Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

tvh

Zamieszcza historie od: 12 września 2012 - 7:39
Ostatnio: 20 września 2018 - 8:23
  • Historii na głównej: 3 z 8
  • Punktów za historie: 1947
  • Komentarzy: 284
  • Punktów za komentarze: 1867
 

#82341

(PW) ·
| Do ulubionych
Budowlańcy i alkohol.

Kilkanaście lat temu pewna firma budowała nowy zakład. Prace zbliżały się do końca, budowlańców było jeszcze dobrze ponad 100, wszyscy z umową o pracę, wiadomo było że ciężko będzie dać wypowiedzenia, bo znaczna część pójdzie na chorobowe - robili już tak wcześniej przy reorganizacji firmy i zwalnianiu części z nich.

Co wymyślili w firmie?
Niespodziewaną wizytę działu kadr i kierownika na placu budowy. Tak koło południa. Z alkomatem.
Przyjechali, poprosili o listę obecności i zaprosili wszystkich na kontrolę trzeźwości. Wśród pracowników wybuchła panika, część uciekała przez ogrodzenie. Tym, którzy byli nietrzeźwi, ale nie uciekli, dano możliwość złożenia wypowiedzenia ze skutkiem natychmiastowym, za porozumieniem stron. Ci pracownicy, którzy rano podpisali listę obecności, a nie było ich podczas kontroli, dostali dyscyplinarki. Łącznie pozbyto się około 2/3 budowlańców.

Kto był bardziej piekielny? Podpici budowlańcy czy firma?

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 184 (204)
zarchiwizowany

#58061

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Nocna opieka medyczna.
Kobieta próbowała złapać spadającą szklankę, efekt: szklanka rozbita, ręka cała w krwi. Wiadomo umycie, kilka rozcięć, krew leci a i lepiej sprawdzić czy nie zostało szkło w ranach, więc prowizoryczny opatrunek i jazda do lekarza. Blisko jest punkt gdzie udzielają nocnej opieki medycznej.
Podjeżdżamy, personel miły, chętny, ale... nie pomogą, kierują do innego punktu, bo u nich nie ma chirurga a nawet nie mogą zabandażować gdyż nie mają ani jednej rolki bandaża...
My oczy w słup! W takim punkcie nie mają podstawowych środków opatrunkowych? Tego, co zazwyczaj ma się nawet w taniej apteczce samochodowej? Może mieli zbyt wielu pacjentów, za mały budżet?
Nie dochodziliśmy ani nie komentowaliśmy, pojechaliśmy gdzie wskazali...
W drugim miejscu mieli i chirurga i bandaże. Mam tylko, nadzieję,że to nie były jego prywatne...

P.S.
Może im dziś podrzucę rolkę czy dwie bandaży? W apteczce w aucie mam kilka różnych, a i w domowej się znajdzie...

słuzba_zdrowia

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (28)

#47865

(PW) ·
| Do ulubionych
Historyjka opowiadana kilka lat temu przez wykładowcę - zarazem pośrednika w obrocie nieruchomościami.

Do biura pośrednika, bodajże w Katowicach, przychodzi kobieta i szuka mieszkania/domu w Zakopanem. Pośrednik znajduje oferty i jej przestawia - no ale ona chciałaby obejrzeć jak naprawdę wyglądają. Podejście normalne, ile osób w końcu kupuje mieszkanie czy dom w ciemno? Uzgadniają termin wyjazdu - pasuje jej tylko piątek po południu, pośrednik ją zawiezie na miejsce.

W piątek przychodzi, na ramieniu jakaś torba, no nic, jadą. Dojeżdżają, kobietka ogląda, pierwsza nie pasuje, druga nieruchomość też nie, podobnie trzecia... Stwierdzają, że na dziś to koniec oglądania, pośrednik zaprasza do auta, na co klientka dziękuje twierdząc, że tu tak ładnie i skoro już jest w Zakopanem to sobie pozwiedza i wróci sama i umawia się (o ile dobrze pamiętam) na kolejne spotkanie w Katowicach. Termin kolejnego spotkania też piątek po południu - zjawiła się i sytuacja się powtarza: wyjazd, oglądanie i kobieta zostaje na miejscu... Pośrednik nieco zniechęcony, bo czas i kasę na paliwo stracił, wraca do siebie.

Minął jakiś czas, jakieś spotkanie w gronie pośredników, opowiadający historię wspomina o klientce, która szukała nieruchomości w Zakopanem, że zawiózł ją, ale nie była zainteresowana i urwał się kontakt. Na te słowa odzywają się inni: oni też mieli taką klientkę!
Od słowa do słowa okazało się, że kobieta naciągnęła w ten sposób wiele osób, była to handlarka mieszkająca w Zakopanem, która po tygodniu pracy wracała do siebie i wymyśliła sobie sposób na bezpłatną "taksówkę" wiozącą ją prawie, że pod dom...

Katowic/Zakopane

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 989 (1013)
zarchiwizowany

#44376

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Święta - sezon na zakupy,historia gdzie kobiety walczyły o prezenty przypomniała mi sytuację sprzed paru lat.
Czas akcji: wiosna :-)
Przyjaciółka uznała, że czas kupić Młodej rower, w końcu paannica zbliżała sie do jakże powaznego wieku 7 lat.
Zadanie bojowe spełniłem, objeździłem kilka sklepów obejrzałem co mają i w sobotę jedziemy z Młodą wybierać rower, niech małolata też poczuje się ważna i ma udział w wybieraniu. Pierwszy sklep - brak entuzjazmu, drugi (pewien market sportowy)wchodzimy, kierunek rowery, idziemy spokojne dochodzimy, Młoda zaczyna ogladać i nagle włącza dopalacze, zasuwa. Patrzymy jaki cel? Biało/różowy rowerek,z jakimiś księżniczkami czy czarodziejkami, jedyny taki, ostatni, pozostałe są w kolorze niebieskim :-) . Dopadła go i już nie puszcza, przymierza się,zaczyna jeździć po hali. Widzimy,że wybór dokonany. Idziemy do stanowiska obsługi, a tam dwaj panowie z dziewczynką stoją i rozmawiają z pracownikiem na temat różowego rowerku, że chcą taki wziąść.
Podjeżdza zachwycona Młoda, panowie zerkają na nas podejrzliwie, a ja proszę pracownika o kartę gwarancyjną i przegląd...
Gdyby wzrok mógł zabijać...panowie ( na oko dziadek i ojciec) wkurzeni, oczy miotaja na nas gromy, ich dziecko zaczyna beczeć,że "ona chciała ten różowy..." pracownicy w trosce o uszy szybko sprawdzili, czy na magazynie więcej takich nie ma,nie było, kolejna dostawa za kilka tygodni...tamtaj mała dalej beczy...
Cóż, szkoda dziecka, ale kto pierwszy ten lepszy.
Chcieli kupić? To mogli wziąść ze sobą.
My nie będziemy odbierali uszczęsliwonej Młodej rowerku. Mała tak się cieszyła,że zsiadła tylko na chwilę przy kasie, a przy aucie zastanawiała się jak by tu wejść razem z nim do bagażnika :-) a w domu oczywiście rower musiał zostać na noc przy łóżku.

sklep sportowy

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -14 (24)
zarchiwizowany

#43598

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wpiszę się w klimat wypadków z ciężarówkami...będzie długie

Kilka lat temu jechałem dostawczakiem (Vito), w pewnym miejscu budowali wiadukt, było tam zwężenie, jazda na zakładkę i oczywiście korek. Dojeżdzam sobie spokojnie do poprzednich aut,zostało mi jeszcze z 6-7 metrów, nagle słyszę jakiś pisk z tyłu, zerknięcie w lusterko... szok !.. widzę za sobą w lusterku bok ciężarówki, szybko zmiana z hamowania na gaz, zdołalem przejać może z 2m i ŁUP! auto skok do przodu o następne 2 m. Uderzył we mnie, a właściewie musnął na 10cm w tylny słupek i klapę Vitka - TYŁ ciężarówki - Stara. Miałem szęście że a) jechałem dostawczym, b) zdążyłem jeszcze trochę odjechać, gdyby nie to zapewne zdmuchnąłby mnie z drogi, a ja nie pisałbym teraz tych słów. Okazało się, że kierowca Stara jechał za szybko, zagapił się a w dodatku miał ( Star, a nie kierowca) słabe hamulce z jednej strony i dlatego go obróciło.
Z pół godziny póżniej stoimy sobie na poboczu czekając na policję a tu słyszymy BUM! W zwężeniu kierowca kamaza wjechał w tira z materiałami budowlanymi. Hamowania nie było słychać, patrzymy z auta nikt nie wychodzi. kierowca tira wyszedł, idzie do Kamaza i zaczyna biec, podbiegliśmy, patrzymy, kabina Kamaza częściowo zmiażdzona, kierowca leży na kierownicy, coś jakoś blady, w dodatku zakleszczony. Podbiegło jescze parę osób, za pomocą kantówek z tira udało się nam w kilkunastu chłopa odgiąć kabinę i wyciagnąć kierowcę.Sztuczne oddychanie, masaż serca, chociaż po kilku minutach było to już bardziej dla zasady. Korek utworzył się straszny, karetka, policja prokurator, podjechali nie pamietam już czy wszyscy przeciwnym pasem czy część poboczem.
Tak, stwierdzili zgon.
Pomocnik kierowcy Kamaza wyszedł bez szwanku, jego część kabiny była cała, mówił,że kolega/kierowca zagapił się na nasze stojące po kolizji na poboczu auta i stuknął z rozpędu ( nawet nie zaczęła hamować) w poprzedzajacego go tira.
Ot, jak czasami nie trzeba dużo, niesprawne hamulce, zagapienie się, czy brak reakcji na dziwne odgłosy...i już może nie być człowieka...

okolice Czeladzi w kierunku na Bielsko

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (193)
zarchiwizowany

#42581

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sposób na ... teleankietera(?)

Wieczór, po raz kolejny dzwoni telefon.
W słuchawce miły damski głos (MDG).
- jestem XY z firmy (to akurat nieco szybki i mało zrozumiale) robimu badania, ble... ble..., chciałabym przeprowadzić krótką aniektę na temat znajomości problemeów zdrowotnych ( czy jakśs tak), tylko 2 pytania.
U tvh czerwona lampka, pewnie zmowu jakaś oferta, no ale nich będzie.
- Słucham
MDG: pierwsze pytanie, temp. zdrowego człowieka wynosi 36,6 st C czy 38,5st C ?
tvh: Nie wiem...
...w słuchawce moment zszokowanej ciszy...
MDG: Nie wie Pan?!
tvh; Nie wiem...
MDG: Aaa... To do widzenia.
tvh: Do widzenia.
Tak, wiem, byłem chyba nieco piekielny ale po powrocie do domu zostalem prawie rozładowany telefon z 27(!!)połaczeniami z numerów zastrzeżonych i ciągu godziny odebrałem 4 kolejne z super, hiper, ofertami...a i w pracy odebrałem kilka podobnych... a nie miałem ochoty "wygrać" jakiegoś zaproszenia na pokaz.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -3 (25)

#39565

(PW) ·
| Do ulubionych
Z cyklu: nasza „kochana” publiczna służba zdrowia.
Wczorajsza wizyta w przychodni aby zapisać się na badania.
T- tvh
R- rejestratorka

T: Dzień dobry, chciałem zapisać się na badania na styczeń (takie były dostępne terminy jeszcze w piątek)
R: Niestety, najbliższy wolny termin dopiero w lutym.
T: To proszę na luty.
R: Niestety, nie zapisujemy.
T: ???
R: Skończył się nam kalendarz, nie możemy sprawdzić jakie są w lutym dni i nie mamy gdzie zapisywać... Ale są zapisy wcześniej w mieście X (tak z 50km dalej).

U mnie konsternacja, skończył się kalendarz? Nie mają dowolnego zeszytu lub czystej kartki? Ewentualnie od czego są komputery? No cóż, może da się to rozwiązać.

T: (nieco ironicznie, nie wiedząc czy śmiać się czy płakać) Jeżeli przywiozę kalendarz, żeby można posprawdzać i było gdzie wpisać, to zostanę zapisany na luty?
R: Tak.

No cóż, za chwilę będę sobie drukować kalendarz na przyszły rok. Ciekawe czy taki wystarczy? Może jeszcze powinienem na wszelki wypadek dołączyć do niego długopis, bo te ich mogą jeszcze nie zechcieć pisać po miesiącach późniejszych niż styczeń...

P.S.
Ciekawe czy w prywatnej placówce też bym usłyszał, że skończył im się kalendarz i dlatego nie mogą czegoś zrobić/zapisać?
Gdyby tak ktoś stwierdził u mnie w pracy, to wątpię czy by się skończyło na kilku ostrych słowach od szefa, raczej pożegnałby się z premią a przy powtórce z pracą.

przychodnia w sporym mieście

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 495 (561)
zarchiwizowany

#40063

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Na skróty do marketu...

Ładnych kilka lat temu gdy akurat nikogo nie było w domu, a jedynie po ogrodzie hasał sobie pies, dzwoni sąsiad do mieszkajacego obok mnie kuzyna i mówi: do tvh przeskoczyli przez bramę (tylną) jacyś faceci!
Kuzn szybko do mnie na ogródek, patrzy, a tam dwaj panowie już przy tarasie domu, a pies-przylepa zadowolony,że ktoś przyszedł, tańczy wokół nich i kręci radośnie tyłkiem...
Kuzyn: panowie czegoś szukają?
Nieproszeni "goście" zszokowani, przecież nikogo nie było widać, a tu ktoś się nagle pojawił! Ba! Wyskoczył jak diabeł z pudełka!
- Noo... My na skróty do marketu szliśmy!
Kuzyn: to nie tędy panowie, prosze pokażę wam wyjście, i odprowadził ich do frontowej furtki...

Tak, "wierzymy", że chcieli iśc na skróty... tylko że była to epoka początku "komórek", próba zatrzymania "skrótowiczów" mogłaby skończyś się pobiciem, a zanim przyjechała by policja ...
Przynajmniej nie musiałem dzwonić po szklarza.

ogród przy domku

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (169)

1