Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#82573

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przed 10 stycznia tego roku omyłkowo zapłaciłem podatek za wynajem mieszkania w podwójnej wysokości nie mając o tym zielonego pojęcia. Kwota 2 x 42,50 była wpłacona w kasie Urzędu Skarbowego - Warszawa Praga.
W połowie maja 2018 dostałem wezwanie do tegoż Urzędu o skorygowanie PIT-u .
W trakcie wizyty w tym Urzędzie zostałem poinformowany o mojej
pomyłce i pouczony o konieczności złożenia korygującego PIT-u.
Napisałem i dostałem potwierdzenie prośby do Dyrektora Urzędu o zwrot nadpłaconego podatku w wysokości 42,50 zł wraz z ustawowymi odsetkami.
Pod koniec czerwca tego roku znalazłem w mojej skrzynce pocztowej awizo o oczekującej przesyłce poleconej/przekazu - zaznaczenie było bardzo niewyraźne.
W placówce pocztowej oczekiwał na mnie przekaz pocztowy z Urzędu Skarbowego warszawa Praga na kwotę 33,50.
Odsetki ustawowe + 9 złotych zaginęły w otchłaniach biurokratycznego potwora.
Gdybym to ja był winien, to Urząd by poczekał wystarczająco długo, żeby finansowo zgnoić mnie na maksimum.
A tak mogę się tylko cieszyć, że dostałem aż taki wysoki zwrot.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (90)
poczekalnia
Pociągnę trochę falę historii o psach, jakoś mnie to natchnęło do opowiedzenia tu własnej i założenia konta po dłuższym czasie bycia bierną obserwatorką. ;)
Zawsze chciałam mieć psa, co więcej zawsze interesowałam się psami i moja wiedza o nich jest trochę większa niż przeciętnego Kowalskiego. Prawie dwa lata temu wyjechaliśmy z narzeczonym za granicę, urządziliśmy się tu fajnie i dobrze nam się żyje, nie planujemy wracać do Polski. Ja pracuję z domu, narzeczony od 7 do 15. Kilka miesięcy temu stwierdziliśmy, że skoro mamy już ustabilizowane życie, wszystko idzie gładko to czas na pieska. Oboje bardzo chcemy, mi zależy by wziąć ze schroniska, najlepiej takiego, który w tym schronisku jest już dłuższy czas i ciężko mu znaleźć dom. Szybki research w internecie- są schroniska które umożliwiają adopcję za granicę, jest nawet wzruszający filmik jak to państwo adoptowali pieska do Anglii, także pełni nadziei szukamy "naszego" psa.
Znaleźliśmy, dzwonimy- wszystko super, dopóki pani nie usłyszała, że za granicę. Na stronie tego schroniska jak byk widnieje informacja, że adopcję za granicę są możliwe, ale widocznie tylko dla wybranych. Nie zrażamy się, szukamy dalej.
Po dwóch miesiącach takich poszukiwań pozostało nam jedynie kupić psa z hodowli albo zgarnąć z ulicy, bo pomimo, że stanowilibyśmy idealny dom dla psa, który siedzi już kilka lat za kratami, nie będzie nam to dane...
Może Wy mi podpowiecie bo ja nie potrafię tego zrozumieć- proponowałam wolontariuszom, że będę się kontaktować na Skype często by mogli psa zobaczyć, że porozmawiam z właścicielem mieszkania i jeśli się zgodzi to udostępnię im kontakt do niego w razie gdybym przestała odpowiadać na ich próby kontaktu, że przyjedziemy kilka razy na spotkania zapoznawcze zanim weźmiemy psa, moglibyśmy też przyjechać po adopcji z psem by mogli zobaczyć w jakim jest stanie. Rozumiem, że jednak za granicą to nie to samo co w Polsce i nie mogą przyjechać mnie sprawdzić, ale szczerze? Dzwoniłam do schroniska, które jest znane z tego, że dają psy każdemu kto przyjdzie, bez sprawdzania domu przed czy po adopcji. Nieraz dodają zdjęcia na fanpejdż, na zdjęciach psy i ich nowe rodziny, często w komentarzach ludzie piszą, że tego a tego pana to trzeba sprawdzić bo oni go znają i raczej pies poszedł na łańcuch. I nigdy nikt nie został sprawdzony, kilka nowych domów odwiedzała policja i psy były odbierane interwencyjnie ale nie dzięki schronisku a dzięki ludziom.
Rozumiem troskę o te zwierzęta, ale kurcze, nie zależało mi na psie, który będzie wyglądał jak rasowy i za darmo. Chciałam zwykłego kundelka, mógł być stary i chory bo stać nas na opiekę nad takim a ja chciałam zrobić coś dobrego.

Uprzedzając komentarze, chciałam psa z polskiego schroniska bo porównując sytuację z Polski z krajem, w którym mieszkam to niebo a ziemia. Koleżanka stąd nie chciała mi uwierzyć jak pokazywałam jej dane statystyczne dotyczące ilości bezdomnych zwierząt u nas. Najbliższe nam schronisko jest oddalone o prawie 200 km, jest to bardziej fundacja niż schronisko w którym tym psom jest dobrze.
Ostatecznie zdecydowaliśmy się na psa z hodowli. Tylko tak jakoś przykro.
Dla tych, którzy nie zauważyli piekielności- po co podawać informację jakoby adopcje za granicę były realizowane, skoro nie są?

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 37 (71)
poczekalnia
W jednej z dzielnic mojego rodzinnego miasta otworzono kebab. Jedyny w promieniu jakichś 30km; zresztą- tu są dwie pizzerie na krzyż i jedna restauracja, w której można mieć pewność, że po zjedzeniu czegokolwiek innego niż pizza nie umrzemy.

Akurat wracaliśmy z moim P. z większych zakupów, a że po drodze, to postanowiliśmy zatrzymać się w nowym lokalu; raczej nie często spożywamy tego typu jedzenie, no ale raz na jakiś czas czemu nie.
Lokal dość mały, obsługa w postaci starszej kobiety za barem i kucharz o nieco ciemniejszej karnacji. Zamówiliśmy, usiedliśmy przy stoliku i czekamy.
W pewnym momencie wszedł [ch]łopak- na moje oko jakieś 17-18 lat. Przywitał się i spytał [p]ani za barem, dlaczego nie można zamówić jedzenia z dowozem do domu, mimo, iż mają to w swojej ofercie.

p-Aa...bo wiesz, jeszcze kierowcy nie znaleźliśmy. Szukamy.
(Żadnego ogłoszenia na ten temat przy wejściu nie widziałam; strony internetowej nie posiadają)
ch- Tak? To świetnie! Bo wie pani, ja w tym roku maturę pisałem i szukam czegoś dorywczo na wakacje. Mam prawo jazdy na auto, w tamtym roku rozwoziłem pizzę z XYZ.
p-To poczekaj, zawołam [sz]efa.

Przychodzi szef. Język polski kulał mocno, ale można było zrozumieć sens całej rozmowy (w swojej historii dialog napiszę dla Was już "normalnie" ;) ).

sz-Dzień dobry. O co chodzi?
ch- Dzień dobry. Podobno szukają państwo kogoś do rozwożenia jedzenia. Mam prawo jazdy, jestem już pełnoletni i szukam pracy na wakacje.
sz- A masz swoje auto?
ch-Mam...niewielkie ale mam. A to wy nie posiadacie własnego?
sz- Jeszcze nie. No dobra, mógłbyś pracować od poniedziałku do soboty, niedziela wolna. I jak chcesz to jeden dzień w tygodniu możesz też mieć wolny.
ch- Wspaniale. A jak z umową? O dzieło czy zlecenie? Jakie macie stawki? I ile dostawałbym na paliwo?
sz- (Wzmiankę o umowie przemilczał) No jak się będziesz starał to 5zł za godzinę. I po co ci na paliwo? Przecież masz auto.

Mi opadło wszystko, P. też. W obawie przed jakimś napluciem do jedzenia, nie odezwaliśmy się ani słowem. Za to chłopak zachował się moim zdaniem dobrze- zaśmiał się szefowi prosto w twarz, popukał w czoło i wyszedł, na odchodne oświadczając, że tania siła robocza go nie interesuje i że za takie stawki to raczej długo tutaj nie pociągną.
Pewnie i tak znajdzie się jakiś "jeleń".

A kebab mocno średni ;)

praca dorywcza gastronomia młodzież

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (105)
poczekalnia

#82556

~SasiadZBlokuObok85 ·
| było | Do ulubionych
Witam.
Czytuję Piekielnych od kilku lat, ale po lekturze kilkunastu wyznań o psiarach i kociarach, postanowiłem dołożyć swoje 3 grosze. Liczę się z tym, że zaleje mnie fala hejtu od wzajemnego kółka adoracji miłośników czworonogów, ale mam to głęboko w tylnej części ciała.
Ja z kolei nie lubię zwierząt. Co prawda żadnemu krzywdy bym nigdy bez powodu nie wyrządził. Raz mi się zdarzyło zabić psa. Miałem za to sprawę w sądzie, ale ją wygrałem. Pies bez smyczy mnie zaatakował jakieś 8 lat temu. Ugryzł mnie, mimo że tylko przechodziłem obok i nawet na niego nie patrzyłem. Kopnąłem go tak, że połamałem kręgosłup i zdechł. Szczerze? Żadnych wyrzutuw sumienia nie miałem. Kto winny? Ja, bo się broniłem? Właścicielka, bo nie umiała go zawołać, czy pies, któemu coś odwaliło?
Sprawa numer 2.
Macie psy - świetnie, miejcie sobie. Tyle narzekań, że gówniaki podchodzą próbują głaskać bez pozwolenia. Oczywiście racja leży po stronie właścicieli psów. Ale każdy medal ma dwie strony. Jeżeli ja idę sobie i podbiega do mnie pies, informuję że nie życzę sobie jego towarzystwa. Co zawsze słyszę?
-"Ale on nie jest groźny i chce się tylko pobawić"
Tylko, że ja nie mam do ciężkiej cholery ochoty bawić się z czyimś psem i nie interesuje mnie to, jak bardzo on jest przyjazny.
Sprawa numer 3.
Tak bardzo uważacie, że zawsze winny właściciel, a nie pies?
Ok, więc bardzo proszę wytłumaczyć mi przypadek (pewnie nie odosobniony), dlaczego się stało tak, że mojemu koledze ucho odgrzył doberman? Pies był szkolony od szczeniaka, nigdy nie wykazywał agresji w stosunku do innych ludzi i zwierząt. Jednak po pięciu latach "mu się odwidziało" i zaatakował właściciela, który siedział na kanapie i nawet na psa nie zwracał uwagi. Winny właściciel, że nie zwracał uwagi?
Sprawa numer 4.
Nie dotyczy oczywiście wszystkich użytkowników tego portalu. Ale wkurza mnie kiedy się ludzie rozpływają nad losami jakiegoś psa lub kota, bo nie ma domu itd. Tak? A nie żal im dzieci, które nie mają domu, albo nie mają co jeść? I to nie tylko w rodzinach patologicznych pobierających zasiłek 500+.
Lepiej żałować kundla, niż dziecko. Brak słów.
Ale w sumie no tak... Łatwiej psa adoptować ze schorniska. Dać żreć 3 razy dziennie, wyjść z nim i leżeć na kanapie.
Sprawa numer 4.
Dziecku trzeba zmieniać pieluchę, psa wystarczy wyprowadzić. Łatwiej, nie? Każdego, kto nie sprząta po swoim pchlarzu nagrywałem i zanosiłem materiał na SM (w końcu do czegoś się te darmozjady przydały).
Jakoś dziwnie nagle albo zaczęli w okolicy sprzątać gówna po swoich psach.
Tyle. I nie pisała tego tekstu "maDka", tylko bezdzietny 33-latek.
Do tego, uprzedzając komentarze - swoje 1% podatku przeznaczyłem na dom dziecka, mimo starań pie****niętej koleżanki, abym dał na schronisko na psów.
Jeżeli ktoś dotrwał do końca tego wywodu - gratuluję.
Takie mam zdanie, możecie mnie zrównać z ziemią - jak pisałem na początku - mam to gdzieś.

Życie

Skomentuj (49) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 43 (171)
poczekalnia

#82553

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Co ważne dla historii - jestem psiarą i kociarą :) Z dystansem do siebie. Od lat zajmuję się adopcjami, użerając się z ludźmi i jakby na to nie patrzeć ze zwierzakami. "Użerając" w humorystycznym znaczeniu.
Mam 2 duże psy i mieszkam w bloku. Śledząc piekielnych od lat wiem, że ktoś będzie pewnie chciał omówić ten temat ale to może kiedy indziej.
Psy w typie ras, nie rasowe. Adoptowane. Papierów z FCI nie mają więc w sumie kundle.
Jeden wielki słodki i puchaty z wyglądu. W rzeczywistości katowany "za szczeniaka", niepewny siebie, reaktywny. Czuje się niepewnie w towarzystwie obcych, nie lubi dzieci. Nigdy nikogo nie zaatakował, dzieci unika, w wyjątkowo niekomfortowej sytuacji pokaże bezdźwięcznie garnitur zębów. Drugi pies a w sumie to suka - "rasa" potencjalnie uważana za groźną ( pomijam bezsens gadki o rasach agresywnych). Kula miłości - uwielbia dzieci, ludzi, gdyby mogła wyłudzała by przytulanki od każdego napotkanego człowieka na spacerze.
No tak - gdyby mogła. Nie pozwalam na to. To moje psy. Jestem ich opiekunem NIE właścicielem. Pies nie jest rzeczą. Nie życzę sobie, żeby cudze dzieci wieszały się na szyi mojemu psu kiedy MADKA gapi się w telefon. Zdaję sobie sprawę że to tylko pies i tylko dziecko.
Po co o tym piszę? Bo takich sytuacji jest mnóstwo. Psy na osiedlu prowadzam zawsze na smyczy lub na smyczy i w kagańcu. Chodzę bokami, unikam miejsc gdzie bawią się dzieci. Rozumiem, że miejsce po psiej kupie nie musi być mega super dla bawiącego się dziecka. Ja nie jestem fanką dzieci. Czasami drażnią mnie, denerwują. Uszy mi puchną kiedy się drą. Sama mieć nie będę, ale cudze jak najbardziej :) ALE rozumiem, że to dzieci, każdy z nas tak miał. I rozumiem, że mamy tych dzieci niekoniecznie muszą życzyć sobie obecności dużych czy małych psów nawet na smyczy w towarzystwie swoich pociech. I rozumiem, że szczekanie moich psów może kogoś drażnić. Staram się nie wchodzić innym w drogę. Z psami spaceruję tam gdzie nikomu nie przeszkadzają. Na długi spacer wywożę je raz dziennie w niedalekie okolice, gdzie mogą pohasać bez smyczy - zgodnie z prawem u nas obowiązującym.
Tylko że szkoda że to nie działa w dwie strony. Wiele matek czy ojców nie zdaje sobie sprawy z tego, że na widok ich bachora biegnącego w wrzaskiem w stronę mojego psa nie umrę z radości. Piszę bachora - wiem, że to nie wina dziecka, jak zostało wychowane. Dla mnie dzieciaki nie słuchające, rozwydrzone, drące się o nic to bachory.
I pełne zdziwienie kiedy drę się żeby zabrać dziecko. " Ale ono chciało pogłaskać". Kiedyś się wysilałam żeby tłumaczyć. Że nie wolno, że trzeba zapytać, że pies może ugryźć, warknąć czy nawet przyjazny pies może skoczyć i po prostu przypadkiem przewrócić a dziecko walnie głową o beton i nieszczęście gotowe.
Teraz mówię tylko że pies ma zakaźną chorobę skóry czy czego tam i działa 300 x lepiej :)
Przestało mi się chcieć tłumaczyć co znaczy żółta wstążka na smyczy.
Ku wyjaśnieniu - nie jestem przeciwna dzieciom - cudze nawet lubię i czasami się zajmę :) Jednak dziecko pewnych rzeczy nie rozumie, myśleć musi rodzić. A kiedy z winy rodzica dojdzie do tragicznej sytuacji to dziecka żal a i tak zapłaci pies.

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 61 (95)