Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#88646

przez ~Anonimowo ·
| było | Do ulubionych
Mam narzeczonego. Mój narzeczony nie pochodzi z jakiejś dobrze sytuowanej rodziny, wychował się w dwupokojowym mieszkaniu w bloku, a i dzieciństwa zbyt szczęśliwego nie miał.

Gdy się poznaliśmy opowiadaliśmy sobie różne historie z naszego życia, wiadomo.
Narzeczony opowiedział mi o takiej sytuacji:
Gdy miał nascie-dwadzieścia lat (nie pamiętam dokładnie) rzuciła go dziewczyna. Przyjął to raczej z ulgą, bo panna próbowała mu dyktować np. jak ma się ubierać, strzelała fochy o nie wiadomo co i ogółem sam miał zamiar ten związek zakończyć, bo miał tego dość. Niedługo po rozstaniu odezwała się do niego "przyjaciółka" tej dziewczyny, wyrażając współczucie, że pewnie mu smutno, że pewnie przybity i że ona go może pocieszyć sam na sam, zaprasza do siebie, winko się chłodzi w lodówce.
Mój narzeczony tej propozycji stanowczo odmówił.

Ja zaś opowieść uznałam za być może coś źle zapamiętane, może przekręcone, a może troszkę podkolorowane, nie drążyłam tematu, w końcu dawne dzieje, bohaterek opowiastki raczej już nie spotkam...

W zeszłym roku byliśmy na weselu brata mojego chłopa. Ślub brał z "pocieszycielką"...

I może nadal bym do końca nie wierzyła w taką opowieść z młodości mojego faceta, gdyby panna młoda, podczas składania życzeń, przy mnie i przy swoim świeżo upieczonym małżonku, nie wypaliła do mojego: Widzisz? I tak mi się udało wejść do tej rodziny, haha.

Truuuudne sprawyyyy...

Sama bym w to nie uwierzyła, gdybym nie słyszała tego osobiście.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 37 (103)
poczekalnia

#88645

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia Szaramucha o problemach z bankiem przypomniała mi moją sprzed kilku lat.
Nie mieszkam w Polsce już kilka lat, ale konto bankowe nadal tu posiadam.

Pewnego roku mój Zielony Bank przeszedł fuzję i stał się Czerwonym Bankiem.
Co chwilę dostawałam przypomnienia aby udać się do placówki w celu ustawienia od nowa bankowości internetowej, stare loginy nie będą działać. Będąc za granicą i nie planując przyjazdu do Polski, po prostu się nie da tego załatwić. Próbowałam kilka razy przez telefon, nie miałam wówczas profilu zaufanego czy epodpisu (może teraz to by coś pomogło).

W bankowości internetowej miałam też dostęp do konta przypisanego do karty kredytowej którą opłacalna co miesiąc rachunek.
Po kilku miesiącach niespłaconej karty zadzwonił do mnie Pan z Czerwonego Banku z działu windykacji. Wytłumaczyłam mu sytuację i poprosiłam o podanie mojego numeru rachunku, zrobię przelew z innego konta aby spłacić należności. Niestety on nie może podać, kwestia ochrony danych czy coś. dokumenty bankowego zostały w domu w Polsce, szczerze mówiąc "gdzieś w którymś pudle". I tak rozmawiałam sobie z windykacja przez kilka miesięcy aż w końcu sprawa trafiła do zewnętrznej firmy windykacyjnej.
Pani z nowej windykacji po przedstawieniu mojego problemu z Czerwonym Bankiem bez problemu podała mi numer konta spłaciłam należności, zrobiłam nadpłatę a nowe logowanie zrobiłam dopiero pół roku później przy okazji wizyty w Polsce.
Moja wina że nie pomyślałam o tym rozwiązaniu przed zablokowaniem dostępu.
Uciążliwe jest to bardzo, sama jestem sobie winna nie zapisując swojego numeru konta itd. ale w kraju w którym mieszkam 70% spraw bankowych załatwiam sama, 20% przez telefon lub email a resztę w placówce banku. Te 70% dotyczy również aplikacji o karty kredytowe, otworzenie nowego konta czy zmianę danych osobowych typu adres.
Co śmieszniejsze posiadam konto tutaj w Czerwonym Banku. Czasami mnie zastanawia co sprawia że każdy oddział krajowy ma inną politykę, aż tak bardzo różną.

Bank kiedyś zielony teraz czerwony

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 20 (48)
poczekalnia

#88637

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Natchniony historią z wdrożenia jakiegoś tam systemu i prościutkiego błędu:

Historyjka o głupocie, piekielności i "instant karmie".

Głupota:
Firma zmieniała/rozbudowywała system rozliczeń z klientami oraz podatkowych.
Wynikła konieczność przechowywania pewnych dodatkowych danych w bazie. Przeżyłem przypadek typu "nie, to pole na pewno nie jest wykorzystywane, można go użyć" powiedziane ... 2 różnym dostawcom w 2 różnych projektach.
Były porządne środowiska testowe będące wierną kopią produkcji, pełne UAT-y, testy bezpieczeństwa. Tylko ... osobne;) dla każdego projektu. A wdrożenie obu w ten sam weekend. Wszystko przeszło gładko...
Po zakończeniu miesiąca i rozliczeniu faktur/zamknięciu miesiąca dane z obu modułów "spotkały się" w systemie księgowym :D:D.
Znalezienie przyczyny błędu ok. 2 tyg. (niespecyficznie się dodawały/odejmowały/modulo inne pole). Naprawa jeszcze dłuższa (przebudowa architektury jednego z projektów, rozszerzenie bazy itp.).

Piekielność: próba zrzucenia odpowiedzialności na dostawców.
Po szybkich procesach sądowych: wina po stronie
zlecającego (na szczęście pierwotne zalecenie było pisemne !!).

Karma: Błąd wytknięty w wyniku kontroli skarbowej:) Sam koszt kar dla zlecającego (ze strony klientów i podatkowego) - wyższy niż płatność za oba projekty.

Smutna rzeczywistość: winnego po stronie zlecającego oczywiście brak ;)

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 31 (65)
poczekalnia

#88633

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Czwartek, jest dzień nauczyciela.
W państwowym przedszkolu dzień wolny a że blisko weekend to i piątek zrobili wolne. Moja siostra ma na dwa dni kłopot. Była zaskoczona że ja nie mam bo w prywatnym, dzieci normalnie chodzą. Nauczycielki dostały bombonierkę, a ja spokój.
Kolejny przykład na to że jeśli państwo się za coś bierze to zawsze wychodzi gorzej.

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 29 (77)
poczekalnia

#88629

przez ~Ziomeo ·
| było | Do ulubionych
W odpowiedzi na historie wspomnienczarszkola.
Do szkoły uczęszczałam bardzo dawno temu lata 90. Kiedyś to było, teraz to nie jest -slyszy się na każdym kroku. Moje pokolenie dostrzega, minusy dawnych czasów, nie idą w zaparte że "kiedyś tak, a dziś to goowno". Ja natomiast uważam ze każde pokolenie ma plusy i minusy. Mimo wszystko nienawidziłam całym sercem swoich szkolnych lat, byłam prześladowana przez rówieśników, nauczyciele potrafili mi tez dowalić, a rodzice nie wykazywali żadnej empatii w mojej sytuacji. Mam świadomość tego ze takich jak ja jest mnóstwo. Ok zacznijmy więc
1. W każdej klasie jest jakiś rozrabiaka. Do mojej niestety chodzil kolega który bił dziewczynki. Kopał, popychał, pluł, wyzywał. Nauczyciele upominali i ciągle lądował u dyrektorki. Pewnego dnia zepchnął dziewczynę ze schodów. Wylądowała w szpitalu. Na zebraniu zaczął sie bunt matek, dlatego taki sadysta dalej chodzi do naszej szkoły. Dyrektorka powiedziała tylko " nie możemy go wydalić, zniszczymy mu przyszłość" To że dziewczyna leży z wstrząśnieniem mózgu nie robiło na niej wrażenia. Ogólnie dokończył szkołę i spoko. Laska do dziś trauma i depresja.
2. Dwóch braci z bardzo znanej i bagatej rodziny w mieście. Było to w liceum. Oczywiscie wyzwiska, bicie, kopanie - na porządku dziennym. Byli wredni do nauczycieli, jak i do innych uczniów. Nie można bylo normalnie na lekcjach siedzieć, jak chodziło się do klasy z jednym z nich. Pewnego dnia jeden z nich wziął sobie nóż, wybił okno w internecie i groził tam nauczycielce pełniącej dyżur. Oczywiscie przeniesiono obu.
To co wyniosłam z moich czasów to właśnie poczucie niesprawiedliwości. Moje lata szkolne nie były zbyt udane, wierzę że nie każdy tak miał. Mimo wszystko jak słyszę "kiedyś to było, a teraz to nie jest " przewraca mi się w trzewiach. Pozdrawiam

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 26 (62)
poczekalnia

#88622

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Piekielności klientów ciąg dalszy. Pewnie się podniosą głosy: To po co pracujesz w tej firmie?!

Pracuję, bo mam z tego kasę i nie denerwuje się za bardzo, praca jest spoko. Ubolewam jednakże nad naprawdę ułomnością mózgu niektórych klientów. Ja się po prostu z was śmieję.

Strona internetowa czytelna, jasno napisane, ile produktów znajduje się na stanie, co jest dostępne, co nie oraz kiedy jest przewidywana dostawa lub kiedy coś będzie wycofane ze sprzedaży.

I jest sobie takie produkt powiedzmy PUDEŁKO. Informacja: PRODUKT WYCOFANY ZE SPRZEDAŻY. Stan: 0 sztuk. Przewidywana dostawa: NIE.

Dzwoni taki niedorozwinięty: „A to jeszcze będzie???”, „Co mam zrobić, żeby to zamówić???”, „Moje dziecko przez was płacze!” (Autentyk), albo jeszcze inne ceregiele pt. Jestem w ciąży proszę mi to wysłać!

Powiem wam tak: nikogo wasze problemy, ciąże i bombelki nie obchodzą. Jak walniecie tekstem: JUŻ NIGDY NIC U WAS NIE KUPIE! STRACILIŚCIE KLIENTA! Uwierzcie, nikogo nigdy to nie będzie obchodzić. Tak jak my pracownicy jesteście tylko cyferkami i nas obsługę najmniej obchodzi to, czy przyjdziecie czy nie. Mamy to serdecznie w poważaniu i nikomu kasy to nie utnie z wypłaty :) Nie jesteście pępkami świata. I nigdy nie będziecie :)

Obsługa klienta

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (120)
poczekalnia

#88612

przez ~Spedytor ·
| było | Do ulubionych
Historia 88602 przypomniała mi pewne wydarzenia sprzed lat.

Pracowałem w spedycji, to bardzo specyficzna branża. Zwłaszcza jak pracuje się w spedycyjnym korpo.

W tejże pracował również on Team Leader hipokryta o moralności i logice wiejskiego cwaniaczka który spuszcza swoje sumienie wraz z poranna k..ą. na potrzeby historii nazwijmy go Mariusz.

Dlaczego taki krytyczny opis tej osoby? Przejdźmy do historii właściwej. Mariusz zlecił przewoźnikowi powiedzmy Grzegorzowi transport towaru z Niemiec do UK. Podczas przewozu nieszczęśliwym trafem kierowca pojazdu doznał zawału i zmarł. Grzegorz po otrzymaniu informacji o zaistniałej sytuacji zadzwonił powiadomić Mariusza. Jak myślicie jakie było pierwsze zdanie Mariusza po otrzymaniu tej tragicznej sytuacji? Cytując: "ale kto i kiedy dowiezie towar na rozładunek". Tak człowiek nie żyje, przewoźnik pogrążony w żałobie bo kierowca był członkiem rodziny Grzegorza a ten się o towar pyta.

Spedycja

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 58 (100)
poczekalnia

#88592

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Niestety sprawa z bohaterskim samochodem trwa nadal
Mimo że został zwrócony bo był niesprawny. Ze umorzylisy wniosek o rejestrację auta.
Ze auto jest u nich to nie anulowali naszego ubezpieczenia OC tylko dalej z niego korzystają i mają k... do tego prawo w tym złodziejskim kraju?
Co za firma..
W reklamach chwala się to co nie oni a potem człowiekowi wciskają badziewie i nie mają ani czci przyzwoitości żeby oddać kasę za głupie ubezpieczenie OC czy za paliwo które zostało w aucie.

Internet

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 15 (51)
poczekalnia

#88581

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Znajoma prowadzi firmę.
Sprzątanie domów.
Zatrudnia głównie kobiety.
Wszyscy mają kontrakty 3 miesięczne. Odnawialne.
Przed podpisaniem (za pierwszym razem)każdy MUSI! przeczytać klauzulę.
A ta mówi że kontrAkt wygasa po 3 miesiącach BEZ WZGLĘDU NA OKOLICZNOŚCI.
I to jest legalne.
Gdy pytają dlaczego tak? to pokazuje im tą historyjkę - https://piekielni.pl/78221
edit:
Widzę w komentarzach że sami spece od prawa pracy. A "samozatrudnienie" mówi to wam coś?

Miało być normalnie a wyszło jak zawsze.
Wyjaśnienia -
Tak, historyjka ma miejsce za granicą.
Podpisując umowę z osobą "samozatrudnioną" podpisujesz umowę z firmą, nie z osobą fizyczną.
Żadne prawo nie ogranicza ilości takich umów.
"Umowa o pracę" to skrót myślowy, czyli umowa o świadczenie usług pracowniczych na rzecz zamawiającego.

Kontrakt na 3 miesiące, nie spełniasz warunków? dowidzenia.
No i zmuś firmę zamawiającą żeby podpisała następny kontrakt.
Kobieta w ciąży? No bardzo gratulujemy ale to nie nasz problem.

Jeszcze jakieś niejasności?

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 24 (84)
poczekalnia

#88527

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
na fali 88523

sprzedałam samochód, trzeba fakt ten zgłosić do urzędu bo inaczej kara. teoretycznie można przez profil. po zalogowaniu się wyskakuje komunikat, że nie mam żadnego samochodu na stanie:) okazuje się, że jak kupujący zarejestruje kupiony samochód, to sprzedający nie ma możliwości zgłosić tego elektronicznie - czyli kto pierwszy ten lepszy albo osobista wizyta w urzędzie .... a podobno idzie IV fala

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (76)