Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia
Maj. Sezon "komunijny". I u (niektórych) dzieci sezon na "licytacje" - ja dostałem/am lepszy prezent!

Młoda nie jest materialistą, staram się jej wpajać inne wartości niż kult rzeczy i pieniądza, ale jest też dzieckiem i czasem daje się nakręcać na wyliczanki "ja mam lepiej". Od razu w niedzielę poinformowała mnie (chociaż bez szczególnej zazdrości), że Kasia/Basia/Janek/Franek dostali to i to (czytaj - wypasione prezenty). Po wytłumaczeniu, że w Pierwszej Komunii nie prezenty są ważne, zeszłam na poziom "dziecko" i zadałam jej dwa pytania:

- A ty dostałaś to, o czym marzyłaś?

- Tak.

- I jesteś zadowolona ze swoich prezentów?

- Tak, bardzo!

- No to o co chodzi?

Okazało się, że już o nic. Ale nadszedł poniedziałek, Młoda wróciła ze szkoły z informacjami, że Kasia/Basia/Janek/Franek twierdzą, że ich prezenty są lepsze, droższe i Młoda nie ma tego, co oni mają. Może powinnam po raz kolejny wytłumaczyć to, co powyżej. Ale się z lekka zdenerwowałam tą całą "licytacją" i postanowiłam ją uciąć:

- Ale ty dostałaś prezent taki, jakiego żadne dziecko nie dostało. Nikt inny tego nie ma.

-???

- W dodatku sama sobie zrobiłaś ten prezent. Dzień przed komunią zdobyłaś brązowy medal na ogólnopolskich zawodach, czy ktoś ma taki "prezent"?

Do dzisiaj cisza. Jakoś już nie słyszę, co dostali Kasia/Basia/Janek/Franek. Co prawda nie wiem, czy uznali, że jednak nie "przelicytują" Młodej, czy też dla niej jest to już nieważne, ale nie to raczej nie ma znaczenia...

szkoła

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 46 (92)
poczekalnia
Mam konto w banku PKO BP w oddziale Inteligo. Do tej pory korzystałem z karty kodów do autoryzacji moich zleceń bankowych, dostałem informację że mam ostatni kod na tej karcie przez co nie mogę wykonać przelewu, postanowiłem że aktywuję autoryzację poprzez aplikację IKO.

Wyszukałem gdzie to należy zrobić i użyłem ostatniego kodu do dodania telefonu jako narzędzie autoryzacyjne. Chciałem znowu zrobić przelew lecz dostałem informację że to się nie uda bo nie mam kodów.

Zastanawiam się o co chodzi i doszedłem do informacji że formę uwierzytelnienia przez telefon trzeba jeszcze włączyć. To natomiast wymaga kolejnego kodu z karty kodów (ostatni wykorzystałem wcześniej).

Wybrałem się do placówki banku PKO BP natomiast ona nie obsługuje Inteligo, tylko i wyłącznie przez internet/telefonicznie.

Dzwonię więc do pani w infolinii i pytam czy mogę aktywować usługę uwierzytelnienia przez telefon. Pani odpowiada że nie mogę bo nie. Pytam również czy mogę zamówić u niej nową kartę kodów na co otrzymuję odpowiedź "proszę zamówić kartę kodów przez internet". No dobra, wracam do domu, siadam do komputera i zamawiam nową kartę kodów.

Żeby nie było tak łatwo to żeby zamówić nową kartę kodów muszę użyć kodu ze starej karty kodów (który wykorzystałem wcześniej).
Teraz muszę ponownie dzwonić na infolinię żeby zamówić kartę kodów z której wykorzystam dwa kody. Jeden do aktywacji samej karty kodów a drugi do uruchomienia uwierzytelnienia poprzez aplikację na telefon. Wtedy tą kartę mogę wyrzucić.

Ja rozumiem że bezpieczeństwo w bankach jest bardzo istotne ale po co muszę używać dwóch kodów do dodania oraz aktywacji telefonu jako urządzenia uwierzytelniającego? Dlaczego strona pozwala na użycie ostatniego kodu na dodanie metody weryfikacji która i tak później wymaga kolejnego kodu do uruchomienia tej metody weryfikacji. W końcu czemu pani w infolinii nie powiedziała że mogę u niej zamówić nową kartę bo i tak nie zrobię tego przez internet bez dostępnych kodów. Sama strona odsyła mnie na infolinię po nową kartę.

Zanim dostanę kartę kodów wszystkie przelewy muszę robić przez telefon.

banki pko infolinia

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 31 (69)
poczekalnia
Kontynuacja historii https://piekielni.pl/84553

W skrócie, jeśli komuś nie chce się czytać: InPost, bez pytania mnie o zgodę, przekierował mi dwie paczki do innego paczkomatu, niż zawsze zamawiam, w dodatku do takiego, który jest daleko ode mnie i zupełnie nie po drodze do niczego, mimo że obok mnie są trzy inne paczkomaty bliżej.

Swoją historię skończyłam na tym, że zadzwoniłam na infolinię z prośbą, by przenieśli mi moje paczki do właściwego paczkomatu i czekałam na reakcję...

Pierwszy telefon wykonałam w piątek rano. Co jakiś czas sprawdzałam status przesyłek, ale nic się nie zmieniało. W sobotę wieczorem uznałam, że zadzwonię ponownie.

Pani na infolinii sprawdziła status paczek i powiedziała mi, że kurier dodał w systemie komentarz, że paczka nie może być umieszczona na Piekielnej 300, ponieważ ten paczkomat jest niesprawny. Ja w odpowiedzi poinformowałam panią, że nie jest to możliwe - tego dnia, kilka godzin wcześniej, narzeczony odbierał z tego paczkomatu swoją paczkę, ja odbierałam inne swoje kilka dni wcześniej. Pani znów sprawdziła coś w systemie i okazało się, że mój paczkomat widnieje jako "w większości sprawny". Rozumiem to w taki sposób, że może kilka "szuflad" jest niesprawnych, ale nie usprawiedliwia to w ogóle przekierowania paczki bez mojej zgody (jeżeli wszystkie sprawne "szuflady" były zajęte to naprawdę mogli mi tę paczkę wrzucić dzień lub dwa później). A już na pewno nie usprawiedliwia pisania, że cały paczkomat jest uszkodzony...

Poza tym w systemie figurowała też informacja, że kurier próbował się ze mną skontaktować, a ja nie odbierałam telefonu. Faktycznie - dzień wcześniej, po południu, dzwonił do mnie raz nieznany numer. Byłam wtedy w pracy, w dodatku podczas spotkania i nijak nie mogłam odebrać. Uznałam, że jeśli byłoby to coś ważnego to osoba próbowałaby się skontaktować ponownie, głupia ja.

W każdym razie pani z infolinii wysłała kolejne prośby o przeniesienie paczek i znów czekałam. Mimo drugiego telefonu dostałam jednak najpierw informację, że paczki czekają na Anielskiej jeszcze przez 12h, po czym zostaną przeniesione do lokalnego oddziału InPost, który znajduje się po drugiej stronie miasta, a następnie informację, że paczki tam trafiły...

W poniedziałek zadzwoniłam po raz kolejny. Wg informacji w systemie kurier próbował znów do mnie dzwonić i się ze mną kontaktować - zwykłe kłamstwo, po tym jednym telefonie w piątek nie miałam żadnych innych telefonów od nieznanych numerów. Pani znów wystawiła prośbę, by paczki zostały przeniesione na Piekielną 300...

We wtorek pierwszy sukces - ale tylko połowiczny. Jedna z paczek zmieniła status na "Przekazano do doręczenia"! Już się ucieszyłam, po czym sprawdziłam status drugiej paczki i z nią dalej nic nie ruszyło. Dzisiaj pierwsza paczka ma dalej status "Przekazano do doręczenia", ale mam nadzieję, że to koniec jej historii i że trafi jak najszybciej na Piekielną 300. Niestety w sprawie drugiej paczki musiałam kolejny raz dzwonić do InPostu - ponoć w systemie widnieje już informacja, że paczka ZOSTANIE przeniesiona i miało to się stać wczoraj, ale się nie stało, więc pani na infolinii wystawiła ponaglenie...

Mam nadzieję, że na tym się skończy i nie będę zmuszona wstawiać tutaj kolejnej historii pt. "dalej czekam i nic". Najgorsze jest to, że w czwartek wieczorem razem z narzeczonym wyjeżdżamy na trochę. Jeśli paczki nie trafią na Piekielną 300 do tego czasu to będę miała kolejne problemy z odbiorem. Dzięki, InPost...

Aha, już miałam kliknąć na "Dodaj", ale przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz: Po dodaniu poprzedniej historii napisałam jeszcze pytanie przez formularz kontaktowy do InPostu, czemu moje paczki zawsze próbują być przekierowywane na Anielską a nie do któregoś z bliższych paczkomatów? Ktoś chyba nawet nie przeczytał całego pytania ze zrozumieniem, albo po prostu wklejał jakąś stałą formułkę, bo odpowiedź brzmiała tak:

"W otrzymanej wiadomości mogą Klienci jedynie zgodzić się na przekierowanie.
Nie ma opcji wyboru, gdzie przesyłka może zostać przekierowana. Taką decyzję podejmuje lokalny oddział, na podstawie aktualnego obłożenia pobliskich paczkomatów i punktów."

InPost

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 20 (46)
poczekalnia

#84564

~pielegniarkaaaa ·
| było | Do ulubionych
Pracuje w malym powiatowym szpitalu jako pielegniarka. Bardzo lubie swoja prace, ale najgorsza jej czescia sa odwiedziny rodziny- tak- to jest najgorsza czesc pracy.

Po pierwsze co robimy wchodzac do pomieszczenia? Tego ucza juz w przedszkolu, ale 90% ludzi zapomina o powiedzeniu dzien dobry, wchodza jak do obory, nie zwracajac uwagi na nic.

Po drugie- jezeli juz przychodzimy spedzic ten czas z osoba bliska, spedzmy ten czas z nia, a nie rozgladajac sie po aparaturze, czy pacjentach na okolo. Naprawde przez ta godzine odwiedzin nawet ci nieprzytomni pacjenci potrzebuja bliskosci ze strony swoich rodzin, a nie stania nad lozkiem i rozgladania sie- co jest nie tak.

Po trzecie- tak, wiem, ze opiekowanie sie chorymi jest moja praca, ale uslyszenie "Dziekuje" jest najlepszym docenieniem naszej pracy, wcale nie czekoladki czy kawa, ale serdecznie powiedziane dziekuje za opieke nad mama/tata/babcia/corka. My jako pielegniarki wedlug prawa nie mozemy udzielac informacji na temat stanu zdrowia chorego, nalezy to do lekarza. Ale kiedy rodziny pytaja o pewne rzeczy i mowimy-prosze porozmawiac z lekarzem- straszenie nas policja w niczym tu nie pomoze, ciagle nie mozemy udzielic informacji. Naprawde jest to przerazajace, ze w tych czasach czasem strach udzielic pomocy, bo rodzina przyjdzie i zamiast powiedziec dziekuje, powie dzwonie na policje.

Po czwarte najlepsze sa rodziny, ktore wymagaja od nas wszystkiego, a nie dadza od siebie nic- przyniesienie szczotki dla mamy chyba nie jest duzym wyczynem? Jednak dla niektorych to jest juz za duzy wydatek.


Dlatego prosze wszystkich, ktorzy beda mieli ta nieprzyjemnosc odwiedzenia bliskiej osoby lezacej na oddziale, zachowujcie sie po prostu jak ludzie.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 51 (77)
poczekalnia
Dyskryminacja w szkołach, w pracy chyba bardziej dokuczliwa.
Kilka lat temu na produkcji okazało się, że następne kilka dni potrzebna jest mniejsza obsada, więc kierownik szuka chętnych na urlop, ale panów to nie dotyczy. Na pytanie, jak to się ma do zasad etycznych promowanych przez zakład: "wszyscy traktowani są równo"? Padała wymijająca odpowiedź i kierownik szybko się ulatniał. Sprawa powędrowała wyżej, a rozmowa kierowników z dyrektorem zakończyła się tym, ze mężczyźni i tak byli dyskryminowani, bo panie "chętne" na urlopy były szukane w tajemnicy.
Inna sytuacja, rozruch linii, w zasadzie praca spokojna, bez ciśnienia na wynik, bo w kilka osób tylko zapuszczało się produkcję i jak dobrze poszło to po 5-6 godzinach można było iść do domu (płatne za 8 godzin), zgłosić się można było, ale przeważnie klucz doboru to kierownik, 3 liderów i dodatkowo 2 "przypadkowych" pracowników (o dziwo zawsze te same osoby), pal licho, ale gdy potrzeba było zostać, bo poprawić towar trzeba, albo zrobić więcej, bo pilna wysyłka lub przyjść by ciężko fizycznie pracować to już pracownik zawsze był potrzebny i stwierdzenie, że w grafiku to dzień wolny i dla mnie to wiążące było nie mile widziane. Gorzej jeszcze przyjmowano, że mogą przyjść te osoby co zawsze na rozruch chodzą.
Praca była dobra, ludzie wspaniali ale ruchy kierownictwa nie zrozumiałe. Dlatego cieszę się, że pracuję w innym miejscu.

dyskryminacja

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 24 (48)
poczekalnia

#84554

~miyagiy ·
| było | Do ulubionych
W nawiązaniu do często przewijających się historii o dyskryminacji płciowej i nierówności w szkołach, dorzucę coś od siebie.

Szkoła w Warszawie, jedna z tych, które chcą być najlepsze z najlepszych i promują hasła typu równość, tolerancja, itd.

Jak to wyglądało w praktyce?

1. To już standard z tego co czytam i u mnie też było. Osobna skala ocen zależna od płci. "Dziewczynki" za to samo dostawały wyższe oceny niż my.

2. Każda sytuacja sporna była automatycznie rozstrzygana na korzyść płci żeńskiej. Przykład - chłopak popchnął dziewczynę i się przewróciła. Dostał naganę od dyrektorki. Na fakt, że owa dziewczyna go wcześniej kilkukrotnie dźgnęła cyrklem (takim z igłą) w brzuch, a on ją odepchnął w obronie własnej by przestała, pani dyrektor nie zwracała uwagi. Gdy podniósł koszulkę by pokazać krwawiące jeszcze ślady, dostał opieprz że się obnaża i został nazwany zboczeńcem. Mówił, że ma świadków że go zaatakowała, a pani dyrektor na to, że nic jej to nie obchodzi, bo pewnie namówił kolegów żeby kłamali.

3. Wyrywkowe odpowiedzi. Jak trafiało na dziewczynę i była nieprzygotowana, to mówiła:
- Ale ja nic dzisiaj nie umiem!
Na to nauczycielka:
- Dobrze, ale na następną lekcję się naucz.
Gdy trafiało na chłopaka i tak powiedział, to w odpowiedzi dostawał:
- Na lekcję masz być zawsze przygotowany!
I do odpowiedzi.

4. Na WF czasami robiliśmy mecze siatkówki dziewczyny vs chłopaki. Sędziowała nauczycielka WF (100% grona pedagogicznego w tej szkole stanowiły kobiety). Dziewczyny zawsze wygrywały. Dlaczego? Bo pani nauczycielka-sędzia odpowiednio pilnowała wyniku.
Jak po naszym ataku piłka weszła w pole - nie zaliczała, mówiąc że piłka wyszła.
Gdy po ich ataku wyszła - zaliczała, mówiąc że było w polu.
Odbiły więcej niż trzy razy? Udawała, że nie widzi.
Na nasze obiekcje reagowała krzykiem, że jesteśmy bezczelni, że oszukujemy i groziła naganami.

To tylko kilka przykładów.

szkoła płeć dyskryminacja

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (100)
poczekalnia

#84553

~zamawiampaczki ·
| było | Do ulubionych
Zamawiam dosyć dużo paczek z Allegro i czasem innych stron. Ponieważ jestem osobą pracującą i prawie w każdy dzień nie ma mnie w domu w godzinach 8-18, paczki zamawiam najczęściej paczkomatem, żeby móc sobie odebrać kiedy chcę.

Paczkomaty w teorii to super opcja. Mogę sobie odebrać paczkę w drodze z pracy i nie stresować się, czy kurier nie przyjedzie akurat jak mnie nie ma.
Niestety w praktyce z paczkomatami bywa coraz więcej problemów.

Na początek krótka informacja o paczkomatach blisko mojego mieszkania:
"Mój" paczkomat znajduje się na ulicy, powiedzmy, Piekielnej 300. Jest to dla mnie najlepszy paczkomat, ponieważ, jak napisałam wyżej, mam go po drodze z pracy, nie muszę nadrabiać drogi. Jednak w okolicy są trzy inne paczkomaty całkiem blisko. Pierwszy jest również na Piekielnej, ok. 30 numerów dalej.
Drugi jest na ulicy Szatańskiej, która jest równoległa do Piekielnej. Mój blok znajduje się pomiędzy Piekielną a Szatańską. Do paczkomatu na Szatańskiej z mieszkania mam nawet bliżej niż do tego na Piekielnej 300, tylko nie chodzę za często tamtą ulicą, bo jest mi nie po drodze do niczego.
W końcu jest jeszcze trzeci paczkomat na ulicy Diabelskiej, która krzyżuje się z Piekielną i Szatańską. Do trzeciego paczkomatu miałabym najdalej, z wszystkich wcześniej wymienionych, ale wciąż "najdalej" nie oznacza "daleko".

To teraz problem z paczkomatami nr 1: przekierowania.
Czasem dostawałam smsy z informacją, że "mój" paczkomat może być przepełniony i pytaniem, czy paczkę można przekierować gdzieś indziej. Z jakiegoś powodu to "gdzieś indziej" nigdy nie znajdowało się pod jednym z adresów, wymienionych wyżej. InPost chciał mi przekierować paczki na Anielską, na adres, na który musiałabym jechać kilkanaście minut komunikacją i który jest dla mnie zupełnie nie po drodze do niczego (właściwie Anielska to takie trochę zadupie). Gdyby zaproponowano mi przekierowanie do któregoś z wyżej wymienionych paczkomatów to bym się zgodziła, ale na Anielską nie zamierzałam specjalnie jechać, więc zawsze klikałam, że nie wyrażam zgody. To samo robił narzeczony.
Wszystko było ok aż gdzieś do okolic Świąt, kiedy to narzeczony dostał smsa, że paczka czeka na niego na Anielskiej. Wcześniej InPost nie wysłał żadnego pytania czy narzeczony wyraża zgodę.
Ponieważ był to pierwszy taki przypadek pomyśleliśmy, że może to nadawca z jakiegoś powodu źle nadał paczkę. Pojechał i ją odebrał, jednak oczywiście okazało się, że nadawca podał prawidłowy paczkomat. Trochę się na to wkurzyliśmy, ale mieliśmy nadzieję, że to jednorazowa sytuacja.

Niedługo potem narzeczony znów dostał paczkę na Anielską. Akurat tego dnia, gdy przyszła paczka, jechaliśmy do jego domu rodzinnego taksówką, więc uznaliśmy, że skoro i tak bierzemy taksę to po tę paczkę podjedziemy i odbierzemy, jednak narzeczony napisał potem skargę do InPostu, na którą nie otrzymał odpowiedzi.

Przy następnym razie narzeczony dostał już pytanie - czy paczka może trafić na Anielską? Zaznaczył, że nie. Bum, paczka i tak trafiła na Anielską...
Tym razem nie mieliśmy okazji do odebrania tej paczki, więc narzeczony uznał, że zadzwoni na infolinię InPostu i zapyta się, czemu paczka tam trafiła i czy mogą coś z tym zrobić.
Pani z callcenter sprawdziła w systemie, potwierdziła, że jest tam informacja, że narzeczony zgody na przekierowanie nie wyraził, więc kurier popełnił błąd. Powiedziała, że wystawi ticket o przeniesienie paczki do prawidłowego paczkomatu.
Minął dzień czy dwa i narzeczony dostał kolejnego smsa, że paczka będzie czekać jeszcze 24h na Anielskiej, a jeśli nie zostanie odebrana to trafi do punktu odbioru po drugiej stronie miasta. Zadzwonił na infolinię kolejny raz i dowiedział się, że kurierzy zupełnie zlali ticket wystawiony wcześniej przez tamtą panią. Na szczęście po drugiej interwencji paczka w końcu trafiła do odpowiedniego paczkomatu.

Kilka miesięcy był spokój - pomyśleliśmy, że pewnie taki problem z paczkami był tylko w czasie Świąt. Parę razy dostaliśmy jeszcze pytania o przekierowanie, ale zawsze zaznaczaliśmy, że nie i było w porządku.
Ostatnio ja zamwiałam kilka paczek. Znów dostałam pytania o przekierowanie na Anielską. Mimo braku mojej zgody trafiły oczywiście tam i tym razem ja musiałam dzwonić na infolinię. Teraz czekam i zastanawiam się, czy paczki trafią na odpowiedni adres od razu, czy też będę musiała dzwonić drugi raz...

Pomijając piekielność pt. "przekierujemy ci paczkę, nie pytając o zgodę albo gdy jej nie wyraziłeś", nie mogę po prostu pojąć czemu za każdym razem jest to Anielska, skoro jest tyle paczkomatów bliżej. W czasie Świąt mogłam to sobie jakoś tłumaczyć, że może tamte paczkomaty są też przepełnione czy coś, ale teraz, w maju? Niestety pani na infolinii nie potrafiła mi tego wyjaśnić (nawet aż tak bardzo tego nie oczekiwałam, ale spytałam na wszelki wypadek).

Jednak przekierowania to nie jedyny problem paczkomatów. Drugim problemem jest wciąż skracający się czas na odebranie paczki i zwiększająca się cena za wydłużenie tego czasu.
Oczywiście staram się nie zamawiać paczek, jak wiem, że jakiś czas nie będzie mnie w domu i nie będę mogła odebrać. Ale zdarzają się różne losowe sytuacje, np. że sprzedawca nawala i długo paczki nie wysyła, albo że z jakiegoś powodu nagle musimy gdzieś z narzeczonym na krótko wyjechać (ot chociażby do któregoś z domów rodzinnych). Gdy zaczynałam przygodę z paczkomatami czas na odebranie paczki wynosił 72h. Teraz wynosi tylko 36h, więc czasem się zdarzało, że musiałam przedłużyć czas trzymania paczki w paczkomacie smsem. Do niedawna cena za wydłużenie o kolejne 36h to było chyba 5 zł, więc do zaakceptowania w nagłych przypadkach.
Ostatnio miałam właśnie taką sytuację, że sprzedawca mi wysłał paczkę jak akurat byliśmy u narzeczonego w domu na Święta Wielkanocne. Tu akurat sprzedawca wysłał paczkę nie za późno, ale "za wcześnie". Zamówiłam ją jakoś w Wielki Czwartek, bardzo późno (ok. 22), więc myślałam, że skoro są Święta to paczkę dostanę po nich, jak już będę w domu. Tymczasem w Wielką Sobotę była już do odebrania. Chciałam wydłużyć czas i okazało się, że cena wzrosła do 11 zł, co wynosiło więcej niż cena za wysyłkę towaru! Nie chciałam tyle płacić, więc skończyło się tak, że spędziłam ok. 4h by pojechać, odebrać paczkę, zostawić ją w mieszkaniu i powrocie do domu rodzinnego narzeczonego. Może w tym przypadku to był trochę mój błąd (mogłam jeszcze poczekać z zamówieniem tej paczki), ale jak pisałam, czasem się zdarzają inne sytuacje, na które wpływu nie mam i uważam, że 11 zł za przedłużenie paczki to za dużo.

Najgorsze jest to, że mimo wad paczkomatów nie mogę się za bardzo przerzucić na nic innego z powodu pracy...
(Jakby ktoś pytał - nie, nie wolno nam zamawiać prywatnych paczek kurierem do biura, parę osób dostało już za to ochrzan.)

InPost

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (70)
poczekalnia

#84545

~Przemysleniazeszkoly ·
| było | Do ulubionych
Było ostatnio kilka historii o nierównym traktowaniu w szkole że względu na płeć to i ja dodam coś od siebie.

W podstawówce nie pamiętam jak było. W technikum nie miałem żadnych dziewcząt w klasie, ale za to dobrze pamiętam co działo się w gimnazjum.

Było tak praktycznie na każdym przedmiocie niezależnie z jakim nauczycielem (zdecydowana większość to kobiety).

1. Poprawy sprawdzianów. Kartkówek, czyli wiedzy z ostatnich 3 lekcji, nie poprawiamy, no chyba że jesteś dziewczyną to możesz. Klasówki. Nagminne dodawanie 0.5 albo 0.25 pkt za jakieś szczątkowe informacje albo wykonanie jakiś bezsensownych obliczeń. Chłopców nie obowiązuje.
2. Konkursy. "Chłopaki po co wy się tam zapisaliście przecież i tak nic nie umiecie". "dziewczynki może i wam nie poszło ale za dobre chęci macie 5"
3. Nieobecności. "Tomek czemu cie wczoraj na ostatniej lekcji nie było? Do odpowiedzi!. Ciebie Olu też nie było. Na następnej lekcji cię zapytam.
4. Wystawianie ocen końcowych. " Kacper średnia twoich ocen to 4 ale z klasówek masz 3 więc masz 3. Zosiu twoja średnia to 4 ale ty zawsze taka aktywna jesteś, przygotuj na jutro prezentacje to dostaniesz 5. ( z klasówek 3, a średnią podnoszą oceny takie jak wcześniej wspomniane konkursy, oceny za zeszyt, czy właśnie aktywność która polega na plotkach o ciuchach i sposobach malowania paznokci).

Gdy na koniec gimnazjum pisaliśmy egzaminy było wielkie zaskoczenie gdy " te głąby mają same 2 a tutaj 60-70% a my 5 i 6 a tylko 40% zdobyłyśmy".

W przypadku matur było tak samo. Jak rozmawiałem ze znajomymi to chłopaki byli raczej pozytywnie zaskoczeni swoimi wynikami a dziewczyny raczej były rozczarowane patrząc jak dobre miały oceny wystawione przez nauczycieli.

Imiona zmyślone.

Szkoła

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (92)
poczekalnia
Chociaż gimnazjum wspominam jako generalnie pozytywne doświadczenie towarzyskie, zdarzały się momenty, w których wątpiłam w ewolucję.

Tak więc lekcje wf-u mieliśmy w trzygodzinnych blokach, zazwyczaj między godziną 10:00 a 13:00. Szczególnie w lecie było to kłopotliwe, bo chociaż prysznice były czyste, działające i generalnie zachęcające, znajdowały się one na drodze między szatnią a często odwiedzaną przez wszystkich toaletą (jedno duże pomieszczenie podzielone na trzy mniejsze). Warto jeszcze dodać, że nie były to prysznice z kabinami lub jakąkolwiek zasłonką, o nie. To były prysznice takie, jakie najczęściej widuje się na publicznych pływalniach, co oznacza właściwie zero prywatności. Jak zapewne domyślacie się, absolutnie nikt z nich nie korzystał.
Co więc robi piętnastoletnia dziewczyna po trzech godzinach latania za piłką, biegania, skakania lub czegokolwiek innego, o czym nauczycielka właśnie sobie przypomniała? Myje twarz w umywalce? Używa chusteczek nawilżanych?
Nie, to byłoby zbyt proste.
Na zagęszczoną potem warstwę makijażu, która ostatkiem sił trzyma się twarzy, tworząc grudki w zagięciach skóry, nakłada kolejną, równie grubą warstwę, żeby ukryć wszelkie oznaki sugerujące niedawno zakończoną intensywną lekcję wf-u.
Jeżeli myślicie że może chociaż zcierały z siebie pot chusteczką, to grubo się mylicie. Na zgrzane, spocone ciało, należy przecież wylać pół flakonu dusząco słodkiej wody toaletowej.
Myślicie pewnie: co ci to szkodzi? To przecież sobie ruinują cerę, nie tobie.
Cóż, wyobraźcie sobie, jak od nich śmierdziało.

Gimnazjum

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 51 (105)