Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#85026

Konto usunięte ·
| było | Do ulubionych
Może nie jest to historia, może nie ma piekielnego wydarzenia, ale...

Człowiek to już taka konstrukcja, która im więcej analizuje, tym mocniej dochodzi do wniosku, że nie warto.

Jestem sprzedawcą. Wcześniej nie pracowałem z ludźmi. Od kiedy tym się zajmuje, tym częściej traktuje ludzi jak idiotów. Łapie się na tym, że osobom, które uważam za inteligentne, bystre, mądre, sprytne (to nie zawsze chodzi w parze) tłumaczę pewne sprawy łopatologicznie, jak dziecku, urągając im wtedy. Już to jest lekką piekielnością z mojej strony. Jest mi wręcz głupio, ale wiem, że do takiego zachowania przyzwyczajają mnie klienci.

Klienci, którzy czasem zachowują się jakby nie rozumieli co się do nich mówi, nie próbujący nawet zrozumieć, nie tyle treści, co nawet słów.

Co w tym wszystkim jest piekielne?

To, że zazwyczaj właśnie takie osoby jak owi klienci są osobami szczęśliwymi, którym większość spraw uchodzi na sucho, a wszystko załatwia się jakby samo.

Dochodzę do wniosku, że lepiej nie mieć wrażliwości emocjonalnej, IQ przekraczającego pewien poziom i oczekiwań wobec innych. Wtedy jest zwyczajnie łatwiej.

Wyżaliłem się, linczujcie.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 32 (96)
poczekalnia

#85025

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Byłam dziś na pobraniu krwi i przypomniało mi się, dlaczego tego nie lubię. Nie przeszkadza mi kłucie, wiadomo że przyjemne nie jest, ale da się wytrzymać, nie przeraża też mnie widok mojej własnej krwi, pod warunkiem...

Ano pod warunkiem, że jest w probówce.

Cofnijmy się w czasie.

Byłam wtedy w 5 klasie podstawówki i poślizgnęłam się idąc do szkoły. Przy próbie podparcia złamałam rękę (było się, idiotko nie podpierać, a najlepiej podłożyć sobie poduszkę...).

Ponieważ był to rok 1996 (jeśli dobrze liczę) w lokalnej przychodni dowiedziałam się tylko, że ręka na pewno złamana, na pewno z przemieszczeniem (było to widać), ale oni nie mają w przychodni rentgena, wypiszą mi skierowanie do szpitala, polecają szpital przy Al. Jerozolimskich w Warszawie (było najbliżej), słynną Omegę.

Na miejsce dotarłam, zostałam wpisana na oddział (nie sama, zawiozła mnie ciotka, mama musiała zostać z moim rodzeństwem) i skierowano mnie do zabiegowego. Ważenie, mierzenie, wywiad i...

Pobranie krwi.

Nie pamiętam, czy pielęgniarki zakładały mi wtedy wenflon, czy pobierały za pomocą igły, ale nie w tym rzecz.

Opaska zaciskowa na ramię, zaciśnij pięść, nie patrz tutaj, dobrze, jeszcze jedną strzykawkę i już... O Jezu, a co to się dzieje?!?!?!

Pani pielęgniarka wyjęła strzykawkę z igły bez zdejmowania opaski, rozluźnienia pięści, bez niczego.

Siknęło zdrowo, tak na oko szklanka mojej krwi znalazła się nagle na podłodze.
Jeszcze zachowałam spokój, w końcu są ze mną trzy dorosłe baby, wykształcone pielęgniarki, wiedzą co robić w takich przypadkach?

I gdyby bodaj jedna z nich zachowała zimną krew i powiedziała mi na spokojnie "Tu masz wacik, uciśnij, wyjmę igłę, zdejmiemy opaskę..." pewnie bym to zapamiętała jako trochę zabawne wydarzenie. Ale usłyszałam mniej więcej coś takiego:

"Co to się dzieje, rany boskie, coś ty idiotko narobiła, puść, puść tę pięść, ale nie patrz, nie patrz dziecko!!! No zdejmij tę opaskę, co tak stoisz, rany boskie, olaboga!!!"

I to wspomnienie trzech rozpanikowanych bab wlecze się za mną po wszystkich gabinetach zabiegowych... Trzy pielęgniarki, a nie umiały odpowiednio pobrać krwi ani zachować spokoju w sytuacji awaryjnej.

Może się to wydawać mało piekielne, ale jak się przekonałam sama będąc matką, dzieci chłoną wszystko, włącznie z reakcjami dorosłych. Więc skoro dorosły panikuje, to znaczy że ma powód, prawda?

szpital

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (83)
poczekalnia
Miałem dziś bardzo ciekawy telefon.

Zadzwoniła do mnie była, z którą rostałem się pół roku temu, po tym jak odkryłem, że mnie zdradza.

Zapytała, czy może się do mnie wprowadzić na jakiś czas, bo jej facet (ten, z którym mnie zdradzała i później się związała) ją "bardzo źle potraktował" - jak to ujęła - i wyrzucił z domu i nie ma się gdzie podziać, a na wynajem nie ma pieniędzy.

Najpierw ją wyśmiałem, a potem odpowiedziałem, że nie ma takiej opcji, że wiedziała co robi, widziały gały co brały i że jak do zimy nie znajdzie żadnego lokum, to jej mogę dać karton po telewizorze, bo właśnie kupiłem.

Zanim się rozłączyła, usłyszałem szloch.

Uśmiechnąłem się. Od razu dzień lepszy się zrobił.

była

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (207)
poczekalnia

#85015

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O zwierzęciu z piekła rodem...

3 lata temu córka znalazła porzuconą kilkutygodniową kotkę. Przywlokła więc ją do domu i przygarnęlim zwierzaka.
Kocię rosło, aż dorosło do pierwszej rui. Jęczenie kocicy potrzebującej kota jest jak najbardziej naturalne, ale nie do wytrzymania przez ludzi. Poddaliśmy ją więc sterylizacji. Oczywiście to nie była piekielność. O niej teraz.

Jak to kot, lubi gonić za różnymi sznurkami, węzełkami itp. Ot, dla niej to nie sznurek tylko ogonek myszy... Córka bawiła się więc z nią kijkiem z kawałkiem sznurka, a ta próbowała łapać. Po którymś upolowaniu "myszki" wg instynktu przegryzała jej "ogon" czyli sznurek. I ok, naturalne zachowanie.Po kilku miesiącach kocica jednak już nie wyrażała zainteresowania sznurkiem na kijku, pomyśleliśmy, że albo zmądrzała, albo wyrosła z tej zabawy.

Jednak nie wyrosła, ale zaczęła objawiać nietypowe hobby...Kiedy tylko jakieś sznurowane buty stały w jej zasięgu, ona przegryzała w nich sznurówki i przynosiła ja w pyszczku do nas spokojnie oglądających TV w salonie.Jak wisiała kurtka na wieszaku w przedpokoju, z niej zwisały sznurki ściągacza to też odgryzła i przyniosła nam. Zniszczyła i jescze się chwali, co za tupet!:)

Ok, ,kupiłem więc szafki na buty a kurtki z jakimikolwiek "wisiadełkami" zaczęliśmy chować do szaf. Problem załatwiony. Nie na długo...

Szafki na buty to takie uchylane jak teczka od góry. Pewnego wieczoru siedzimy jak zwykle w salonie, patrzymy w TV a kot włazi...ze sznurówką w pysku. Noż qrva, przecież buty są w szafkach! Ta jednak nauczyła się je otwierać!

W nerwach rzuciłem tym kawałkiem sznurówki w kąt pokoju, no bo ileż można kupować sznurowadeł do tych samych butów, w ciągu kilku miesięcy zamówiłem chyba z 6 par.
Patrzę co kot wyprawia, a ona aport i przynosi ciśnięty przeze mnie złością kawałek sznurówki z powrotem i oczami pełnymi ekstazy "mówi" :"Rzucaj, ja będę przynosić"!:)
WTF???, przeca to kot, a nie pies.:)

Brakuje jej zabawy, myślę, więc odgryziony kawałek rzucam a ta przynosi za każdym razem i kładzie dokładnie koło mojej dłoni. Żebym tylko nie musiał się męczyć i się czasami nie rozmyślił co do tej najwspanialszej rozrywki na świecie!
Tak do około 10 rzutów, potem sznurek zjadała...
A w nocy rzyganie.

Musiałem więc dodatkowo zabezpieczyć te szafki przed naszym sprytnym kotem i zamontowałem do tych drzwiczek magnesy, musiałem dać po 2 na każde drzwiczki, bo po 1 dalej cholera otwierała.
I zamawiałem kolejne pary sznurówek...
Problem jednak ustał,bo szafek nie dało się już otwierać kocimi sposobami.

Jednak żądza aportowania w kocicy była tak silna, że ta zaczęła otwierać szafę w córki pokoju i obcinać swoimi zębami wszystko co zwisało z kurtek, bluz z kapturem itp. po czym przynosiła te zdobycze do nas i..."Rzucaj"!:) Jednak to już nie było zabawne, bo o ile sznurówki można dokupić to jakieś konkretne sznury z modnych ciuchów córki nie bardzo.

Szafę trzeba było dodatkowo zabezpieczyć, córka użyła do tego grubej gumy z haczykami na końcach, jak do zabezpieczania ładunku na rowerze lub aucie. Działa.

Żądza u kota też działa. Siedzimy w salonie, patrzymy w TV, a do pokoju wchodzi...nie kot tym razem,a córka. Wściekła i ze łzami w oczach. W rękach trzyma kłębek słuchawek, z kablami przegryzionymi przez kota.
Słuchawki tanie, ale droższe już niż sznurówki więc idziemy w górę:) Dałem więc mojej latorośli moje zapasowe (2x droższe) i kazałem je chować do szuflady kiedy nie będzie z nich korzystać, bo inaczej kot je sobie uzna za ogon myszki...
Chowała. Raz jednak nie domknęła szuflady do końca i słuchawki zostały "upolowane"...(nie były drogie na szczęście i kiepsko grały, ale sam fakt powodował u nas nerwy coraz większe),
Na urodziny kupiłem córce kolejne słuchawki, tym razem szlachetniejsze za 90zł. Jak ona je uwielbiała. Do czasu kiedy zostawiła je w plecaku a suwaka nie zamknęła... Kot już je załatwił.
Cóż można oczekiwać od 13 latki? Może się jej zapomnieć, ale wściekły wtedy byłem już zdrowo.

Potem nasz diabelski kotek dorwał się do moich słuchawek za 160zł, po nich przegryzł kilka kabli audio, następnie oryginalny kabel do iPada no i kilka jego zamienników.

Dobierała się też do kabla zasilającego komputer z gniazdka 220V, ten przed zasilaczem, ale nie dała mu rady,bo za gruby...Dzięki temu wciąż żyje.

Na dzień dzisiejszy, wszystkie sznurówki, sznurki, kable są u nas na maksa pozabezpieczane, bo kot dalej jest opętany przez Sznurowego Demona.

Jeśli mamy gości "w sznurówkach" to ich buty dajemy do łazienki, bo w szafkach miejsca brakuje, ale jak ktoś zostawi uchylone drzwi w łazience to...

Czasem uda jej się dobrać jeszcze do kosmetyczki mojej córki i przyniesie...gumkę do włosów i "mówi" "Rzucaj":)...

Co ciekawe szukając jakiejś porady w necie co do takiego zachowania nie znalazłem podobnych kocich zachowań. Wszystkie gonią po firanach, albo zasłonach (nasza tego nie robi, wbiega na ścianę, mamy porowaty tynk i umie się zaczepić), ale o gryzieniu sznurówek nikt nie wspomina.

Mieszkanie

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 54 (106)