Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

takajakas

Zamieszcza historie od: 1 sierpnia 2012 - 0:23
Ostatnio: 11 maja 2017 - 20:51
  • Historii na głównej: 9 z 24
  • Punktów za historie: 4804
  • Komentarzy: 30
  • Punktów za komentarze: 212
 

#78214

(PW) ·
| Do ulubionych
"Piekielna" byłam ja. Słowo honoru, niechcący. Ale mam nieodparte poczucie, że lepiej się złożyć nie mogło.
Miałam wykonywany zabieg na kolano. Początkowo miał się odbyć w tzw znieczuleniu podpajęczynówkowym. Czyli człowiek nie zasypia, ale traci czucie i możliwość ruchu od pasa w dół. Takie były plany, ponieważ jakimś cudem resztki czucia jednak zachowałam i ostatecznie podali mi narkozę.

Ok, po wybudzeniu sanitariuszki chciały przenieść mnie z wózka na łóżko, jedna z nich (bardzo niemiła) dziwiła się, że do takiego zabiegu mnie uśpili, ja odpowiedziałam, że trzeba było, bo czułam i trochę mogłam poruszać nogami.
Po takim oświadczeniu kobieta stwierdziła, że skoro tak, to mam się sama przesunąć na łóżko (dostawione blisko do wózka leżącego i zrównane poziomami, tylko ruch kilkadziesiąt cm w bok), bo ona ma chory kręgosłup i nie może dźwigać.

No dobrze. Spróbowałam poruszyć zdrową nogą, oderwać ją od prześcieradła, a tu ona ciężka jak z kamienia. Naprawdę wielki wysiłek musiałam włożyć, żeby ją unieść choć odrobinę i przesunąć w bok. Po czym okazało się, że jak już oderwałam, dalej poszło normalnie i noga całą siła, jak spuszczona ze smyczy wystrzeliła w górę, niemal kopiąc tę wredną panią w szczękę. Uchyliła się na ostatnią chwilę, ale momentalnie pomysł mojego samodzielnego przejścia na łóżko został zarzucony.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (Głosów: 171)

#76783

(PW) ·
| Do ulubionych
Chyba każdy z nas zna osobę, której wiecznie coś się nie podoba. Ja mam nieszczęście z taką pracować.

Dla niej nie ma pozytywnych tematów, jaka by nie była sytuacja, zawsze źle i nie tak. A jeśli na drugi dzień dzieje się tak, jak chciała wcześniej, to też niedobrze, bo powinno być jeszcze inaczej. Jeśli akurat nic do ponarzekania się nie dzieje, to zawsze można zacząć zrzędzenie na coś innego, najczęściej na politykę. I nie pomaga ani delikatne, ani dosadne informowanie, że na ten temat nie mam ochoty rozmawiać.

Wczoraj jednak Smerf Maruda przeszedł samego siebie. Przyszłam do pracy na popołudnie, nawiązałam ogólną rozmowę, jak tam dzień itd i się zaczęło. Że od samego rana było dużo, że porąbało tych ludzi, od świtu tak nacierać, gdyby było otwarte 24 też by przychodzili, dospać nie mogą, tylko do sklepu skoro świt jak za komuny...

Próbuję łagodzić, że wielu na pewno szło do pracy itd.
Niby przyznała rację, powiedziała dosłownie jedno zdanie w miarę neutralne, po czym nastąpiła zmiana kursu: A potem o dziesiątej się zwalili. Hrabięta, książęta się wyspały do południa, rano się wstać nie chciało, trzeba wygnić do południa...
Ehhh...

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (Głosów: 195)
zarchiwizowany

#74104

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mało piekielne, gdy się o tym czyta, ale przemnożone 20-30 razy dziennie potrafi utruć życie.
Upał. Żar leje się z nieba. Gorąco. Zdycham. Siedzę w pracy półżywa jako "pani z okienka", klimy/wentylatora brak. A tu co drugi klient: ależ dzisiaj gorąco, prawda?
Tak, prawda. Żyję na tym samym świecie co pan/i, w tych samych warunkach atmosferycznych, a wspominanie tematu co pięć minut bynajmniej nie poprawia sytuacji.
Ok, można zamienić słowo w tzw międzyczasie. Ok, pogoda jest najprostszym i najbardziej neutralnym tematem. Ale po jakiejś godzinie szlag człowieka trafia.

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -20 (Głosów: 32)
zarchiwizowany
Idę z córką (po 1 klasie podstawówki) ulicą, spotkałyśmy jej nauczycielkę. Dzień dobry - dzień dobry, każda poszła w swoją stronę. Zagadnęłam Elę (imię zmienione) o końcu roku, tej pani itd, luźna rozmowa, córka napomknęła, że nauczycielka jest niemiła. Pociągnęłam za język, co się okazało.
Wycieczka szkolna w maju. Było po deszczu, już obeschnięte, ale nie wszędzie. Zaprowadzili dzieciaki na rynek i pousadzali na ławeczkach. Takie plastikowe, "w całości", nie ażur z desek. Wychowawczyni podprowadziła do Eli jeszcze dwójkę dzieci i kazała jej przesunąć się dalej. Faktycznie, było jeszcze miejsce, ale widocznie lekko obniżone, bo utworzyło się tam jeziorko deszczówki. Ela odmówiła podając przyczynę, na co nauczycielka krzyknęła urażona: Więc wstań!
Dodam, że tamte dzieci nie były chore ani nic, a nawet jeśli, to sprawę należało załatwić w inny sposób.
Chyba ktoś tu ma szczęście, że są wakacje...

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (Głosów: 33)
zarchiwizowany

#70924

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pozmieniałam w historii kilka szczegółów nieistotnych dla ogólnego sensu, piszę również z czyjegoś konta - wolałabym nie zostać rozpoznana. Natomiast czy byłam piekielna - ocenę pozostawię Wam.
Krótko tytułem wstępu: ze względu na szpecącą chorobę od 5 do 16 roku życia byłam przedszkolnym/szkolnym kozłem ofiarnym. Przyjaciół zero, za to codzienne bicie, wyszydzanie, opluwanie i brak jakiejkolwiek reakcji nauczycieli, pomimo wielokrotnej interwencji moich rodziców. Nie piszę, żeby się wyżalić, ale żebyście zrozumieli, w czym rzecz.

Dzisiaj jestem zdrowa, może nie nazbyt piękna, ale przypominam człowieka;) Wykonuję też zawód, którego ludzie nieco się boją. Powiedzmy, że porównywalny do stomatologa. Kilka dni temu przyszedł do mnie klient, w którym rozpoznałam szczególnie gorliwego "wielbiciela" z przeszłości.
Normalna rozmowa, w pewnym momencie stwierdził "My się chyba znamy". Zbyłam go jakimś ogólnikiem w stylu "To możliwe".
Dalsza rozmowa, przejście do zasadniczego celu spotkania, facet z miną jakbym miała go zaraz zamordować wyznaje, że się boi i prosi o delikatność. Jeszcze zdzierżyłam, powiedziałam którąś z pokrzepiających "formułek", ale kiedy powiedział o strachu po raz drugi pękłam.
- Miałeś rację, my się znamy. (Ze względu na szkolne "koleżeństwo" przeszłam na "ty"). Pamiętasz taką a taką z gimnazjum?
- ...? (szok na twarzy)
- To jestem ja. Bać się nie musisz, krzywdy ci nie zrobię, ale wybacz, użalać się, ani trzymać za rączkę również nie będę.

Kiedy wychodził po pięciu minutach bąknął tylko "do widzenia" i poszedł jak zmyty. Standard obsługi klienta leżał w szufladzie i płakał rzewnymi łzami, ale ja dziwnym trafem nie żałuję ani jednego słowa.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 177 (Głosów: 253)
zarchiwizowany

#69653

(PW) ·
| było | Do ulubionych
W pracy stały, sympatyczny klient zamiast "dziękuję" powiedział żartem "niech Bozia w dzieciach wynagrodzi". Oczywiście w najlepszej intencji, nie mógł wiedzieć, że właśnie nieszczególnie znoszę rozpad związku, ale sprawa o mało nie zakończyła sie płaczem

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -20 (Głosów: 26)

#68893

(PW) ·
| Do ulubionych
Punkt sprzedaży biletów komunikacji miejskiej.

Regularnie przychodzi do mnie pani kupująca bilet miesięczny w cenie 18zł. Przy czym niezmiennie płaci banknotem 100zł. Zawsze z samego rana, kiedy mam problem z drobnymi; na pewno nie zostawię pieniędzy od dnia poprzedniego w pokoju, z którego korzystam nie tylko ja i mogą wyparować, ani nie będę nosiła ze sobą nie wiadomo jakich kwot. Kilka zł staram się mieć, ale nie ponad 80. Nie mówiąc już o tym, że jeśli nawet bym wydała, to zostaję goła i wesoła ze stówą w banku, pół dnia nie mam jak wydawać. Rozumiem taką sytuację raz, rozumiem drugi, rozumiem "Pani, nie mam drobniej, tak mi bankomat wydał". Ale babsztyl jest po prostu wredny. Złośliwy, bezczelny i głupkowato ironiczny. Ale poczekaj babo.

Zbierałam dwa miesiące drobne: 1 i 2 zł. Najbliższa wizyta owej pani, z szyderczym uśmieszkiem kładzie mi na ladzie tradycyjną stówę, a ja z firmowym uśmiechem sięgam do kasetki, wydaję dychę w papierku, coby nie było i po uprzejmej prośbie o chwilkę cierpliwości przynoszę z torebki moje pudełeczko ze złomem. Tak, babsztyl dostał 70zł bilonem.

Minął miesiąc, w piątek pojawiła się znowu. I co? - Czary - mary, pieniądze odliczone.

Skomentuj (63) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 578 (Głosów: 700)

#66976

(PW) ·
| Do ulubionych
Studiuję zaocznie. Jak to na studiach, istnieje możliwość otrzymania stypendium naukowego za osiągnięcie średniej powyżej pewnego poziomu.

Minął pierwszy rok, oceny wystawione, całkiem ładnie poszło, można składać wniosek. Aż tu nasza starościna przynosi z dziekanatu wiadomość, że owszem, od takiej średniej można się starać, ale to jeszcze nie wiadomo, czy się dostanie, bo ilość dofinansowań jest ograniczona i odbędzie się konkurs świadectw, łącznie ze studiów zaocznych i zwykłych. Opowiada zmartwiona, że na studiach dziennych są takie kujonki, piątki od góry do dołu, a stypendiów mało, w ogóle nie opłaca się składać wniosku, bo i tak nic z tego nie będzie.

No trudno, skoro starościna tak mówi, to nikt w ogóle nie biegał za dokumentami, tylko jedna dziewczyna, która w domu miała taką sytuację, że żądali od niej przynajmniej jakiegoś zaświadczenia, że próbowała. A ocen wcale nie miała jakichś specjalnych, tak na granicy.

I stał się cud, dostała stypendium. Kilka osób uruchomiło swoje kontakty na dziennych i co? Z tymi super ocenami to nieprawda. Męska rozmowa ze starościną, okazało się, że specjalnie rozpuściła taka plotkę, zniechęciła potencjalną konkurencję w konkursie, ponieważ również miała średnią na granicy i bała się, że się nie załapie.

studia

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 396 (Głosów: 508)

#65433

(PW) ·
| Do ulubionych
Czy ktoś potrafi mi powiedzieć, gdzie powinnam się z tym udać?

Mam chorą córkę. Bez wdawania się w szczegóły - musi przyjmować sterydy, które wiadomo jak wpływają na wygląd. Dla pięciolatki osiem kilo nadwagi jest naprawdę widoczne. Karolina chodzi do przedszkola muzycznego: więcej zajęć rytmiki, m. in. dzieci uczą się tańca i tańczą w strojach ludowych na uroczystościach miejskich.

Niedługo ma być pierwszy taki pokaz w tym roku i okazało się, że stroje jakimi dysponuje przedszkole są dla Karoliny za małe i nie będzie mogła wystąpić. Lubi tańczyć, starała się, ćwiczyła z innymi dziećmi i nagle ma być odsunięta. Zaproponowałam dyrektorce przedszkola uszycie stroju przez krawcową, ale nie zgodziła się podając kilka idiotycznych argumentów, m.in. że strój krakowski jest skomplikowany i krawcowa nie da rady uszyć identycznego, a dziewczynki mają wyglądać tak samo. Po prostu było widać, że nie chce dopuścić Karoliny do występów przez jej wygląd.

Co ja mam zrobić? Dyrektorka nie przyjmuje do siebie żadnych tłumaczeń, dziecko mi płacze, rozpacz w zielone kropki.

Skomentuj (104) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 423 (Głosów: 637)

#63809

(PW) ·
| Do ulubionych
Opowiedziane przez moja siostrę, zamieszczone za jej zgodą. Pracuje przy testowaniu nowego leku. Już po fazie badań wstępnych (nie moja tematyka, więc wybaczcie ew. nieścisłości), wszystko w porządku, teraz testy na ludziach - ochotnikach.

Podczas leczenia kilkakrotnie pobierane są wymazy ze zmian na skórze oraz krew do badań. Tym właśnie zajmuje się Ewka. Któregoś dnia idąc na oddział została poproszona przez koleżankę z sąsiedniego działu, który opracowuje przyniesione przez nią próbki o rozniesienie po szpitalu gotowych wyników. Zdarza się tak czasem i na ogół nie ma problemu, przecież i tak idzie w tamta stronę. Ale w międzyczasie siostrze coś się pokomplikowało z ciążą, zakaz dźwigania, a skrzynia z wynikami dość ciężka. Grzecznie odmówiła podając powód. Współpracownice pomarudziły, pomarudziły, ale poszły same.
I wszystko byłoby dobrze, tylko nagle zaczęły ginąć próbki pobrane przez Ewę.

Przykładowo: pan Kowalski miał mieć pobrane dwa wymazy, a jest tylko jeden, trzy strzykawki krwi, a są tylko dwie itd. Ot, taki Ewy "błąd". Błąd jak błąd, zdarzyć się może każdemu. Ale nie nagle u dobrej dotychczas pracownicy co dwa dni.

Aż nareszcie ktoś źle stąpnął w zemście i usunął próbkę, którą pan Kowalski miał pobieraną jedną jedyną. Można zapomnieć przypadkiem o jednej z wielu, ale nie jedynej. Pacjent potwierdza, że była pobrana, Ewa też da sobie rękę uciąć, sprawa wraz z podejrzeniami trafiła do szefostwa. Ale za rękę nikt nikogo nie złapał.

praca

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 493 (Głosów: 585)