Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Tenzprzeciwkacomakotairower

Zamieszcza historie od: 16 czerwca 2015 - 15:46
Ostatnio: 11 lipca 2020 - 7:57
  • Historii na głównej: 36 z 44
  • Punktów za historie: 9724
  • Komentarzy: 254
  • Punktów za komentarze: 955
 
zarchiwizowany
Zapewne kojarzycie standardowego policjanta -tajniaka z amerykańskiego serialu, co to siedzi w samochodzie po nocy obserwując podejrzany lokal a na desce rozdzielczej walają się jednorazowe kubki po kawie...

Współczesne samochody nie bez powodu mają wypukłe deski rozdzielcze na których nic się nie da położyć - chodzi o to, że odbijające się w szybie przedmioty mogą rozpraszać kierowcę.

W wielu autach dostawczych jednak deska rozdzielcza obniża się w kierunku szyby, więc można tam wozić takie graty. Dziś widziałem rekordzistę który chyba był tajniakiem, który obserwował podejrzany lokal non-stop przez kilka miesięcy -
miał pewnie ze sto kubków do kawy, powkładanych jeden w drugi i ułożonych w równych rządkach do połowy wysokości przedniej szyby. Zresztą, jeden obraz wart tysiąca słów: http://imgur.com/a/CiBAY

Gratulacje dla pana tak bardzo mającego na sercu bezpieczeństwo swoje i innych podczas jazdy tym pojazdem po drodze publicznej....

zagranica

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 34 (80)
zarchiwizowany
Troszkę się  zastanawiałem, czy dodać ta historie, bo polityczne kwestie dzisiaj lepiej w tym kraju omijać, no ale wkurzyła mnie ostatnio ta piekielność, więc raz kozie śmierć. Sytuacja w dość bliskiej rodzinie a historia może być długawa.

Są dwie siostry. Pierwsza wyszła za mąż dość młodo, ma dwójkę już dorosłych dzieci, mieszka z mężem w dużej willi w mieście A.

Druga do ok. 45 roku życia mieszkała z rodzicami w ich dwupokojowym mieszkaniu w mieście A, potem wyszła za mąż i wyprowadziła się do miasta B.

Obie siostry wyszły, tak się złożyło, za zasłużonych działaczy podziemia za komuny. Maz pierwszej siostry w wolnej Polsce wycofał się z polityki, był nauczycielem. Maja poglądy umiarkowane, centrowe, kiedyś glosowali na PO, teraz, jak większość Polaków maja problem z tym, ze nie ma na kogo glosować. Maz drugiej siostry w wolnej Polsce został lokalnym działaczem Porozumienia Centrum a obecnie PiS.

No i teraz, jak to często bywa, owe dwie siostry maja matkę staruszkę. Jej mąż, a ojciec sióstr, zmarł niedługo po wyprowadzeniu się drugiej siostry. Starsza pani jeszcze przez pewien czas dawała sobie rade sama, z czasem jednak zaczęło być coraz gorzej, dodatkowo problemy z chodzeniem zaowocowały tym, ze starsza pani nie dawała już rady wspinać się do swojego mieszkania na drugie piętro bez windy.

Ustalono, ze ponieważ starszy syn pierwszej siostry jest już na studiach, wyprowadzi się do mieszkania babci, a babcia przeprowadzi się  do willi i zajmie jego pokój. Babcia zdecydowała się  dalej oplacać za to mieszkanie czynsz a dla pokrycia pozostałych kosztów mieszkania (raty na jego wykup,potrzebne remonty, opłaty itp) drugi pokój wynajęto (za wiedza i aprobata babci) jego koleżance.

Dla siostry 2 okazało się  to wielkim problemem. Po pierwsze: kto to widział, żeby chłopak z obca dziewczyna mieszkał, to niemoralne. Po drugie: to jest "jej pokój" i nie można nim dysponować. Ten pokój powinien stać pusty do dyspozycji, aby miała gdzie spać kiedy przyjedzie do miasta A. Jednak dziwnym trafem partycypować w kosztach utrzymania mieszkania nie zamierzała a jego wykupywanie na własność uważa za wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo przecież Kaczyński i tak je da, bo jako patriotom i Polakom rodzinie się ono należy.

Siostra 2 do miasta wpada sporadycznie, zwykle przy okazji jakichś spędow PiS. Rodzinę odwiedza rzadko, a jeśli juz to robi, to przeważnie kończy się  to awantura.

Otóż siostra 2 nie może przeboleć, ze jej rodzina nie wspiera PiS, który według niej jest najlepsza partia na świecie, a Kaczyński jest mężem stanu na miarę co najmniej Piłsudskiego.

Młodsze pokolenie nie chce już w ogóle z nią rozmawiac, bo jej jedynym argumentem jest "Jesteś jeszcze za młody ze zrozumieć, ale jak dojrzejesz i zmądrzejesz to docenisz geniusz Kaczyńskiego i to, co robi dla naszej ojczyzny" (przy czym ona tak próbuje rozmawiać ze wszystkimi rodzinie, wiec i ze mną i pomimo, ze mi już bliżej do 40, ja wciaz także załapuje się  na ta argumentacje).

Ze swoja siostra dyskusji już nie prowadza, bo zawsze konczyly się  wielka awantura, tu wiec siostra 2 po prostu wzdycha ciezko mowiac "nie rozumiem, jak tacy inteligentni ludzie, moja własna rodzina, mogą nie być wyznawcami Kaczynskiemu. Bardzo mnie to boli" jakby próbowała w nich wzbudzić poczucie winy.

Co do ich matki natomiast, siostra 2 jest przekonana, ze matka od kiedy zamieszkała z siostra 1 i jej rodzina, jest poddawana regularnemu praniu mózgu i tylko dlatego nie lubi PiS. Staruszkę wkur*ia to niemiłosiernie, bo jest to inteligentna i wykształcona osoba, której zawsze bliżej było do księdza Tischnera niż do księdza Rydzyka i nie lubi, jak się  z niej robi idiotkę, odmawiając prawa do posiadania własnego zdania.

Od kiedy babcia zamieszkana z siostra 1, mieszkanie babci wciąż było kością niezgody. Siostra 2 uważa, ze "jej się  należy pol mieszkania" bo mieszkała w nim przez 45 lat, a siostra 2 tylko do ślubu 20 lat wcześniej. Nie bierze pod uwagę faktu, ze o ile mieszkając tam, dokładała się  do czynszu, to dopiero po jej wyprowadzce udało się  przekonać matkę do wykupienia mieszkania (wcześniej. argumentem przeciwnej temu siostry 2 było, ze jak Kaczyński dojdzie do władzy, to mieszkanie to miałoby jakoś przejsc na wlasnosc bez konieczności płacenia za nie w ramach jakiegoś programu uwłaszczeniowego czy coś). Aby zabezpieczyć się  przed zakusami siostry 2, mieszkanie (które de facto wykupywane jest za pieniądze siostry 1 i jej męża) zostało zapisane w spadku siostrze 1.

Siostra 2 uważa to za największa krzywdę, jaka wyrzadzila jej matka, pomimo faktu, ze sama posiada dwa mieszkania a z mezem nie maja dzieci (i raczej, z racji wieku, miec juz nie beda). Kiedy przyjezdzala do miasta A, żądała, aby ja gościć w mieszkaniu siostry 1 - potrafiła nawet zająć z mężem pokój swojej matki a następnie oznajmić, ze skoro siostra 1 przejela dwupokojowe mieszkanie, w którym mogla by spać i siostra 2 i matka, to teraz jest to jej problem jak wszystkich polozyc spać.

Dopiero kiedy siostra 1 zaczela jej po prostu wykupywać pokój w pobliskim hotelu zrozumiała aluzje i przestała domagać się  noclegów. Jednak nie poddała się  w kwestii prób przeciągnięcia matki na swoja strone.

W tym celu zapraszała do siebie mame, która jednak po dwóch-trzech dniach dzwoniła do siostry 1 lub jej męża czy któregoś z dzieci i niemal placzac żądała, żeby ja od siostry 2 zabrać, ponieważ nie może juz wytrzymać - otoz siostra 2 na przemian maltretowała matkę o "krzywdę" jaka wyrządza jej "wydziedziczając ja" z mieszkania albo silą pprobowala nawracać na PiS.

Po kilku takich wizytach matka kategorycznie odmawia wizyt u siostry 2 oraz rozmów z nia na tematy polityczne. Siostra 2 mimo tego probowala podczas swoich wizyt w mieście A, jednak po tym, jak przyprawiła matkę o palpitacje serca, ogranicza się  jedynie do rozmów telefonicznych (podejrzewam ze dlatego, ze wtedy nie musi widzieć jak się  matka denerwuje, bo ta najwyżej rzuci słuchawka).

W sumie jednak wizyty siostry 2 w mieście A stały się  sporadyczne, noclegi ogarnia sobie sama w hotelach, kontakty rodzinne ograniczone sa jedynie do symbolicznych wizyt na herbatkę u matki. W rezultacie cały obowiązek opieki nad staruszką, która wymaga coraz więcej pomocy, spada na siostrę 1. Jej mąż z racji problemów z kręgosłupem nie jest w stanie pomagać przy dzwiganiu staruszki (która do niedawna jeszcze chodziła z balkonikiem, ale bywało, że potrafiła się przewrócić), jego pomoc jest więc głównie finansowa. Podobnie dzieci, które mieszkają już na swoim, nie mogą być przy babci 24/7, w rezultacie siostra 1 od lat nie miała wakacji (jeśli nie liczyć wyjazdów z matką do sanatorium).

Siostra 2 natomiast również przeszła na emeryturę, dodatkowo skapnęły jej tam jakieś fuchy z dobrej zmiany, wywalczyła także (choc może bardziej pasowałoby "wycwaniakowała" jakieś dodatkowe dodatki i przywileje dla swojego męza-kombatanta) i tak pielęgnuje swoje zainteresowania, od czasu do czasu wyjeżdzając na kilkutygodniowe wakacje i cieszy się zasłużoną emeryturą.

Tymczasem stan zdrowia matki, która jest juz w bardzo podeszłym wieku, bardzo się  pogarsza. Choć mentalnie wciaz bardzo sprawna, potrzebuje specjalistycznej opieki - praktycznie nie wstaje juz z łózka.

Siostra 1 jest juz od kilku lat na emeryturze, jednak koszty specjalistycznej opieki nad matka (pielęgniarka, pieluchy, sprzęt rehabilitacyjny, leki itd) zmuszają ja do zasuwania jak dziki osioł jako osoba samozatrudniona. Siostry 2 nawet nie prosi się  o wsparcie finansowe, ponieważ juz wiele lat wcześniej. oznajmiła, ze ponieważ siostra 1 dostanie w spadku mieszkanie, to finansowe kwestie opieki nad matka to jej problem. Tymczasem koszta opieki wciąż rosną i tak siostra 1, pomimo, ze jej emerytura jest dosc wysoka, zmuszona jest ciągle do brania nowych zleceń, a ze jej branża jest dosc sezonowa, oznacza to, ze czasami pracuje po kilkanaście godzin dziennie, a potem jeszcze opiekuje się  matka.

I teraz dlaczego zdecydowałem się  o tym wszystkim napisać.

Niedawno z niezapowiedziana wizyta wpadła siostra 2. Siostra 1 zasuwała w pracy, jej maz był u lekarza, do mieszkania wpuscila ja, po konsultacji ze staruszką, opiekunka matki. Ta posiedziała chwile, pocmokała, pochwaliła wysokiej klasy specjalistyczne lozko, opiekunkę, po czym oznajmiła ze od razu widać rezultaty dobrej zmiany, bo gdyby nie rzady PiS, matka nigdy nie miała by takiej opieki. Po czym uspokoiwszy swoje sumienie wyszła, nie bacząc na to, że jej matkę, która dobrze sobie zdaje z tego, jak wiele jej drugą córkę kosztuje opieka nad nią, w tym momencie jakby piorun strzelił.

Pielęgniarka nie klaskała.

rodzina polityka

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 5 (39)
zarchiwizowany
Co ja czytam...

http://m.piekielni.pl/76660

"Na co dzień jeżdżę samochodem dostawczym (Iveco Daily 8EP).

(...)

Kochani. Ten pojazd swoje waży, materiały które przewożę, ważą zazwyczaj 1,5t."

Kochani. Iveco Daily w swojej najkorzystniejszej dla ladownosci wersji, czyli krotki furgon, to ladownosc ok 1350kg. Wersja z zabudowa na osiem palet ma realna ladownosc ok. tony. Sama rama (kabina plus podwozie) według danych producenta wazy niecałe 1800kg, kolejne kilkaset kg to zabudowa. No a jeszcze przecież kierowca też waży swoje.

NIE MA NA RYNKU samochodu, który z zabudowa 8 palet miałby legalna ladownosc 1.5 t. Otwarta platforma czy laweta w porywach może dojść do tej granicy, zabudowa nigdy. Realna ladownosc takiego auta to, w zaleznosci od rocznika i rodzaju zabudowy, 850 - 1150 kg.

Kolega tym wozi adr, czyli materialy niebezpieczne....

I kto tu jest piekielny?

Piekielna branza transportowa

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 57 (95)
zarchiwizowany
Wybito tylną boczną szybę w dość nietypowym w Polsce aucie.

Właściciel troche sie zezłościł, no ale trudno. Idzie na internet, szuka, na allegro. Jest, jedna w całej Polsce. Na szrocie za rogiem.

Przypadek?

Teraz sie właściciel trochę cyka, bo oni tam na szrocie całe takie auto jak jego rozbierali na części...

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 3 (57)
zarchiwizowany
Z dzisiaj.

Wracam do domu, mijając poprzednie miejsce zamieszkania i widzę że jadący przede mną Focus nie ma świateł stopu - tylko górne, trzecie. Mam wrażenie deja vu.

Kobieta zjeżdża na miejsce parkingowe, równam się z nią i wtedy ją poznaję... Puszysta blondyna z tipsami

- Proszę pani, nie ma pani świateł stopu - mówię
- Och dziękuję bardzo, nie wiedziałam.
- Ależ wiedziała pani, ja Panią pamiętam. Zwracałem pani uwagę jak jeszcze mieszkaliśmy na tej samej ulicy, czyli ponad miesiąc temu.
- A cóz pan tak gorące zainteresowanie wyraża tym zagadnieniem! Musi, że ma pan jakieś dewiacje seksualne, tak spokojnym ludziom życie uprzykrzać. Zalecam panu, aby udał się pan w odległe miejsce w celu poddania się autowychędożeniu a nie interesował się życiem innych, przykładnych obywateli (to oczywiście wersja ugrzeczniona).

Co robić, takie życie... Odjechałem.

kierowcy

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (186)
zarchiwizowany
Zeby nie bylo ze tylko po naszych jezdze...

Dawno dawno temu, w roku 2005 kiedy Polacy na wyspach byli jeszcze wzgledna nowoscia, zdarzylo mi sie pracowac z dorabiajacym sobie brytyjskim studentem historii.

Bardzo ucieszyl sie, ze jestem Polakiem i zapytal, czy moze mnie zaprosic na kawe, bo ma do napisania esej o historii najnowszej Europy centralnej i chcialby sie ze mna skonsultowac w paru kwestiach.

Ok, dalem sie zaprosic. Siedlismy przy stoliku w kafejce, saczac kawe z porcelanowych filizanek. I wtedy po niezobowiazujacych pogaduszkach o pogodzie pada pierwsze pytanie:

- Ok, to powiedz mi, skoro Polska juz nie jest czescia Zwiazku Radzieckiego, to dalej mowicie po rosyjsku, czy mozecie juz mowic po angielsku jak wszyscy?

Przechylilem sie, wzialem z kontuaru plastikowy kubeczek, przelalem sobie do niego moja kawe i wyszedlem bez slowa. Jestem piekielny?

zagranica

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 15 (91)
zarchiwizowany
Z cyklu rodacy na emigracji.

Osoby:
Tleniona tipsiara.
Dwoch patriotow w koszulkach z orlem
Ja.

Miejsce akcji: Lidl.

Robimy zakupy. Dojezdzam do kasy z wozkiem wypelnionym normalnymi zakupami na tydzien. Przede mna patriotyczna zaloga z tipsiara laduje na tasme niesamowite ilosci wodki, przezywajac jak tanio wychodzi w promocji i przeliczajac na zlotowki, zarobki polskie vs szkockie i tak dalej. Kupili tej wodki chyba ze dwadziescia butelek, do tego jakies piwa, w sumie zaplacili 200 funtow. Wszystko to wladowali do dwoch plecakow i uginajac sie pod ciezarem, wyszli ze sklepu.

Ja place za swoje, wyjezdzam wozkiem na parking, pakuje zakupy do swojego auta (11-letni Nissan ktorego kupilem za 450 funtow). Wsiadam do auta, odkrecam korbka szyberdach, bo upal byl, wlaczam radio (akurat bylo w nim CD Lecha Janerki) i kiedy juz mialem odjezdzac, dostalem smsa. Sprawdzam, odpisuje.

Katem oka widze ze rodacy nie podolali ciezarowi i stoja na koncu parkingu, palac papierosa i zastanawiajac sie co dalej. Zwrocili na mnie uwage i po krotkiej naradzie wyslali w moim kierunku tipsiare z misja.

(T)ipsiara: Hej, ty jestes Polakiem, nie?
(J)a: tak, a co?
(T): To super, podwieziesz nas do domu, my tu niedaleko (i laduje mi sie do auta)
(J): Nawet jak bym chcial, to akurat teraz jade na stacje benzynowa po przeciwnej stronie ulicy. A nie chce.
(T): Jak to, k..., przeciez rodakom trzeba pomagac!
(J): No to pomoge - o tam za rogiem jest postoj taksowek, zycze przyjemnej jazdy.

Tipsiara oburzona trzaska z hukiem drzwiami mojego auta i odchodzi w strone swoich kolegow.

Wyjezdzajac z parkingu przejechalem kolo miejsca w ktorym stali. Na moj widok cala trojka splunela na ziemie a jeden glosno powiedzial "No tak, Polactwo tu troche pomieszka, bryki sie dorobia i juz mysla, ze sa lepsi niz rodacy co swiezo z kraju przybyli".

Myslalem, czy by sie nie zatrzymac i nie wyjasnic im, ze taki samochod jak moj to moga miec za rownowartosc dwoch takich zakupow jakie zrobili w dniu dzisiejszym, ale postawnowilem sobie jednak dac spokoj...

* * *

Sorry za brak polskich znakow, pisze na pozyczonym komputerze

zagranica

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 330 (380)
zarchiwizowany
Kolejna historia z cyklu "pomagamy rodakom na emigracji".

Po moich doswiadczeniach z kolezanka Ania (patrz poprzednia moja historia) postanowilem sobie, ze nigdy juz wiecej. No ale rodzina zaczela prosic. Kuzynka chce na studia do Szkocji, czy nie pomoglbym. Sama ciocia dzwoni, prosi, OK, pomoglbym.

Okazalo sie, ze przyjechac ma nie kuzynka, tylko jej chlopak. Starszy o pare lat od niej, kierowca TIRa z kilkuletnim doswiadczeniem, podobno swietnie mowi po angielsku, on przyjedzie, urzadzi sie i ona wtedy do niego dolaczy.

W sumie plan maja nieglupi, on kierowca TIRa to (wtedy - to bylo pare lat temu) o prace dla niego trudno nie bedzie, ustalilismy, zeby potem nie bylo jakichs watow, ze go przyjmujemy na max dwa tygodnie a po tych dwoch tygodniach wylatuje z mieszkania chocby i na ulice i zgodzilismy sie.

Przyjechal. Po angielsku ani w zab. Pierwsze co, to pretensje, bo on myslal, ze robota juz bedzie zalatwiona. Nie byla, ale, jak mowilem, wtedy to nie byl problem, a znam dosc ta branze i wiem gdzie uderzyc. Byla wtedy firma, w ktorej pracowalo mnostwo Polakow, wiec zatrudniono w biurze polskie dziewczyny - da sobie rade. Poszedlem z nim na rozmowe jako tlumacz, nie wypadl za dobrze, ale ze mnie znali a ja (glupi!) za niego poreczylem to zdecydoali sie dac mu prace.

Tymczasem okazalo sie ze w mieszkaniu dwa pietra nad nami jest pokoj do wynajecia - u rodowitego Szkota. Super, chlopak sobie pomieszka i pocwiczy angielski. Szkot co prawda troche pijaczek, ale sympatyczny, czesto u nas przesiadywal na piwku, taki czlowiek z reka na sercu, co to sie az opedzic nie mozna od niego, tak chetnie pomaga.

Nasz gosc obrazony, bo obiecalismy, ze 2 tygodnie bedzie mieszkal u nas, a my go "wyrzucamy". Argumenty, ze mialy byc "max dwa tygodnie" i ze powinien sie cieszyc, ze ma mieszkanie juz po kilku dniach i to w takim miejscu, ze jak czegos potrzebuje to do nas moze w kapciach przyjsc w koncu go jakos przekonaly.

Tymczasem zblizal sie dzien rozpoczecia pracy. Praca miala polegac na jezdzeniu chlodniami do Hiszpanii i z powrotem. I okazalo sie, ze wszystko jest nie tak. Pretensje naszego goscia byly co nastepuje: (G) - gosc (J) - ja:

G: W Wielkiej Brytanii jezdzi sie po zlej stronie drogi.
J: To zaden problem, jak wyjezdzasz z bazy to za kilometr masz wjazd na autostradzie i autostradami az do samej hiszpanii

G: ale ciezarowki maja kierownice po zlej stronie, wiec skrzynia biegow jest po lewej rece, on tak nie bedzie jezdzil
J: (Dzwonie do firmy i zalatwiam, zeby dostal auto z automatem)

G: W kabinie jest urzadzenie komunikacyjne, na ktore przychodza adresy w ktore ma jechac, on jest przyzwyczajony, ze do niego sie dzwoni
J: Powinien sie chyba cieszyc, skoro nie umie po angielsku, bo nie zawsze by do niego dzwonily te Polki. A tak dostanie wszystko napisane czarno na bialym (a raczej czarno na zielonym, jak to z wyswietlaczami LCD bywa).

G: Placa tylko 480 funtow na tydzien podstawy, a on taki doswiadczony, to chcialby tysiac.
J: Zarabia piec razy tyle ile mial w Polsce, bez jezyka i wykonujac dokladnie ta sama prace (jazda po zachodniej Europy w systemie trzy tygodnie w trasie, tydzien wolnego - powinien sie cieszyc).

W koncu nadszedl pierwszy dzien pracy. Mial pojechac do Carlisle (ok. 2 h jazdy) tam spotkac drugiego kierowce, zamienic sie naczepami i wrocic do Glasgow a nastepnie wyruszyc w dlugodystansowa trase. On pojechal, zostawil naczepe w bazie w Carlisle, nie potrafil sie dogadac gdzie jest ta naczepa ktora powinien stamtad zabrac (bo drugi kierowca troche sie spoznil) wiec wrocil samym ciagnikiem do Glasgow, zostawil go na firmowym parkingu i przyszedl do domu, zadajac, ze mam mu natychmiast kupic bilet do polski, bo on tak sie nie umawial. Nie bardzo udalo mi sie dowiedziec co jest nie tak, choc przebakiwal on cos, ze on Renault Magnum jezdzil w Polsce a tu sa jakies DAFy a on DAFow nie lubi. Do mnie tymczasem dzwonili z tamtej firmy pytajac gdzie on jest, musialem swiecic oczami, wiec oczywiste, ze nie bylem zachwycony a juz czare przelalo jego zadanie, ze mam mu zaplacic za bilet, bo on przez ten caly wyjazd jest stratny, a ja mu naklamalem jak tu jest bo mi tak zalezalo, zeby tu przyjechal. A jemu to do niczego nie potrzebne, bo on juz w zyciu osiagnal wszystko, co mu do szczescia potrzebne, ma mieszkanie na poddaszu u rodzicow, jak przyjezdza z trasy to mamusia mu podaje obiad na talerzu i robi pranie i on tak nie bedzie zyl jak my bo on sie szanuje. (Faktycznie, moja dziewczyna musiala go uczyc, jak sie korzysta z pralki i bardzo to bylo dla niego uwlaczajace, ze musi sam sobie prac)

Zostalo mu zatem wyjasnione, ze ja go tu wcale nie chcialem, ze jest u mnie tylko ze wzgledu na moja kuzynke a swoja dziewczyne, i ze jesli on ma w dupie to, ze ona do Szkocji chce przyjechac na studia to ja nie widze powodu dlaczego mialbym sie nim dluzej zajmowac. Wielce obrazony, zorganizowal sobie jakos bilet lotniczy i tyle go widzielismy. Sasiadowi w ramach przeprosin za zamieszanie i za nie oplacone kilka dni mieszkania postawilismy obiad.

Od tej pory ani kuzynka, ani ciotka sie do mnie nie odezwali. Podobno bardzo zawiedli sie tym, ze nie zalatwilem ich kochanemu chloptasiowi porzadnej pracy jak obiecalem. Kuzynka zamiast na swoje wymarzone studia w Szkocji poszla na jakas zaoczna szkole wypasania owiec, marketingu i psychologii spolecznej w Bzdidowku Dolnym, filia w kozich dojkach. Potem podobno robila kariere jako ksiegowa w jakims lokalnym sklepiku u niego na wsi.

NIedawno doszly mnie sluchy o slubie kuzynki. Rodzina nie wie, czy z tym wlasnie. Jezeli, to bardzo mi jej szkoda.

* * *

Przepraszam za brak polskich znakow, komputer mi sie sfajczyl i pisze na pozyczonym.

zagranica

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 224 (260)

1