Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Magi

Zamieszcza historie od: 8 czerwca 2016 - 1:26
Ostatnio: 21 lutego 2017 - 16:39
  • Historii na głównej: 6 z 7
  • Punktów za historie: 1584
  • Komentarzy: 7
  • Punktów za komentarze: 46
 
zarchiwizowany

#77185

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia bardziej śmieszna niż piekielna.

Życie rzuciło mnie do Urzędu Pracy. To bardzo specyficzne miejsce, delikatnie rzecz ujmując.

Biorę numerek, pokazuje mi, że czeka mnie ok. 3 godziny siedzenia. Wzdycham, ale idę i siadam. Koło mnie siedzi miło uśmiechająca się starsza pani.

Mijają te godziny. Nagle tabliczka pokazuje jakiś numerek. Nikt nie wstaje. Cóż, zdarza się. Nie pierwszy to raz i nie ostatni, że ktoś umawia się przez internet i nie przychodzi. Problem polegał na czymś innym.

Otóż panie obsługujące interesantów uwzięły się na ten numerek i przez następną godzinę non stop go ponawiały. Nie wiem czy one myślały, że ta osoba nagle przyjdzie, czy co. Nie mam pojęcia. Po godzinie ponawiania na tabliczce tego samego numerka ludzie zaczęli się denerwować.

Już traciłam cierpliwość i powiedziałam sobie w duchu, że jak jeszcze raz go ponowią i nie pójdą dalej z tymi numerkami to do nich tam wejdę i się zapytam czy zdurniały, gdy nagle stało się coś, co oszołomiło wszystkich oczekujących.

Ta starsza pani, która siedziała obok mnie musiała przysnąć. Nie chrapała to nikt nie zwrócił na nią uwagi, głowę miała nisko zawieszoną. Gdy usłyszała w końcu natarczywe wybijanie numerka podniosła głowę. Zobaczyła wyświetlający się numerek, lekko pobladła, spojrzała w lewą i prawą stronę i jak wyleciała do drzwi do gabinetu, to tylko się kurzyło.

Tak, moi drodzy. To na tą panią właśnie czekaliśmy godzinę z hakiem. Okazało się, że ten numerek był tej pani. A ona zwyczajnie by go przespała, gdyby nie uprzejmość pań w Urzędzie i ich ciągłe ponawianie. A my wszyscy czekaliśmy dodatkową godzinę w tym strasznym miejscu. Ale wiecie co? Jak wyszła z tego gabinetu to nikt jej złego słowa nie powiedział, tak nas wszystkich rozbawiła. :)

urząd

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (24)

#76501

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam nowych sąsiadów. Wprowadzili się do mieszkania znajdującego się piętro wyżej. I się zaczęła wielka, niekończąca się impreza. Muzyka klubowa gra nam mniej więcej od 20 do ok. 3 w nocy niemalże każdego dnia. Nie pomagają prośby, groźby ani nawet wizyty policji. Sąsiedzi są znienawidzeni przez wszystkich i mają to gdzieś.

Najbardziej poszkodowana jest sąsiadka, która mieszka bezpośrednio pod nimi. Praktycznie przez nich nie sypia. To starsza ok. 70-letnia pani. Miła, spokojna, ale swoją cierpliwość ma. Kiedy kończą grać, ona bierze szczotkę i puka im w sufit do ok. 8 rano. Twierdzi, że przez te ich grania i tak nie śpi, więc chociaż się zemści. Podziwiałam jej determinację. Ja bym chyba jednak próbowała zasnąć mimo wszystko.

Dzisiaj rano zobaczyłam na jej drzwiach kartkę: "W głowę se popukaj, stara ruro!!". Zastanawiam się jakimi ludźmi trzeba być, żeby uniemożliwiać sen innym i jeszcze mieć pretensje, że ktoś robi im to samo.

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 356 (364)

#75286

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kasjerką w Biedronce. Pracuję od niedawna. Praca mi się podoba, co wywołuje szok i niedowierzanie wśród moich rozmówców. I o nich dzisiaj będzie.

Gdy powiedziałam jednej koleżance, że będę tam pracować, to powiedziała, że ona mi się dziwi, że chce mi się "szmacić" w takim miejscu, zamiast poszukać pracy na poziomie. Jesteście ciekawi jaka to praca na poziomie? W korporacji, w biurze. Gdzie można rozwijać się intelektualnie. Aha. Uznałam, że chyba mało ambitna jestem, ale wyszłam z założenia, że praca ma mi dawać przede wszystkim pieniądze, za które będę mogła wyżywić rodzinę. Poza tym rodzice zawsze mnie uczyli, że wstyd to kraść, a nie pracować gdziekolwiek.

Inny kolega stwierdził, że to wstyd pracować w supermarkecie, bo tam pracownicy są dziwni. Pytam w jakim sensie. Nie potrafi wyjaśnić.

Inna koleżanka mówi, że tam ponoć kasjerki w pampersach siedzą, bo podobno nie pozwalają im wyjść na przerwę z kasy. Pytam, od kogo to słyszała. Nie potrafiła powiedzieć.

Wraz z nową pracę zweryfikowałam moich znajomych, których szybko ubyło. Nie żałuję, a pracę lubię nadal.

uslugi

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 315 (341)

#73498

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłam dzisiaj w Centrum Handlowym.

Zaszłam sobie do sklepu obuwniczego, chcąc kupić sandały. Zdziwiły mnie tłumy, które widać już było 50 metrów od sklepu. Patrzę, a tam likwidacja sklepu - 50% obniżki na wszystko. Myślę sobie - fajnie będzie.

Wchodzę, a tam kompletna dzicz. Ojcowie krzyczący na żony, żony wrzeszczące na dzieci, dzieci płaczące wniebogłosy i szukające rodziców. Obłęd. Nie zraziło mnie to jednak.

Mam taką zasadę, może trochę niedzisiejszą. Kiedyś pracowałam w sklepie obuwniczym i to nauczyło mnie czegoś. Gdy biorę buty i przymierzam, to potem odnoszę je tam, skąd brałam. Co więcej, staram się ułożyć pudełko tak, jak było wcześniej. Dla wielu ludzi to jest jednak czymś niemożliwym do wykonania. Zwłaszcza w sytuacji, gdy są wyprzedaże.

Puste pudełka po butach walają się po całym sklepie. W wielu pudełkach jest tylko jeden but i drugiego nie ma na wystawce, co znaczy, że wziął go jakiś klient i nie odłożył na miejsce. Na delikatne zwrócenie uwagi przez obsługę sklepu klienci pozostają głusi. Jedna pani dzisiaj nawet stwierdziła, że skoro ona jest klientem, to ona może tutaj wszystko. No tak. Idealny przykład dla jej nastoletniej córki, która stała obok niej w tym czasie. Wpychanie się sobie nawzajem w kolejkę też dzisiaj widziałam. A już absolutnym hitem była sytuacja, gdy dwie panie omal się nie pobiły o buty. Jedna twierdziła, że zobaczyła je pierwsza, dlatego to ona powinna je wziąć. Druga twierdziła to samo. I tak się darły na siebie na cały sklep.

Wyszłam stamtąd z prawdziwą ulgą wypisaną na twarzy, bogatsza o dwie pary butów.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 219 (235)

#73833

(PW) ·
| Do ulubionych
Wystawiłam na Facebooku stolik i dwa krzesła do oddania za darmo. Było dużo chętnych, ostatecznie chciałam go oddać pewnej Pani.

Pani umówiła się ze mną następnego dnia na odbiór. Nie przyjechała. Nie dała znać,że nie przyjedzie. Ja do niej telefonu nie miałam, dałam jej swój. Mogła zadzwonić, napisać. Nie zrobiła nic.

Wieczorem napisała,że bardzo przeprasza ale miała sajgon,bo dwójka dzieci bo dwa domy do obrobienia i żebym się nie gniewała. Umówiłyśmy się na dzisiaj.

Nie przyjechała. Nie dała znać.

Nie wymagam cudów ale to brak szacunku do człowieka i jego czasu. Tak to jest, jak człowiek coś dostaje za darmo. Kompletnie tego nie szanuje. Gdybym wystawiła meble za jakąś kwotę pewnie by przyjechała.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 243 (259)

#73434

(PW) ·
| Do ulubionych
Odwiedziłam sobie rodziców, którzy mieszkają na wsi. Wychowałam się tam, to i ludzi znam. Dwie moje sąsiadki to moje bliskie koleżanki z dzieciństwa. Obie dzieciate i zamężne. Poszłam sobie do nich na kawkę.

Jednym z pierwszych pytań, jakie usłyszałam nie było wcale, co tam też słychać, tylko pytanie o to, czy wiem o 500 plus. No wiadomo, że wiem, który Polak dzisiaj nie wie o 500 plus. I się zaczęło.

Pojawiły się pytania, czemu my z mężem jeszcze nie mamy dziecka, przecież to taka okazja teraz. Najlepiej jakbyśmy sobie zrobili od razu dwójkę, to kasa będzie. I w ogóle żal nie skorzystać i one nie wiedzą na co my jeszcze czekamy, bo one już się zabrały "do rzeczy" i my oczywiście też powinniśmy. Na moje nieśmiałe, że ja jednak teraz to wolę się skupić na pracy, otrzymałam pełne niedowierzanie połączone z dezaprobatą. Ale jak to? Po co pracować, jak można rodzić i w domu siedzieć. A państwo przecież zapłaci.

Słuchałam i uszom nie wierzyłam. Z drugiej strony nie wiem, czego oczekiwałam. Obie nie pracują, praktycznie od początku małżeństwa. Jedna ma czwórkę dzieci, a druga szóstkę. W domu bieda, bo mężowie super nie zarabiają. Obie mają jakieś zasiłki na te dzieci. Obie zadeklarowały, że w przeciągu dwóch lat chcą mieć jeszcze kolejną dwójeczkę. I obie nie rozumiały, że ja nie chcę na razie mieć chociaż tej dwójeczki.

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 224 (278)

#73432

(PW) ·
| Do ulubionych
Sąsiedzi mają psa. Ogromny jest, nie mam pojęcia co to za rasa, nie znam się. Znamy go z mężem od małego, wiemy, że jest łagodny i nie gryzie ani na ludzi się nie rzuca. Ma jednak wady: w nocy wyje, a w dzień dużo szczeka, nie wiadomo na co. Nietrudno więc zgadnąć, że sąsiedzi w naszym bloku mają go po uszy.

Lubię właścicieli psa, ale muszę też oddać sprawiedliwość innym sąsiadom. Zdaję sobie sprawę, że wycie psa o 2 w nocy to nic miłego. A on potrafi wyć długo. Właścicielka często puszcza go luzem, bez kagańca. Ja i mój mąż wiemy, że on jest łagodny. Ale nie wszyscy o tym wiedzą, a to naprawdę wielkie bydlę. A w naszym bloku pełno małych dzieci. Posiadaczka pieska też jest pyskata i potrafi niejedno sąsiadom powiedzieć w niecenzuralny sposób.

Wiele razy były na temat psa awantury. My z mężem mieszkamy w tym miejscu od 5 lat, więc przywykliśmy już do szczekania i wycia. Starsze sąsiadki non stop nachodzą właścicieli psa i pytają się czemu on szczeka, czemu on wyje, czemu on biega bez kagańca, a czy nie można czegoś zrobić? Właściciele psa mieli to gdzieś. Do czasu.

Któregoś dnia stały się dwie rzeczy.

Po pierwsze - sąsiadka szła z psem. Drugi sąsiad również szedł ze swoim. Psy rzuciły się na siebie i prawie pogryzły. Nie widziałam zdarzenia, ale ponoć to ten pierwszy zaatakował drugiego. I zaczęła się jatka słowna, podobno prawie doszło do rękoczynów. Sąsiad wyzywał, że nikt ich tu nie chce i mają się stąd zabierać. Mówił, że wszyscy mają już dosyć tego jej psa, wiecznego wycia, szczekania i awantur. Sąsiadka ponoć nie pozostała dłużna, nawet jak sąsiad już poszedł to złorzeczyła. Całe szczęście rozeszli się bez bicia po twarzy.

Po drugie - tego samego dnia, około drugiej w nocy. Pies wyje, bo niedaleko nas jest koncert i on zawsze tak reaguje na muzykę. Chwilę później słychać już tylko dźwięk tłuczonego szkła. Ktoś wybił sąsiadom szybę. Cegłą. Na całe szczęście nie było strat w ludziach, oprócz drobnych skaleczeń i strachu.

Policja została wezwana. Sprawca uciekł. Do dzisiaj go nie znaleziono i sprawa pewnie zostanie umorzona. Sąsiedzi wraz z psem szukają innego mieszkania.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (172)

1