Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

jeremyxfile

Zamieszcza historie od: 6 stycznia 2017 - 4:49
Ostatnio: 20 kwietnia 2017 - 1:43
  • Historii na głównej: 5 z 10
  • Punktów za historie: 1192
  • Komentarzy: 15
  • Punktów za komentarze: 26
 

#77895

(PW) ·
| Do ulubionych
Tematyka weselna, a jakże!

Kolejna z opowieści o perypetiach organizacyjnych, tym razem sala.

Otóż skrótowo: przy rezerwacji sali ze 2 lata temu i rozmowie z menadżerem ustaliliśmy jak następuje: sala mieści 200 osób, max to 220 ale kosztem parkietu, oraz noclegów po dobudowaniu skrzydła starczy dla wszystkich gości, mówimy, że tyle u nas będzie pewnych, wszystko ustalone i jest git.

Sytuacja właściwa - ponad pół roku temu odbyły się oficjalne zaręczyny, więc moi rodzice z racji dużej odległości od miejsca zamieszkania wybranki postanowili obejrzeć przy okazji na żywo salę. Spotkanie z menadżerem ponowne, temat noclegów wykwitł, i co? Ano dupa. Bo szanowny Pan Menadżer "z racji doświadczenia wie, że przyjdzie 2/3 osób, a z reguły jest trochę ponad połowa" i za ch*..olerę nie przekonasz chłopa, że tu jest inaczej bo nie zapraszam 200 łącznie, ale do 200 pewniaków ściąłem listę z prawie 300.

Okazało się, że jest na tyle noclegów, ale dla jego 2/3 założonych. Zrobiło się gorąco bo to mieścina mała, wesele nie odbywa się tylko 1 naraz, a hoteli za dużo nie ma. Ale ogarnęliśmy. Piekielnie? Jak jasna cholera, gdyby nie przypadek, że temat wyszedł to w okolicy wesela zostałbym bez noclegów dla 1/3 gości. No bo przecież przyjdzie tylko 2/3 podanej liczby, prawda?

Jestem na etapie zapraszania gości. Parkiet jest tak na oko pojemności do 160 osób bez typowej ciasnoty, my mamy 200 osób zaproszone, zejdziemy do około 190 podejrzewam. Więc i tak bez cudów bo już ciasnawo. I coś mnie tak diametralnie kilka dni temu po tyłku pokusą podrapałoby przeliczyć na nowych zdjęciach ile jest miejsc bez krzeseł na parkiecie. I liczba mi się nie zgodziła. Po rozmowie z Panem Menadżerem wyszło, że tak, wchodzi 200 osób. Ale już 30 siedzi na parkiecie. I mnie krew zalała. Bo znowu "wiem z doświadczenia, że będzie 2/3 z tego co mówicie, i na taką liczbę jest wyliczone"

I co? I wesele które było planowane na każdym kroku by było perfekcyjne zostanie zrujnowane przez jednego idiotę który ma własne 'widzimisię' i ma generalnie w nosie co się do niego mówi. Bo miejsca do tańca będzie jak na lekarstwo.

Czy piekielnie? Mało powiedziane.

śluby

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (Głosów: 209)
zarchiwizowany

#77752

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Czytałem o śwince morskiej i przypomniało mi się z moich historii weterynaryjnych.

Temat dla bardziej obeznanych w szczurzej opiece.

Może słowem wstępu - posiadałem 2 szczurki samiczki, większość osób wzdryga się jak można mieć takie zwierzaki i sam do nich należałem, aż nie zostałem przymuszony do kontaktu z nimi i wkrótce potem namówiony na własne mini stadko. Przekochane stworzenia, takie kochające pieski w wersji mini, tylko łobuzy, lubią wbić zęby w przedmioty w które nie powinny.

Ale do sedna. Szczurki mają jedną arcyzły podstawowy minus, żyją krótko i zwykle z racji uwarunkowania genetycznego (kto chce można znaleźć w necie dlaczego nie ma praktycznie zdrowych oswojonych osobników) ich życie jest usłane chorobami, a i śmierć niestety ich nie oszczędza, tak więc wiąże się to z kosztami o których początkowy właściciel nie ma pojęcia. Tak nawiasem mówiąc w szczytowym momencie płaciłem 1500zł miesięcznie za leczenie obu.

I jak to w życiu bywa, praktycznie średnio cotygodniowe wizyty u weta pozwoliły mi zaobserwować wiele sytuacji w poczekalni, za które ludzi osobiście bym zabił.

1) Parka głupawo podśmiewająca się co chwilę, costam costam hihihi, cos innego, hihihi, hihihi tu, hihihi tam, juz mnie kur**** zalewala. Ze szczurkiem. Szczurek miał guza, nie dość, że pozwolili by wyrósł jak piłka do ping-ponga, to na stwierdzenie lekarza, że trzeba operację by wyciąć, i to kosztuje tyle a tyle, stwierdzili, że szkoda im pieniędzy i zwierzaka uśpią bo wyjdzie taniej i przyjdą kiedy indziej.

2)Bezmyślność. Zwierzak dostaje leki takie i takie, i trzeba podawać regularnie. A wierzcie mi, jeśli moim nie podeszły leki to łyżeczkę papu z owym fabrykantem podawałem im przez nawet 4 godziny często zarywając noce, bo działały dosłownie na zasadzie życia lub śmierci. Więc tłumaczenia, że zwierzak nie chciał jeść i nie chciała ta i ta go zmuszać są dość marne.

3)Oszczędność. Nie kupowali leków. Kupowali co innego. Dawali leki jak dla ludzi szkodząc zwierzakom. Albo nie kupowali wcale bo 'a bo widzę, że juz sie lepiej czuje to nie bralam'.

4)Oszczędność wersja długodystansowa. Szczury jak husky, potrzebują się wybiegać. Więc albo naprawdę duża klatka z przestrzenią do ruchu, albo zwyczajnie duża i wypuszczanie na wybieg po pokoju. To w jakich klatkach potrafili niektórzy przynieść te zwierzęta sprawiało, że miałem ochotę tłuc po pyskach. Dla porównania, tak jakby was zamknąć w toalecie, kilka kroków się na upartego zrobi, ale żyć się nie da.

Tego by można opisywać w nieskończoność, ale tu mała rada dla wszystkich. Chcecie mieć zwierzaka, poczytajcie wcześniej jak wygląda opieka, bo możecie go bardziej skrzywdzić, niż zapewnić spokojny żywot.

vet

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (Głosów: 34)

#77352

(PW) ·
| Do ulubionych
Z innego tematu serią :)

Słowo 'gehenna' z poprzedniego wyznania już nieodmiennie kojarzy mi się z pewnym chłopakiem, pracującym w biurze Rainbow. Było to jakieś pół roku temu, z racji, że zdecydowaliśmy się na wycieczkę objazdową jako podróż poślubną, zaledwie kilkanaście dni po samym dniu zaobrączkowania, postanowiliśmy z przyszłą małżonką ogarnąć wcześniej jak wygląda sprawa paszportów itp.

Przychodzimy do biura, siedzi małżeństwo i dyskutuje, to i my siadamy na kanapie, by poczekać na swój moment. Trwało to jakieś pół godziny, biedny chłopak rzucał nam zrozpaczone spojrzenia szukając ratunku, ale nic nie mogliśmy zrobić poza współczującym spojrzeniem i wymianą myśli pełnych zrozumienia.

Pan Janusz i Pani Grażyna postanowili lecieć do Grecji na wakacje. Z racji, że przez pół godziny nie było co robić, to wysłuchaliśmy chcąc nie chcąc całej akcji. Byli już dzień wcześniej u kogoś innego, obgadali wszystkie szczegóły, mieli tylko przyjść podpisać umowę. Pani G agresywnie negocjując, próbowała wymusić zniżkę o jakąś kwotę, która jej nie pasowała z racji podniesienia przez biuro, akurat tak się trafiło z dnia na dzień. Tłumaczenia, że nie on decyduje o kwotach i te kwoty są płynne, bo mogą się zmienić nawet w ciągu 1 dnia kilka razy, były jak rzucanie grochem o ścianę, efekty ten sam. Pan J zawstydzony swą małżonką, wychodząc przeprosił bardzo i nas, i sprzedawcę, więc odzyskał w moich oczach honor, czego nie można powiedzieć o jego lubej.

Siadamy przed biurkiem, chłopak prosi o chwilę dla siebie, bo chce się chociaż napić wody. Mówię, że spokojnie, niech ogarnie co ma, mnie aż tak się nie spieszy. Rzuciłem tylko, że widzę jak trudni klienci się trafili.

Dowiedziałem się, że "ta gehenna trwała już godzinę", Pani G wykłócała się o kwotę 11zł za całość wycieczki, od wejścia aż do wyjścia, w kółko żądając zniżki/rabatu/odpuszczenia dopłaty/wytłumaczenia jakim prawem każą jej płacić więcej/dzwonienia do informacji/sprowadzenia kierownika/przysłania kogoś kompetentnego. I tak dalej i tak dalej.

Pozdrawiam wszystkich, którzy pracują w kontakcie z klientami, wiem jak to jest, i życzę równie wielkiej wytrwałości.

uslugi

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 191 (Głosów: 229)
zarchiwizowany
Ta cała tematyka ślubna przypomniała mi pewną sytuację sprzed lat. Mój tata całe swoje życie poświęcił prowadzeniu firmy by zapewnić swoim dzieciom to, czego sam nigdy nie miał żyjąc w absolutnej biedzie, a więc czasu na rodzinę miał niestety niewiele.

Nie mam mu za złe, przeciwnie, jestem dumny, że potrafił osiągnąć tak wiele, gdzie ja niestety nie odziedziczyłem takich umiejętności, ale tu nie o tym ta historia.

Otóż po 25 latach firma ojca nagle wpadła w kryzys. Z racji, że prowadzili firmę we 2 ze współwłaścicielem od samego początku, zaufanie było czyste, tata zajmował się budowlanką i projektami, tamten ogarniał papierkowe sprawy, w tym finanse.

I jak to w życiu bywa, pieniądze w większości wypadków czyszczą mózg. Pojawił się nagle dołek finansowy w wysokości 5 i pięć zer, więc by firma nie upadła ojciec wsadził własne oszczędności, i rozpoczynając tematykę skąd to się wzięło - przyszedł współwłaściciel i powiedział 'mam w kieszeni 20zł i to są wszystkie moje pieniądze'

I tak po kolei: mania władzy przesądziła o losie firmy, by być prezesem innej podupadającej firmy, wsadził bez słowa w tamtą 12mln ratując tamtą, ale wykańczając finansowo własną.
W trakcie rozeznań finansowych zaczęły wychodzić numery powoli, których kilka które pamiętam przytoczę.

Dla wyklarowania sytuacji: ja całe życie byłem wychowany wśród pieniędzy, nigdy mi nie czego nie brakowało, a jednak nie zostałem przez nie zepsuty wydając nie wiadomo jakie kwoty na nie wiadomo co, uważam zwyczajnie, że szkoda przepłacać za coś, co jest dobre w niskiej kwocie. Druga strona przyjęła zupełnie odmienną taktykę, tanie = złe i dla biedoty. Ale do rzeczy.

To, że ubrania "zwykłe dla pospólstwa" były nieakceptowalne, a takie same z metką hugo boss i inne drogie firmy jak najbardziej cacy dało by się wybaczyć, gdyby to było tylko to. Koszulki, spodnie, skarpety były sprowadzane z Nowej Zelandii w cenie bodajże 500-1000zł za koszulkę (tylko tą cenę poznałem) bo tam mają dobre jakościowo.

Opony za 50tys każda. Dlaczego? Bo tak. Z racji nowego małżeństwa, i w poprzednim i w obecnym każdy miał swój samochód, albo i 2. 5 osób - 9 samochodów z gatunku ~100tys z pełnym wyposażeniem. 9x4 x2 bo przecież i zimowe, to przeliczcie sami. Oczywiście na firmę. Mało? Kupił na firmę osobny samochód który służył tylko temu by wozić 2km psy do weterynarza.

Skoro już w tym temacie, psiska jako takie kocham w każdej postaci, tak więc nie mam poczucia, że pieniądze na nie wydawane to pieniądze stracone. Ale fakt, że 3 psy 3x dziennie jadły tylko jagnięcinę/cielęcinę najwyższej jakości bo przecież byle mięsa nie będzie się im podawać to już z deka przytłaczające. Psiska jadły lepiej niż ja kiedykolwiek, ale to oby tylko im na zdrowie :P

Ogród. Krzaczki po 10tys każde, dokładnie takie same jak w auchan/castoramie/leroy merlin/każdy inny sklep. Ale drogie więc lepsze. WŁASNY (!) ogrodnik, sprzątaczka, opiekunka dla dzieci, konserwator (który przychodził 2x w tygodniu do niego jakieś tam pierdoły robić za 4tys miesięcznie) zatrudnieni na firmę, każde ze służbowym samochodem. Oczywiście bez wiedzy mojego taty.

O rzeczach takich jak łyżeczki ze srebra najdroższych firm, czy uważaniu, że firmy takie jak Tefal są dla biedoty już nawet nie będę pisać bo o tym książkę można by wydać.

Pisałem o dziurze która nagle wyskoczyła tak? Mój osobisty hit który żywcem sprawił, że mój mózg się wyłączył z przeciążenia spadłego na niego niezrozumienia. Córka z byłej żony brała ślub. Byście nie mieli wątpliwości, otóż wszyscy tam byli siebie warci, cała rodzinka. Angegdota: Matka jeździła jakieś 90km codziennie do punktu X i spowrotem, by zawieźć córce obiad, bo przecież biedna córeczka nie będzie jeść byle jedzenia, tylko musi domowe dobre. Przez 4 lata, aż firma nie upadła. Podkreślę, codziennie. 1 córka kupując mieszkanie wydała 700tys na wyposażenie mieszkania wielkości bodajże 50m2. 2 córka na porównywalnej wielkości "tylko" 500tys. Ale wracając do głównego wątku.

Ślub się zbliżał, to trzeba było kupić suknię. Pojechały we 3, córki i matka, do anglii będąc w posiadaniu karty na firmę. Wydały pół miliona w ciągu zaledwie 3 dni. Gdyby mój tata nie zatkał tej dziury, firma upadła by już wtedy. Z kolei gdyby wiedział jak wygląda sytuacja firmy, w życiu by nie poświęcił nawet złotówki, bo pieniędzy już nie odzyskał.

Długo by pisać, ale tak na zakończenie: Pieniądze pożyczone od mojego taty na zrobienie ślubu bo przecież tamten bez grosza więc musieli zaprosić moich rodziców. Ślub dno, zrobiony w namiocie bez ogrzewania w kwietniu postawionym w ogrodzie klasztoru koło krakowa, w 'najwyższym standardzie', czyli zespół drogi jak cholera ale słaby, jedzenie typu kraby/kawior, w ilościach jak w drogich restauracjach, jak dobrze pójdzie to zdążysz poczuć smak zanim przełkniesz. Poza 2 daniami gorącymi, brak czegokolwiek na stołach, był 1 stół z bufetem i przekąskami, bez uzupełnień a więc po godzinie stał już prawie pusty.

Oczywiście, poprzez działanie obecnej 'małżonki', cwanej jak cholera bo to ona pozbyła się poprzedniej małżonki, wina za upadek firmy została zrzucona na mojego tatę.

Dobra rada, jeśli kiedyś spadną na was pieniądze, zarobione własnymi rękami, czy wygrane, zróbcie wszystko co możecie, by was nie zniszczyły. Bo z reguły pociąga to za sobą innych, którzy na ten lost nie zasługują.

whatever

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (Głosów: 26)
zarchiwizowany
Czytałem właśnie o sieci Play, więc dodam i coś od siebie.

Z racji, że byłem regularnie robiony w jajo i abonament który powinien był wynieść niecałe 40zł - posiadając nielimitowane połączenia i smsy - płaciłem regularnie w kwocie minimum 66zł(czego nikt nie potrafił mi wyjaśnić jakim cudem poza stwierdzeniem 'widocznie zużycie danych') a zdarzało się i 120zł, postanowiłem opuścić cudowną fioletową sieć. Dałem się nawiasem mówiąc też wrobić, bo nie spojrzałem na umowę podczas podpisywania, sprzedawca wyczuł mój pośpiech jak hiena padlinę i tak zamiast roku uraczony zostałem wpisem na 2 lata gehenny.

Zbliżał się koniec umowy, sieci miałem coraz bardziej dość, więc przeliczyłem w którym momencie opłaca mi się zerwać umowę i przejść na inną sieć. Nie udało się, gdyż zawsze były jakieś problemy, przetrzymali mnie pół roku praktycznie do miesiąca do wygaśnięcia, to już tylko odliczałem dni do końca.

Ale do sedna. Po 2 miesiącach od wygaśnięcia umowy, pojawiających się znienacka dopłatach za niewyjaśnione cuda, udało się po wielu bataliach przenieść do innej sieci. Powinien tu być koniec historii, ale niestety. Dostałem po 2 radosnym i bezproblemowym miesiącu już w nowej sieci wezwanie od windykatora o zaległe opłaty i groźbie wpisu do rejestru dłużników. Telefon 3 sekundy potem na podany numer, i co?

Otóż kochany play pomimo zakończenia umowy i przepisania do innej sieci, wciąż przez owe dwa miesiące naliczał mi opłaty za wszystko co robiłem w nowej sieci. Sprawdzić zaległe opłaty się nie dało, bo konto online już nie istniało. Na infolinii podawali, że to jeszcze opłaty z czasu jak byłem zarejestrowany u nich, ale przecież nie da się przejść do innej sieci bez uregulowania opłat, a zadbałem by nie mieć z nimi więcej do czynienia.

Z racji okresu podupadłego zdrowia i sporadycznych szpitalnych wakacji, ryzyko wpisania do rejestru zmusiło mnie do zapłaty za coś, czego nie mieli prawa ściągnąć. Ach byłbym zapomniał. Wciąż było to naliczone 66zł za miesiąc zamiast 40zł.

Od tamtej pory mam telefon na kartę.

uslugi

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 26 (Głosów: 60)

#77281

(PW) ·
| Do ulubionych
Gatunek: ślubne z racji owego etapu.

Kto organizował wesele, wie jak niebotyczne są to koszta, kto nie miał jeszcze tej przyjemności, nie spodziewajcie się zaoszczędzić, jeśli chcecie mieć je dobrze przygotowane.

Ale nie o tym. Z racji, że ślub wedle tradycji odbędzie się u przyszłej małżonki, a droga dla mojej rodziny to jakieś 300km z hakiem, zarezerwowaliśmy hotel dla wszystkich moich gości, ot tak, ignorując koszta, w ramach miłego gestu, choć z grup ślubnych jak widzę rzadko kto się tym przejmuje na zasadzie, chcecie spać to sami sobie wynajmijcie pokój.

Wydawało by się, że gdy wszystko jest podane na tacy, w tym możliwość przespania się dosłownie wchodząc schodkami na piętro, ludzie będą zadowoleni.

Otóż nie. Mało. Aż dziw jak wygodniccy i roszczeniowi stali się ludzie. Sezon zaproszeniowy w trakcie, to już dużą część mamy za sobą. Absolutnie wszyscy oczekują wynajętego transportu na miejsce i z powrotem. Wszyscy. Nie było nawet jednej osoby, która nie byłaby zdziwiona owym właśnie brakiem, zastąpionym przez noclegi.

Ludzie oczekują nie zaproszenia na ślub, ale najwidoczniej urządzenia mini wakacji, zawieź, nakarm, daj się napić i wybawić, potem przespać, a na koniec przywieź z powrotem, najlepiej pod sam dom.

Rozumiem gdyby to było kilkadziesiąt lat temu, gdzie transport naprawdę był ciężki do ogarnięcia i marnej jakości. Ale teraz mamy pociągi, busy, autobusy, klasy premium jak ktoś potrzebuje wygodniejszej poduszki pod tyłek, samochody, na upartego idzie sobie nawet szofera znaleźć.

Pomyśli ktoś, że jak mogę się oburzać, niektórzy nie mogą, bo choroby, bóle, starość. Otóż nie. Wszelaki wiek, rodzina, znajomi, kumple, sąsiedzi, wszyscy zdrowi, chodzący, a jednak odpowiadający zdziwieniem na brak podwiezienia tyłka.

P.S. Przypomniała mi się jeszcze anegdota, gdzie któryś z gości rzucił oburzony, że jak transportu nie będzie, to on nie przyjedzie. Nie powiem, który palec mentalnie mi się otworzył. Nie był odosobnionym przypadkiem.

Tak że tego, honor w tych czasach powoli ustępuje wygodzie, a wymagania wobec innych tylko rosną.

ślub

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 274 (Głosów: 294)
zarchiwizowany

#77282

(PW) ·
| było | Do ulubionych
A tak z innej beki, czytając o kontrolerach przypomniała mi się pewna historyjka sprzed paru lat.

Znajomi wyciągnęli mnie na kręgle, akurat zarezerwowane godzinę przed zamknięciem więc idziemy na autobus. Biletomat nie działał, kierowca miał jedynie te 2-stronne więc zakupiłem taki bo ani wyjścia innego nie ma, a i na powrót będzie, niestety z racji awarii autobusu musiałem przesiąść się w kolejny na 1 przystanek.

Oczywiście zostałem złapany, i Panów nic nie obchodziło, że w sumie skasowałem droższy bilet niż powinienem bo nie zawierał ulgi studenckiej, mandat i ch* :)

Z racji, że młody był wtedy jeszcze ze mnie i niemaźnięty życiowym rozsądkiem student, to dałem się naciągnąć na 5 dych w łapę, straciłem czas bo odprowadzili mnie do bankomatu bym mógł wyciągnąć kasę, tak więc wypad kosztował mnie łącznie 6 dych, a na kręgle i tak nie zdążyliśmy.

autobus

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (Głosów: 22)
zarchiwizowany
Historia krótka - bo cóż tu opowiadać?

Wesele ciotki, zabrałem dobrą wieloletnią kumpelę, przeholowała z alkoholem, wstała chcąc biec do łazienki i w tym momencie zrzygała się na stół wprost w talerze z jedzeniem.

Powinienem wspomnieć, że byłem świadkiem?

ślub

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 54 (Głosów: 144)

#76633

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś opowiem coś zasłyszanego od szwagra.

Jest psychiatrą, pewnego dnia na nocnym dyżurze przywieźli mu kobietę na oko po 40-tce nagą, nakrytą jakimś narzuconym materiałem i dla bezpieczeństwa pasami przywiązaną do łóżka, poobijana, połamana i ze wstrząsem mózgu. Dialog wyglądał mniej więcej tak:

- Dlaczego przywieźliście ją tutaj, a nie na oddział ratunkowy? Przecież widać, że kobieta wymaga natychmiastowej pomocy.
- Bo wariatka, bredzi od rzeczy o wannie i alkoholu
- Przecież wyraźnie nie ma żadnych zaburzeń psychologicznych, to jest normalna kobieta, jedźcie z nią natychmiast tam gdzie powinniście.
-Ale gada bzdury w kółko.

Mały wywiad z pacjentką i co się okazało? Kobieta samotna, umówiła się przez portal randkowy z jakimś nieznanym jej chłopem co wydawał się cudowny, zaprosił ją do siebie, więc odwaliła się jak umiała najładniej i ruszyła w drogę. Okazało się, że jest byłym więźniem, zagroził pobiciem, kazał jej wejść do wanny, pić wódkę i się kąpać, a sam siedział obok niej. Kobieta przerażona, żeby jej nie stłukł robiła co kazał, piła tą wódkę i się kąpała. Na koniec i tak jej wpier***** i wyrzucił za drzwi jak stała. Jej szczęście, że sąsiad przechodził to wezwał pogotowie. Procedury nakazały wezwanie policji, znaleźli jej torebkę u niego, dalej nie wiem jak się potoczyło.

Tak więc drodzy piekielni, tindery tinderami, badoo jak badoo, ale zawsze miejcie na uwadze, że nigdy nie wiadomo kto jest tak naprawdę po drugiej stronie.

randki

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 298 (Głosów: 310)

#76598

(PW) ·
| Do ulubionych
Z gatunku bezstresowego wychowania:

Sklep z robaczkiem w kropki w logo, stoję w kolejce, przede mną rodzice z trójką dzieci, na oko 8 lat, 4 lata i 3 lata, niby nic nadzwyczajnego. Huragan nie wywołuje tyle chaosu.

Dzieci rzucają czapkami, rękawiczkami, zrzucają z półek rzeczy, przenoszą na taśmę boczne półki ze słodyczami poniekąd bez moich chęci uzupełniając także moje zakupy, wszystko w atmosferze krzyków, pisków i wszelakich innych złych rzeczy. Rzucanie kasjerce ubrań do nabicia na rachunek, bo nie będą ich trzymać, a mama nie chce nosić, gonitwy, na koniec wyrwanie (sic!) z kasy w trakcie drukowania rachunku i rzucenie go w twarz Pani ją obsługującej, która wykorzystując pełnię samokontroli usilnie starała się udawać, że nic nie widzi i nie słyszy.

Absurd nr 1? Reakcja rodziców. Czy też jej praktycznie kompletny brak, przez kilka minut usłyszałem 2 razy, że tak nie wolno, ale bardziej wymamrotane niż wypowiedziane, wyraźnie widać brak władzy nad własnymi dziećmi, oraz że to nie rodzice tu rządzą.

Absurd nr2? Pozwolili skasować wszystko co dzieciory powrzucały na taśmę.

Tak że ten..

biedra

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 228 (Głosów: 288)

1