Poczekalnia
Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia
Skomentuj
(10)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Psiarze w swoim stylu.
Wychodzę sobie z bloku, a przed klatką chłop z psem, oczywiście bez smyczy. Pies niewielki, ale też niemały. Coś jak pół wilczura. Szczeka na mnie i warczy, ewidentnie mu nie pasuje że jestem i idę. Zatrzymuję się i mówię do właściciela:
- Panie, weź pan go.
- A co pan, boisz się? Nie ugryzie!
- Coś mi jednak mówi, że ugryzie. Nie chce mi się potem chodzić po lekarzach i brać zastrzyki na wściekliznę, a panu chyba też nie chce się chodzić po policjach, co nie?
Burknął i wziął psa.
Jak ja nie cierpię psiarzy...
Wychodzę sobie z bloku, a przed klatką chłop z psem, oczywiście bez smyczy. Pies niewielki, ale też niemały. Coś jak pół wilczura. Szczeka na mnie i warczy, ewidentnie mu nie pasuje że jestem i idę. Zatrzymuję się i mówię do właściciela:
- Panie, weź pan go.
- A co pan, boisz się? Nie ugryzie!
- Coś mi jednak mówi, że ugryzie. Nie chce mi się potem chodzić po lekarzach i brać zastrzyki na wściekliznę, a panu chyba też nie chce się chodzić po policjach, co nie?
Burknął i wziął psa.
Jak ja nie cierpię psiarzy...
psiarze
Ocena:
46
(64)
poczekalnia
Skomentuj
(13)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Może się czepiam, a może to nie tylko ja.
Strasznie denerwuje mnie gdy ktoś usłyszy jedno słowo lub zdanie w piosence i dopasowuje je do konkretnej sytuacji, mimo że piosenka jest całkowicie o czymś innym.
1. Były chłopak razem z kolegami z pracy mieli "swoją piosenkę". Włączali ją sobie wracając do domu i twierdzili, że to piosenka o ich zmęczeniu pracą. Słowa to "I know you're tired OF LOVING" (wiem, że jesteś zmęczony MIŁOŚCIĄ"). Dosłownie ich słuch wyłączał się po "I know you're tired".
2. Istnieje piosenka o tytule "Salvatore". Salvatore to również nazwisko jednej rodziny w serialu "Pamiętniki wampirów", więc niektóre mniej rozgarnięte fanki twierdzą, że to jest piosenka o tym serialu. Piosenka oczywiście nic wspólnego z serialem nie ma.
3. Piosenka o outsiderach ma w tekście linijkę "You don't know the half of the abuse" ("Nie wiesz o połowie znieważeń"). Słowo "abuse" jest też używane w kontekście nadużyć seksualnych, więc ludzie używali tej piosenki jako tła na tiktoku do opowieści o tej tematyce. Często wyświetlając tekst o tym co chcą przekazać i jednocześnie ruszając ustami do piosenki.
4. Klasyk gatunku: "Windą do nieba" jako pierwszy taniec na weselu, bo przecież to piosenka o ślubie. Tak, ślubie z przymusu.
Strasznie denerwuje mnie gdy ktoś usłyszy jedno słowo lub zdanie w piosence i dopasowuje je do konkretnej sytuacji, mimo że piosenka jest całkowicie o czymś innym.
1. Były chłopak razem z kolegami z pracy mieli "swoją piosenkę". Włączali ją sobie wracając do domu i twierdzili, że to piosenka o ich zmęczeniu pracą. Słowa to "I know you're tired OF LOVING" (wiem, że jesteś zmęczony MIŁOŚCIĄ"). Dosłownie ich słuch wyłączał się po "I know you're tired".
2. Istnieje piosenka o tytule "Salvatore". Salvatore to również nazwisko jednej rodziny w serialu "Pamiętniki wampirów", więc niektóre mniej rozgarnięte fanki twierdzą, że to jest piosenka o tym serialu. Piosenka oczywiście nic wspólnego z serialem nie ma.
3. Piosenka o outsiderach ma w tekście linijkę "You don't know the half of the abuse" ("Nie wiesz o połowie znieważeń"). Słowo "abuse" jest też używane w kontekście nadużyć seksualnych, więc ludzie używali tej piosenki jako tła na tiktoku do opowieści o tej tematyce. Często wyświetlając tekst o tym co chcą przekazać i jednocześnie ruszając ustami do piosenki.
4. Klasyk gatunku: "Windą do nieba" jako pierwszy taniec na weselu, bo przecież to piosenka o ślubie. Tak, ślubie z przymusu.
muzyka
Ocena:
19
(57)
poczekalnia
Skomentuj
(4)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Kolega zlapal kapcie.
Zjechał i faktycznie na miejsce dla niepełnosprawnych i zmienia Koło. Pojawia się straż miejska i wręcza mu mandat 500zl za parkowanie bez uprawnień.
Sprawa w sądzie dowody w postaci zdjęć. Sąd uznaje siła wyższa i po zmianie opony odjechał. SM wymyśliło 900m dalej jest parking mógł dojechać
Zjechał i faktycznie na miejsce dla niepełnosprawnych i zmienia Koło. Pojawia się straż miejska i wręcza mu mandat 500zl za parkowanie bez uprawnień.
Sprawa w sądzie dowody w postaci zdjęć. Sąd uznaje siła wyższa i po zmianie opony odjechał. SM wymyśliło 900m dalej jest parking mógł dojechać
Straz miejska
Ocena:
33
(57)
poczekalnia
Skomentuj
(40)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Rodzice! Dbajcie o zdrowie psychiczne swoich dzieci i nie przekazujcie im własnych traum!
Temat powtarzany na tej stronie tysiąc razy — dzieci vs psy.
Mały kontekst: mieszkam niemal w centrum Londynu. Nie mówię tego, żeby się chwalić, tylko żeby łatwiej było wyobrazić sobie, jak zatłoczone potrafią być moje okolice.
Mam psa — adopciaka, średniej wielkości, wyglądem przypomina trochę owczarka niemieckiego, choć jest sporo mniejszy. Zawsze z "uśmiechniętym" pyskiem, szczególnie w takie ciepłe dni. Jest bardzo przyjazny w stosunku do ludzi i lubi się witać. Pracujemy nad tym, żeby nie podchodził do każdego człowieka — robimy postępy.
Do rzeczy.
Idziemy sobie wieczorem do sklepu, przy okazji zaliczając „siku i kupę”. W odległości około 10 metrów widzę mamę z 4–5-letnią córką. Na mój widok, kobieta zasłania dziecko własnym ciałem, po czym szybko przechodzi na drugą stronę ulicy, ciągnąc córkę za sobą i pokazując palcem w moją stronę.
Dla jasności — mój pies był na smyczy i w tamtej chwili bardziej interesowały go zapachy pod latarnią niż jakikolwiek człowiek. Pomyślałam: „ok, kobieta ma jakiś problem” — nie moja sprawa, niech będzie.
Druga sytuacja — znów pies na smyczy, znów zajęty swoimi sprawami. Idziemy wąskim chodnikiem. Z naprzeciwka mama z małym chłopcem. Chłopiec opowiada jej jakąś superważną historię, patrzy na nią z zachwytem, potyka się co chwilę, bo idzie tyłem. Gdy dzieli nas jakieś 5 metrów, chłopiec zauważa mojego psa. Wydaje pisk, który — jestem przekonana — było słychać aż w Leeds, po czym w panice wskakuje prosto na ulicę!
I ja się naprawdę cieszę, że akurat wtedy nie jechał żaden samochód!
Rozumiem, że ten chłopiec mógł mieć złe doświadczenia z psami — serio. Każdy sąd by mnie uniewinnił. Ale zamiast pogłębiać w dzieciach swoje własne lęki czy traumy, zróbcie coś z tym. Pomóżcie im.
Bo następnym razem może akurat jakiś samochód będzie jechał…
EDIT: dodałam kilka komentarzy pod historią żeby być może uściślić pewne fakty - chyba czekam na akceptację od administracji :/
Temat powtarzany na tej stronie tysiąc razy — dzieci vs psy.
Mały kontekst: mieszkam niemal w centrum Londynu. Nie mówię tego, żeby się chwalić, tylko żeby łatwiej było wyobrazić sobie, jak zatłoczone potrafią być moje okolice.
Mam psa — adopciaka, średniej wielkości, wyglądem przypomina trochę owczarka niemieckiego, choć jest sporo mniejszy. Zawsze z "uśmiechniętym" pyskiem, szczególnie w takie ciepłe dni. Jest bardzo przyjazny w stosunku do ludzi i lubi się witać. Pracujemy nad tym, żeby nie podchodził do każdego człowieka — robimy postępy.
Do rzeczy.
Idziemy sobie wieczorem do sklepu, przy okazji zaliczając „siku i kupę”. W odległości około 10 metrów widzę mamę z 4–5-letnią córką. Na mój widok, kobieta zasłania dziecko własnym ciałem, po czym szybko przechodzi na drugą stronę ulicy, ciągnąc córkę za sobą i pokazując palcem w moją stronę.
Dla jasności — mój pies był na smyczy i w tamtej chwili bardziej interesowały go zapachy pod latarnią niż jakikolwiek człowiek. Pomyślałam: „ok, kobieta ma jakiś problem” — nie moja sprawa, niech będzie.
Druga sytuacja — znów pies na smyczy, znów zajęty swoimi sprawami. Idziemy wąskim chodnikiem. Z naprzeciwka mama z małym chłopcem. Chłopiec opowiada jej jakąś superważną historię, patrzy na nią z zachwytem, potyka się co chwilę, bo idzie tyłem. Gdy dzieli nas jakieś 5 metrów, chłopiec zauważa mojego psa. Wydaje pisk, który — jestem przekonana — było słychać aż w Leeds, po czym w panice wskakuje prosto na ulicę!
I ja się naprawdę cieszę, że akurat wtedy nie jechał żaden samochód!
Rozumiem, że ten chłopiec mógł mieć złe doświadczenia z psami — serio. Każdy sąd by mnie uniewinnił. Ale zamiast pogłębiać w dzieciach swoje własne lęki czy traumy, zróbcie coś z tym. Pomóżcie im.
Bo następnym razem może akurat jakiś samochód będzie jechał…
EDIT: dodałam kilka komentarzy pod historią żeby być może uściślić pewne fakty - chyba czekam na akceptację od administracji :/
pies londyn dzieci
Ocena:
16
(46)
poczekalnia
Skomentuj
(4)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Trafiłem zautomatyzowany hotel w Kownie - Kod do domofonu dostajesz na maila, drugi kod do skrzynki z kartą do drzwi dostajesz na maila po dotarciu na miejsce.
A nad ranem problem - wynajmująca inny pokój zostawiła kartę w pokoju idąc do (wspólnej) łazienki i... nie miała jak wrócić. Telefon również w pokoju, więc nie miała jak powiadomić kogoś zdalnie, a na miejscu nikogo. Tyle dobrze, że mnie dobudziła, to zadzwoniła z mojego
A nad ranem problem - wynajmująca inny pokój zostawiła kartę w pokoju idąc do (wspólnej) łazienki i... nie miała jak wrócić. Telefon również w pokoju, więc nie miała jak powiadomić kogoś zdalnie, a na miejscu nikogo. Tyle dobrze, że mnie dobudziła, to zadzwoniła z mojego
Litwa
Ocena:
28
(42)
poczekalnia
Skomentuj
(12)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Na rodzinnym festynie z okazji Dnia Dziecka w ramach promocji miasta ustawiono stoisko z darmową watą cukrową. Przysmak ten robiła młoda dziewczyna w rękawiczkach. Kolejka była długa, pani zmęczona bardzo, co chwilę ocierała sobie pot z czoła tą rękawiczką, poprawiała niesforny kosmyk włosów, a potem wracała do kręcenia. Środkowy palec prawej ręki miała pięknie przyozdobiony długim różowym tipsem. Skąd o tym wiem? Tips ten rozerwał palec rękawiczki, wystawał razem z całą opuszką palca. Pani pomagała nim sobie zgarnywać przypieczony cukier z boku maszyny.
Ktoś zwrócił uwagę na tę rękawiczkę, więc pani wzięła nową parę. Tym razem przebił się tips na palcu serdecznym. Pani wróciła do pracy, ocierania czoła i kręcenia waty.
Wiem, że trochę potu czy zabłąkany włos w porcji waty nikogo nie otruje, ale mimo wszystko nie był to przyjemny widok.
Ktoś zwrócił uwagę na tę rękawiczkę, więc pani wzięła nową parę. Tym razem przebił się tips na palcu serdecznym. Pani wróciła do pracy, ocierania czoła i kręcenia waty.
Wiem, że trochę potu czy zabłąkany włos w porcji waty nikogo nie otruje, ale mimo wszystko nie był to przyjemny widok.
festyn plac miejski
Ocena:
46
(62)
poczekalnia
Skomentuj
(5)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
W nawiązaniu do historii o idiotach, którzy zamykali basen z powodu wyimaginowanej burzy.
Byłem sobie nad morzem, środek lata, gorąco, pluskam się na strzeżonym kąpielisku razem z setką innych ludzi, a tu nagle gwizdy ratowników, czerwona flaga i wszyscy mają wyjść z wody. Pierwsza moja myśl:
- O kurła, rekin! Jak w "Szczękach"!
Ale zaraz, przecież jesteśmy w Polsce nad Bałtykiem, tutaj nie ma rekinów, najwyżej meduza cię może poparzyć. Idę do ratownika i pytam, co się stało. Mówi:
- Jest silny wiatr i duże fale, będzie sztorm.
Patrzę na morze, potem na niebo, potem znów na ratownika, robię wielkie oczy i zastanawiam się, czy to mnie czy jemu słonko za mocno przygrzało, bo ewidentnie jeden z nas ma omamy. Pogoda jest identyczna jak dzień wcześniej, fale i wiatr takie jak zawsze, niebo prawie bezchmurne oprócz kilku niegroźnych cumulusów... Gdzie on tu zapowiadający się sztorm widzi? No ale nie ma sensu dyskutować, pewnie takie informacje dostał i taki rozkaz, żeby zamknąć plażę.
- A jak sobie poza teren strzeżony pójdę, to mogę wejść do wody?
- Tam to może się pan nawet utopić, jeśli pan chce.
- Dziękuję.
Poszedłem, a wraz ze mną wspomniana setka ludzi. W efekcie strzeżone kąpielisko stało puste, wszyscy pluskali się 100 metrów dalej, a sztorm nie przyszedł ani w tym czasie jak byłem na plaży, ani przez resztę dnia, ani w nocy, ani na następny dzień, ani do końca mojego pobytu tam.
Byłem sobie nad morzem, środek lata, gorąco, pluskam się na strzeżonym kąpielisku razem z setką innych ludzi, a tu nagle gwizdy ratowników, czerwona flaga i wszyscy mają wyjść z wody. Pierwsza moja myśl:
- O kurła, rekin! Jak w "Szczękach"!
Ale zaraz, przecież jesteśmy w Polsce nad Bałtykiem, tutaj nie ma rekinów, najwyżej meduza cię może poparzyć. Idę do ratownika i pytam, co się stało. Mówi:
- Jest silny wiatr i duże fale, będzie sztorm.
Patrzę na morze, potem na niebo, potem znów na ratownika, robię wielkie oczy i zastanawiam się, czy to mnie czy jemu słonko za mocno przygrzało, bo ewidentnie jeden z nas ma omamy. Pogoda jest identyczna jak dzień wcześniej, fale i wiatr takie jak zawsze, niebo prawie bezchmurne oprócz kilku niegroźnych cumulusów... Gdzie on tu zapowiadający się sztorm widzi? No ale nie ma sensu dyskutować, pewnie takie informacje dostał i taki rozkaz, żeby zamknąć plażę.
- A jak sobie poza teren strzeżony pójdę, to mogę wejść do wody?
- Tam to może się pan nawet utopić, jeśli pan chce.
- Dziękuję.
Poszedłem, a wraz ze mną wspomniana setka ludzi. W efekcie strzeżone kąpielisko stało puste, wszyscy pluskali się 100 metrów dalej, a sztorm nie przyszedł ani w tym czasie jak byłem na plaży, ani przez resztę dnia, ani w nocy, ani na następny dzień, ani do końca mojego pobytu tam.
Ocena:
59
(85)
poczekalnia
Skomentuj
(5)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Jak nie korzystać z Ai w obsłudze klienta.
Mam starszego kota - kapryśnego i chorego, który musi być na specjalnej diecie i jego wrażliwe jelita tolerują jedną markę karmy. Zawsze staram się mieć jej skory zapas, bo nie kupię jej stacjonarnie, a karmienie go inną spowoduje rewolucje żołądkowe na długie tygodnie, boi niestety na starość jelita zrobiły się wrażliwe.
Zamawiam karmę z Zooplusa do inpostu i czekam. 3 (mamy piątek) dnia paczka wciąż ma taki sam status, co z dnia 1, że jest w centrum logistycznym. Z doświadczenia, wiem że to oznacza, że coś się uszkodziło i najlepiej, aby zadzwonił nadawca - ilekroć dzwoniłam w takiej sytuacji, na infolini kazali dzwonić do nadającego (sprzedawcy), aby on się z nimi kontaktował. Więc tym razem, piszę wiadomość do sklepu, o moim problemie.
Szybciutko, dostaję odpowiedź...od AI - że im przykro, i najlepiej, jakbym sama zadzwoniła do inpostu, a do nich odezwała się za 2 dni, jeśli paczka nie dojdzie.
Awaryjnie, zamawiam karme na allegro, która dojdzie w poniedziałek, bo mam jeszcze zapas na parę dni, a do zooplusu, piszę już dużo mniej uprzejmego maila. Puenty brak, tylko jakiś przykry posmak pozostał.
Mam starszego kota - kapryśnego i chorego, który musi być na specjalnej diecie i jego wrażliwe jelita tolerują jedną markę karmy. Zawsze staram się mieć jej skory zapas, bo nie kupię jej stacjonarnie, a karmienie go inną spowoduje rewolucje żołądkowe na długie tygodnie, boi niestety na starość jelita zrobiły się wrażliwe.
Zamawiam karmę z Zooplusa do inpostu i czekam. 3 (mamy piątek) dnia paczka wciąż ma taki sam status, co z dnia 1, że jest w centrum logistycznym. Z doświadczenia, wiem że to oznacza, że coś się uszkodziło i najlepiej, aby zadzwonił nadawca - ilekroć dzwoniłam w takiej sytuacji, na infolini kazali dzwonić do nadającego (sprzedawcy), aby on się z nimi kontaktował. Więc tym razem, piszę wiadomość do sklepu, o moim problemie.
Szybciutko, dostaję odpowiedź...od AI - że im przykro, i najlepiej, jakbym sama zadzwoniła do inpostu, a do nich odezwała się za 2 dni, jeśli paczka nie dojdzie.
Awaryjnie, zamawiam karme na allegro, która dojdzie w poniedziałek, bo mam jeszcze zapas na parę dni, a do zooplusu, piszę już dużo mniej uprzejmego maila. Puenty brak, tylko jakiś przykry posmak pozostał.
Zooplus
Ocena:
43
(53)
poczekalnia
Skomentuj
(9)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Dobra, a teraz historia, której wrzucenie chyba świadczy o jakiś masochistycznych skłonnościach we mnie, bo doskonale wiem, że zbiorę opieprz, ale i tak wrzucę.
Jakiś czas temu umarła Kruszyna, jak dla mnie było za wcześnie na nowego psa, może za jakiś czas... Ale rozpacz Młodej spowodowała, że jednak pojawiło się u nas w domu Maleństwo.
Maleństwo jest szczeniaczkiem małej, "słodkiej" rasy. I naprawdę coraz bardziej się wkurzam na spacerach z nią, bo ludzie traktują jak maskotkę, zabaweczkę, w dodatku publiczną. To szczeniak, w dodatku bardzo towarzyski, pełna miłości i entuzjazmu do ludzi, próbuje podbiegać i zaczepiać wszystkich w zasięgu wzroku. Oczywiście jest na smyczy (nie puściła bym "luzem" szczeniaka, który raz przybiegnie na zawołania, ale pięć razy nie), ale to bez znaczenia, jak ktoś nas mija w bliskiej odległości, Maleństwo się do niego wyrywa. Ja "stopuję" smyczą, mówię stanowczo "nie wolno!", reakcja ludzi?
"Ojej, no co to szkodzi, on taki słodki!", po czym przykucnięcie i głaskanie psa. Tak, nikt nawet nie pyta o pozwolenie, po prostu ją sobie głaszczą! Tak, moja wina, za każdym razem powinnam ostro zareagować, że sobie nie życzę, ale na razie wolę unikać ludzi na spacerach i powoli budować w sobie asertywność w tym zakresie (w innych aspektach nie mam z nią problemów). Kurczę, śmiejemy się z małych piesków, że toto takie rozpuszczone, nieułożone, że wszystko im wolno, no kurde, jak mam nauczyć psa, że nie wolno zaczepiać ludzi, skoro za takie zachowanie dostaje nagrodę w postaci głaskania?
Natomiast szczytem wszystkiego było babsko (tak, specjalnie obraźliwego określenia użyłam), która widząc Maleństwo zapiała tradycyjnie "jaki słodziak!", po czym tak po prostu wzięła ją sobie na ręce... Wtedy już nie zdzierżyłam, obsztorcowałam babę, usłyszałam, że jestem wredna, nieużyta i znęcam się (???) nad psem.
A, i jeszcze jedno. Najgrzeczniejsze w tej całej sytuacji są dzieci w różnym wieku, dziecko ZAWSZE zapyta, czy może pogłaskać Maleństwo. Dorośli po prostu to robią.
Dobra, można ochrzaniać za brak zdecydowanej reakcji. Ale staram się, serio.
Jakiś czas temu umarła Kruszyna, jak dla mnie było za wcześnie na nowego psa, może za jakiś czas... Ale rozpacz Młodej spowodowała, że jednak pojawiło się u nas w domu Maleństwo.
Maleństwo jest szczeniaczkiem małej, "słodkiej" rasy. I naprawdę coraz bardziej się wkurzam na spacerach z nią, bo ludzie traktują jak maskotkę, zabaweczkę, w dodatku publiczną. To szczeniak, w dodatku bardzo towarzyski, pełna miłości i entuzjazmu do ludzi, próbuje podbiegać i zaczepiać wszystkich w zasięgu wzroku. Oczywiście jest na smyczy (nie puściła bym "luzem" szczeniaka, który raz przybiegnie na zawołania, ale pięć razy nie), ale to bez znaczenia, jak ktoś nas mija w bliskiej odległości, Maleństwo się do niego wyrywa. Ja "stopuję" smyczą, mówię stanowczo "nie wolno!", reakcja ludzi?
"Ojej, no co to szkodzi, on taki słodki!", po czym przykucnięcie i głaskanie psa. Tak, nikt nawet nie pyta o pozwolenie, po prostu ją sobie głaszczą! Tak, moja wina, za każdym razem powinnam ostro zareagować, że sobie nie życzę, ale na razie wolę unikać ludzi na spacerach i powoli budować w sobie asertywność w tym zakresie (w innych aspektach nie mam z nią problemów). Kurczę, śmiejemy się z małych piesków, że toto takie rozpuszczone, nieułożone, że wszystko im wolno, no kurde, jak mam nauczyć psa, że nie wolno zaczepiać ludzi, skoro za takie zachowanie dostaje nagrodę w postaci głaskania?
Natomiast szczytem wszystkiego było babsko (tak, specjalnie obraźliwego określenia użyłam), która widząc Maleństwo zapiała tradycyjnie "jaki słodziak!", po czym tak po prostu wzięła ją sobie na ręce... Wtedy już nie zdzierżyłam, obsztorcowałam babę, usłyszałam, że jestem wredna, nieużyta i znęcam się (???) nad psem.
A, i jeszcze jedno. Najgrzeczniejsze w tej całej sytuacji są dzieci w różnym wieku, dziecko ZAWSZE zapyta, czy może pogłaskać Maleństwo. Dorośli po prostu to robią.
Dobra, można ochrzaniać za brak zdecydowanej reakcji. Ale staram się, serio.
spacer_z_psem
Ocena:
60
(86)
poczekalnia
Skomentuj
(13)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Historia użytkowniczki Rudaa przypomniała mi zasłyszaną historię, ale że zasłyszaną od wiarygodnej osoby, to pozwolę sobie tu wrzucić.
Platforma sprzedażowa o nazwie, która może być niegrzeczną albo ironiczną odpowiedzią na pytanie "czemu?".
Mnóstwo zadowolonych użytkowników, głównie dlatego, że tak tanio. Ja nie korzystam, dla mnie to "zbieracz danych", takie zdanie miałam jeszcze przed usłyszeniem tej historii.
Jest sobie rodzina, dość duża i rozgałęziona, prawie wszyscy jej członkowie kupują tamże. W historii jednak ważne są tylko dwie osoby, brat i siostra, oboje dorośli i w związkach małżeńskich, więc każde z nich ma inne nazwisko. Dla porządku dodam, że mają także różne adresy zamieszkania, różne adresy mailowe, różne numery telefonu i nie wiem co tam jeszcze trzeba podać, aby móc robić tam zakupy.
Siostra z jednego zakupu była niezadowolona, chyba przedmiot był uszkodzony, no zdarza się. Odesłała z reklamacją, bardzo szybko przyszedł zwrot pieniędzy... Na konto jej brata... Tak, to ona odsyłała, nie brat, swoje dane podawała i nie, to nie pomyłka, bo było wyraźnie napisane, że to zwrot pieniędzy za taki a taki przedmiot.
Pozdrawiam użytkowników!
Platforma sprzedażowa o nazwie, która może być niegrzeczną albo ironiczną odpowiedzią na pytanie "czemu?".
Mnóstwo zadowolonych użytkowników, głównie dlatego, że tak tanio. Ja nie korzystam, dla mnie to "zbieracz danych", takie zdanie miałam jeszcze przed usłyszeniem tej historii.
Jest sobie rodzina, dość duża i rozgałęziona, prawie wszyscy jej członkowie kupują tamże. W historii jednak ważne są tylko dwie osoby, brat i siostra, oboje dorośli i w związkach małżeńskich, więc każde z nich ma inne nazwisko. Dla porządku dodam, że mają także różne adresy zamieszkania, różne adresy mailowe, różne numery telefonu i nie wiem co tam jeszcze trzeba podać, aby móc robić tam zakupy.
Siostra z jednego zakupu była niezadowolona, chyba przedmiot był uszkodzony, no zdarza się. Odesłała z reklamacją, bardzo szybko przyszedł zwrot pieniędzy... Na konto jej brata... Tak, to ona odsyłała, nie brat, swoje dane podawała i nie, to nie pomyłka, bo było wyraźnie napisane, że to zwrot pieniędzy za taki a taki przedmiot.
Pozdrawiam użytkowników!
platformy_sprzedażowe
Ocena:
14
(48)
Lileczka89