Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Mavra

Zamieszcza historie od: 21 stycznia 2015 - 19:58
Ostatnio: 17 stycznia 2021 - 10:58
  • Historii na głównej: 2 z 4
  • Punktów za historie: 504
  • Komentarzy: 608
  • Punktów za komentarze: 5246
 

#87340

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak wszyscy wiemy mamy teraz czas strajków. Pozostawiam temat tego, czy są one słuszne czy nie. Każdy ma prawo do swojego zdania i tyle w temacie. Do sedna.

Byłam wczoraj na strajku w moim mieście, ale niestety spóźniłam się i próbowałam jak najszybciej dogonić kolumnę idących. Powiem wam, że miałam niezłego stracha i chyba tylko dzięki temu, że nie miałam ze sobą nic co by sugerowało, że należę do strajkujących nie oberwałam.

Kibice z mojego miasta postanowili, że zajmą swoje stanowisko.
"Nie ma naszej zgody na bezczeszczenie pomników dziedzictwa narodowego, kościołów czy przerywanie obrządków religijnych!!! Stąd też nasze zaangażowanie w chronienie tych miejsc już od zeszłej niedzieli".

To tylko mały cytat z ich oficjalnej strony. Nie powiem, gdyby skupili się na tym co napisali byłoby cudnie. Niestety, osobiście widziałam spore grupy, które tylko czekały jak komuś spuścić łomot i gdyby nie policja zapewne niejedna osoba by oberwała.

Słownictwo rynsztokowe, postawa zaczepna.

Dla przykładu kolumna przechodzi koło jednego placu, na nim kibice a przed nimi szpaler policji. Teksty jakie leciały w nasza stronę pominę, bo nie dan rady ich zacytować.
Przed strajkującymi samochodami zaczynali spacery na przejściach dla pieszych tak, by uniemożliwić przejazd.
Po strajku zebrali się pod naszą katedrą i dalej szukali zaczepki a biedna policja musiała ich pilnować.

To tylko 3 sytuacje, których byłam sama świadkiem, o innych nie będę pisała, bo w sumie samo to wystarczy. Kibice mieli wspomagać policję a wyszło tak, że dali jej masę roboty ze sobą, ponieważ policja co rusz musiała interweniować.
Dla smaczku powiem, że znam z widzenia kilku z nich i wiem, że mają wyroki za wandalizm więc wynika z tego, że wandale bronią przed wandalizmem. To tylko w Polsce.

Acha, w moim dość sporym mieście nie było jak do tej pory żadnych aktów wandalizmu czy przerywania obrządków religijnych niezależnie czy kibice pilnowali czy nie.

kibice strajk wandalizm

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (110)

#80233

(PW) ·
| Do ulubionych
Widzę spory wysyp historii o bierzmowaniu. Moja nie będzie o tym, ale dotycząca księdza.

Moja mama nie posiadała mieszkania, więc siłą rzeczy ona, ja i mój młodszy brat mieszkałyśmy w wynajętych mieszkaniach. W jednym miejscu rok, gdzieś indziej parę miesięcy i tak „skakałyśmy” po całym mieście. Niezależnie od tego gdzie mieszkaliśmy. cały czas chodziłam do tej samej szkoły i kościoła. Po pierwsze, żebym nie musiała co rusz się przepisywać. a po drugie niedaleko szkoły i kościoła mieszkali moi dziadkowie, więc mogłam zawsze do nich wpaść czy przenocować w razie czego. Poza tym w tym kościele moja mama brała ślub, ja, mój brat i prawie całe kuzynostwo byliśmy chrzczeni itp. Po prostu byliśmy całą większą rodziną bardzo zżyci z tą parafią.

Teraz historia właściwa, która dla wielu może być mało piekielna, ale ją bardzo przeżywałam.

Kiedy miałam coś około 13-14 lat, przeprowadziliśmy się na drugi koniec miasta. Nadszedł czas kolęd. Przyszedł jakiś młody ksiądz z parafii w rejonie, której mieszkaliśmy. Jak zwykle to bywało miałam pokazać swój zeszyt do religii. Jak zobaczył, że nie chodzę na religię przy jego kościele, jakby diabeł w niego wstąpił. Mama mu tłumaczyła, dlaczego tak jest, ale dla niego to nie było wytłumaczenie. Powinnam chodzić na religię do jego kościoła skoro tu mieszkam i kropka. Były obelgi, choć bez epitetów z jego strony. Koniecznie chciał deklaracji od mamy, że mnie przepisze, a że moja mama stała przy swoim, wysmarował mi jakiś tekst w zeszycie na całą stronę. Nie powiem wam co, bo nie pamiętam, w każdym razie na odchodne stwierdził, że on tego tak nie zostawi, będę chodziła do jego kościoła i już.

Nie powiem, bardzo to przeżywałam. Ustaliłyśmy z mamą, że na najbliższej swojej religii pokażę to mojemu księdzu. Pokazałam, a on po przeczytaniu zaniemówił i poprosił mnie, żebym poszła z nim do proboszcza. Tym razem oni stwierdzili, że tak tego nie zostawią, a mi kazali wyrwać kartkę z zeszytu, żebym tych durnot w nim nie miała. Prawdopodobnie sprawa trafiła gdzieś wyżej, a tamten ksiądz został szybko przeniesiony w inne miejsce, bo podobno miał na koncie sporo tego typu numerów i w jego parafii mieli go serdecznie dość.

PS Kiedy ja chodziłam do podstawówki na religię, nie była ona w szkole, a w salkach przy kościele czy plebanii.

ksieza

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (128)

1