Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

nissanowa

Zamieszcza historie od: 16 marca 2012 - 21:22
Ostatnio: 4 marca 2017 - 16:15
  • Historii na głównej: 5 z 16
  • Punktów za historie: 3377
  • Komentarzy: 35
  • Punktów za komentarze: 111
 
zarchiwizowany

#30256

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia miała miejsce 4lata temu. Dworzec autobusowy. Wieczór letni. Palę i czekam na busa, który jeździ w częstotliwości 1szt. na 1,5h. Podchodzi małolata-na oko 15 lat. Pyta:
-poczęstuje mnie pani fajką?
Pytam, czy 18 ma...
-wypier*** Ty ku****
Odpowiada młoda i odchoodzi. Bywa i tak...

dworzec

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (222)
zarchiwizowany

#28023

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Rzecz dzieje się w pasmanterii, gdzie w kolejce przede mną starsza pani kupuje już od dobrych paru minut różne pierdołki. Piekielna staruszka wybiera sobie dodatki do firanek. Rozmawia oczywiście w taki sposób, jakby sprzedawczyni miała wiedzieć, jakie firanki będzie zakładać i co ona chce do nich kupić...

Sprzedawczyni lekko poirytowana (rozumiem ból kobiety), więc mimo zaawansowanej ciąży nie przerywam (mimo odliczonej kwoty, że chcę tylko zamek 60cm) tylko spokojnie czekam.
Wpada młoda dziewczyna do sklepiku i wciska się w kolejkę po odczekaniu może 20 sekund (rozumiem, że ta młodzież zniecierpliwiona). Spokojnie i grzecznie uświadamiam nastkę, że jest kolejka i ja też w niej czekam. Dziewczyna oburzona moim zachowaniem mówi do mnie, że mam się zamknąć, bo ona w pracy jest i nie ma zamiaru czekać... Nie pomógł argument, że mimo ciąży też czekam (jak to stwierdziła- nie widać 7 miesięcznego brzuszka zza kurtki zimowej, więc mam siedziec cicho).
W moich godzinach pracy czasem ciężko było mi zjeść kanapkę, nie wspominając o tym, żeby załatwiać prywatne sprawy. Dodam, że kobieta chciała łatkę na jeansy, koniecznie z paragonem.

Sprzedawczyni musiała wycofać paragon na parenaście pozycji od starszej pani, która myślała nad kolejnym dodatkiem. Nabić paragon, wydać resztę i miło się uśmiechnąć. Po czym nabić kolejny raz paragon staruszki.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (156)
zarchiwizowany

#27497

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Jak wiadomo: dzisiejsza młodzież ma tylko prawa i zero obowiązków. Jest to wynikiem bezstresowego wychowania. Myślą, że można każdego zwyzywać i nie będą mieć z tego tytułu żadnych konsekwencji. Oczywiście wiadomo, że klient nasz pan, ale bez przesady. Zachowajcie jako klienci jakąś kulturę.
Przychodzi młoda dziewczyna i kupiuje sobie jakieś bardziewne kolczyki i zawieszkę. Po tygodniu przychodzi i wymienia zestaw, mimo, że nasz regulamin wew. pozwala to zrobić do 3ch dni (każdy klient jest o tym informowany przy zakupie- zgadza się z tym dokonując płatności).
Nie robię problemu- metki są na miejscu- używane nie było, poza tym jestem kierownikiem i miło wymieniam "pani" ten zestaw na życzony pierścionek.
Po kolejnych 2 tygodniach małolata przychodzi ponownie, bo chce wymienić zakup, ponieważ z "pierścionka wypadło oczko". Zostaje miło poinformowana, iż nosząc/używając "towar" zakupiony i zrywając metkę może jedynie ubiegać się o wymianę z tytułu gwarancji i że takowy druk już wypisuję. Nastolatka się wydziera, że ona chce wymiany teraz, na miejscu, bo zna swoje prawa. W tym momencie następuje potok słów, na temat mojej niekompetencji w dość wulgarny sposób.
Zapytana dziewczyna, o którą ustawę chodzi i czy może mi powiedzieć, który to artykuł (ustawę mam pod biurkiem) dziewczyna w ogóle nie czuje się zmieszana. Straszy inspekcją pracy (nie wiedzieć czemu) oraz zwolnieniem mnie z pracy. Nie trafiają żadne argumenty. Podchodzi jej matka, która o dziwo pozwala jej na 4 kolczyki w twarzy, pełen makijaż i czerwone włosy (przypominam, że w moich czasach nawet w liceum nie wolno było nosić makijażu, nosić gołych ramion o kolczykach nie wspomnę) i oznajmia, że jej córka dziś obchodzi 15-te urodziny i że mam jej dać nowy pierścionek...
Nie wiem, skąd się biorą tacy ludzie. Nie myślałam o tym, że kawał o tym, jak "blondynka ma pierwszeńswto na skrzyżowaniu, bo ma urodziny" jest z życia wzięty!

No i na koniec wszystkiego najlepszego, ale mimo tego, dla każdego prawo jest takie samo!

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (201)
zarchiwizowany

#27393

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Pracując "za ladą" codziennie można zaleźć kogoś, kto rozśmieszy lub wkurzy okropnie. Pan kupujący 3 prezenty na walentynki dla żony i dwóch kochanek, punk pytający czy może sobie postać przy ladzie i się oprzeć na chwilkę, bo grawitacja po paru piwach działa podwójnie. Takich przypadków jest bardzo wiele. Często osoby reklamujące dostarczają sprzedawcom sporej dawki humoru.

1) Kobieta reklamuje kolczyki. Zdejmując je do snu i kładąc na półkę, stwierdziła, że były całe, ale kiedy rano wstała, już były zepsute.
Z reguły uczą w szkołach, że nic nie ginie, ani nie powstaje samoistnie, więc może to UFO?

2)Jest typ ludzi, którzy są nazywani przez sprzedawców "apacze". To taki rodzaj człowieka, który zwiedza, ogląda i jak już się go pyta, czy w czymś pomóc, zawsze usłyszy się: "a pacze tylko" (pacze jest celowo użyte). Uwierzcie lub nie, ale mając ok 80 klientów na dzień (statystycznie)nie da się zapamiętać wszystkich ludzi na lata!!!
Przychodzi facet i mówi, że chce te kolczyki, co je z dziewczyną oglądał. Patrzę i nie wierzę (jak mam go zapamiętać - nie wiem, nie pracuję w końcu sama). Gdyby to było w ten sam dzień, ale gdzieżby... miesiąc temu! No ładnie. Pytam, czy może coś bliżej?? On odpowiada, że ze srebra (no teraz dał mi podpowiedź, w końcu mam jedynie 300 modeli srebrnych kolczyków). W końcu pokazuje mu pare i on mówi: "no takie jak pani ma tylko zupełnie inne" (kurde, może to ukryta kamera?). W końcu chciał kupić co innego, ale powiedział, że weźmie dziewczynę, bo wymagająca jest. Przyszła i ona. Stwierdziła, że tamte podobały się jej najbardziej, ale może po takie inne wróci kiedyś.
Ręce opadają. Za miesiąc będzie ta sama historia...a może lepsza.


3) Mężczyzna (M) przychodzi z reklamacją i mówi, że żona spała w kolczykach i on chce nowe, bo jeden "się zepsuł". OK, ale przecież w kolczykach się nie śpi (to ozdoba- prawie, jak torebka- przecież z torebką chyba ta kobieta nie śpi, z resztą jak można spać wygodnie we "wkrętkach"?). Reklamacja będzie nieuwzględniona, ale koleś walczy dalej- "ja przyjdę do tej drugiej pani i sie nie przyznam", ale znów trafia na mnie i myśli, że go nie pamiętam. Wady trzeba zgłaszać do dwóch miesięcy, a był już sporo po tym czasie. Przyjęta reklamacja- oczywiście nieuwzględniona (rzeczoznawca stwierdził uszkodzenie mechaniczne) no i po terminie. Klient poinformowany zgodnie z ustawą (do 14 dni jeśli nie ma odpowiedzi o decyzji reklamacji musi ona zostać uwzględniona). Najpierw dzwoni i wyzywa.
(K) K***, du****, ci**** macie mi naprawić!
(ja) decyzją reklamacji może pan zgłosić się po odbiór kolczyków, natomiast jest ona nieuwzględniona. Może pan pisać odwołanie
(k) nie obchodzi mnie to dz***ko chcę te kolczyki zaraz, teraz, zaraz po nie będę i Cię wyszarpię
(ja) nie pamiętam, żebyśmy byli na "ty", to raz, dwa nie życzę sobie takich wyzwisk w moim kierunku.

Po czym rozłączyłam się, ponieważ zwyczajowo nie będę znosić takiego traktowania. Mężczyzna próbuje nadal. Dzwoni:
(M) ja chcę rozmawiać z kierownikiem
(ja) przy telefonie
(m) bo te kolczyki to mają być naprawione i mnie nie obchodzi jak to zrobicie.
(ja) mówię panu, że decyzja jest taka, a nie inna
(m) ale wszędzie dają nowe rzeczy jak coś się zepsuje
(ja) w obuwniczym też rozdają nowe buty, jak stare ktoś potnie nożem?
(m) tak! ja zawsze dostaję to co chcę i jestem ponad stan
(ja) proszę wybaczyć, ale nie mam czasu na takie rozmowy.

Po czym gościu zaczyna wypisywać smsy, że mam (ja!) te kolczyki naprawić i co najwyżej on za naprawę może łaskawie zwróci. Jeśli chodzi o ten model to niestety szef wydaje nowe, gdy reklamacja jest uwzględniona, ponieważ nie ma możliwości ich naprawienia. Po chwili kolejne smsy o treści wulgarnej, niejako zmuszające mnie do osobistego pofatygowania się do kogoś, kto je naprawi, bo to moja sprawa! Koleś dał sobie spokój kiedy nie reagowano na niego. Przyszedł, odebrał kolczyki i odgrażał się rzecznikiem praw konsumeta. Zapewniam Was, że żadnej sprawy nie było.

praca

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (175)
zarchiwizowany

#27386

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Praca w handlu jak i obsłudze klienta jest piękna aczkolwiek czasem wyczerpująca. Są sytuacje, kiedy ma ochotę człowiek wziąć karabin i powystrzelać za brak logiki, ale są też sytuacje dzięki którym można zachować uśmiech na twarzy do końca dnia. Przyszedł do mnie raz dziadek(D)a całą rozmowę trochę skrócę...

(D)Dobry. Ja chciałem konto doładować
(ja) miło, ale ja sprzedaję biżuterię
(D) ale pani taka dobra będzie i mi doładuje konto
(ja) ale bardzo mi przykro, nie mam takiej możliwości
(D) ma mi pani doładować!
(ja) na prawdę nie sprzedaję doładowań do telefonów komórkowych, ale tam jest kiosk i może pan kupić dowolne doładowanie (wskazuję na kiosk znajdujący się obok)
(D) ale ja chcę kupić u pani, bo ta pani z kiosku mi go nie doładuje od razu, a ja chcę dzwonić
(ja) Jaką pan ma sieć? (lituję się nad dziadkiem, bo obok też są salony wszystkich sieci i chociaż powiem staruszkowi, gdzie ma się udać)
(D) No sieć, to ta... NOKIA!!

Poprosiłam o pokazanie tego telefonu.
Na wyświetlaczu było napisane "Plus GSM" więc zaprowadziłam go do salonu plusa i poprosiłam koleżankę, by mu osobiście doładowała ten telefon.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (151)
zarchiwizowany

#27371

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Moja mama jako osoba starsza, o chrześcijańskiej duszy i wierząca do niedawna w uczciwość ludzi została naciągnięta sposobem "na książkę telefoniczną". Ostatnio zadzwoniła do niej firma jak podała- wydawnicza, aby matula zakupiła książkę telefoniczną. Mimo zapewnień, że nie potrzebujemy (w dobie internetu nawet w telefonie komórkowym wszelakie kontakty znajdujemy mamusi od ręki) kobieta rozmawiająca z rodzicielką zapewniła, ze się przydaje taka książka. Mama się zgodziła dopiero po tym, jak miła pani w słuchawce zapewniła, że książka ta ma kosztować 27 zł i nic więcej. W poprzednich latach przychodził kurier i nagle książka kosztowała 35 zł zamiast 25 zł (że niby z dostawą).
Dzień 1: dzwoni telefon, a pod dom podjeżdża auto
- kurier z książką telefoniczną 35 zł trzeba zapłacić
Mówię panu, że 1) kasy nie mam na teraz- muszę podjechać do bankomatu (poświęciłam się i mimo, że w zaawansowanej ciąży to 4 km wytargałam auto z garażu) po czym dzwonię do matki, że przyszła jej książka, a ona oznajia mi, że ma kosztować mniej- 27zł. Kurier miał się zjawić po godzinie- nie przyjechał.
Dzień 2gi. Dzwoni telefon.
- kurier, za chwilę przyjadę z przesyłką, proszę przygotować 35 zł.
Nauczona, że to oszust mówię mu, że nie w takiej cenie miała być i że po prostu jej nie kupię i co z nią zrobi mnie nie interesuje. Rozłączyłam się.
Dzień 3ci. Dzwoni kurier (ta sama śpiewka) z tym, że odbiera mama i mówi, że za 27 zł weźmie, po czym facet się zgodził, podjechał, zabrał kasę a mamie dał paczkę. Jej zdziwienie okazało się wielkie, kiedy w paczce nie było książki telefonicznej, a jakaś książka kucharska z przetworami babcinymi (pewnie za 15 zł max.). Do teraz nie mogę pojąć sk***twa jakie mnie spotyka na tym świecie. Najgorsze jest to, że nie zawsze potrafimy obronić wszystkich bliskich przed takimi naciągaczami.Mama już tereaz rozłącza się z takowych rozmów, a ja już czekam na nagłówki gazet zagranicznych po euro 2012!! Oszukani przez Polaków, naciągnięci na fałszywe bilety, noclegi itp. Smutne!

kurierzy

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 102 (132)