Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

digi51

Zamieszcza historie od: 22 września 2010 - 8:54
Ostatnio: 19 sierpnia 2018 - 12:49
  • Historii na głównej: 199 z 222
  • Punktów za historie: 136364
  • Komentarzy: 2848
  • Punktów za komentarze: 18338
 

#81669

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem, co kobieta miała w głowie, ale mózgiem bym tego nie nazwał.

Wpakowała mi się dzisiaj na czerwonym jakaś babka pod koła samochodu. Na przejściu dla pieszych. Jej szczęście, że ruszałem z miejsca, a nie leciałem przez skrzyżowanie z 70, bo najprawdopodobniej by ją skrobali z asfaltu. Szturchnąłem ją lekko prawym narożnikiem.

Oczywiście larum, bo pieszego potrącono na przejściu. Drze się na cały regulator, robi się zbiegowisko. Ja zjechałem na bok, pytam, czy nic jej nie jest. Wspomniałem przy okazji, że sama mi pod koła wlazła. Po krótkiej utarczce słownej doszedłem do wniosku, że trafiłem na przypadek tzw. "świętej krowy", która uważa, że jak już zrobi krok na przejściu, to jest to niczym przeprawa Mojżesza przez Morze Czerwone. Droga się rozstępuje, nic jej nie grozi, samochody magicznie znikają. No, niestety, tak to nie działa.

Chciałem się z kobietą po ludzku dogadać. Ale jak zaczęła się wydzierać i mnie obrażać, to stwierdziłem, że tak się bawić nie będziemy. Zadzwoniłem po policję.

Po 10 minutach przyjechali. Najpierw poproszono o przedstawienie jej wersji. Oczywiście padło stwierdzenie "miałam zielone, a pan na mnie najechał". Na dokładnie tą samą prośbę, odparłem, że mogę przedstawić nie tylko "swoją wersję", ale również rzeczywisty przebieg zdarzenia, z racji, że przy lusterku mam wideo rejestrator.

Policjanci obejrzeli nagranie, doszli do oczywistych wniosków i wystawili babce 5 stów mandatu. Byłoby mniej, tylko się awanturowała z mundurowymi.

Zabawne było jej tłumaczenie się. Stwierdziła, że skoro szła pewnym krokiem w stronę przejścia, to oczywistym jest, że będzie chciała przejść na drugą stronę. Więc obowiązkiem kierujących jest jej to umożliwić, czyli zatrzymać się przed przejściem. Niezależnie od tego, ile jadą.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (170)

#78726

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój znajomy jest w trakcie rozwodu z żoną.
Sprawa skomplikowana, w grę wchodzi małe dziecko i wspólna firma.

Miałam nieprzyjemność spotkać jego wkrótce byłą żonę, śmiało stwierdzam, że to osoba z zaburzeniami psychicznymi, agresywna, chorobliwie zazdrosna, posuwająca się do rzeczy typu nachodzenie byłych pracownic wspólnej firmy w pracy i wmawianie ich nowym szefom, że to dz...wki, które uwiodły jej męża i rozbiły małżeństwo.

Celowo piszę „pracownic”, bo uważała, że jej mąż miał romans z każdą jedną. Romansów, rzecz jasna, nie było, ale żona próbuje przed sądem udowodnić, że jej mąż to k...rwiarz, dowodów szuka między innymi na portalach społecznościowych.

On swoje konta pokasował, to zaczęła śledzić konta wszystkich jego znajomych, nawet ludzi, którzy widują go raz na ruski rok.

W weekend znajoma zaprosiła na grilla. Znajomy trochę poopowiadał, jak tam sprawa rozwodowa, że walczy o firmę i dziecko, a żona szuka na niego wszędzie haków i jakichkolwiek dowodów na udowodnienie, że mąż to dziwkarz.

Smutna sprawa, nie?

Znajomy uprzedził też, że wariatka śledzi konta jego znajomych na fb i innych tego typu portalach, więc radzi poblokować, jeżeli ktoś nie chce, aby jego żonka codziennie przeglądała nasze profile i tworzyła sobie na ich podstawie teorie spiskowe w głowie.

Jedna z koleżanek uznała za świetny dowcip zrobienie znajomemu zdjęcia w gronie damskiej części imprezy i wrzucenie na tego na fejsa z podpisem "Dziwki i ich alfons XX (tu imię znajomego)!"

Głupota czy sabotaż?

znajomi

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 267 (291)

#78381

Konto usunięte ·
| Do ulubionych
Dzisiaj z treningów.

Z racji tego, że walczyć wręcz lubię tak samo jak strzelać z łuku, czasami chodzę na treningi sympatyków* z moim znajomym, który jest ich trenerem. Głównie pilnuję bezpieczeństwa, ale raz czy dwa zdarza mi się strzelać lekkimi łukami.

Treningi prowadzimy na boisku szkolnym. Dostaliśmy zgodę od dyrektora pod warunkiem, że będą odbywać się tylko w soboty i zadbamy o bezpieczeństwo. Jak z terminami nie ma problemów to z bezpieczeństwem co innego, nieważne jak zabezpieczysz, ktoś i tak zrobi głupotę. No, po tym wstępie opiszę parę wydarzeń.

I.
Często mamy widzów. Ot, dzieciak ewentualnie tata (jeśli przyszły matki to tylko za namową dziatwy) zobaczy jak strzelamy i przyjdzie popatrzeć. Nie przeszkadza nam to, dopóki goście nie przekroczą taśmy, która jest obwiązana dookoła pola. Zazwyczaj rodzic pilnuję dziecka lub zapyta czy można podejść bliżej.

Nic jednak nie przebije Ojca Roku. Przyszedł z dzieckiem 3 może 4 letnim, stoi w oddaleniu od taśmy, więc nam nie przeszkadza. Robimy przerwę, Ojciec podchodzi z dzieckiem i zadaje klasyczne pytania co robimy, dlaczego, czy fajne itp. Znajomy nagle patrzy - dzieciaka nie ma. Odwracamy się w stronę słomianki nabitej strzałami, a tam dzieciak siedzi z tyłu i ciągnie za podpory. Słomianka się chwieje, dzieciak szarpie mocniej. Znajomy krótki sprint, ciągnie słomiankę do siebie i bierze dzieciaka. Ojciec nie widzi nic złego, "Michałek chciał się tylko pobawić". Szkoda, że ta zabawa mogła w najlepszym wypadku kosztować oko.

II.
Czasem ktoś z młodych przyprowadza kolegę, bo on ciekawy, chciał spróbować lub on umie. Na początku zapoznajemy takich z BHP, poprawnym naciągiem i dajemy łuki do wybrania.

Raz przyszedł delikwent. Z łuku "szczylo" jak to ujął, na turniejach był. Ok, BHP pokazane, naciąg sam umie, łuk wybrał 18** i dajesz. Poszła 1 seria, 2 i widzimy, że D coś umie. Znajomy ucieszony, może kolejny łucznik do drużyny, bo tych jak na lekarstwo u nas. Robimy przerwę, idę wyjmować strzały, parę na ziemi to się schyliłem. I nagle świst. Wstałem, spojrzałem na słomiankę i widzę, że na wysokości kręgosłupa wbita strzała. Słabo przed oczami, odwracam się, a Znajomy biegnie bordowy do delikwenta, który naciąga kolejną strzałę. Został wywalony na kopach z wilczym biletem, młodzi jak kogoś przyprowadzą to robimy test.

III.
Mój faworyt jeśli chodzi o głupotę. Nie było to u sympatyków. Przyszedłem pewnego razu, widzę nową twarz, pytam kolegi kogo przyniosło. "Odzysk***, sprawdzamy czy się nadaje". Dobra, przyglądam się mu uważnie, bo z odzysku zawsze coś odwalą. Nie minęła godzina, stoi odzysk z łukiem, strzałą i mówi - Gramy w odważnego! I posyła strzałę w górę. Powiem tak, debil ma szczęście, że stał pod drzewem i wbił strzałę w gałąź. Czasami jesteśmy wyrozumiali dla tych co zagrażają sobie i po rekonwalescencji wracają, ale taki idiota nie ma prawa dotykać nawet noża do masła. Po spacyfikowaniu poinformowaliśmy policję, ona go zabrała, daliśmy zeznania i więcej go nie widzieliśmy.

A teraz gwoli wyjaśnienia:
* - Sympatykami nazywamy ludzi przed 18 rokiem, którzy są zainteresowani dołączeniem do drużyny lub po prostu strzelaniem.

** - Siła naciągu łuku. Sympatycy mają maksymalnie 15, chyba że ktoś dobrze ogarnia, to wtedy dostaje maks 20.

*** - Z odzysku czyli wywalony z innej drużyny nam podobnej. Z odzysku mamy kilku bardzo dobrze rokujących ludzi wywalonych za jednorazowe błędy.

Szkoła Trening

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (171)

#45404

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój tegoroczny Sylwester przebiegł "płynnie", bez żadnych rozrób, towarzystwo kulturalne i miłujące się. Zupełnie inaczej niż poprzedni...

Rok temu Sylwestra organizował kumpel, który uwielbia otaczać się dużą ilością "przyjaciół", stawiając czasem na ilość, nie na jakość. Po zeszłorocznym Sylwestrze zapraszanie do domu osób, które trzy razy w życiu na oczy widział, wyszło mu bokiem. Niektóre hity imprezy:

1. Parę osób zgłosiło się do spania na miejscu. Wiadomo, że impreza może się różnie potoczyć, ale jednak grzecznie jest przynajmniej zapytać o możliwość noclegu. Jakoś ok. 22 jeden z gości, Artur, rzucił coś, że ktoś po niego rano przyjdzie. Gospodarz:
- Spoko, ale jak chcesz to spać to tylko podłoga, bo wszystkie łóżka są już zarezerwowane
- Cooo? A kto tu śpi?
Gospodarz wymienił parę osób, na co Artur stwierdził oburzony:
- Daj spokój, co za ludzie, oni mają parę kroków do domu, ja mieszkam najdalej, powinieneś trzymać dla mnie łóżko! Powiedz komuś z nich, że nie ma spania!
Gospodarz odmówił, a co zrobił Artur? Zaczął przekazywać osobom śpiącym na miejscu rzekomą informację od gospodarza, że "jednak nie ma spania".

2. Pewien awanturnik jeszcze przed północą schlał się jak świnia i szukał zaczepki. Wyzywał wszystkich, rzucał z łapami, został z imprezy wywalony. Na odchodne porysował jednemu z kumpli dosyć dotkliwie auto.

3. Panienka przyszła na imprezę ze swoim chłopakiem. Nie przeszkadzało jej to w podrywaniu każdego osobnika płci męskiej, który tylko pojawił się w zasięgu jej wzroku. Gdy chłopak przyłapał ją na miziankach z jednym gości, zaczęła się drzeć, że biedny, nieświadomy niczego koleś ją molestuje. Niedoszły lowelas zarobił w gębę, a panienka chodziła po całej imprezie dumna jak paw, że chłopcy się o nią pobili. Na uwagę jednej z koleżanek, że zachowuje się jak zwykła szmata, dając się macać każdemu facetowi, stwierdziła:
- Co ja poradzę, że jestem taka ładna, że każdy na mnie leci.

4. Nachlany gość siedzi przy stole. Pokrzywił się trochę, rozejrzał w lewo i w prawo czy nikt nie patrzy, po czym narzygał do sałatki. Następnie wstał od stołu i poszedł sobie nalać drinka.

5. Jakoś po północy przyszedł sąsiad. Pijany w trzy d*py, ale co tam, Sylwester jest to normalne. Włączyła mu się miłość i próbuje swoich sił u każdej panienki na imprezie. Polegało to podbijaniu do wybranej niewiasty i łapaniu ją za biust/tyłek. Jedna z koleżanek kazała mu spieprzać, na co sąsiad stwierdził oburzony:
- Pfff, taka gruba i jeszcze wybrzydza...

6. Ok. 5 gospodarz stwierdził, że czas kończyć imprezę, zajął się wypraszaniem gości. My z koleżanką wzięłyśmy się za sprzątanie. Do kuchni wpada nachlany koleś z butelką w ręce i przygląda nam się z głupim uśmieszkiem. Mówię do gościa, już lekko podk*rwiona:

- Może byś pomógł?
- Eeeee, ja nie z plebsu, żeby sprzątać.
- To chociaż stąd spadaj i nie przeszkadzaj.

Uśmiechnął się promiennie i wylał zawartość butelki na podłogę z tekstem: "Żeby wam się nie nudziło, d*peczki".

7. Cudownym zwieńczeniem imprezy był pan taksówkarz, który przyjechał po mnie i dwójkę znajomych. Wsiadamy, wionie alkoholem. Kolega pyta taksiarza:
- Panie, pan jest trzeźwy?
- Eee, chłopaku, Sylwester dzisiaj, nikt nie jest trzeźwy.

Wysiedliśmy, dzwonimy do korporacji taksówkarskiej poinformować, że koleś jest nietrzeźwy i żeby przysłali następną taksówkę:

- Państwo są niepoważni! Kierowca mi przed chwilą zgłosił, że zrezygnowaliście z kursu, nikogo nie wyślę, bo sobie jakieś jaja robicie! Wesoło wam, gówniarze?

Sylwester

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 841 (975)

#40765

(PW) ·
| Do ulubionych
Pod koniec września byłam na urlopie.

Przyzwyczaiłam się już, że za każdym razem, gdy wyjeżdżam na urlop, po powrocie zastaję w skrzynce mailowej tonę wiadomości typu "Gdzie jest k*rwa mój towar?!", bo X % Allegrowiczów ignoruje wiadomość o urlopie widniejącą na górze każdej aukcji.

W tym roku pewna Allegrowiczka pobiła jednak wszelkie rekordy. Po powrocie przejrzałam korespondencję mailową. Znalazłam ok. 15 maili od jednej allegrowczki. Maile mniej więcej tej treści:

"Witam, chciałam się umówić na odbiór wylicytowanego towaru"
"Po raz kolejny proszę o info, gdzie i kiedy mogę odebrać towar."
"Będzie pani w końcu łaskawa odpisać?!"
"Tracę cierpliwość, to już mój kolejny mail, na który pani nie odpisuje!"
"Pani jest po prostu bezczelna, tydzień już nie mam żadnego kontaktu z panią!"
I jeszcze kilka z tym tonie, po czym:
"Pani ma nasr*ne w głowie, ale co się dziwić, po takich rodzicach?! Zgłaszam sprawę Allegro!"

Mama moja opowiedziała mi o pewnym zajściu, które miało miejsce w trakcie mojego wyjazdu.
Godziny popołudniowe, domofon dzwoni, pani mówi, że po towar z Allegro. Mama wpuściła ją na górę, by nie rozmawiać przez domofon. Gdy pani weszła na górę, mama wytłumaczyła grzecznie, że osoba odpowiedzialna za Allegro jest na urlopie, więc niestety towar nie zostanie wydany. Pani bardzo się oburzyła:

- Ale jak to, ja od tygodnia piszę maile, usiłuję się dodzwonić, umówić na odbiór, a ze strony tej pani totalna olewka! No jak to tak!
- Ale tłumaczę, że córka jest na urlopie, na pewno nie sprawdza poczty i nie odbiera telefonu.
- No ale to nie mogła pani przekazać informacji, że ja chcę towar odebrać?
- Ale przecież usiłuję pani wyjaśnić...
- Ale co mi tu pani będzie wyjaśniać, to jest żenada jakaś! Urlop czy nie urlop, ja mam mieć możliwość odbioru towaru!
- A jak sklep jest zamknięty z powodu urlopu to też pani uważa, że może w nim kupować?
- A co pani tu porównuje w ogóle, ja przyszłam po towar i chcę go odebrać! Pół miasta przejechałam!
- Przykro mi, nie pomogę pani, proszę skontaktować się z córką po 30 września!
- Nie! Ja chcę odebrać towar! - i uwaga! Zaczyna się wpychać do mieszkania.
Mama w krzyk, przyleciał ojciec, zaalarmowany odgłosami awantury. Oboje z mamą usiłowali kobiecisko uspokoić i wyprosić z mieszkania, ta jednak w kółko powtarzała: "Ja z pustymi rękami nie odejdę!". Mama pozornie już spokojna, poprosiła kobietę o chwilę cierpliwości. Poszła do kuchni, spakowała reklamówkę jedzenia, typu ryż, makaron, kiełbasa, chleb. Wręczyła reklamówkę kobiecie i pyta:

- Proszę! Teraz jest pani zadowolona? Nie odejdzie pani przecież pustymi rękami!
- Bezczelna! Nienormalna! Totalny syf! Co za chamstwo! - pani w końcu opuściła nasze skromne progi.

Napisałam do nerwuski maila z wyjaśnieniem, że byłam na urlopie, że informacja była na aukcji, przepraszam za brak kontaktu, jednocześnie wyrażając swoją dezaprobatę wobec zachowania allegrowiczki. Poinformowałam, że towar jest ciągle dostępny i czeka na odbiór.

Odpowiedź:

"Pani chyba żartuje, ja do tej patologii na pewno nie wrócę, MOŻE mi pani wysłać towar na swój koszt!"

Looool...

Allegro

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 757 (869)

#15942

(PW) ·
| Do ulubionych
Mały festyn dobroczynny organizowany przez moich znajomych. Do kupienia żarcie z grilla, domowe ciasta, piwko itd. Często na tego typu zabawach jedzenie można kupić za "co łaska". Wiadomo, trafi się taki, co za kawałek ciasta zapłaci 20zł, a inny rzuci 20gr. Znajomi, aby uniknąć takiej sytuacji z góry ustalili ceny za wszystko i taki cennik wywiesili przy stoisku z jedzeniem. Podbija brzuchaty pan z piwkiem i rzuca do kumpla, który stoisko obsługiwał:
- Karczek daj
Cena za taki przysmaczek - 7zł. Kolega podaje klientowi talerz, a ten mu rzuca 2zł i odchodzi. Kolega:
- Yyyy... proszę pana, ale karczek 7zł kosztuje.
Brzuchacz odwrócił się (już karczek w pysku) i mówi (z pełnymi ustami, a jakże):
- Jak? Przecież co łaska się daje
- No niezupełnie, tu jest cennik - kolega wskazuje na wywieszone obok "menu".
- Co wy? Powariowaliście? 7zł za taki kawałeczek?
- No, proszę pana, taką mamy cenę, przypominam, że to festyn dobroczynny...
- A w dupie z tym! Bierz pan to z powrotem! - odniósł talerz z mięsem (już na wpół zjedzonym) - i dobroczynnie nie każę ci tych 2zł oddać!
Oddalił się szybkim krokiem i zniknął w tłumie. Kolegę mało szlag na trafił, bo de facto stoisko było stratne 5zł. Na festynie jednak każdy znał się z każdym, w związku z czym w kilka minut po tym jak kolega opowiedział jednemu z klientów, co zaszło, przybiegł brzuchaty, rzucił koledze 10zł i mówi:
- Panie, masz pan i przestań mnie pan oczerniać!

festyn

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 694 (750)

1