Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#88394

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
O tym dlaczego koronawirus rozprzestrzenia się u nas w kraju w tak nieprawdopodobnym tempie.

Byłem rano oddać krew. Punkt krwiodawstwa znajduje się w budynku szpitala powiatowego, ale ma osobne wejście. Żeby do niego dotrzeć z parkingu trzeba przejść obok głównego wejścia do szpitala i przystanku autobusowego.

Gdy przechodziłem obok przystanku z zatłoczonego autobusu wysiadło mnóstwo ludzi. Jedna z osób wysiadających zatrzymuje mnie i pyta, którędy do punktu Covid. "Szczepień?" pytam. I wtedy dostaję odpowiedź unicestwiającą moje resztki wiary w naród.

"Nie, wymazów".

Baba mając skierowanie na wymaz pod kątem covid, albo podejrzenie (u nas można iść na wymaz "z ulicy") JEDZIE DO PUNKTU ZATŁOCZONYM AUTOBUSEM.

Nosz karwasz twarz...

Szpital covid wymaz punkt

Skomentuj (50) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 53 (113)
poczekalnia

#88389

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Blokowisko i piekielność numer dwa. Teraz będzie krótko, o piekielnej spółdzielni.

Otóż spółdzielnia co jakiś czas wysyła ekipę do koszenia trawnika. Ok, trzeba to trzeba. Tylko czemu do jasnej anielki, zaczynają jeździć na kosiarce, kosach i piłach do żywopłotu punktualnie o 6 rano? Ja to ja. Ale co mają powiedzieć sąsiedzi, którzy akurat wrócili z nocnej zmiany?

#blokowisko #spółdzielnia mieszkaniowa

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 34 (108)
poczekalnia

#88380

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
W klimacie wakacyjnym.
Wybraliśmy się na rodzinne wakacje do niewielkiej nadmorskiej miejscowości.
1. Pierwsze wyjście na plażę. Pakujemy wózek plażowy, najmnodszy opos do środka a dwa starsze idą obok. 9.00 rano jest sporo miejsca. Kilka parawanów dzielnie czeka na swoich plażowiczów ;)
Rozkładamy się w pewnym oddaleniu od parawanu obok jakieś 2m żeby było przejście i trochę prywatności. Godziny mijają i robi się tłoczno. Przychodzi rodzina, obrzuca okiem miejsce obok nas po czym wbija parawan 10 cm od naszego koca. Może nie było by tak źle, ale Janusz rozkłada tuz przy "ściance" od nas. Byliśmy raczeni odgłosami chrapania, ataków kaszlu oraz okazjonalnie głośnych pierdów.
Przesiedzieliśmy z mężem na rogu koca.
2. Spacer po promenadzie.
Szłam sama z córką w wózku. Co ważne powoli, zaraz przy barierce bo mała oglądała mewy. Z naprzeciwka idzie baba 60+ z mężem pod rękę. Również idą przy barierkach. Jako że wózek w manewrowaniu ciężki co widać to oni musieli się trochę odsunąć byśmy się bezpiecznie wymineli. Faktycznie odsunęli się trochę ale przy mijaniu baba trąciła mnie ramieniem tak że się odbiłam od barierki. Ona się nawet nie odwróciła więc nie wierzę że nie było to celowe zachowanie.
3. Wyjście na plażę nr 2. Nauczeni doświadczeniem zabieramy parawan, choć nie jestem ich fanką. Miejsce trochę dalej od zejścia. Akurat rozkładamy się równo z dwoma innymi rodzinami i zostawiamy między parawanami 1,5 m przejścia po obu stronach. Od parawanów do mokrego może jakieś 2 m czyli standardowo dla spacerowiczów. Każdy buduję sobie przed swoim kocem jakiś tam zamek, babki itp. Dzieci biegają, bawią się, pomagają w budowlach. W samo południe jest już tłoczno. Nagle pojawia się Grażyna z Januszem i dzieckiem (niepamietam dokładnie ale takim starszym, nastoletnim). Stają z pakunkami tuż przed przejściem jakie zostawilismy dla plażowiczów z tyłu, między naszymi zamkami. Kawałek ok 3x2 m tuż przed naszym nosem. Widzę, że gotowi już się rozkładać. Podchodzę i mówię grzecznie, że tu jest przejście,ze dzieci się bawią. Grażyna - ale o co chodzi...? Oni przejście zostawią (ciekawe jak...)
Ja : proszę Pani, ale ja nie będę widzieć dzieci przez Wasz parawan, sąsiedzi obok również (a dzieci były małe 1,5 roku do 7 lat).
Grażyna pokazuje mi lukę w moim parawanie gdzie będzie widać morze i mówi żeby się w takim razie bawiły tam bo będę je wtedy widziała.
Tłumaczę grzecznie kobiecie, że mamy małe dzieci tutaj i każdy przyszedł wcześniej żeby przygotować miejsce. Że tutaj zrobiliśmy przejście, żeby innym było wygodnie do morza podejść.
Grażyna już podniesionym glosem, że to nie jest prywatna plaża i ona ma prawo się rozkładać gdzie chce, a ja to mam apartament w moim parawanie (czekaliśmy na znajomych więc miejsca było trochę więcej) i że jak ja się z moim parawanem przesunę to ona się zmieści bo oni też siedzą w dwie rodziny. Na to podeszła faktycznie Grażyna nr 2 z Januszem nr 2.
Dyskusja trwa. Ja grzecznie, Grażyna już coś pokrzykuje i mnie zaczyna obśmiewać. Szuka poparcia w sąsiadach obok ale nikt z zasłoniętego widoku dzieci zadowolony nie jest. Mój mąż popukał w zegarek i mówi że jak się chce blisko morza to trzeba wcześniej przyjść a teraz sporo miejsca jest z tyłu. Grażyna i Janusz nr 2 stwierdzili ze oni idą bo i tak w takim kwasie nie chcą siedzieć a Grażyna nr 1 jeszcze podyskutowała ale z ociąganiem się też zebrała. Widać że zależało jej żeby się rozłożyć tutaj "dla zasady" ale znajomi odpuścili. Rzuciła do nas tylko na odchodne "trochę kultury". No cóż, ja Pani również tego życzę.

Dla wszystkich przeciwników parawanów powiem tylko, że w tym roku nad morzem jest taki tłok, nawet w małych miejscowościach, że parawan stał się jedynym sposobem, żeby Ci się ktoś pod tylkiem nie rozłożył.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 28 (96)
poczekalnia

#88381

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Czy kierowcy osobowych to de**le?

Kierowcy osobowych nie potrafią myśleć za kierownicą. Powtarzam to od kilku miesięcy i moja rodzina się wcale nie dziwi, bo wiedza, ze na wszystko, co mowie, mam dowody.

1. FOTORADAR
Nieważne jakie ograniczenie prędkości. 90, 70 czy 50 km/h. Zawsze jedziecie wolniej wykurzając innych. Nie wiem, myślicie, ze za jazdę 10-20 km/h wolniej dostaniecie nagrodę pieniężna lub redukcje posiadanych punktów? Zatrąb jednak na takiego matoła, żeby jechał te 50 km/h na ograniczeniu do 50 km/h, a nie 30 km/h to zaraz włączy mu się tryb "ja mu pokażę" i złośliwie hamuje. No bo kto to widział trąbić na "miszcza" kierownicy. Jednak niech tylko minie fotoradar to od razu potrafi jechać 70-90 km/h na ograniczeniu do 50 km/h.

2. Ciasny skręt. Doskonałym przykładem jest DK 62 w miejscowości Kobylniki k/Kruszwicy. Od Kruszwicy trzeba skręcić w lewo, żeby dojechać do Strzelna. Dojeżdżam do skrzyżowania z zamiarem skrętu w lewo. Przy skrzyżowaniu czeka osobowe. Mrugam mu drogowymi, żeby jechał, bo ja się nie złamię. Przejeżdża, czasem podziękuje. Zaraz za nim rusza drugie auto choć mógłbym już się wyłamać, bo miejsca starczy. Umożliwiam przejazd, ale widzę, ze w ślad za nimi rusza 3, 4 i 5 osobówka. Żaden nie pomyśli, żeby ustąpić mi pierwszeństwa i umożliwić złamanie naczepy, nosz k... Ostatnio kilka razy tak miałem i chyba przy 5 skręcie nie wytrzymałem. Po 2 osobówce ruszyłem i skręciłem. Doszło do zablokowania skrzyżowania, bo ani osobowe, ani ja nie mogliśmy się ruszyć do przodu. W końcu trybiki im zaczęły pracować, bo wycofali. Ja rozumiem puścić 1, 2 osobówki, ale nie cale stado, bo swoja uprzejmością blokuje cale skrzyżowanie i od strony Kruszwicy robi się juz zator na 20 pojazdów.

3. Kończący się pas ruchu. Tu akurat mam na myśli węzeł Kleszczewo łączący S5 z A2. Zjeżdżam z S5 na A2 w kierunku Poznania. Mamy tam przez kilkaset metrów 2 pasy, potem lewy zanika. Norma dla osobowych jest zapieprzanie do końca, byleby wyprzedzić jak najwięcej ciężarówek. Nie ma znaczenia, ze po 50 m znowu maja 2 pasy ruchu i tak czy siak wyprzedzi. Trzeba zrobić to już i teraz. Wyprzedza mnie BMW, jesteśmy na końcu pasa ruchu. Hamuje już przed pojazdami z przodu, bo cos się dzieje. BMW polową auta na wysokości mojej kabiny delikatnie zjeżdża do linii rozdzielającej. No sorry, miejsce mam tylko na wytracenie prędkości. Nie będę ostro hamował mając na ogonie inne auto, a na naczepie (platforma) 30 rur, tzw. "kolanek" do gazociągu, gdzie jedna wazy 800 kg. Nie wpuściłem BMW. Kierowca poczuł się urażony. Nie zjechał za mną. Pojechał po powierzchni wyłączonej z ruchu wjeżdżając od razu na prawy pas autostrady. Ja się rozpędzam i chce wjechać na prawy pas, ale BMW celowo jedzie z identyczna prędkością, żeby mnie przyblokować mimo, ze ma możliwość zjazdu na lewy lub przyspieszyć. Odpuszczam gaz, żeby się za nim schować, ale on robi to samo. Koniec końców musze zredukować prędkość przez pajaca do 40 km/h, żeby wjechać na prawy pas. Oczywiście powoduje to dodatkowy zator na pasie rozbiegowym i auta, które właśnie nadjeżdżają A2 od strony Konina redukują prędkość, żeby umożliwić nam włączenie się do ruchu. Wszystko spowodowane przez de**la, który poczuł się urażony, ze nie został wpuszczony przez ciężarówkę. Brawo.

tir

Skomentuj (74) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 14 (98)
poczekalnia

#88336

przez ~Gajusz ·
| było | Do ulubionych
To nie jest piekielne ale dość zabawne, piekielne są tylko sroki które je gonią. Wychowujemy już 6 pokolenie sikorek, tzn dokarmiamy.. w 5 pokoleniu, jeden z tych ćwirków wskoczył na parapet wewnętrzny i ćwierka i stuka że słonecznika w pojemniku nie ma.. to było o 5 rano. No to co "rano trzeba wstać, rano to dzień". Nasypane, wrócił do Mnie ćwirek, zaćwierkał i poleciał, nie wiem czy to było podziękowanie czy coś ale ok.
Gorzej że te historie opowiedział swoim dzieciom... To co zrobił Jego syn czy córka, przerosło to co On zrobił w tamtym roku..
Wiecie jest gorąco to okno otwarte na oścież, godzina 7:00 mam przy łóżku stolik, na Nim miałem żarcie przykryte metalową miską.. (no dokładnie) jeden ćwirek postanowił wlecieć do mieszkania, stanąć na tej misce i walić dzióbkiem żeby Mnie obudzić, a jak to już się stało to później podleciał na parapet zewnętrzny jeszcze kilka razy zastukał i popatrzył się na Mnie i odleciał na drzewo.. skończył się słonecznik w misce.. dla niektórych wkurzające jak można tak dziecko wychować ;) a dla drugiego słodkie że dzikie zwierzęta nie boją się. Ale ten skubaniec co zrobił to w szoku byłem.

Kraków

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 76 (132)
poczekalnia

#88310

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem kierowca tzw. "tira"

Wróciłem właśnie z urlopu. Pojechałem na Master Truck pod Opole, co wymagało ode mnie pokonania 362 km, z czego 242 km autostrada A1 i ekspresową S8. Pomyślałem, ze w końcu zobaczę jak to jest, kiedy ciężarówka co 2-3 minuty spowalnia Cię do 90 km/h, bo na to sie uskarżacie, prawda? I wiecie co? Na całym odcinku ani razu nie miałem żadnego incydentu z pojazdami ciężarowymi. Żadnego zajechania drogi, błyskania drogowymi na dk 45, siedzenia na zderzaku itp. A osobowe? Esej mógłbym napisać na ten temat, bo zaraz siadam do wysyłania nagrań na policje! Spotkałem się również z kilkoma przykładami fajnej hipokryzji. Narzekacie, ze ciężarowe się wyprzedzają różnicą 1-3 km/h, a sami nie widzicie, ze często wyprzedzacie z identyczna różnicą utrudniając innym jazdę! Co z tego, ze robicie to przy większych prędkościach?

Dla przykładu kilka zdarzeń kompletnie nieuzasadnionej agresji i zerowego myślenia u kierowców kat. B

1. Autostrada A1. Wyprzedzam rząd pojazdów na prawym pasie. Moja prędkość 140 km/h. Pod bagażnik podjeżdża mi osobowe Audi (po co trzymać odstęp?). W tym momencie w przednia szybę uderzył mi duży robal robiąc dużą plamę. Uruchomiłem spryskiwacze co spowodowało, ze audi również otrzymało dawkę płynu. Wyprzedziłem pojazdy i widząc lukę na 200 m, postanowiłem zjechać na prawy i puścić speedy Gonzalesa. Audi zrównało się ze mną i jego kierowca zwolnił do 140 km/h, blokując mnie na prawym pasie. Na moje zwiększenie prędkości również zareagował przyspieszeniem i identyczna sytuacja była z hamulcem. Musiałem zwolnic do 80 km/h, żeby zjechać za idiota na lewy pas i wtedy nastąpiła "zemsta" urażonego w postaci włączenia spryskiwaczy przedniej szyby. Serio? Zemsta, bo użyłem spryskiwacza. Czy niektórym już obwody logicznego myślenia stopiło przez te upały?

2. Autostrada A1. Jadę prawym pasem 140 km/h. Zbliżam się do wolniej jadącej osobówki. Rzut oka na lewy pas. 200 m za mną pojazd. Prędkość oceniam na ok. 2 km/h szybciej ode mnie, bo bardzo powoli się zbliżał. Włączam kierunkowskaz i zjeżdżam na lewy. Nagle Speedy wystartował. W 2 sekundy znalazł się na moim zderzaku i błyska światłami, ze niby mu wymusiłem. No sorry, nie ze mną te bajki. Kontynuuje wyprzedzanie, bo mam jeszcze 3 pojazdy. Miedzy dwoma luka na 70 m. Poganiacz postanawia mnie wyprzedzić prawym, ale mu się to nie udaje. Wyprzedzam wszystkich i wracam na prawy pas. Gościu mnie wyprzedza i trąbi.

3. Autostrada A1, tym razem to ja jestem na lewym pasie i mam ok. 150 m do pojazdu na prawym. Jadę non stop 140 km/h. Widzę, ze zbliżamy się do ciężarówki wiec żeby nie zmuszać kierowcy do hamowania przed nią, przyspieszam, żeby szybciej go wyprzedzić. Mam jeszcze 15 m do tego pojazdu, 100 m do ciężarówki i osobowe zjeżdża na lewy pas wymuszając pierwszeństwo. Klakson i hamulce poszły w ruch. Wyprzedził ciężarówkę i wraca na prawy. Wyprzedzam go i ponownie trąbie. Kierowca zdziwiony o co mi chodzi.

4. Szybko dogania mnie bus (ciekawe ile jechał, skoro ja jadę 140 km/h?) Zmienia pas na lewy i nagle zwalnia. Wyprzedza mnie z różnicą 1 km/h. Zbliżamy się do ciężarówki. Liczę, ze kierowca przyspieszy, bo ja już nie zdążę wbić się przed niego. Niestety, myślenie jest za trudne. Musze hamować do 90, bo kierowca nie potrafi wdepnąć i przyspieszyć.

5. Mam 30 km do swojego zjazdu. Wyprzedza mnie auto (cały czas jadę 140 km/h). Doganiam kolejne pojazdy wiec zjeżdżam na lewy. W tym momencie pojazd, który mnie wyprzedził zwalnia, co skutkuje odstępem miedzy nami ok. 5m. Wyłączam tempomat, żeby zwiększyć odstęp. Kiedy mam ok. 12m odstępu i doganiam Porsche, jej kierowca włącza lewy kierunkowskaz i wpieprza się chamsko miedzy nas. W 12 m lukę ku*wa m*c!. Klakson i światła idą w ruch, bo mój odstęp nie wynosił nawet 2 m. Kierowca po 3 sekundach wraca na prawy i również zdzwiony dlaczego na niego trąbie.

Myśleć, myśleć i jeszcze raz myśleć. Czy to naprawdę takie trudne? Cały czas dostaje przykłady, ze spora cześć kierowców kat. B nie umie poruszać się autostrada. Brakuje Wam przewidywania, logicznego myślenia i umiejętności oceny prędkości i odstępu. A może robicie to specjalnie, co? Czerpiecie radość z takich sytuacji? Chciałbym zaznaczy, ze to tylko 5 historii, a było ich dużo więcej!

tir autostrada wyprzedzanie zajechanie

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (107)
poczekalnia

#88282

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Spotkała mnie w życiu tragedia. Nagła. Mój świat zawalił się w ciągu dosłownie kilku godzin.

Niestety życie musi się toczyć dalej i niezależnie od wszystkiego swoje zrobić trzeba. Moim wtedy obowiązkiem był pies, który nie rozumiał co mi się stało i chciał wyjść na dwór w wiadomym celu. No to idziemy. Znalazłąm w sobie siłę, by wyprowadzić psa, ale już na nic innego nie miałam wtedy siły. Co kilka minut kucałam, żeby się wyryczeć, na szczęście byłyśmy w lesie, więc sąsiedzi chyba nie słyszeli. Nie wiedziałam, jak się nazywam, bolało mnie całe ciało od płaczu. Ostatkiem sił sprzątnęłam po psie, wyrzuciłam pakunek do kosza, ruszyłam w drogę powrotną do domu mając nadzieję, że nie zgubię drogi. Uprzedzając pytania - nie, nie miał mi kto pomóc, byłam zupełnie sama.

Gdy byłam już z psiną prawie pod klatką (marzyłam, by usnąć znowu), poczułam mocne szarpnięcie za ramię i krzyk kobiety, która darła się w moją stronę. Wyobraźcie sobie, że nie byłam w stanie skupić się na tym co ona mówi, dopiero po chwili skupiłam się na jej słowach. Podobno mój pies zrobił kupę i nie posprzątałam. Laska w ogóle nie dała mi dojść do głosu, krzyczała niczym Karen, niestety wykorzystała mój stan, aby się chyba na mnie wyrzyć.

W końcu jej krzyk dodał mi trochę przytomności i poprosiłam grzecznie, żeby mi wskazała to miejsce gdzie moja psinka się zdwójkowała to posprzątam.

Tu dygresja, mój psiak robił dwójkę na każdym spacerze, ale dwie dwójki to była nowość. Psina szła za mną, miałam naprawdę co innego w głowie, niż obserwować ją cały czas, więc mea culpa.

Kobieta nie była łaskawa mi pomóc, tylko krzyczała. Chyba miałam do czynienia z osobą niepełnosprawaną umysłowo, bo jak tak wspominam całe zajście, to laska naprawdę zachowywała się jak typowa Karen z amerykańskich filmików, jakich wiele w internecie.

Ogarnęłam się, otarłąm łzy i cofnęłam się spory kawałek, aby sprawdzić trawnik, niestety nic nie znalazłam.

Po powrocie do klatki, przed którą jeszcze była furtka, zobaczyłam, jak ta sama kobieta wali głową w ramę tejże furtki. Obok stała jakaś parka, chyba dzwonili na policję, bali się podejśc i wcale się nie dziwię. Laska znowu jak mnie zobaczyła to jej furia przeniosła się na mnie, więc kiedy zaczęła iść w moją stronę z miną mordercy, po prostu uciekłam.

Pies na szczęście był posłuszny do kwadratu, więc pobiegła za mną dookoła bloku, do drugiej furtki. Nie wiem jak tego dokonałam, ale naprawdę resztkami, bo jak weszłam do domu, to padłam i nie otworzyłam oczu przez kolejnych 8 godzin.

Okazało się, że Pani nie ma żółtych papierów, jest po prostu zołzą do kwadratu, o czym przekonywałam się przez kolejnych kilka miesięcy, aż do wyprowadzki.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (84)
poczekalnia
Mieszkam w Anglii i aby było taniej mieszkałam wynajmując pokój w domu, gdzie w każdym pokoju był jak małe mieszkanko. Tam gdzie mieszkam takie domy są dość częste i mieszkałam w kilku takich mając za sąsiadów różne narodowości. Często mówi się że Polacy za granicą są jeszcze gorsi niż w Polsce i mamy naprawdę dużo stereotypów na temat Rumunów. Mieszkałam z jednymi i z drugimi, a największymi brudasami byli... Anglicy...

Może i po naszych było w koszu na śmieci najwięcej puszek po piwie, ale ani Słowacy,ani Rumuni, ani Polacy nie zostawiali petów byle gdzie. Przy Anglikach Petunie rosły na trawniku, na podjazdach, na parkingu, wszędzie... Wyrzucanie patyczków po lodach w krzaki, albo na pobliską ulicę. Hitem było położenie worka ze śmieciami obok śmietnika zamiast do środka, po czym koty/ptaki wybebeszyły śmieci i dopiero prośba właściciela domu sprawiła, że się ruszyli i posprzątali swoje śmieci. Może akurat trafiłam na takich ludzi, ale naprawdę nie rozumiem jak można tak śmiecić...

zagranica

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 36 (64)
poczekalnia

#88245

przez ~pita678 ·
| było | Do ulubionych
Pracuję w restauracji szybkiej obsługi należącej do jednej zeznanych amerykańskich sieci. Lokal mieści się w centrum miasta, dzięki czemu nie narzekamy na brak klientów.
Generalnie są uprzejmi, zamawiają na wynos lub na miejscu spokojnie jedzą.
Zdarzają się jednak piekielni. Oto kilka przykładów.
1. Ponieważ niektóre zestawy podrożały o kilka złotych spotykam się z takimi którzy mają o to pretensje. Przodują w tym głównie wielbicielki ojca Rydzyka, które jak widać na prawie rynku znają się tyle co borsuk na lataniu. Stałem pewnego dnia na kasie przychodzi starsza pani i chce zestaw. W porządku i podaje cenę ( akurat to był jeden z tych co podrożał). Na to ona jak nam nie wstyd naciągać ludzi. Jedyna moja odpowiedź - Do widzenia. Poszła obrażona.
2. Ponieważ w okolicy jest dużo lokali serwujących alkohol, często podpici przychodzili do restauracji i zachowywali się gorzej niż świnie w chlewie.
3. Przyszedł gość, zamówił, zjadł i zasnął. Z managerem chcemy go budzić, ale on nic zero reakcji. Naćpany pewnie. Wezwaliśmy ochronę, przyjechali, ale musieli wezwać posiłki w postaci dwóch goryli żeby wyszedł.
4. Ludzie którzy poganiają pakujących zamówienia, bo im się spieszy. No sory, ale my motorów zainstalowanych nie mamy.
5. Bezdomni lub żule korzystający z ubikacji. Po nich trzeba dezynfekować ubikację.

Ogólnie bardzo lubię swoją pracę, ale niektórzy tak nas traktują jakbyśmy byli ich służącymi a nie pracownikami.
.

Mińsk Mazowiecki

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (77)
poczekalnia

#88244

przez ~Poorpeople ·
| było | Do ulubionych
Tak dawno nic nie dodawałam :)
Ale mam potrzebę, żeby się wygadać anonimowo...i spojrzeć na sprawę z perspektywy innych ludzi.
Mamy z mężem "dobrych" znajomych, którzy są również chrzestnymi od naszych pociech.
Znamy się wiele lat...i kontakt jak i koleżeństwo zaczyna upadać przez ostatnie wydarzenia.
Były u nas czasy, że mieliśmy naprawdę ciężko w życiu, mieszkanie w jednym ciasnym pokoiku, słabe zarobki i ogólny rozrys - nie było nic wesołego ani dobrego poza naszymi promyczkami.
Z naszymi znajomymi : kobieta "A" i facet "B" znamy się od najmłodszych lat, poznali się dzięki nam.
I jakiś czas temu los zaczął się pomalutku do nas uśmiechać, lepsze zarobki, odłożyliśmy trochę grosza i mamy wymarzone mieszkanie. Nie jest malutkie i wszystko mamy nowe, wszystko sami zrobiliśmy w tym mieszkaniu...a było w stanie fatalnym, kupione do generalnego remontu. Gdy kolega "B" dowiedział się, że mamy własne mieszkanie (nie przechwalamy się tym absultnie nigdzie, generalnie to rzadko udzielamy się w internecie i nie czuliśmy też presji żeby chwalić się każdemu) to stwierdził od razu , że on też już szuka swojego mieszkania i że będzie miał większe niż my i od razu wyremontowane, od razu do wprowadzenia się a za 10lat jak spłaci kredyt to buduje dom na 200m. Ok. I że jego narzeczona absolutnie nic nie będzie musiała tam robić, bo kobieta jest od tego, żeby jej zapewnić wygodę a nie żeby sobie rączki niszczyła od remontu. No trochę słaby tekst, aluzja do nas.
I tak sobie czas mijał, zanim kupił ON swoje mieszkanie to co jakiś czas były imprezy u nas (dzieci u babci) a często też od tak przyjeżdżali na kawę i plotki. Trochę takich przykrych tekstów jeszcze rzucił, ale nie przywiązywałam do tego wagi, bo przecież chrzestni naszych dzieci. Nie wypada się kłócić o głupoty.
W końcu nastał moment, że kupił mieszkanie. Narzeczonej nie wpisał jako właścicielki oczywiście i kredyt jest również tylko na niego. Kłócili się jak pies z kotem, bo jednak też remont musieli jakiś zrobić - chociaż skończyło się to u nich jedynie na malowaniu ścian i skręcaniu mebli przez pół roku...i wszystko generalnie robiła koleżanka "A" (narzeczona jego) , bo on ciągle w pracy...no kredyt i materiały kosztują a dziewczyna bezrobotna od kilku lat.
W końcu remont skończyli,w którym też parę razy im pomogliśmy (sprzątać, skręcać meble) i zrobili pierwszą parapetówkę. Od tamtego czasu są śmiertelnie zarobienia i nie mają dla nas w ogóle czasu (ok 4 miesiące)...i jak kolega "B" dzwonił ostatnio do mojego męża to padł kolejny złośliwy komentarz " bo wiesz my mamy takie luksusowe mieszkanie,nie to co wy i czujemy, że żyjemy. Poza tym jest większe no i ładniejsze... I wiesz, mamy więcej kasy nie to co wy, tacy biedni jesteście..." I cała rozmowa w tym tonie aż mąż się rozłączył,bo nie dało się tego słuchać. A teraz fakty : mamy mieszkanie o kilkanaście metrów większe od ich "apartamentu" , zarobki większe niż oni, wszystko zrobione w naprawdę solidnej półce cenowej ...a u nich? Stare 20letnie kafelki z marketów w łazience, zardzewiała obdarta wanna i nawet maleńkie stare lusterko. Przedpokój w boazeri PRL. Panele dziurawe, kafelki z resztą też. Elektryka jest do wymiany, już raz się coś paliło i dostali wytyczne ze spółdzielni z nakazem zrobienia nowej instalacji, co kompletnie olali. Kuchnia w podobnym tonie co łazienka.
Przepraszam, że tak chłodno wymieniam tutaj te fakty, bo na codzień nie zwracam uwagi kto i w jakich żyje warunkach, bo każdy jest kowalem swojego losu...ale kurde to boli, jak ktoś na każdym kroku wyzywa cię od żebraków, chociaż nim nie jesteś a sam ma mniej niż ty.
Sedno? Chcą żeby mąż został świadkiem na ślubie. I tak, odezwali sie dopiero teraz z zapytaniem kiedy mogą wpaść żeby dać zaproszenie na ślub. I już każdy termin im pasuje...

Przyjaciele...

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (106)