Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

wangster

Zamieszcza historie od: 29 listopada 2018 - 15:25
Ostatnio: 15 marca 2019 - 16:11
  • Historii na głównej: 3 z 3
  • Punktów za historie: 354
  • Komentarzy: 4
  • Punktów za komentarze: 10
 

#84153

(PW) ·
| Do ulubionych
Pewnie było już milion razy, ale zawsze mnie to denerwuje...

W drodze do pracy, mam do pokonania jedno, naprawdę duże rondo. Takie z tramwajami, wiaduktem, 3 pasy, do tego zjazd i wjazd na most itp. Rano ruch jest ogromny, korki, trąbienie, wcinanie itp.

Jadąc od mojej strony, najpierw trzeba uważać na tych z pierwszeństwem, potem na "Jana kierownicy", który usilnie próbuje z pasa prawego (skręt tylko w prawo, wjazd na most) "jednak zmienić zdanie" żeby wcisnąć się na pas środkowy (jazda na wprost i w lewo na rondzie), następnie sprawdzić, czy akurat tramwaj nie przecina ronda w pół. Jak to się udało, to zjazd z ronda powinien być formalnością?

No nie...

Pierwszy kamyczek do naszych kochanych "specjalistów miejskich ds. równouprawnienia różnorakich cyklistów". Środkowym palcem pozdrawiam każdego chorego zwyrodnialca, który przyłożył pieczątkę do tego, żeby na tak wielkim rondzie ustawić ścieżkę rowerową pod takim kątem, że nie da się zjechać płynnie i bezpiecznie.

A soczystego kopniaka w d... powinien dostać "pan od planowania przestrzennego", który bardzo mądrze, po drugiej stronie stronie ustawił żywopłot/krzewy, które kończą się... jakieś 5-7 metrów przed przejściem z przejazdem rowerowym i totalnie zasłaniają rowerzystów dla kierowców jadących z przeciwka!

Trzeba też pamiętać, że rower-man nie zwalnia przed przejściem/przejazdem "bo on ma pierwszeństwo!", więc zwykle dłuższą chwilę i jazdę na pół-sprzęgle zajmuje upewnienie się, czy "można". Natomiast czynności "zwolnić i się upewnić", że na pewno żaden "kolarzysta" nie przeleci przez maskę, powodują zatrzymanie ruchu na rondzie, trąbienie, korek...

Brawo! Ustawienie jednego znaku z rowerkiem, które powoduje niebezpieczeństwo dla rowerzystów, zmotoryzowanych i zarazem tworzenie korków... Jeśli w Urzędzie Miasta jest konkurs na najbardziej niedorzeczne rozwiązanie drogowe, takie combo zasługuje przynajmniej na nagrodę publiczności!

Ale osobne miejsce w piekle należy do "nagle biegnących" pieszych. K**a... widoczność na zjeździe jest naprawdę słaba, w szczególności zawdzięczamy to "doskonale wytyczonym ścieżkom i chodnikom".

Sytuacja z dziś - upewniony, że mogę wreszcie przejechać bo nie ma pieszych, następny ma do pasów jakieś 5 m i spokojnie idzie, dodaję gazu... i magicznie, słysząc i widząc przyspieszające auto, ten sam pieszy nagle staje się "biegnący przed maską".

Jak wiemy, pieszy na pasach to święta krowa więc daję po hamulcach i opieram się o fotel, żeby nie uszkodzić karku, kiedy ten z tyłu zaparkuje w moim bagażniku.

Zastanawiam się, kto jest bardziej piekielny: człowiek-pieczątka sprowadzający niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia rowerzystów i kierowców, który bezmyślnie i bez zapoznania się z realiami danego miejsca zwyczajnie stawia znaczek z rowerkiem przed przejściem, czy piesi, którzy w imię zaoszczędzenia 20-30 sekund gotowi są ryzykować kalectwo wbiegać przed maskę samochodu...

rondo rowerzyści piesi urzędnicy

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 69 (105)

#83664

(PW) ·
| Do ulubionych
Na kanwie https://piekielni.pl/83637...

Ponieważ pracuję w jednym miejscu od lat, rozkład jazdy swojego autobusu znam niemalże na pamięć. Dzięki temu oraz faktowi, że przed przystankiem autobus skręca na skrzyżowaniu pod kątem 90 stopni jestem w stanie obliczyć "poziom zabydlenia pojazdu"* i ocenić, czy jedzie planowo lub jest opóźniony.

System działa w ok. 80% i kiedy nie spieszy mi się jakoś wybitnie, czekam 3 do 5 minut na kolejny autobus, w którym będę mógł usiąść, a przynajmniej stać w ludzkich warunkach - tj. korzystając z telefonu, czytając książkę, a nie przytulać się do szyby lub być ściskanym z każdej strony.

Historia właściwa:

Tego jednego dnia niestety spieszyło mi się, w pracy musiałem zostać chwilę dłużej, a trzeba było odwiedzić jeszcze jeden sklep przed jego zamknięciem. Ponieważ w tej sytuacji każda minuta była na wagę złota, złapałem "opóźniony bus", który zgarnął z przystanku całkiem sporą gromadkę szczęśliwych z tego powodu ludzi.

Jazda na glonojada, ludzie jak sardynki w puszce, trzymać się nie trzeba, bo tłum trzyma w miejscu... Busik powoli przecisnął się przez korek i zatrzymał na przystanku.

Po otwarciu zaparowanych drzwi za 3 czy 4 rzędów głów zobaczyłem Ją... Madkę walczącą, różowa kurteczka, różowy wózeczek... I zaczyna taranować pierwsze rzędy wózkiem bojowym...

Pasażer 1 - Hej, co pani robi?
Madka - PRZESUŃ SIĘ! JA WSIADAM, JA DZIECKO MAM, WÓZEK...
Pasażer 2 - Gdzie? Gdzie się przesunąć, ledwo drzwi się otworzyły.
Madka - TO WEŹ PAN WYSIĄDŹ, BO JA MUSZEM, A TY MUSISZ MI USTĄPIĆ, BO JA DZIECKO MAM!

Tego typu żałosna wymiana zdań trwała ok. minuty, drzwi zamknąć się nie da, połowa wózka w środku, druga poza. Ludzie zaczynają się niecierpliwić, "ruchami robaczkowymi" starają znaleźć miejsce na wózek. Podczas tego "dreptania" zobaczyłem lukę pomiędzy ludźmi, przecisnąłem się, wyskoczyłem z busa, ukłoniłem się Madce, która z wściekłością krzyknęła do środka "że może jeszcze ktoś USTĄPIŁBY miejsca!". W końcu drzwi zamknęły się, autobus odjechał.

Około trzy minuty później pojawił się kolejny, do którego wsiadłem bez problemu. Miał mniej ludzi, pominął przystanki "na żądanie", wyprzedził szybko "bydłowozik", a ja w ludzkich warunkach dojechałem w wyznaczone miejsce.

I teraz moje pytanie - czy naprawdę fakt posiadania dziecka uprawnia Cię w jakikolwiek sposób (prawnie, moralnie) do domagania się, aby ktoś wysiadł, żebyś ty mogła pojechać?

Poza tym, jakim cudem takie "kwiatki" zawsze mają miejsce w godzinach szczytu, czyli - niezmiennie od kilku dziesięcioleci - między 16 a 18? Naprawdę nie można tak rozplanować dnia z malutkim dzieckiem (pomijam sytuacje wyższej konieczności, jak wizyta u lekarza), żeby wsiadać do autobusu przed 16 lub po 18?

*Przepraszam wszystkich urażonych, ale dla mnie walka na łokcie na przystanku, a potem wpychanie się na siłę do autobusu kursującego co 5-6 minut jest zwyczajnie spędem do naczepy do przewozu bydła. Autobus co 5-6 minut to nie 15.10 do Yumy raz w miesiącu!

komunikacja_miejska

Skomentuj (63) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (203)

#83773

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio bardzo popularne jest wklejanie rozmów z aledrogo czy innej dawnej tablicy pt. "Janusze biznesu", "dejmamhoromcurke" itp.

Przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy skorzystałem z serwisu aukcyjnego w celu sprzedania biletów na którąś-tam-z-kolei wielką galę MMA, bodaj z walką Pudziana albo Mameda.

Gwoli wyjaśnienia, byłem w tamtym czasie studentem i dwa bilety na galę dostałem w prezencie. Niestety gala odbywała się kilkaset km od mojego miasta, w weekend zjazdowy i "byłem studentem" czyli nie miałem kasy na podróż + hotel + żarcie. Ponieważ nie jestem Mirkiem Handlarzem, poinformowałem darczyńcę, że super prezent ale akurat nie mogę skorzystać, więc jeśli może bilety zwrócić/oddać/sprzedać to powinien to zrobić. Dostałem pozwolenie żeby samemu pozbyć się biletów wedle uznania.

Do gali było ok 5-6 dni więc wystawiłem bilety na alledrogo z podanym kontaktem w aukcji. Postarałem się, znalazłem "mapkę" z siedzeniami, zaznaczyłem których miejsc dotyczą bilety, zrobiłem fotkę bilecików, cenę ustawiłem na ok 60-65% wartości czyli prawie 2 w cenie 1.

W końcu zadzwonił ON. Po głosie słychać że facet w średnim wieku, zadał dwa, trzy pytania - pochodzenie biletów, czemu sprzedaję (było w aukcji, że nie mogę jechać...) i czy mogę wysłać kurierem. Na pytania odpowiedziałem, natomiast odnośnie kuriera mówię, żeby nacisnął "kup teraz" i jeśli zależy mu na czasie itp. to podam mu adres żeby sam wysłał do mnie gońca albo niech wybierze kuriera i za pobraniem, ale nie gwarantuję że dojdzie. No On by wolał bilety najpierw zobaczyć a potem płacić, więc żebym ja wysłał, a On zapłaci kurierowi, a na aukcji to On nie będzie klikał, bo i po co. A On te bilety kupi na pewno itp. itd.

No cóż, lampka ostrzegawcza się zapaliła, że facet albo nie jest zdecydowany albo coś kręci - w każdym wypadku wyślę bilety i zapłacę za przesyłkę, a hajsu nie zobaczę. Bilety się "przeterminują" i będzie z tego tylko koszt.

Delikatnie poinformowałem, że sprzedaż poza platformą wchodzi w grę jedynie w przypadku sprzedaży osobistej, a jeśli wysyłka to "klik" i tyle. Z ciężkim sercem stwierdził że ok, to On bilety weźmie, tylko podzwoni i załatwi przewóz, może znajomy, a może kurier ekspresowo itp. więc prosi Onemu bilety zarezerwować, on do 17.00 czy 18.00 wszystko potwierdzi i jutro te bilety ktoś odbierze.

Znów informacja, że jedynym sposobem zapewnienia sobie "rezerwacji" jest zawarcie umowy przez allegro, że nie rezerwuję nic na gębę. Niech ustali z kurierem/znajomym/świętym mikołajem sposób odbioru, zadzwoni, kliknie "kup" i mamy z głowy.

Ok, Ok, On rozumie, tak zrobimy, On kupi, On uczciwy itp, czekać na informację maksymalnie do 18.00, powie kto odbierze.

Zadowolony czekam na telefon lub powiadomienie.. które oczywiście nie nadchodzi. Po godzinie 19 postanowiłem zadzwonić samemu i albo ustalić co i jak, albo podziękować za taką formę współpracy. Nie chciałem potem problemów, że on załatwił przewóz albo kupił i bilet nie zdążył dojechać czy coś. Dzwonię... sygnał, poczta głosowa. A potem 2 razy połączenie odrzucone. Ok, sytuacja jasna. A taki uczciwy ten Ony był, rezerwacji chciał...

Następnego dnia zadzwonił do mnie jakiś chłopak z ofertą, szybki deal, daje 50% wartości biletów i zabiera je za max 2h. Informuję go, że mam lepszą ofertę, ale jeśli wciągu 20 minut nie dostanę potwierdzenia od pierwszego kupującego, to on dostanie te bilety za te 50%.
Napisałem SMS do Onego, że ponieważ się nie odezwał we wskazanym przez siebie terminie, może już niczego nie załatwiać i niczego nie szukać - bilety sprzedane.

Po ok. 1.5h biletami cieszył się młody chłopak wraz ze swoją dziewczyną. Aukcja zakończona i... koniec?

Nie, nie koniec. Po dwóch dniach, na ok 24h przed galą odebrałem telefon od Onego, że tak to się nie robi! Bo ONY wczoraj wieczorem się dowiedział, że dzisiaj będzie w moim mieście i mógłby te bilety OBEJRZEĆ, a mnie brakuje SZACUNKU I UCZCIWOŚCI (w sumie miał rację, bo brakowało mi tego... z jego strony!).

Zwykle trzymam fason, ale tym razem wybuchłem śmiechem i wyrwało mi się coś, czego dziś odpowiednikiem byłoby "K..., jaki dzban".

Czy mogłem do Onego nie dzwonić, nie pisać i ogólnie mieć go w d..? Mogłem, nawet powinienem. Ale kiedy jesteś biednym studentem i masz na sprzedaż akcje z krótkim terminem ważności o wartości całkiem pokaźnego dwudniowego bajlando, to robisz wszystko żeby to sprzedać ;)

#januszeallegro #mma #bilety #wolnyrynek

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (172)

1