Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#85034

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Odnośnie oferty LTE jak było w jednej historii.
Kolega z uwagi na techniczny brak podłączenia netu z kabla (przekop pod ulicą) wybrał opcję LTE domowe.
OK wszystko kupił i ważne w umowie Nielimitowane bez dodatku do np 100Gb.
Używał z rodziną na potęgę TV YouTube Netflix pobieranie plików. Jak wrzucił wykorzystanie sieci to wychodziło około 30Gb dobowo.
TEL NR 1
Witam w związku z promocją bla bla bla obniżka abonamentu aneks ślemy kurierem.
OK jest aneks, i tam jak byk '' po przekroczeniu 100Gb prędkość spada do poziomu wolno jak Ch.. J. Cóż aneks w kosz.
TEL NR 2
Witam. Nieotrzymaliśmy aneksu. Wysyłamy znowu.
Powtórka aneks zawiera tekst o limicie.

Dzwonią średnio raz w tyg z jakąś ofertą byle tylko podpisać aneks. Czemu tak zależy na limicie

uslugi

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 33 (59)
poczekalnia

#85033

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Zamówiłam przez Internet leki na receptę z odbiorem w jednej z aptek.
Jeden lek odpłatny 100 A drugi 50 %.
Odbiór szybki to idę.
Farmaceuta długi coś wpisuje i wczytuje z recepty po czym informuje że 150 zl do zapłaty. Na stronie było podczas składania zamówienia że 100 zl.
Stwierdzam więc że przecież ten jeden lek ma 50% odpłatność
Farmaceuta stwierdza że no tak ale cos sie nie wbilo w komputerze. Po chwili klikania udało się do zapłaty 100 zl.

Apteka

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (69)
poczekalnia

#85031

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Fachowcy...

Musze wymienić instalację wodną. Stara, przerdzewiała, jeszcze nie przecieka, ale to kwestia czasu.
Przyszedł pan, ocenia stan całości, idzie do kuchni i patrzy na rurki dochodzące do junkersa. Łapie jedną i mówi:
- O! Ale tu ma Pani miedź!
- Trzyma Pan rurkę od gazu...

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 46 (76)
poczekalnia

#85028

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Krótka opowieść o tym jak nauczyciele mają swoich ulubieńców i jak potrafią gnębić "patologiczne" dzieci.

Sytuacje, które opiszę działy się dawno temu, gdy chodziłam do zerówki i pierwszej klasy szkoły podstawowej. W obu tych klasach, aż do klasy czwartej mieliśmy tę samą wychowawczynię i to ona była piekielna, chociaż widzę to dopiero z perspektywy lat, bo dziecko nie umie za bardzo krytycznie oceniać zachowań dorosłych.

Pochodzę z małego miasta, w klasie było nas 22. Już od pierwszych dni w szkole widać było, że trójka dzieciaków jest bardzo blisko z panią nauczycielką, ponieważ dla nich nie była "panią", a "ciocią". Cała trójka mieszkała z nią po sąsiedzku i ich rodzice kolegowali się z nią. Nawet gdy już nauczono dzieciaki zwracać się do niej per pani, to nadal były jej ulubieńcami. Przymykała oko na braki prac domowych, spóźnienia, rozmowy w czasie zajęć czy bieganie po korytarzu. Dwie dziewczynki w sumie nie sprawiały większych problemów, ale trzeci - Bartek (imię zmienione) to był istny diabełek. Codziennością było kopanie w tornistry każdego, kogo mijał, porywanie niepilnowanych rzeczy i rzucanie nimi na drugi koniec klasy (często trafiając nimi kogoś innego), prowokowanie bójek z innymi chłopakami, zaczepki słowne. Trzeba przyznać, że nigdy nikogo "bardzo" nie uszkodził, ale nagany, czy wpisu do dzienniczka też nigdy nie dostał.

Skoro się kogoś lubi, to trzeba kogoś innego nie lubić. Ofiarami nauczycielki zostały dwie dziewczynki pochodzące z wielodzietnych rodzin i mieszkające na biednym osiedlu (wtedy większość mieszkań tam była o układzie: pokój z kuchnią i wspólna łazienka dla całego piętra. No kolorowo nie jest).

Było dużo sytuacji typowych dla gnębienia uczniów przez nauczycieli. Wyśmiewanie, gdy nie znały odpowiedzi na pytanie, komentowanie na głos błędów w dyktandzie, szydzenie z brzydkiego pisma. Dwóch sytuacji jednak nie zapomnę nigdy, bo były traumatyczne chyba dla całej klasy. Przynajmniej dla każdego, kto ma trochę empatii.
Sytuacja pierwsza. W szkolnym sklepiku sprzedawano różne słodycze (o składzie: barwiony cukier), którymi się zajadaliśmy. Jeden z lizaków był w kształcie szminki, więc wszystkie dziewczynki uwielbiały udawać, że się nimi malują (po czym oczywiście je zjadać). Dla dzieciaków przerwy są zawsze za krótkie, więc czasem dojadało się coś na początku lekcji. Chyba każdy tak robił. Tak też ze swoją "szminką" zrobiła Krysia (imię zmienione). Gdy nauczycielka to zobaczyła, o co nie było trudno, bo obie swoje antyulubienice usadziła w pierwszych ławkach (dodam: jako jedyne siedziały w ławkach same, wszystkie inne dzieci we dwójkę, a miejsca były przypisane do ucznia na stałe) krzyknęła do niej "Co ty robisz?". Krysia odpowiedziała, że je, ale już kończy, na co nauczycielka, nadal krzycząc, stwierdziła, że w klasie się nie je i zapytała co to w ogóle jest. W tym momencie ktoś z klasy odpowiedział, że "szminka". Dzieciaki wiedziały, że chodzi o lizaka, nauczycielka już nie. Wpadła w furię. Złapała dziewczynę za ubranie na karku i podniosła do góry. Wyrwała jej przy okazji lizaka i rzuciła na podłogę. Cały czas krzyczała o tym, że takich rzeczy się nie je, że Krysia jest nienormalna (i inne, gorsze określenia), że wzywa rodziców, że nie będzie tego tolerować. Trochę to trwało. Krysia wywleczona pod tablicę kuliła się przed całą klasą. Nic nie powiedziała, tylko płakała. Cała klasa przypatrywała się temu wszystkiemu w ciszy. W końcu nauczycielka kazała jej siadać na miejsce. Dopiero na przerwie mogła iść do toalety się ogarnąć.

Sytuacja druga. Marta (imię zmienione) miała problemy z nauką. Nie wiem czy wynikało to z jej uwarunkowań (zdolności lub lenistwa), czy raczej z sytuacji, w jakiej żyła, ale często nie miała prac domowych, zapominała zeszytów i książek, na lekcjach odpływała myślami gdzieś daleko itp. Pewnego razu pani nauczycielka znów zbierała prace domowe. Wszystkie dzieci zaniosły jej zeszyty tylko nie Marta, która cały czas szukała czegoś w plecaku. Na pytanie nauczycielki odpowiedziała, że ona pracę domową zrobiła i spakowała, ale jej nie może znaleźć. Normalną reakcją nauczyciela jest poczekanie, aż uczeń przeszuka plecak i się przekona, że zeszytu jednak nie ma. Przy dobrym humorze można pozwolić przynieść pracę domową następnego dnia. Przy złym humorze można wstawić jedynkę. Co zrobiła nauczycielka? Podeszła do Marty, wyrwała jej plecak, stanęła na środku klasy i z tekstem "No zobaczmy czy się znajdzie" z wysokości półtora metra wysypała całą zawartość plecaka na ziemię. Zeszyty i książki pogięte, śniadanie zmiażdżone, kredki rozsypane. To są straty materialne, o emocjonalnych wolę nie myśleć, gdy Marta zbierała wszystko spod stolików i nikt się nie schylił jej pomóc. Nauczycielka patrzyła na to z jakimś takim zadowoleniem, jakby dała jej dobrą lekcję.

Po pierwszej klasie obie dziewczyny nie zostały przepuszczone do drugiej. Skończyły podstawówkę rok później. Nie wiedziałam co się z nimi dzieje, aż do czasów facebooka.
Marta niestety nadal żyje z rodzicami, na zasiłku i wychowuje samotnie dziecko.
Krysia wyrwała się z tego wszystkiego. Mieszka w Anglii z mężem i dwójką dzieci i chyba wszystko u niej dobrze.
Bartek został robotnikiem na budowie, a prywatnie neonazistą lubiącym robić zadymy.
Nauczycielka po kilku latach została dyrektorką tej samej szkoły i podobno wszyscy ją chwalą. No ja nie chwalę.

szkoła

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 72 (94)
poczekalnia

#85026

Konto usunięte ·
| było | Do ulubionych
Może nie jest to historia, może nie ma piekielnego wydarzenia, ale...

Człowiek to już taka konstrukcja, która im więcej analizuje, tym mocniej dochodzi do wniosku, że nie warto.

Jestem sprzedawcą. Wcześniej nie pracowałem z ludźmi. Od kiedy tym się zajmuje, tym częściej traktuje ludzi jak idiotów. Łapie się na tym, że osobom, które uważam za inteligentne, bystre, mądre, sprytne (to nie zawsze chodzi w parze) tłumaczę pewne sprawy łopatologicznie, jak dziecku, urągając im wtedy. Już to jest lekką piekielnością z mojej strony. Jest mi wręcz głupio, ale wiem, że do takiego zachowania przyzwyczajają mnie klienci.

Klienci, którzy czasem zachowują się jakby nie rozumieli co się do nich mówi, nie próbujący nawet zrozumieć, nie tyle treści, co nawet słów.

Co w tym wszystkim jest piekielne?

To, że zazwyczaj właśnie takie osoby jak owi klienci są osobami szczęśliwymi, którym większość spraw uchodzi na sucho, a wszystko załatwia się jakby samo.

Dochodzę do wniosku, że lepiej nie mieć wrażliwości emocjonalnej, IQ przekraczającego pewien poziom i oczekiwań wobec innych. Wtedy jest zwyczajnie łatwiej.

Wyżaliłem się, linczujcie.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 31 (95)
poczekalnia

#85025

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Byłam dziś na pobraniu krwi i przypomniało mi się, dlaczego tego nie lubię. Nie przeszkadza mi kłucie, wiadomo że przyjemne nie jest, ale da się wytrzymać, nie przeraża też mnie widok mojej własnej krwi, pod warunkiem...

Ano pod warunkiem, że jest w probówce.

Cofnijmy się w czasie.

Byłam wtedy w 5 klasie podstawówki i poślizgnęłam się idąc do szkoły. Przy próbie podparcia złamałam rękę (było się, idiotko nie podpierać, a najlepiej podłożyć sobie poduszkę...).

Ponieważ był to rok 1996 (jeśli dobrze liczę) w lokalnej przychodni dowiedziałam się tylko, że ręka na pewno złamana, na pewno z przemieszczeniem (było to widać), ale oni nie mają w przychodni rentgena, wypiszą mi skierowanie do szpitala, polecają szpital przy Al. Jerozolimskich w Warszawie (było najbliżej), słynną Omegę.

Na miejsce dotarłam, zostałam wpisana na oddział (nie sama, zawiozła mnie ciotka, mama musiała zostać z moim rodzeństwem) i skierowano mnie do zabiegowego. Ważenie, mierzenie, wywiad i...

Pobranie krwi.

Nie pamiętam, czy pielęgniarki zakładały mi wtedy wenflon, czy pobierały za pomocą igły, ale nie w tym rzecz.

Opaska zaciskowa na ramię, zaciśnij pięść, nie patrz tutaj, dobrze, jeszcze jedną strzykawkę i już... O Jezu, a co to się dzieje?!?!?!

Pani pielęgniarka wyjęła strzykawkę z igły bez zdejmowania opaski, rozluźnienia pięści, bez niczego.

Siknęło zdrowo, tak na oko szklanka mojej krwi znalazła się nagle na podłodze.
Jeszcze zachowałam spokój, w końcu są ze mną trzy dorosłe baby, wykształcone pielęgniarki, wiedzą co robić w takich przypadkach?

I gdyby bodaj jedna z nich zachowała zimną krew i powiedziała mi na spokojnie "Tu masz wacik, uciśnij, wyjmę igłę, zdejmiemy opaskę..." pewnie bym to zapamiętała jako trochę zabawne wydarzenie. Ale usłyszałam mniej więcej coś takiego:

"Co to się dzieje, rany boskie, coś ty idiotko narobiła, puść, puść tę pięść, ale nie patrz, nie patrz dziecko!!! No zdejmij tę opaskę, co tak stoisz, rany boskie, olaboga!!!"

I to wspomnienie trzech rozpanikowanych bab wlecze się za mną po wszystkich gabinetach zabiegowych... Trzy pielęgniarki, a nie umiały odpowiednio pobrać krwi ani zachować spokoju w sytuacji awaryjnej.

Może się to wydawać mało piekielne, ale jak się przekonałam sama będąc matką, dzieci chłoną wszystko, włącznie z reakcjami dorosłych. Więc skoro dorosły panikuje, to znaczy że ma powód, prawda?

szpital

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (83)
poczekalnia
Miałem dziś bardzo ciekawy telefon.

Zadzwoniła do mnie była, z którą rostałem się pół roku temu, po tym jak odkryłem, że mnie zdradza.

Zapytała, czy może się do mnie wprowadzić na jakiś czas, bo jej facet (ten, z którym mnie zdradzała i później się związała) ją "bardzo źle potraktował" - jak to ujęła - i wyrzucił z domu i nie ma się gdzie podziać, a na wynajem nie ma pieniędzy.

Najpierw ją wyśmiałem, a potem odpowiedziałem, że nie ma takiej opcji, że wiedziała co robi, widziały gały co brały i że jak do zimy nie znajdzie żadnego lokum, to jej mogę dać karton po telewizorze, bo właśnie kupiłem.

Zanim się rozłączyła, usłyszałem szloch.

Uśmiechnąłem się. Od razu dzień lepszy się zrobił.

była

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (198)
poczekalnia

#85015

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O zwierzęciu z piekła rodem...

3 lata temu córka znalazła porzuconą kilkutygodniową kotkę. Przywlokła więc ją do domu i przygarnęlim zwierzaka.
Kocię rosło, aż dorosło do pierwszej rui. Jęczenie kocicy potrzebującej kota jest jak najbardziej naturalne, ale nie do wytrzymania przez ludzi. Poddaliśmy ją więc sterylizacji. Oczywiście to nie była piekielność. O niej teraz.

Jak to kot, lubi gonić za różnymi sznurkami, węzełkami itp. Ot, dla niej to nie sznurek tylko ogonek myszy... Córka bawiła się więc z nią kijkiem z kawałkiem sznurka, a ta próbowała łapać. Po którymś upolowaniu "myszki" wg instynktu przegryzała jej "ogon" czyli sznurek. I ok, naturalne zachowanie.Po kilku miesiącach kocica jednak już nie wyrażała zainteresowania sznurkiem na kijku, pomyśleliśmy, że albo zmądrzała, albo wyrosła z tej zabawy.

Jednak nie wyrosła, ale zaczęła objawiać nietypowe hobby...Kiedy tylko jakieś sznurowane buty stały w jej zasięgu, ona przegryzała w nich sznurówki i przynosiła ja w pyszczku do nas spokojnie oglądających TV w salonie.Jak wisiała kurtka na wieszaku w przedpokoju, z niej zwisały sznurki ściągacza to też odgryzła i przyniosła nam. Zniszczyła i jescze się chwali, co za tupet!:)

Ok, ,kupiłem więc szafki na buty a kurtki z jakimikolwiek "wisiadełkami" zaczęliśmy chować do szaf. Problem załatwiony. Nie na długo...

Szafki na buty to takie uchylane jak teczka od góry. Pewnego wieczoru siedzimy jak zwykle w salonie, patrzymy w TV a kot włazi...ze sznurówką w pysku. Noż qrva, przecież buty są w szafkach! Ta jednak nauczyła się je otwierać!

W nerwach rzuciłem tym kawałkiem sznurówki w kąt pokoju, no bo ileż można kupować sznurowadeł do tych samych butów, w ciągu kilku miesięcy zamówiłem chyba z 6 par.
Patrzę co kot wyprawia, a ona aport i przynosi ciśnięty przeze mnie złością kawałek sznurówki z powrotem i oczami pełnymi ekstazy "mówi" :"Rzucaj, ja będę przynosić"!:)
WTF???, przeca to kot, a nie pies.:)

Brakuje jej zabawy, myślę, więc odgryziony kawałek rzucam a ta przynosi za każdym razem i kładzie dokładnie koło mojej dłoni. Żebym tylko nie musiał się męczyć i się czasami nie rozmyślił co do tej najwspanialszej rozrywki na świecie!
Tak do około 10 rzutów, potem sznurek zjadała...
A w nocy rzyganie.

Musiałem więc dodatkowo zabezpieczyć te szafki przed naszym sprytnym kotem i zamontowałem do tych drzwiczek magnesy, musiałem dać po 2 na każde drzwiczki, bo po 1 dalej cholera otwierała.
I zamawiałem kolejne pary sznurówek...
Problem jednak ustał,bo szafek nie dało się już otwierać kocimi sposobami.

Jednak żądza aportowania w kocicy była tak silna, że ta zaczęła otwierać szafę w córki pokoju i obcinać swoimi zębami wszystko co zwisało z kurtek, bluz z kapturem itp. po czym przynosiła te zdobycze do nas i..."Rzucaj"!:) Jednak to już nie było zabawne, bo o ile sznurówki można dokupić to jakieś konkretne sznury z modnych ciuchów córki nie bardzo.

Szafę trzeba było dodatkowo zabezpieczyć, córka użyła do tego grubej gumy z haczykami na końcach, jak do zabezpieczania ładunku na rowerze lub aucie. Działa.

Żądza u kota też działa. Siedzimy w salonie, patrzymy w TV, a do pokoju wchodzi...nie kot tym razem,a córka. Wściekła i ze łzami w oczach. W rękach trzyma kłębek słuchawek, z kablami przegryzionymi przez kota.
Słuchawki tanie, ale droższe już niż sznurówki więc idziemy w górę:) Dałem więc mojej latorośli moje zapasowe (2x droższe) i kazałem je chować do szuflady kiedy nie będzie z nich korzystać, bo inaczej kot je sobie uzna za ogon myszki...
Chowała. Raz jednak nie domknęła szuflady do końca i słuchawki zostały "upolowane"...(nie były drogie na szczęście i kiepsko grały, ale sam fakt powodował u nas nerwy coraz większe),
Na urodziny kupiłem córce kolejne słuchawki, tym razem szlachetniejsze za 90zł. Jak ona je uwielbiała. Do czasu kiedy zostawiła je w plecaku a suwaka nie zamknęła... Kot już je załatwił.
Cóż można oczekiwać od 13 latki? Może się jej zapomnieć, ale wściekły wtedy byłem już zdrowo.

Potem nasz diabelski kotek dorwał się do moich słuchawek za 160zł, po nich przegryzł kilka kabli audio, następnie oryginalny kabel do iPada no i kilka jego zamienników.

Dobierała się też do kabla zasilającego komputer z gniazdka 220V, ten przed zasilaczem, ale nie dała mu rady,bo za gruby...Dzięki temu wciąż żyje.

Na dzień dzisiejszy, wszystkie sznurówki, sznurki, kable są u nas na maksa pozabezpieczane, bo kot dalej jest opętany przez Sznurowego Demona.

Jeśli mamy gości "w sznurówkach" to ich buty dajemy do łazienki, bo w szafkach miejsca brakuje, ale jak ktoś zostawi uchylone drzwi w łazience to...

Czasem uda jej się dobrać jeszcze do kosmetyczki mojej córki i przyniesie...gumkę do włosów i "mówi" "Rzucaj":)...

Co ciekawe szukając jakiejś porady w necie co do takiego zachowania nie znalazłem podobnych kocich zachowań. Wszystkie gonią po firanach, albo zasłonach (nasza tego nie robi, wbiega na ścianę, mamy porowaty tynk i umie się zaczepić), ale o gryzieniu sznurówek nikt nie wspomina.

Mieszkanie

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (104)
poczekalnia

#85014

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sytuacja na stacji benzynowej przy autostradzie w Niemczech.

Wracając z pracy moim podstarzałym SUV-em zajechałem na tankowanie. Mieszkam w Polsce, ale pracuję Niemczech, więc auto mam na polskich tablicach.

Kończąc tankowanie widzę,że podjeżdża prawdziwe bydlę 4x4 (też już kilkunastoletnie) na niemieckich blachach i parkuje nie dość,że na zakazie to jeszcze tak blisko mojego auta, że chcąc odjechać będę musiał wycofać spod pompy, bo między nim a wysepką dystrybutora się nie przecisnę.
Koleś około 30+ wychodzi ze swojego prawdziwego "offroada" i otwiera maskę. Daję mu szansę na szybką "naprawę" i nic na razie nie mówię, bo najpierw do kasy zapłacić za mój zatankowany gaz.
Po powrocie z kasy widzę,że koleś dalej coś tam czaruje pod maską a jego terenówka dalej blokuje mój wyjazd.

Wsiadam do auta odpalam i ruszam licząc na to,że tamten zwróci na to uwagę, machnie ręką na "sorry" i przestawi się o 2 metry żebym mógł wyjechać.

Nie ma jednak reakcji. Mój klakson ma ją spowodować, ale typ ostentacyjnie wpatruje się w swój silnik i rozumiem,że to rodzaj prowokacji. Jakiś "pseudopatriota" niemiecki chce się dowartościować przy weekendzie na jakimś biednym polaczku. Myśli,że będę czekał z uszami po sobie, bo przecież my durne Polaki język znamy tylko polski.
Albo będę cofał, ni hooya!

Niestety ja znam jeszcze 2 języki oprócz polskiego a do tego mam krótką cierpliwość do takich fiutów (auto jego super, ale coś jak piękny koń pod chorym umysłowo jeźdźcem).

Wypinam się z pasa, wyłażę z mojego pseudo offroada i walę do gościa po niemiecku, czy jest głuchy i ślepy, bo nie słyszy klaksonu, nie widzi co robi i najważniejsze, stanął na zakazie parkowania. Do domu miałem jeszcze jakieś 500km i nie miałem czasu na pierdoły z weekendowymi pajacami to walę więc do niego (po niemiecku):
-Czemu stoisz na zakazie parkowania i blokujesz, obok jest wielki parking, przestawisz auto czy zrobi to za ciebie polizei? Mogę ich o to poprosić, bo komisariat autostradowy jest 50m dalej...
Dla mniej obytych, na niemieckich autostradach posterunki policji są przy wielu stacjach beznynowych, m. in. ze względu na takich gupków

Ludzik wyjął pusty łeb spod maski i zaskoczony,że prowincjonalny Polak gada w jego języku jeszcze chwilę udawał flegmatyka, ale jak darłem ryja po niemiecku i szastałem słowem polizei i łamanie przepisów spokojnie wsiadł do auta i odjechał.

Awarii brak.

I tak Boruta kopnął w zasiarczony zad Lucyfera...

Stacja benzynowa autostrada Niemcy

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 56 (88)
poczekalnia
Mój znajomy jest typowym januszem biznesu.

Ostatnio żalił mi się, że nie może znaleźć ludzi do pracy. Praca fizyczna, kwalifikacje niewymagane. Z tego względu uznał, że może zaoferować najniższą krajową, a ludzie i tak przyjdą.

No i przyszli. Tacy, którzy rzadko kiedy chodzą do pracy trzeźwi.

Znajomy zdziwiony, zszokowany i oburzony. Jak to? Daje taką dobrą ofertę, a przychodzą tacy ludzie? Twierdzi, że oferta jest dobra, bo oferuje umowę o pracę.

Tłumaczę mu, nie tylko ja zresztą, że oferując takie poniżające stawki nie powinien się spodziewać, że jakikolwiek pracownik na poziomie zwróci na niego uwagę.

Nie dociera.

janusze biznesu praca

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (87)