cóż...

Ostatnio koleżanki umówiły się z X na kolację w restauracji, piją, jedzą, X wyjątkowo nie szczędzi sobie, i przystawkę wzięła i kolorowe drineczki i luksusowy deser. Pod koniec wieczoru kelner przyniósł rachunek, każda policzyła po łepkach ile ma do zapłacenia, jedna z nich miała tylko banknot 100 euro przy sobie (sama miała jakieś 30 euro do zapłaty), więc zaproponowała, że zapłaci, a dziewczyny oddadzą, ile tam każda miała do zapłaty. Dwie koleżanki oddały z górką, aby było na napiwek, X wygrzebała 3 euro z kieszeni i mówi, że resztę odda później, bo nie chce jej się portfela szukać. Y, koleżanka, która zapłaciła jeszcze kilkakrotnie prosiła o zwrot pieniędzy, jeszcze przy stole, przy wyjściu, w drodze na przystanek. X marudziła tylko:

- No zaraz, chwila, coś ty taka małostkowa...

Podjechało metro. Dziewczyny wsiadają, idą zająć miejsca, a X... wyskakuje w ostatniej chwili w pociągu!

Dziewczyny dzwonią, pytają, X, no co ty, czemu uciekłaś? Odpowiedzi brak. Dopiero po kilku dniach X napisała do jednej z koleżanek:

- Wysiadłam, bo już mnie Y wk...rwiała tym marudzeniem o kasę, wiadomo, że dobrze zarabia, nie mogła sobie tych głupich 40 Euro odpuścić??

A nie mówiłam...?

ludzie

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 268 (280)

#78746

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupuję okazjonalnie jakieś pierdółki na eBayu. Ostatnio kupiłam jakąś kieckę, chciałam odebrać osobiście, bo moje miasto, ale okazało się, że jednak trochę daleko, więc zapłaciłam za przesyłkę. Czekam, czekam i kij, nie ma. Napisałam do sprzedawcy z pytaniem, kiedy mam spodziewać się przesyłkę, nie żeby mi szczególnie na czasie zależało, ale jednak fajnie dostać towar w terminie. To było w poniedziałek. Pani zapewniła, że już wysyła, jakieś problemy rodzinne miała i zapomniała. Spoko, wszyscy jesteśmy ludźmi...

Wczoraj rano śpię sobie snem sprawiedliwego wykorzystując wolny, z racji święta, dzień. W półśnie jeszcze słyszę dość napastliwie pukanie do drzwi. Podejrzewam grasujących w okolicy Jehowów, więc ignoruję. Po chwili pukanie zmienia się w walenie pięścią lub kopanie w drzwi. Narzeczony zerwał się i z impetem i zapewne chęcią przywalenia w zęby intruzowi otwiera drzwi. Tam jakiś facecik jak tylko go zobaczył rzucił po drzwi jakiś pakunek i uciekł. Na pakunku jest moje nazwisko i adres, ale brak jakiegokolwiek stempla pocztowego czy znaczka.

Otwieram - oczekiwana sukienka. Smaruję maila do sprzedawcy, co to miała być za akcja, czemu sukienkę dostarcza mi w dzień świąteczny jakiś natarczywy wariat, a nie poczta. Pani robiła ze mnie idiotkę wmawiając, że był to zapewne listonosz. No pewnie, nie drążyłam, ale wystawiłam neutrala, sukienka ładna, ale akcja z dostawą jakaś chora. Pani po przeczytaniu komentarza obruszyła się bardzo i napisała mi:

"Bezczelność! Mój mąż przywiózł pani paczkę, żeby nie musiała pani czekać, a pani nie dość, że nie otwiera drzwi, to wystawia mi pani taki komentarz? Niech pani uważa, żeby mój mąż jeszcze raz pani nie odwiedził!"

A pani mąż niech uważa, żeby znowu nie trafił na narzeczonego w drzwiach...

sklepy_internetowe

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (184)

#78609

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio dodałam historię o koledze, który został zwolniony z pracy, po tym jak szef nakrył go na ciężkim obijaniu się w godzinach pracy. Pojawiły się m.in. pytania jakim cudem pracował, aż dwa miesiące, skoro był takim śmierdzącym i bezczelnym leniem.

Otóż X, wspomniany kolega, na początku zrobił na całym zespole bardzo dobre wrażenie. Pierwszy dzień - bajka, kolejne - praca na medal. Po dwóch tygodniach - standard, ani super ani źle. Dopiero po miesiącu zaczęła wychodzić jego prawdziwa natura.

X wymigiwał się od swoich obowiązków z większą gracją, niż Kwaśniewska je bezę. To nie było tak, że siadał na bezczela na tyłku i nic go nie interesowało. Przykładowo. X kończył pracę o 15. O 14:30 proszę go o pomoc w polerowaniu sztućców.

- Dobrze, dobrze, digi, już za sekundę, tylko szybko do dziewczyny zadzwonię.

Wychodzi na dwór. Wraca po 25 minutach i opowiada łzawą historyjkę, jak to dziewczynę spotkała przykrość w pracy i musiał ją wesprzeć. Przeprasza, zapewnia, że chętnie zostałby dłużej i mi jeszcze pomógł, ale akurat ma termin u lekarza.

Albo...

Proszę X o wyniesienie śmieci. Krzywi się. Przeprasza, ale coś mu strzyknęło w plecach wczoraj i nie bardzo może dźwigać.

Proszę o X o napełnienie lodówek z napojami na następny dzień, sama idę sprzątać zaplecze. Wracam, X łazi w tę i z powrotem. Pytam, czy zrobił, to o co prosiłam. No jasne, zrobił i jeśli wolno, to on wyjdzie na papierosa. Poszedł. Otwieram lodówki - tak samo puste jak pół godziny wcześniej.

Mamy magazyn oddalony od samego lokalu o ok.30m. Proszę o X o przyniesienie dość ciężkiej roli papieru do sprzątania. Rola swoje waży - na moje wyczucie ok. 4kg, bo jest ogromna. X wraca po 30min i mówi, że szukał i szukał, ale chyba się skończyły. Później tego samego dnia sama poszłam do magazynu po coś innego. Pierwsze, co widzę po wejściu do magazynu - wielka rola wręcz gapiąca się na mnie.

Palenie papierosów. Spoko, też palę. Tylko ja w ciągu 9 godzin pracy wychodzę ok.3 razy na papierosa. X potrafił w ciągu 4 godzin wyjść 6-7 razy, za każdym razem na 10-15 minut.

Kolejna sprawa. Ohydne niechlujstwo. X wylał sok na podłogę. Przykrył serwetką i tak zostawił. X zbił talerz. Pozbierał co większe kawałki i tak zostawił. X robi smoothie. Cała zewnętrzna strona szklanki lepi się od niechlujnie nalanego napoju. X serwuje taką szklankę gościowi. X przynosi brudne naczynia na bar/do kuchni. Wrzuca naczynia razem z resztkami jedzenia/serwetkami do zlewu z wodą.

Po trzecie X albo nie rozumiał, co się do niego mówi albo ciężką przypalał zielsko i nie był w stanie zapamiętać czegoś na dłużej niż minutę. Mówię, że mleko sojowe stoi w tej i w tej lodówce. Za 10 min X odmawia klientce podania mleka sojowego do kawy, bo nie ma. Jest? No jak? On szukał i nie znalazł. Gość zamawia jakiś makaron, prosi bez sera. Wychodzi z kuchni z serem. Ups, X zapomniał dopisać do zamówienia dla kuchni. Proszę X o przyniesienie marchewki z kuchni. W momencie, gdy w lokalu jest jeden gość. X wraca po 10 minutach bez marchewki. Pytam, gdzie ta marchew. X:
- Aaaaa, to po to tam poszedłem.

Z prywatnych rozmów z X wywnioskowałam jedno. Koleś nie ogarniał dorosłego życia. Typ człowieka, który potknie się o własne nogi i zwyzywa podłogę, że jest zbyt płaska. X mieszkał z dziewczyną. Właściciel mieszkania zabronił im palenia w domu, co oczywiście robili. Gdy właściciel to wyczuł, zagroził im wywaleniem z mieszkania. Zaczęli wychodzić przed klatkę na dymka. Raz wyszli w środku nocy i zapomnieli kluczy (większości mieszkań w Niemczech nie da się otworzyć z zewnątrz bez klucza). Wydzwaniali do właściciela, który nie odebrał. Zapłacili ślusarzowi za otwarcie drzwi i nowy zamek 500 Euro. X następnego dnia robił wyrzuty właścicielowi, że to jego wina, bo nie odebrał telefonu.

X zepsuło się coś w mieszkaniu. Właściciel zamówił fachowców, którzy mieli przyjść między 13 a 17. X potwierdza, że termin pasuje. O 14 (w pracy) odbiera telefon od fachowców, którzy czekają pod drzwiami. X oburza się, że on przecież kiedyś mówił właścicielowi mieszkania, że pracuje do 15, więc, co oni tak robią o 14? Opowiada mi to oburzony. Pytam:

- X, ale powiedziałeś mu to jak umawiał termin z fachowcami?
- No nie, ale kiedyś mu mówiłem, że pracuję do 15!

Nocy by mi nie starczyło, żeby opisać wszystkie numery, jakie X u nas wywinął. Nie wiem, co o nim myśleć. Idiota? Kosmita? Czy spryciarz udający debila?

gastronomia

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (135)