Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#88227

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Ostatnio jeżdżę do pracy na rowerze. Nie wiem, szczerze mówiąc, który typ kierowców wkurza mnie bardziej:

- Ci, którzy mi zajeżdżają drogę gdy mam pierwszeństwo?
- Czy może ci, którzy zatrzymują się i stoją, gdy to oni mają pierwszeństwo?

Niestety obie sytuacje zdarzają mi się praktycznie każdego dnia :|

blachosmrody

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 37 (63)
poczekalnia

#88214

przez ~spejson ·
| było | Do ulubionych
Podejście mojej kobiety do kwestii remontów doprowadza mnie do szału.

Chcieliśmy pomalować salon. W naszym mieszkaniu pokój ten, ze względów technicznych, bez zagłębiania się w niepotrzebne szczegóły, jest nadzwyczaj trudny do pomalowania. Mówię, że najlepiej będzie zamówić ekipę i zrobią nam to w trymiga, bo my będziemy się męczyć tydzień i efekt może być rozczarowująco odmienny od założenia. Ona na to, że po co ekipa, sami damy radę, nawet ona sama da radę, przecież malowanie jest proste.
- Malowałaś kiedyś?
- Nie, ale widziałam jak tata kiedyś malował. To jest proste.
- A ja malowałem kilka razy i mówię ci, że to nie jest takie hop-siup. Zwłaszcza przy takim pokoju. Nawkurzamy się, namęczymy, a efekt będzie daleki od ideału.
- Damy radę, malowanie jest proste.
Tak, malowanie jest proste, jak się je zna tylko z reklam farb i komedii romantycznych, jak chichocząca i szczebiocząca para z czapkami z gazet na głowach i w towarzystwie kudłatego psa beztrosko jeździ wałkami po ścianach, w rytm wesołej muzyczki, wszystko wychodzi idealnie i ściana jest perfekcyjna za jednym pociągnięciem. Rzeczywistość jednak jest inna. W końcu dała się przekonać i wzięliśmy ekipę. Uwinęli się w dwa dni. Obserwowała ich pracę i po wszystkim przyznała mi rację, że sami byśmy nie dali rady.

Druga sprawa. Podejście, że jak już się robi jedną rzecz, to można zrobić coś dodatkowo. Przy zachowaniu rozsądku jest to sensowne podejście, ale...

Chciałbym wymienić kuchenkę. Kobieta mówi, żeby od razu wymienić szafki w kuchni i odmalować kuchnię. No a jak kuchnię, to od razu przedpokój zrobić. Skoro przedpokój, to od razu można zrobić łazienkę, bo jest obok. Tym sposobem z prostej i szybkiej rzeczy jaką jest wymiana kuchenki kosztem około 2000 zł robi się remont 3/4 mieszkania i koszt rośnie do jakichś 20000 zł. Te szafki w kuchni to jeszcze logiczne i zrozumiałe, choć są w dobrym stanie, pasują, spełniają dobrze swoją rolę i nie wymagają wymiany, ale jak tak bardzo chce to można wymienić, ale co ma do tego przedpokój i łazienka?

Nie przetłumaczysz...

remont malowanie

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (98)
poczekalnia

#88204

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Nie wiedziałam, że uznanie reklamacji, która jest oczywiście bezzasadna, pełna błędów logicznych (jeden argument kłóci się z drugim) i wyssanych z palca zarzutów - zrobiłam to tylko dla świętego spokoju, gdyby ktoś pytał - jest "brakiem szacunku do klienta".
Bo mimo że uznałam reklamację (z myślą: wyp*******j jak najdalej, chcę cię mieć z głowy), to kulturalnie i profesjonalnie wytknęłam szanownej pani błędy logiczne w jej reklamacji i uzasadniłam, dlaczego nie ma racji. Uzasadnienie zajęło cztery strony i nie było laniem wody.
Usłyszałam, że jesteśmy bezczelni i nie mamy za grosz szacunku do Klienta. Tak, oczywiście "Klienta" wielką literą.

kurs online

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (77)
poczekalnia

#88190

przez ~TchorzIntrowertyk ·
| było | Do ulubionych
Nie wiem nawet jak zabrać się za napisanie tego co leży mi na wątrobie. Gdybym chciał opisać wszystko od deski do deski to nie wiem jak długa byłaby ta historia. Mam nadzieję, że Piekielna Loża Szyderców przyjmie moją historię* w takiej formie.

> miej 8 lat, rodzice się rozwodzą, a Ty za niedługo doznajesz wypadku, w którym tracisz półtora stałych jedynek.

> mama za bardzo nie przejmuje się tą sytuacją, jak i Tobą

> zaliczam kolejne wizyty u dentysty, które polegają tylko na utrzymywaniu stanu w jamie ustnej, tak, aby nie wdało się żadne zakażenie. Nie ma mowy o wstawieniu zastępczego zęba, bo to kosztuje.

> mamienie bajeczką o czekaniu do 18-stki, bo tak jej powiedziała Pani dentystka, że trzeba czekać.

> Bujaj się z przez kilka lat bez dwóch przednich zębów. Znoś szykany "kolegów" w podstawówce, gimnazjum, liceum. Wyczekuj osiemnastki, aby zakończyć swój koszmar.

> W międzyczasie dalej odwiedzaj stomatologa, który nie robi nic w kierunku estetycznego wyglądu jamy ustnej.

> W gimnazjum wyjdź z szafy jako osoba nieheteronormatywna. Super, teraz już nie jesteś "bezzębnym", awansowałeś na "bęzzębnego pe*ała". +10 do pewności siebie.

> Niech ojczym zrobi sobie z Ciebie worek treningowy za każdym razem jak wypije, bo nie może znieść mieszkania pod jednym dachem z "tym czymś".

> Zamykam się coraz bardziej w sobie, a ucieczkę znajduję w internecie. Poświęcam się nowemu hobby w 100%, odciąga mnie to smutków dnia codziennego.

> Nabaw się strachu przed dentystami, gdy podczas wizyty i bolesnego zabiegu cicho jęknąłeś, a dentysta z gorszym dniem wydarł się na Ciebie.

> UPRAGNIONA OSIEMNASTKA - wreszcie wybawienie i rozwiązanie problemów, no nie do końca. Matka ma, która przez całe życie dniem pracy się nie skalała, a żerowała na alimentach i innych "dodatkach" na dzieci przeszła samą siebie.

> Miej imprezę dla rodziny w domu, otrzymaj prezenty, ciesz się, że będziesz mógł kasę z prezentów wydać na upragniony zabieg u stomatologa.

> Zderzenie ze ścianą, gdy "królowa mopsu" inkasuje gotówkę, "bo jej się należy", a Ciebie wystawia z walizką za drzwi, bo nie będzie mieszkać z wynaturzeniem.

> Mieszkaj trochę u babci, totalnie olej szkołę i staraj się nie upaść totalnie. Przestań dbać o siebie, uzębienie i miej na wszystko wylane.

> Kopnij się wreszcie w tyłek i weź życie w swoje ręce. Znajdź pracę w większym mieście, pracuj tam przez ponad rok, zgarnij wypowiedzenie za to, że oszpecasz imię marki podczas obsługi klienta.

> Świat wali Ci się na głowę i Cię przygniata, lądujesz na ulicy. Znikąd pomocnej dłoni, jesteś skazany na samego siebie. Śpij po krzakach, klatkach. Sporadycznie zjedz coś ciepłego bądź weź prysznic u kogoś znajomego.

> Światełko w tunelu, super praca w Niemczech. Nie masz nic do stracenia, bierzesz tyle dorobku ile Ci zostało i opuszczasz kraj. W drodze snujesz plany na wspaniałą przyszłość.

> Kolejne zderzenie ze ścianą, lądujesz w męskim domu publicznym. Chciej uciec, nie masz możliwości. Wraz z innymi chłopakami jesteście zamknięci i pozbawieni dokumentów oraz pilnowaniu przez kilka osób.

> Bądź bity przez "szefa"/klienta za nie wykonywanie "pracy". Z każdym pobiciem stan Twojej jamy ustnej pomniejsza o kolejne zęby.

> Daj się wykorzystywać przez ponad 5 lat, dojdź do wniosku, że tak się dłużej nie da żyć.

> Zdobądź zaufanie "szefostwa" i więcej przywilejów. Udało się, odzyskałeś częściową wolność. Czekaj na odpowiedni moment.

> Nadszedł ten moment, spakuj najpotrzebniejsze rzeczy i ciuchy i ucieknij daleko.

Wyszło dość przydługo nawet skracając historię do tego sposobu. Co teraz? Mam 30 lat, żadnych znajomych w życiu realnym. Nigdy nie byłem diagnozowany przez żadnego lekarza, ale podejrzewam u siebie fobię społeczną. Boję się ludzi, nie czuję się komfortowo w ich obecności. Straciłem całą pewność siebie, którą kiedyś zarażałem innych. Pracuję z domu, cieszę się tym, że musimy nosić maski, przynajmniej ludzie nie widzą mnie bez zębów, których dalej nie mam. Dlaczego? Żadna kasa chorych nie chce zrefundować tego zabiegu, ponieważ WYDARZYŁO SIĘ to zanim zacząłem odprowadzać składki zdrowotne. Niestety w takich czasach przyszło nam żyć, że bezrobotni dostaną wszystko na tacy, a Ty pracujący jeszcze na to pracuj. Chcesz coś dla siebie? Nie bądź śmieszny, musisz sam za to zapłacić. Może założę zbiórkę? No załóż, przecież innym się udaje to i Ty dasz radę zebrać. Niestety nie, poza stosem wyzwisk nie zebrałem na ten cel nic

Przepraszam za swoje wynurzenie, lecz teraz czuję się znacznie lepiej. Nigdy nie zwierzałem się z tego, bo jest mi po prostu głupio i wstydzę się siebie. Jeżeli ktoś przeczytał do końca to dziękuję.

* - pewnie znajdą się jednostki, które będą uważać, że cała historia jest wytworem mojej wyobraźni i nie mogła się wydarzyć. Macie do tego prawo, lecz każde zawarte tu słowo jest niestety smutną prawdą.

rodzina

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 81 (149)
poczekalnia

#88177

przez ~miastowa ·
| było | Do ulubionych
Piesi na chodniku.Temat rzeka.
Mam wyjazd z posesji na ulicę,który jak wiadomo przecina chodnik.
Otwieram bramkę,wyjeżdżam powoli.Luk na prawo,pusto.
Co prawda jest zywopłot ale przycięty,u sasiada trochę większy.
Luk na lewo,idzie starsza pani więc hamuję.
Kątem oka widzę po prawej matkę z wózkiem prawie wbijajaca się w karoserię.Noż kurka.
Jej miny i wzruszanie ramion świadczą o mojej głupocie.
Podjeżdżam do przodu,obydwie przechodzą.
Wyjeżdżam,wychodzę żeby zamknąć bramkę.
Widzę z daleka dwie nastepne matki z wózkami.
Zdążę wyjechać na ulicę.
No nie.Albo przyspieszyły albo ja byłam za wolna bo centralnie
wlazły mi za samochód na jezdnię.
Czy naprawdę tak trudno poczekać tę minutę?
Tylko po trupach udowadniać swoje prawa.

ulica

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 16 (98)
poczekalnia

#88167

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Miałam dodać historię... O piekielnym rowerzyście, a dokładniej rowerzystce.
Ale nie dodałam...

Dlaczego? Bo na piekielnych zapanowała dziwna moda na wiktymizację osób, które cokolwiek dodają.

Kupiłeś bohaterskie auto. Jesteś debile/idiotą/naiwniakiem itd.
Bo każdy powinien się znać na wszystkim. Powinien przewidywać każde możliwe oszustwo. I wezwać stu specjalistów. I generalnie jesteś kretynem.

Historia o studencie? Jak można nie pamiętać jego imienia? (widać niczego innego się nie dało przyczepić)

Historia o tym, że się nie lubi kleintów, którzy na wejście chcą rabat? hur-dur. Targowanie się to istota handlu. Otoż no nie i nie zawsze.

Historia o kurierze- hur bur, bo paczkomat, bo nie odebrał telefonu. Jakby nikt nie miał nigdy tak, że nie może rozmawiać w danym momencie. Albo nigdy nie zapomniał oddzwonić. A w ogóle paczkomat!!

A już dobiła mnie historia o odcinkowym pomiarze prędkości, bo tam już w ogóle. Nie wolno migać. Nikt nigdy nie migał. Nikt nigdy nie przekracza prędkości. Ale nigdy. Ale nie wolno mrugać, bo oślepiasz. Ale jak byś się tłumaczył, gdyby cię policjant zatrzymał. A w ogóle to wyprzedzanie. A w zasadzie to najlepiej na rowerze jeździć. Chociaż nie. Rowerzyści to dopiero zło... Tego tematu lepiej nie ruszać.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 85 (141)
poczekalnia

#88162

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Miał być komentarz, ale wyszło za długo.
Nawiązanie do historii #88156

W skrócie: autor twierdzi, że na odcinkowym pomiarze prędkości kierowcy tirów, migają "poganiaczami" samochodom osobowym jadącym zgodnie z ograniczeniem prędkości.

Czytam tą historię i chyba autor żyje na innej planecie niż moja. Odkad wprowadzili odcinkowy pomiar prędkości jechałem ta trasa 35-40 razy. ANI RAZU, nie spotkałem się z poganianiem przez tira czy inny samochód. Za to spotykam się często z bardzo uciążliwymi kierowcami aut osobowymi, rzadko dostawczymi. Sam jeżdżę osobówka.

Nakreślę tylko szybko dwa warianty. Pierwszy to taki, że ustawiając tempomat w moim aucie na 79km/h, wg gps mam 70km/h(w samochodzie żony, różnica przy 70 to 1-2km/h) Nie wnikam, czy opony, czy zegar, czy cokolwiek innego - coś przekłamuje. Mandatu za to nie dostałem.

Drugi wariant, nie zawsze jeżdżę do Kamieńska(gdzie jest właśnie drugi punkt pomiaru(patrząc od strony Częstochowy)), tylko czasem np. do Radomska. Czyli - za Częstochowa mijam pierwszy punkt, ale drugiego już nie a wiec pomiar mnie "nie dotyczy". Bardzo ważne jest to, aby dodać, iż na lwiej części tego pomiaru mamy dwa pasy z dobra, bądź nowa nawierzchnia a więc jest miejsce na wyprzedzanie "po Bożemu" a nie na wariata po dziurach, z małą ilością miejsca etc.

Jadąc do Radomska dosyć często w tych lepszych momentach sobie po prostu trochę wciskam(wiem, nie wolno) i jadę trochę szybciej, niż te 70km/h ale na blacie nigdy nie mam 3 cyferek. W tym momencie wiem, że muszę(bo się udusze) polozyc wygodnie rękę na manetce od długich świateł. Mamy ograniczenie do 70, a zatem jakieś 98% pojazdów porusza się z prędkościami mniej wiecej od 65-79 ale na ogół koło tych 70. Teraz najlepsze! Prawym pasem grzecznie jedzie sobie sporą kolumna tirów a RÓWNOLEGLE do nich osobówka lewym pasem. No i tak sobie podjeżdżam trzymam dystans, nic. Mig mig i podjeżdżam deczko bliżej, nic. Robi się już trochę niezręcznie, bo jestem już dosyć blisko auta przede mną(nie, nie 3m od zderzaka) włączony lewy kierunek, mig mig i o dziwo, czasem w tym momencie kierowca przede mną się budzi. Redukcja zapewne do 3 albo i 2 biegu i rura. Przyspiesza z 70, do 72 :) Po kilometrze, mamy za sobą trzy tiry i na horyzoncie widać dobre kilkadziesiąt metrów wolnego prawego pasa, będę mógł jechać dalej, super. No nie do końca, przy tej zawrotnej prędkości, to lepiej pomiędzy tirami mieć tak z 200-300m przerwy, tak chyba zakłada kierowca. We mnie już buzuje, bo mam ochotę zrobić gościa prawym pasem, bo jest tam miejsca na 3 takie manewry ale nie będę swirowal. Klakson, długie, kierunkowskaz oraz zjechanie na prawy pas kompletnie nic nie dało, zero reakcji. Opisany wyżej przypadek, to rekordzista. Dobre 10 minut jazdy za nim. Jednak zdąża się to notorycznie, to jest naprawdę plaga.
Ludzie nie potrafią/nie chcą używać lewego pasa zgodnie z jego przeznaczeniem czyli do wyprzedzania. Nie i koniec, On będzie jechał sobie równolegle do tira bo od tego ma dwa pasy. Ja rozumiem, że moje podejście jest również źle, bo jak jest 70, to nie jedziemy 90. Jednak jadąc "poza" pomiarem" wolę trochę wcisnąć i wyprzedzać tira 5 sekund, a nie 55 zjechać na prawy pas i spokój.

Zdaje sobie sprawę, że możecie i mnie za piekielnego uznać w powyższej sytuacji, jednak jest jeszcze ta druga. Mając wg gpsa 70km/h jadę szybciej od około 70-80% samochodów. Sytuacje jak wyżej to również norma, ale nieco mniej uciążliwa bo zwalniam o max 10km/h.

Kolejny smaczek, to jakieś może 2% tamtejszego ruchu. Jeżdżąc np. dk1, na której jest masa fotoradarów bardzo często możemy spotkać podejście - "o, fotoradar i ograniczenie do 70, zwolnię do 45 tak na wszelki wypadek". Takich "ostrożnych" kierowców również spotkamy na tym odcinku A1 i żeby nie było zbyt nudno, dorzucamy do tego trzymanie się lewej krawędzi pasa. To chyba jedyny przypadek, gdzie kierowca tira komuś miga. Osobówka nie ma problemu, zmieścisz się na lajcie, ale tir zajmuje około 85% szerokości pasa w tamtym miejscu. Co wtedy? Wyprzedzać zestawem z tak małym marginesem błędu? No, tak nie do końca.

Tu pojawia się jeszcze trzeci wariant, który zaliczyłem ze trzy razy. Jade sobie "na spalanie" - chowamy się za tira i korzystając z jego tunelu aerodynamicznego jedziemy ze znacznie mniejszymi oporami powietrza(spalanie potrafi spasc naprawdę zauwazalnie). Nie da rady zrobić tych parędziesiąt kilometrów za jednym tirem, no po prostu nie. Zawsze, prędzej czy później tir/kolumna zwolni, bo trafi się ktoś "ostrożny" - czyli osoba z akapitu wyżej. Trzeba wtedy wyprzedzić zawalidrogę i można jechać dalej normalnym tempem.

Żeby już nie przedłużać. Albo autor historii jest "ostrozny", albo jego licznik przekłamuje jeszcze bardziej niż mój. Nie bardzo widzę inne opcje.
Jadąc ta trasa w sumie okolo 80 razy w obie strony, tiry zachowywały się wzorowo, albo prawie wzorowo.

Dodam jeszcze zanim posypie się hejt. Mrugnięcie długimi, to nie jest nic złego. Naprawdę! Czasem ktoś się naprawdę zagapi, zamyśli itd. ale jak się mu mrugnie, to zjeżdża na prawy pas pozwalając nam jechać. Proszę też nie mylić mrugnięcia raz czy dwa z dojezdzaniem do zderzaka z zamiarem wypalenia w nim dziury mrugając bez opamiętania.

Za wszelkie błędy i wszystko co złe przepraszam. Na co dzień nie pisze tak długich wypocin ;)

Częstochowa A1 Tiry osobówki poganiacze

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 19 (79)
poczekalnia

#88152

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Dzień dobry,
Zdarzyło mi się założyć tu konto w zupełnie innym celu, ale skoro już to zrobiłem, pozwolę sobie zapoznać Was z historią (jeśli uznacie ją za ciekawą, zobowiązuję się dodać kolejne w tym temacie) dotyczącą, a jakże !, szefa.
Pracuję bowiem i jak większość ludzi, którzy to robią, mam szefa, przełożonego, kierownika, chama i prostaka, ale nie uprzedzajmy.
Chciałbym opowiedzieć Wam o najnowszym jego wyczynie.
Sytuacja dzieje się 08.06.2021 na korytarzu mojej korpo pracy. Myślę, że wygodnie będzie opisać ją w formie dialogu, udział biorą trzy postaci: (J)a, (S)zef, (K)olega.
(J): Słuchaj (K), potrzebuję zarezerwować salkę na spotkanie w piątek, widziałem, że masz już ją na siebie na cały tydzień - na pewno? Może na godzinkę będę mógł wejść?
(K): Nie, to jakiś błąd - nie rezerwowałem sali na cały tydzień. Chodź, sprawdzimy u dziewczyn w administracji.
(S): To jak nie masz sali, to se (sic!) to spotkanie zrób w kiblu! Tam na pewno wolne! He He He !!! A co to w ogóle za spotkania?!
(J): Próbuję ustalić termin przekazania moich obowiązków jednemu z zespołów, który ma je przejąć po moim odejściu, które jak zapewne pamiętasz już za 2 tygodnie.
(S): Acha, no to tak, to spotykaj się, spotykaj.

Wystarczająco piekielny, by tu trafić?
Poddaję się całkowicie Waszej ocenie, drodzy Użytkownicy. Jak wspomniałem, kończę już "karierę" w tym miejscu - dziękuję za rady w rodzaju "Idź do HRu!", "Zrób z tym coś!" - mam za słabe podkowy, by kopać się z tym koniem.

praca

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (77)
poczekalnia

#88143

przez ~saszetka2 ·
| było | Do ulubionych
W nawiązaniu do historii o wypadku z zaparkowanym samochodem i rowerzystką.
Tak kierowcy, przynajmniej duża ich część, uważają, że skoro są w dużej blaszanej puszce to są ważniejsi i lepsi od innych. Pisze tak, bo zdenerwował mnie komentarz pod przywołaną historią, że rowerzystka mogła wszystko przewidzieć...W pewnym momencie nie dało się już nic przewidzieć- pasażęr mógł po prostu nie chcieć wyjśc z auta. Trudno żeby rowerzystka stała i czekała aż ktoś się zdecyduje wyjść.
Uważam też, że skala zjawiska "dupo-lenia" kierowców jest za duża.

Pisałam tu kiedyś o nielegalnym parkowaniu pod oknami naszej sypialni. Autka były ustawianie 0.5 metra od ściany bloku. Jak mialiśmy spać np. po powrocie z nocnego dyżuru? Rano autka sobie pyrkały więcej niż przepisowe 5 minut, bo klima, bo radio itd.
Po drugiej stronie ulicy był zawsze pusty parking. Wystarczyło przejsć- zajmowało to 1 minutę- może mniej. To dla kierowców było za dużo.
Skończyło się naszą rodzinną tragedią (straciłam ze stresu ciążę) i wyprowadzką. Sprawa nie jest do udowodnienia w sądzie, bo utrata dziecka mogła miec tez inne powody, poza tym kogo miałabym pozwać- skoro adresy kierowców to dane osobowe prawnie chronione. Nie miałam też na to siły. Chciałam przeżyć swoja żałobe i zostawić to miejsce za sobą.

Kierowcy parkują też u nas na przystanku autobusowym. Służby w Warszawie nic z tym nie robią, mimo że zgłaszałam to kilka razy. A zgłaszałam to bo pewnego razu próbując wyjśc z autobusu musiałam przeciskać się między autobusem i dostawczakiem- było wąsko (ok. 30 cm) i ciemno, nie zauważyłam plamy lodu, pośliznęłam się i wylądowałam pod kołami autobusu. Ludzie zaczęli krzyczeć i kierowca autobusu nie ruszył. Nic poważnego mi sie nie stało, ale się wkurzyłam, bo co ja kurde jestem by jak szmata wycierać karoserię władcy szos i przystanków?

Następna historyjka: nasz parking pod dyskontem przeszedł ostatnio modernizację. Miejsca dla rowerów zostały zrobione bliżej wejścia. Nie dało się z nich jednak korzystać, bo kierowcy parkowali pod stojakami w taki sposób, że dla rowerów nie było miejsca. Po prostu podjeżdżali pod same stojaki. Tu musze przyznać, że sklep stanął na wysokości zadania i po złoszeniu postawiono ograniczające słupki. Kierowcy parkuja oczywiście nadal przed tymi słupkami choć miejsc parkingowych tam nie ma, ale przynajmniej rower można przypiąć i nim obrócić z zakupami na kierownicy. Czy na tym parkingu brakuje miejsc parkingowych? Nie- jest ich nadmiar, po prostu niektórzy nie chcą przejść nawet 10 metrów.

Sama jestem kierowcą, ale daję żyć innym. Zajwisko lenistwa kierowców to po prostu ich egoizm, nic więcej.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 40 (88)
poczekalnia

#88145

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Czarny dzień na Piekielnych! Legenda tej strony - SecuritySoldier - usunął konto! Security, czemu nam to zrobiłeś? Tak wspaniale było wracać do Twoich świetnych historii a teraz? Pozostaje losowanie, trafisz albo nie... Czemu??? :(((

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (102)