Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#79276

~CorkaPiekarza ·
| było | Do ulubionych
Skoro już o Paniach sprzątających mowa, to i ja się przyłączę. Prywatnie nie korzystam z takich usług, jednak biuro, w którym pracuję jak najbardziej.
Aktualnie szukamy nowej firmy sprzątającej, trzeciej w tym roku. Niestety dwie poprzednie nie umiały wyegzekwować od swoich pracownic zwyczajnego wywiązywania się z obowiązków.
W biurze mamy zmywarkę, niejednokrotnie zwracano Paniom uwagę, że włączenie jej na 20 min kiedy w środku znajdują się np. zaschnięte kubki od kawy z rana nie wystarcza. Panie nadal uparcie odmawiają użycia dłuższego programu, bo wtedy zwyczajnie musiały by dłużej zostać, żeby zmywarkę wyłączyć i opróżnić. Kwestia samego opróżniania też była forsowana niezwykle długo, gdyż Panie udawały, że to nie ich sprawa.
Doproszenie się o odświeżacz powietrza w toaletach? Niemożliwe, pomimo dwóch miesięcy mówienia. Odkurzacz stoi chyba tylko dla ozdoby, włożenie worków na śmieci do koszy też często jest problemem. Oczywiście wszelkie próby rozmów i próśb nie przynoszą efektu.
I owszem, możemy sami włączyć tę zmywarkę, możemy ją opróżnić, worek do kosza też każdy umie wsadzić. Tylko, że chyba nie o to w tym chodzi. Usługi serwisu sprzątającego kosztują firmę niemałe pieniądze, na wszystkie środki (np. wspomniane odświeżacze) też jest budżet. I mówiąc szczerze, nie rozumiem. W czasach kiedy na rynku konkurencja pomiędzy serwisami sprzątającymi jest podobno spora, kiedy powinni walczyć o klienta oni po prostu oczekują, że firma będzie grzecznie płacić faktury a nie oczekiwać nic w zamian, a zwłaszcza takich fanaberii jak np. sprzątanie. I niestety, argument, że Panie mają płacone za mało też do mnie nie przemówi. Bo praca jaka by nie była, powinna być wykonywana porządnie.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (133)
poczekalnia
Czy są tu może panie sprzątające? Być może w związku z tym, że Wy siedzicie w tym temacie, będziecie mi w stanie wytłumaczyć pewne zjawisko.

Moje mieszkanie jest duże. Do tego mam koty, więc pełno sierści i mnóstwo drobiazgów za meblami. Do tego nie znoszę wycierać kurzu, więc robię to mniej więcej raz na dwa - trzy tygodnie. Do tego drzwi od kabiny prysznicowej myję zdecydowanie rzadziej niż bym chciała. Rozumiem więc, że pani sprzątająca, która przychodzi raz na miesiąc, ma dużo pracy. Natomiast stanowczo moje mieszkanie nie wygląda jak akademik po trzydniowej imprezie. Wszystkie rzeczy są na swoim miejscu, nic nie śmierdzi, nie ma resztek jedzenia, w których tworzy się nowe życie itd. Nie rozumiem więc, dlaczego od każdej pani sprzątającej kilka razy w ciągu wizyty słyszę "ojej, nie spodziewałam się, że będzie taki bałagan!", albo "no nie sądziłam, że coś takiego zastanę". Podobne doświadczenie mają moi znajomi.

Oczywiście możecie stwierdzić, że tylko mnie się wydaje, że nie jest tak źle i być może macie rację. Niemniej jednak, czy tylko ja sądzę, że pani sprzątająca przychodzi żeby... posprzątać? No nie wiem, jakoś wydaje mi się, że zapraszanie pani sprzątającej do czystego mieszkania jest lekko bez sensu... I to nie jest tak, że przez mój bałagan pani siedzi charytatywnie po godzinach, stawka jest za godzinę i im więcej jest pracy, tym większy jest zarobek. Poza tym, czy tylko mnie się wydaje, że powiedzenie obcemu człowiekowi, do którego przychodzimy do domu, że ma w nim syf, jest co najmniej nietaktowne?

Edit: z uwagi na komentarze chciałabym sprostować jedną rzecz: to, że pani sprzątająca przychodzi raz w miesiącu nie oznacza, że moje mieszkanie jest sprzątane raz w miesiącu :D kuchnię ogarniam codziennie, a łazienkę i podłogi raz w tygodniu plus na bieżąco pilnuję, by rzeczy się nie walały nie tam gdzie trzeba.

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (154)
poczekalnia
Jak bardzo rodzice potrafią być niesprawiedliwi względem własnych dzieci? Jak głębokie mogą być różnice w ich traktowaniu? Mimo, że jestem matką to nie potrafię zrozumieć jak można ewidentnie kochać jedno dziecko bardziej? Może mi odpowiecie po przeczytaniu historii.

Sięga to moich najwcześniejszych wspomnień. Zawsze miałam najlepsze oceny. Nikt sobie z tego nic nie robił. kiedy zaczęłam olewać to też zero zainteresowania. Rodzice skupiali się tylko na mojej młodszej siostrze. Apogeum mojego rozgoryczenia. Zakończenie gimnazjum. Czerwony pasek na świadectwie. Ogromna akademia. Wszyscy wzorowi uczniowie z rodzicami. No prawie wszyscy. Do mnie nie przyszedł nikt, bo pojechali z siostrą do dentysty. Oboje. Było, minęło, jakoś przełknęłam tę gorzką pigułkę. Już wtedy czułam się gorsza a moja niechęć do siostry tylko rosła w siłę. Zaczęło się liceum, chłopcy, imprezy. Wszyscy chodzili tylko nie ja bo mi nie wypada, bo kto to widział, żeby się dziewczyna po nocy szlajała. Miałam 16/17 lat. Siostra 3 lata młodsza i wracała o której chciała. Miałam faceta, 9 lat starszy(obecnie mój mąż i ojciec dzieciom). Miałam dość mieszkania z nimi, kiedy siostra jechała po mnie jak po przysłowiowej łysej kobyle, a rodzice zdawali się tego nie słyszeć. Nie mogłam słuchać jak się do nich odzywała poniżając ich na każdym kroku a oni... uśmiechali się do niej i spełniali każda zachciankę. Kiedy ja zbierałam drobne na spodnie z chińczyka ona malowała się podkładem za stówkę. Miałam 19 lat kiedy zaszłam w ciążę z moim prywatnym facetem. Mama skwitowała to słowami, że ojciec mnie zabije. I tyle. Ojciec powiedział, że się domyślał i też tyle. W międzyczasie moja siostra wybierała szkołę średnią. Padło na technikum. Ja robiłam ogólniak. Na mnie już postawili krzyżyk, ale siostra... no przyszłość narodu normalnie. ja z brzuchem zdałam maturę, zaraz urodziło się dziecko. Kiedy syn miał pól roku wyprowadziłam się z domu. Czekałam aż mąż skończy delegację, ale musiałam wcześniej z powodu siostry i spakowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu z malutkim dzieckiem, wsiadłam do pociągu i za kilka godzin byłam u mojego męża. Siostrę przyprowadziła raz policja, rodzice w śmiech bo zabawna sytuacja, ja bym miała zęby wybite.
A teraz sytuacja bardziej na czasie. Właśnie zrobiłam magistra. mam 2 dzieci. Faktem jest, że nie pracuję. Mam malutkiego synka który wymaga rehabilitacji 5 razy dziennie. Zostanę w domu tak długo jak to będzie konieczne. Mąż nas utrzyma spokojnie. Ale w oczach rodziców jestem nieudacznicą. Nie pomogli mi w niczym. Może kilka razy pożyczyli 100 czy 200 zł, które zawsze oddawałam. Wychowuję 2 dzieci, skończyłam studia, prowadzę dom. nikt mi nie pomógł nawet palcem. A siostra? Ona jest idealna. Nie podeszła do matury, po szkole 2 lata siedziała na utrzymaniu rodziców którzy dawali jej na wszystko- od tamponów po kasę na imprezy. Teraz pracuje jako sprzątaczka. Rodzice zachwyceni, bo ona za granicą zarabia 600 czy 700 euro... Osiągnęła sukces. A ja jestem nikim. I co najlepsze, siostra zawsze wszystkich traktowała jak śmieci. Byłam na weekend u rodziców i tak się złożyło ze i ona przyjechała. Rozmawiałam z kimś, niestety wyszło tak że ona chciała się gdzieś wtrącić i zamiast użyć słów typowych do sytuacji to rzuciła sformułowanie MORDA PSIE.Tak dobrze widzie. Przy rodzicach, którzy stale się zastanawiają dla czego z nią nie utrzymuję żadnego kontaktu, izoluję od niej moje dzieci i jej szczerze nienawidzę...

Skomentuj (56) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (181)
poczekalnia

#79261

~THEDREEEAM ·
| było | Do ulubionych
To moje pierwsze wyznanie na piekielnych ,więc proszę o wyrozumiałość.

Jestem policjantem z prewencji w jednym ze średnich miast Polski.
Pewnej soboty w południe, dyżurny wysłał nas na interwencję gdzie jeden z sąsiadów Pan X zakłócał ład i porządek Pani Y ( akurat na posesji z Ojcem).

Przyjeżdżamy na podwórko Pani Y i nie trzeba pytać o co chodzi bo Pan X wystawił auto z garażu ,w nim dwie olbrzymie tuby. Muzyka, hałas (dobra stara techniawa) wali z za płotu tak że nie idzie rozmawiać, szyby w oknach chyba zaraz wyskoczą. Pani Y do nas mówi że ona już tak nie może i chce żebyśmy z tym coś zrobili. Tłumacze Pani że w zaistniałych okolicznościach dla Pana X będzie MKK 500 zł, a jak nie przyjmie to wniosek do sądu.

Maszerujemy do Pana X i tłumaczymy przez 30 min. że to sąsiedzi że trzeba się dogadać że przecież można inaczej, że przede wszystkim rozmowa. A on wypala że ma to gdzieś że on chce do sądu i będzie siedzieć za tych ( tu kilka soczystych inwektyw) , ale nie popuści , on im jeszcze pokażę. "Będziecie tu przyjeżdżać często" powiedział. On już im mówił kilka razy że pies za głośno szczeka na ich podwórku,że oni psa trasują tak by szczekał na niego, a jego to drażni i za to się mści (facet raczej normalny około 35 lat, ale strasznie zawzięty). No widzę że ciężki temat informuję mężczyznę że będzie wniosek w takim układzie no i maszeruję do Pani Y.

Informuję ją że dla Pana będzie wniosek ,że muzykę ściszył i że to będzie wszystko na razie. A Pani na nas w krzyk że po co przyjechaliśmy że mamy go zabrać natychmiast do więzienia, że nic nie zrobiliśmy. Tłumaczę Pani Y że prawo za takie praktyki nie karze ani egzekucją na miejscu , ani aresztem na pstryknięcie palcami, że musi się odbyć rozprawa i tak dalej... Widzę że i tu będzie ciężki temat, więc pytam a może Państwo przeniesiecie budę wraz z pieskiem na tył posesji i nie będzie przeszkadzał sąsiadowi i nie będzie miał pretekstu do wszczynania awantury. Na to Pani Y jeszcze głośniej zaczęła krzyczeć że jak chce zabić jej psa to ona chce wyroku z sądu i ona sama go uśpi.Po za tym on do domu sprasza sobie dziwne towarzystwo i tam jest orgia i biorą narkotyki, a ona sobie nie życzy by jej dziecko to widziało. Zwróciłem Pani uwagę że to co ten Pan robi w swoim domu to nie jej sprawa i nie można mu zakazać sprowadzania gości. Dalej krzyczała że jestem policjantem a nie potrafię z nią rozmawiać i że jestem po stronie tego bandyty po drugiej stronie płotu... Hhhmmm poddaje się wsiadam do radiowozu i jadę pisać ten wniosek. Nie wiem kto tu jest bardziej piekielny...

policja

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (151)
poczekalnia
Mam krótką historię rowerową.

Jadę sobie dzisiaj do pracy na rowerze wzdłuż bardzo ruchliwej ulicy: po trzy, miejscami cztery, pasy w jedną stronę. Po obu stronach ulicy jest ścieżka rowerowa. Po mojej (prawej) jest starsza, z kostką brukową, po której trochę trzęsie, ale na pewno da się jechać komfortowo na przeciętnym, miejskim rowerze. Patrzę, obok śmiga ulicą, między autami zjeżdżającymi w prawo, rowerzysta. Taki na ultralekkim i cieniuteńkim jak karteczka rowerze, w ciasnych gatkach. Myślę sobie: ale palant, tak ryzykować tylko dlatego, że ścieżka nie jest asfaltowa. Ale nic jadę, dalej.

Pięćset metrów dalej jest bardzo duże skrzyżowanie. Chcąc jechać prosto, można je ominąć górą przez wiadukt, albo stać na dole na światłach. Co robi kolarz? Oczywiście, pcha się na wiadukt. Ograniczenie w tym miejscu to 80km/h, którego nikt nie przestrzega i auta jadą średnio 100. Kierowcy trąbią, on nic sobie z tego nie robi, bo przecież tak szybko jedzie, że jest prawie jak motocykl i na pewno nikomu nie wadzi. Chyba nie wziął pod uwagę, że ultralekki rower ma też swoje wady: na przykład, że jest ultralekki i podatny na podmuch powietrza od tira. Tak, przewrócił się. Nie, nic mu się poważnego nie stało, bo przykleił się do tej barierki wiaduktowej. Nie można za to powiedzieć tego samego o rowerze, który został rozjechany przez kolejny nadjeżdżający samochód większych gabarytów.

komunikacja_miejska

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (141)
poczekalnia
Miałam dzisiaj nieszczęście widzieć bardzo niesmaczną sytuację.

Sklep obuwniczy. Kobieta przymierza buty, a obok niej siedzi chłopiec - nie potrafię powiedzieć czy syn, czy wnuczek, bo nie pamiętam wyglądu tej kobiety. Wieku oceniać nie umiem, więc napiszę, że moim zdaniem wiek dziecka był w przedziale 8-12 lat. W każdym razie na tyle duże, że powinno wiedzieć jak się zachować w miejscu publicznym. I wszystkim dookoła chłopiec dał do zrozumienia, że jednak nie wie, ponieważ... Obgryzał paznokcie u stóp. I tylko się zastanawiam, co było bardziej piekielne: to, co robił czy to, że jego opiekunka zupełnie nie zwracała na to uwagi.

sklep dziecko

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (110)
poczekalnia
Mieszkam, na kolokwialnie mówiąc zadupiu. Na moim zadupiu pełno wszelkiej maści dzieci, staruszek, młodych osób, dorosłych i niepełnosprawnych. Dodam, że wieś leży przy drodze krajowej, więc ruch wielki, rzadko jest cicho.
Na całą wieś jest jedno skrzyżowanie(w kształcie litery T),łączy ono szkołę i ośrodek dla niepełnosprawnych, ulicę na której mieszka większość ludzi i kościół, w roku szkolnym przechodzi tamtędy około setki dzieci i ich opiekunów.
Piekielności:
1. Z jednej strony, na skwerku przy ulicy, właścicielka ma zasadzone drzewa, które skutecznie utrudniają widoczność. (Aby zobaczyć czy coś nie jedzie, należy kucnąć, z rowerem, dziećmi, zakupami czy dla osób starszych jest problematyczne.
2. Brak sygnalizacji świetlnej. Ile razy mogłam bez problemu przejść policzę na palcach jednej ręki. Jak widać, mało jeszcze potrąceń i wypadków śmiertelnych się tam zdarzyło, aby coś z tym zrobić.
3.A propos wypadków. Droga jest notorycznie zakorkowana, ze względu na ilość wypadków. Okoliczności do nich są niezwykle sprzyjające (ba, sama w jednym uczestniczyłam). Ostatnio upodobali sobie tę drogę kolarze (średnia prędkość pojazdów to 70km/h, większość tirów i gabarytowców, brak ścieżki rowerowej), nie brak też zapaleńców motocykli (całkiem mili goście, po 21 nikt już nie jeździ). Policja stoi przy tej drodze RAZ w roku.

Tak, skargi do wójta były. Na jakiekolwiek zmiany pieniędzy brak, co ciekawe wójt i świta ostatnio "otrzymali" nowe mercedesy :)

droga

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (87)
poczekalnia
"Wężyk samochodów sobie stoi? Pewnie ot tak, żeby mi przeszkadzać, bo przecież na pewno nie przepuszczają kogoś na pasach..."

Miejsce akcji:
Droga z dwoma pasami w obie strony oddzielone torami tramwajowymi. Pasy są zaraz za zakrętem, z drugiej strony długa prosta. Wspomniany zakręt poprzedza również długa prosta. Brak budynków w najbliższej mogących zasłonić widok. Brak świateł drogowych. Środek dnia.

Stoję sobie na tych pasach. Czekam razem ze starszym panem. Miły kierowca zatrzymuje się i nas przepuszcza. Za nim ustawiają się kolejni. Z tej samej strony staje mniejszy wężyk samochodów na torach.

No to przechodzimy. Gdzieś w połowie dobiega do nas ryk samochodu pędzącego na pełnej ku*wie i nie zwalniającego na zakręcie. Jestem niska, wśród stojących samochodów są też te większe - nie widzę zagrożenia. Instynkt podpowiada mi by stanąć. Tak robię i w tej samej chwili wyjeżdża czarny samochód. Wyjechał z tego zakrętu z piskiem opon wymijając samochody stojące na torach i jakieś niecałe pół metra ode mnie. Na przeciwległym pasie. Pojechał sobie dalej. Potrzebowaliśmy z panem paru sekund, żeby wyjść z szoku i przejść na drugą stronę. Nikt nie trąbił. Chyba nas zrozumieli albo też byli w szoku.

Gdybym się nie zatrzymała to by ze mnie została krwawa miazga. Gdyby tamten pan szedł szybciej albo niedosłyszał to również nie byłoby co z niego zbierać.

Sku*wysyn miał niesamowite szczęście, że po drugiej stronie nie było żadnego samochodu. Gdyby i z prawej nas ktoś przepuszczał, albo do tych pasów dojeżdżał to wjechałby na czołowe. Nie miałby szans przy takiej prędkości wyrobić. I też nie miałby szansy widzieć przed wyjściem zza zakrętu co tam jest. Natomiast doskonale widoczne były samochody czekające aż zejdziemy z pasów.

Było to ładnych kilka lat temu, ale pamiętam tę sytuację jak dziś. Nie wiem jak można być tak bezmyślnym z*ebem, żeby odwalić taki numer.

Słysząc i czytając też o podobnych sytuacjach (jak niedawna o potrąconej przez rowerzystę dziewczynce) pozostaje mi mieć nadzieję, że takie mendy dostaną któregoś dnia za swoje i że nie stanie się to kosztem czyjegoś życia.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (133)
poczekalnia

#79259

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Z przed chwili.

Jadę autobusem, dojeżdżając do przystanku widzę kobietę z wózkiem a obok drepta 3-4 latek. Gdy zauważyła zbliżający autobus, zaczęła biec z wózkiem zostawiając drugie dziecko w tyle. Dopiero gdy dobiegła do autobusu, zorientowała się, że o kimś zapomniała.

Matka roku? :)

matka

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 49 (95)
poczekalnia

#79257

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tytułem wstępu, mieszkam od kilkunastu lat na Wyspach ale dalej nie mam brytyjskiego akcentu ;).

Na studiach pracowałam dorywczo w jednej popularnej drogerii. Do moich obowiązków głownie należało pilnowanie porządku i pomaganie klientom na dziale z kosmetykami do makijażu.

Przychodzi [P]iekielny Pan i prosi mnie o szminkę w kolorze burgund. Na śmierć zapomniałam jak ten kolor wygląda, więc uprzejmie zapytałam czy ma może zdjęcie lub czy może mi go opisać cobym mogła dokładniej doradzić. 

[P] - Zawołaj mi kogoś innego do pomocy! Nie chcę żebyś mi pomagała!
[J] - Mogłabym wiedzieć dlaczego?
[P] - Bo ty nie masz brytyjskiego akcentu i napewno nie rozumiesz angielskiego!!

Dodam tylko, że Piekielny był ciapatym i miał ostry ciapacki akcent.

P.S. Też byłam piekielna. Gdy zawołał mnie drugi raz, żebym pomogła mu przy wyborze kremu powiedziałam, że niestety nie mogę mu pomóc gdyż nie umiem angielskiego. ;)

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 67 (145)