Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

mejoza

Zamieszcza historie od: 21 kwietnia 2011 - 9:55
Ostatnio: 9 lipca 2020 - 19:23
Gadu-gadu: 42576917
O sobie:

spokojna i miła chyba że ktoś mnie wku...wi :D

  • Historii na głównej: 12 z 23
  • Punktów za historie: 5121
  • Komentarzy: 188
  • Punktów za komentarze: 1153
 
zarchiwizowany

#9501

(PW) ·
| było | Do ulubionych
czasem pracuje s sklepie auchan jako kasjerka aby dorobic sobie troszku
:)


któregoś razu kolejki były dość spore przed kasami klienci niezadowoleni no ale cóż taki dzień po prostu.
pracuję dość długo na tych kasach (z rok będzie) i dość szybko idzie mi kasowanie ale wiadomo jak jest dużo zakupów to troche to trwa.
no i znalazł się wśród mojej klienteli pan piekielny...


P: (na cały głos): czemu to tak długo trwa?!? szybciej troch ja się śpieszę!!!

ja nic sobie z tego nie zrobiłam bo i co mogłam powiedzieć?
szybciej się nie dało i tyle.
po chwili koło mojej kasy przechodził kierownik i klient zwrócił się bezpośrednio do niego
P: niech pan coś powie tej kasjerce jak można tak długo kasować??? przecież kolejka praktycznie stoi w miejscu!!! o a na kasie obok to prosze jak szybko idzie!

kierownik tylko spojrzał na niego później na mnie uśmiechnął się wzruszył ramionami i poszedł. ale ja byłam wściekła

J: proszę pana jak coś się panu nie podoba w mojej kasie to proszę bardzo nikt pana tu nie trzyma i może pan iść do kasy obok
P: nie będziesz mnie z kolejki wyganiać!!! ja jestem klientem! masz mnie obsłużyć!
J: nie wyganiam pana to była sugestia. Za to w tamtej kolejce na pewno by pana wyprosili ponieważ tamta kasa jest tylko do dziesięciu sztuk i dlatego idzie jej tak szybko

(w tym momencie skasowałam już osobę przed panem i zabrałam się do kasowanie jego produktów)
P: ja jestem klientem a ty masz mnie obsłużyć to należy do twoich obowiązków! trzeba się było KU...wa uczyć teraz siedź na dupie i nie dyskutuj gówniaro.

(na marginesie jestem studentka :D)
ja nic kasuje dalej i robię to z pełną szybkością na jaką mnie stać a było to naprawdę szybko :) nagle facet zaczął na mnie wrzeszczeć
P: ku..wa! wolniej to rób! nie nadążam pakować!
J: jest pan TYLKO klientem nie panu decydować o szybkości mojej pracy a mam zamiar kasować pana z taką samą szybkością jak innych klientów.


Facet zrobił się czerwony jak burak ale juz nic nie powiedział i gdy zapłacił odszedł szybko od mojej kasy. byłam pewna że zlożyl na mnie skargę i trochę się bałam ale na szczęście nie było czego bo pod koniec zmiany podszedł do mnie kierownik (ten sam do którego wcześniej facio zwrócił sie o pomoc i powiedział że on na moim miejscu to wyrzuciłby gościa z kolejki :D)

Auchan

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 217 (253)
zarchiwizowany

#9470

(PW) ·
| było | Do ulubionych
sklep Auchan :)

Na wstępie dodam że czasem dorabiam sobie na kasie w wyżej wyminenionym sklepie. Jest to praca na umowę-zlecenie i dla mnie jako studentki jest bardzo wygodną formą zarobku. Ale do rzeczy


W grudniu tuż przed świętami wiadomo największy ruch kolejki do kas niebotyczne a i problemów z produktami całkiem sporo. Tu brakuje kodu tu coś zepsute tu nie zważone itp. my jako kasjerzy nie mamy prawa odchodzić od kas do wszystkiego musimy wołać tzw. "wrotkę" i ona wszystko załatwia

No i zdarzyła mi się pani "piekielna"
Pora największego ruch do mojej kasy podchodzi babeczka niby nie stara ale nie już taka znowu młoda z mężem wózek wyładowany po brzegi i wykładają. i tak się zdarzyło że na sklepie była promocja pomelo (dla niewtajemniczonych taki owoc do grejfruta ciut podobny) no i była ta promocja tylko nigdzie nie było napisane że trzeba sobie te pomelo zważyć i wszyscy przychodzili bez stosownej naklejki... a bez tego ani rusz. Ja nie mogę się ruszyć z kasy a wrotkom kierownictwo zabronilo ważenia owoców bo i tak miały mnóstwo roboty i nie nadążały, klienci nie chcąc stac w długich kolejkach zostawiali je u mnie pod kasą i dawali sobie spokój...

no i oczywiście w.w pani też miała w swoich zakupach tenże owoc no i oczywiście nie zważony...
J: bardzo mi przykro ale pomelo jest nie zważone i nie mogę skasować...
P: ale jak to? przecież pomelo jest na sztuki! to pani tu pracuje i pani nie wie?
j: niestety tutaj pomelo jest na wagę..
P: to proszę iść i mi je zważyć!
j:nie mogę niestety wstać od kasy przykro mi...
p:to zawoła pani te dziewczyny co na wrotkach jeżdżą! one mają mi zważyć
j:przykro mi ale juz nie mogą tak postanowiło kierownictwo...
(cały czas mówiłam z uśmiechem i spokojnie a paniusia cały czas mi przerywała i mówiła podniesionym głosem)
P: ALE JAK TO MA BYĆ?!? I ŻE CO JA SAMA MUSZE NIBY IŚĆ? I ZNOWU STAĆ W KOLEJCE?
J:spokojnie ja poczekam zresztą zanim skasuję pani zakupy..
P: to pani ma iśc i mi te pomelo zważyć i to natychmiast!!! to pani obowiązek jest!
J: przykro mi ale nie moge odejść od kasy...
P: to ta kasjerka za panią pójdzie!
J: ona tez nie może..
P:TO SKANDAL WSZĘDZIE POMELO JEST NA SZTUKI TYLKO NIE TUTAJ! NIC TAM NIE PISZE! JA TAM Z POWROTEM NIE PÓJDĘ!!!...(ciągnęła tak dobre pięc minut z różnymi wrzaskami obelgami :) w pewnym momencie podszedł nawet do nas jakiś koleś który wykładał przy kasach towar i on też zgarnął burę za to że tam nic nie napisane jest i że ma natychmaist jej iśc i zważyć te pomelo...


w końcu koniec zakupów podaję kwotę do zapłaty (płacił mąż) i w tym momencie ona:
p: MY TU W CIĄGU ROKU WYDAJEMY MNÓSTWO PIENIĘDZY! I MY NIGDY WIĘCEJ TU NIE PRZYJDZIEMY!!!
w tym momencie coś mi strzeliło i powiedzialam
J: i tak będzie dla nas wszystkich najlepiej!

myślałam że babka eksploduje :)
p: ja pójdę na skargę do kierownika!!! jak pani ma na imię?!?
j: proszę przeczytac sobie
i z dumą pokazuję identyfikator na którym wielkimi literami było wypisane GOŚĆ :D


w tym momencie odezwał się jej mąż (cichy przez całą tę sytuację
M: zamknij się wreszcie znowu tylko wstydu między ludźmi sobie robisz
po czym odszedł a ona poczłapała za nim rzucając mi mordercze spojrzenia :D :D :D a ja o dziwo miałam dobry humor do końca dnia :)
;

Auchan

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 238 (266)

#8908

(PW) ·
| Do ulubionych
NFZ
(moja pierwsza historia)

Otóż w pewien czwartek w środku nocy, potwornie rozbolał mnie brzuch. Nie mogłam spać, nie mogłam jeść, ogólnie miałam wszelkie objawy ostrej grypy żołądkowej. Nie jestem osobą chodzącą po lekarzach z każdym możliwym przeziębieniem, jednak teraz zdecydowałam się na wizytę. Zadzwoniłam więc do rejestracji. (j)a i pani z rejestracji (r)
j: Dzień dobry chciałam się zarejestrować do lekarza rodzinnego.
r: Do którego?
j: W....ko.
r: Rano czy na popołudnie?
j: Rano.
r: Przykro mi, ale nie ma miejsca.
j: No to, na po południu.
r: Po południu doktor nie przyjmuje.
j: A jakiś inny lekarz? To pilne.
r: Niestety, ale dziś po południu żaden z lekarzy nie przyjmuje.
j: A mogę wiedzieć dlaczego?
r: Czwartek jest.
Mnie lekko zatkało, ale nic, brnę dalej.
j: Proszę pani, ale to jest naprawdę ważne, nie można mnie wcisnąć?
r: Niestety, nie da rady.
Rozłączyłam się. Pomyślałam, że dam sobie radę jakoś w końcu, to nie pierwszy i nie ostatni raz choruję. Jednak do południa dolegliwości wzrosły, nie mogłam wypić nawet szklanki wody. Moja siostra uznała, że potrzebuję jakichś lekarstw i pojechała ze mną na ostry dyżur.
Tam dostałam kroplówkę i receptę na leki przeciw wymiotne. Jednak tu historia się nie kończy niestety.

Na następny dzień musiałam iść do pracy, a z racji że pracuję w gastronomi, mogło to być niebezpieczne dla klientów. Spytałam więc o L4 i usłyszałam, że L4 wystawia tylko lekarz rodzinny.
Mimo moich protestów, że nie przyjechałabym na SOR gdyby jakikolwiek lekarz rodzinny chciał mnie przyjąć, lekarz stwierdził, że mam kilka dni na wypisanie tego "papierka", jak to określił.

Zadzwoniłam więc znowu na rejestrację i po kolejnej długiej rozmowie, dowiedziałam się, że do końca wszystkie terminy zajęte, mimo iż zaznaczałam, że tylko po L4, a sobota to akurat wypadało święto - więc nieczynne.
Pomyślałam - to nic, mam tydzień na doniesienie zwolnienia do pracy. Jednak w poniedziałek też wypadało święto, we wtorek po południu nikt nie przyjmował (Wyjaśnienie recepcjonistki: - 'Bo wtorek').

W końcu w środę udało mi się. Po odsiedzeniu swojego czasu w kolejce, weszłam do gabinetu, gdzie lekarz po obejrzeniu wypisu ze szpitala z satysfakcją w głosie stwierdził, że zwolnienia mi nie da. Bo po pierwsze, on może wypisać L4 tylko na 3 dni wstecz (na nic tłumaczenia że były święta i nikt nie chciał mnie przyjąć), a po drugie na karcie nie było nic napisane, że takiego potrzebuję, a jakbym potrzebowała to by mi je w szpitalu dali...

I jak tu się nie wściec? To po prostu paranoja, co się dzieje w tym kraju.

Aldemed Zielona Góra NFZ

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 639 (743)