Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

technik

Zamieszcza historie od: 14 września 2017 - 11:45
Ostatnio: 21 lipca 2020 - 14:30
  • Historii na głównej: 0 z 3
  • Punktów za historie: 10
  • Komentarzy: 3
  • Punktów za komentarze: -4
 

#86810

(PW) ·
| Do ulubionych
Chciałbym powiedzieć, że zastanawiam się kto był bardziej piekielny "ja - czy kierowca motocykla?", lecz w moim poczuciu znam odpowiedź.

Aby bardziej podkreślić historię, narzucę jedną myśl przed resztą tekstu - "gdzie jest granica miedzy kablowaniem a informowaniem dla dobra swojego albo społeczeństwa?".

Moja historia jest o mnie, kapusiu, donosicielu i człowieku, który niszczy innemu życie i rodzinę, oraz o nim, cudownym tacie, który chciał dać dziecku chwile szczęścia.

Z racji tego, jak ludzie ostatnio jeżdżą, zamontowałem sobie kamerkę samochodową. Sam nie zawsze "perfekcyjnie" przestrzegam przepisów, więc nie wysyłam co chwilę donosów na innych w postaci filmików wideo. Niestety temu cudownemu tatusiowi nie mogłem przepuścić. Na całe szczęście i nieszczęście byłem o 10-15 sekund za późno na skrzyżowaniu. Będąc wcześniej, nagrałbym go w całości razem z twarzą, a nie tylko z profilu, ale też mógłbym o niego zahaczyć w momencie, w którym przejeżdżał motocyklem przez tory z 4-letnim synem na baku. TAK, dobrze wam napisałem. Ten cudowny tatuś wybrał się na przejażdżkę motocyklową z 4-letnim synem. Obydwaj uśmiechnięci i szczęśliwi, bez kasków, z minimalną prędkością około 35-45 km/h. Zrobili sobie wycieczkę przez środek małego miasta, przez tory kolejowe, wśród innych samochodów i wielu zakrętów, gdzie za nimi nic nie widać (znam miejscowość od dziecka). Miałem ważne rzeczy do załatwienia i nie popędziłem za nim, ale nie omieszkałem skontaktować się z organami ścigania, aby złożyć na niego donos. A dokładnie zawiadomienie o wykroczeniu.

Filmik i zawiadomienie złożone na komendzie, czekam na rozwój wydarzeń. Mam nadzieję, że ukarzą go bez obecności na sprawie sądowej mojej osoby i nie będę musiał patrzeć jemu i jego rodzinie w twarz jako ten, który pozbawił ich szczęścia i pieniędzy (mandat, może punkty, a jak za dużo, to utrata prawa jazdy - jak potrzebował do pracy, to mniejsza pensja i mniej jedzenia w garnku). Takie człowiek ma dylematy, jak zgodnie z prawem chce ukarać "głównego karmiciela rodziny" za jego głupotę i narażanie życia innych.

video

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 68 (96)
zarchiwizowany

#80094

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie długo, namiętnie i technicznie. piekielność JA I MOJE PIEKNE MIASTO.

Dojeżdżam do pracy na trzy sposoby. autobusem zakładowym, samochodem i rowerem. Pierwsze dwa nie sprawiają problemu jak jedzie się poza godzinami szczytu, większość trasy jest pod prąd. przygoda zaczyna się dopiero jak jadę rowerem.

Miedzy K. a O. Ścieżka rowerowa jest łatwa i prosta. W O. pierwszą przeszkodę omijam i jadę skrótem razem z samochodami ( ścieżka rowerowa krzyżuje się kilka razy z pieszą i jest przejście dla pieszych bez pasa rowerowego ). Na rondzie trochę siłuje się z samochodami ale zawsze jestem w kontakcie wzrokowym z kierowcą.
I tu zaczyna się problem. ponieważ po zjeździe z rąda mam dwie opcje. ścieżkę rowerową przez 200m lub dojazd do świateł. Czemu tak robię ??? bo za światłami dalszego etapu tej trasy rowerowej niema ąż przez 600m. Więc oficjalnie mi nie wolno dojechać do świateł a jak pojadę ścieżką to nie wolno mi dalej chodnikiem.
Co mi zostaje ? np. właczyć się do ruchu przechodząc na pasach i stając przed samochodem. Ciekaw jestem jak to wygląda w praktyce przy pięciu cyklistach. Po przejechaniu 600m gdzie pod drodze jest przejazd kolejowy ukazuje się po lewej stronie ścieżka rowerowa która po 100m przeskakuje na prawą stronę. Jak większość mieszkańców jadących w tym kierunku wskakuje na chwile na bardzo szeroki chodnik aż dojadę do ścieżki.

W suche dni nie ma dużego problemu z tym odcinkiem , zaczyna się dopiero jak są kałuże i śnieg. ludzie ograniczają kontakt z lodem i falami wody spod kół i podróżują ścieżka rowerową. Na domiar złego co drugie przejście dla pieszych nie ma pasa rowerowego i zamieniam rower na hulajnogę. Dalsza podróż do pracy mija spokojnie. kilka przejść dla pieszych i cała jesień i pół zimy leżące liście na ścieżce chyba ze przykryje je pierwszy śnieg to musze poczekać dwa tygodnie ąż ktoś go zgarnie.
I na końcu perełka na torcie. ktoś wymyślił , że ścieżkę zakończy na skrzyżowaniu z kościołem gdzie kilometr wcześniej zamienia się ona w wazki normalny chodnik lawirujący miedzy ogrodzeniem posesji domów a mini-rowem melioracyjnym. gdyby nie dwa szerokie 4 metrowe drzewa to może bym uczęszczał tą ścieżka zgodnie z prawem ale ścieżka też je omija lukiem i nigdy nie wiem kto jest po drugiej stronie. Do wypadku i śmierci daleko a kontakt z zarządca drogi jest daleki od dobrego, ale tylko czekam ąż zaczną się zimne dni to dopadnie mnie jeszcze smog i spaliny.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -12 (14)
zarchiwizowany

#80075

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie długo, namiętnie i technicznie. piekielność JA I MOJE PIEKNE MIASTO. Dojeżdżam do pracy na trzy sposoby. autobusem zakładowym, samochodem i rowerem. Pierwsze dwa nie sprawiają problemu jak jedzie się poza godzinami szczytu, większość trasy jest pod prąd. przygoda zaczyna się dopiero jak jadę rowerem. Miedzy K. a O. Ścieżka rowerowa jest łatwa i prosta. W O. pierwszą przeszkodę omijam i jadę skrótem razem z samochodami ( ścieżka rowerowa krzyżuje się kilka razy z pieszą i jest przejście dla pieszych bez pasa rowerowego ). Na rondzie trochę siłuje się z samochodami ale zawsze jestem w kontakcie wzrokowym z kierowcą. i tu zaczyna się problem. ponieważ po zjeździe z rąda mam dwie opcje. ścieżkę rowerową przez 200m lub dojazd do świateł. Czemu tak robię ??? bo za światłami dalszego etapu tej trasy rowerowej niema ąż przez 600m. Więc oficjalnie mi nie wolno dojechać do świateł a jak pojadę ścieżką to nie wolno mi dalej chodnikiem. Co mi zostaje np. właczyć się do ruchu przechodząc na pasach i stając przed samochodem. Ciekaw jestem jak to wygląda w praktyce przy pięciu cyklistach. Po przejechaniu 600m gdzie pod drodze jest przejazd kolejowy ukazuje się po lewej stronie ścieżka rowerowa która po 100m przeskakuje na prawą stronę. Jak większość mieszkańców jadących w tym kierunku wskakuje na chwile na bardzo szeroki chodnik aż dojadę do ścieżki. W suche dni nie ma dużego problemu z tym odcinkiem , zaczyna się dopiero jak są kałuże i śnieg. ludzie ograniczają kontakt z lodem i falami wody spod kół i podróżują ścieżka rowerową. Na domiar złego co drugie przejście dla pieszych nie ma pasa rowerowego i zamieniam rower na hulajnogę. Dalsza podróż do pracy mija spokojnie. kilka przejść dla pieszych i cała jesień i pół zimy leżące liście na ścieżce chyba ze przykryje je pierwszy śnieg to musze poczekać dwa tygodnie ąż ktoś go zgarnie. i na końcu perełka na torcie. ktoś wymyślił , że ścieżkę zakończy na skrzyżowaniu z kościołem gdzie kilometr wcześniej zamienia się ona w wazki normalny chodnik lawirujący miedzy ogrodzeniem posesji domów a mini-rowem melioracyjnym. gdyby nie dwa szerokie 4 metrowe drzewa to może bym uczęszczał tą ścieżka zgodnie z prawem ale ścieżka też je omija lukiem i nigdy nie wiem kto jest po drugiej stronie. Do wypadku i śmierci daleko a kontakt z zarządca drogi jest daleki od dobrego, ale tylko czekam ąż zaczną się zimne dni to dopadnie mnie jeszcze smog i spaliny.

komunikacja_miejska

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -14 (14)

1