Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

NieCzytamKomentarzy

Zamieszcza historie od: 1 maja 2016 - 20:16
Ostatnio: 19 grudnia 2016 - 7:55
  • Historii na głównej: 2 z 6
  • Punktów za historie: 425
  • Komentarzy: 0
  • Punktów za komentarze: 0
 
Poskramianie bestii - czyli jak robienie z siebie idioty może uratować sytuację.

Rzecz działa się naprawdę dawno. Wracam sobie do domu nocą przez osiedle domków jednorodzinnych. Wokół pusto, ni żywego ducha. Wchodzę w dość wąską uliczkę, na którą nagle wbiega pies.

Kojarzycie dogi niemieckie? No to wbiega taki wyrośnięty, biały dog niemiecki, widzi mnie, staje i… spina się, obniża łeb i ewidentnie szykuje do ataku. Ani się rzucić do ucieczki (puste ulice, a zwierzak pokona mnie w przedbiegach), ani iść dalej. No to szach.

Kojarzycie, jak mówią pańcie do swoich pieseczków? Taki ton, na który obraża się mocniej kumaty trzylatek? Kucnęłam i głębokim głosem, tym właśnie tonem zaczęłam mniej więcej tak: „A cio to za piękny pieseczek? Cio to za śliczności…”. Zwierz drgnął, przechylił głowę, zaliczył mnie do nieszkodliwych wariatów, zamachał kilka razy ogonem, nawet zrobił ciałem gest „cieszę się, że cię widzę” i się oddalił.

Gdzie piekielność? Właściciel, który wypuścił takie zwierzę na ulicę. Dogi, z którymi przyszło mi mieć do czynienia, to nie bezlitośni zabójcy, ale w przypadku tego psa można było mieć wątpliwości.

P. S. Dodałam tę historię, bo komuś się to może przydać w podbramkowej sytuacji. Kiedyś w podobny sposób "obłaskawiłam" rottweilera, który prawie przyprawił mnie o zawał (był za ogrodzeniem, ale podleciał znienacka).

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (207)
zarchiwizowany
Moja historia poleciała do archiwum, trudno, widać mi nie wyszło, więc myśl spróbuję oddać nieco inaczej:
Hipermarket. Kolejka dla uprzywilejowanych w sobotni wieczór (naście osób do każdej kasy). Idzie sobie taka jedna brzuchata na czoło kolejki z prośbą o szybsze skasowanie. Niestety, zostaje zablokowana przez panią w moherowym bereciku (widać tylko plecy, więc nawet wiek ocenić trudno), która nie reaguje w ogóle na słowa brzuchatej, pani w kasie ma ją w poważaniu (co się będzie sprzeciwiać niezadowolonej kolejce), z tyłu brzuchata słyszy jakieś murmolenie, że "młoda, to stać może", jakiś odważny rzuca coś gorszego, nie pamiętam. Znikąd pomocy. Rozumiem, że nerwowy moment, ale to nie są emocje, które powinna przeżywać brzuchata z zagrożeniem ciąży. Tak, to był ten moment, kiedy brzuchata decyduje, że dopóki nie umiera, nie poprosi więcej nikogo o ustąpienie.
Ale myśleć brzuchatej nie zabroni nikt. Oceniać też nie. Najbardziej rzuca mi się w oczy to odwracanie wzroku. Czyżby poczucie, że sytuacja wymaga innego zachowania? Ustąpienia miejsca w autobusie, może nawet (o zgrozo!) w kościele, gdy widzi się, że osoba przed ma problem z podniesieniem się z klęczek, albo zaczyna się słaniać i ciężko oddychać? Brzuchata nie warczy, nie ma pretensji, nie upomina się i nie robi awantur, ale myśleć nie zabroni jej nikt. Oceniać też nie.
Zaczyna się od drobiazgów. Najpierw porzucamy wyuczone (jak ktoś miał takie szczęście) odruchy kindersztuby, potem oczekujemy, że będą nas prosić jak potrzebują, a potem mamy do nich o to pretensję, że nas poprosili. Ukoronowaniem procesu będzie świat, gdzie potrzebujący nie poprosi, bo wie, że zostanie olany i zmieszany z błotem, bo śmiał komuś zakłócić spokój.
A na razie uspokajajmy swoje sumienie logicznymi wytłumaczeniami. Po co ustępować starszym i chorym, jak się zajęło miejsce wcześniej (jeszcze się obrażą, że uważamy ich za starych), po co ustępować kobiecie w ciąży (może tylko gruba i się obrazi), po co przepuszczać kobietę w drzwiach pierwszą (jeszcze oskarży o seksizm i dyskryminację), po co pomagać niepełnosprawnemu czy rodzicowi z małym dzieckiem (może zły będzie, bo chciał te drzwi przytrzymać sobie sam). Powtarzajmy te zasłyszane usprawiedliwienia, tak wygodniej. Patrzmy na siebie, na swoją wygodę i korzyści! Róbmy ten świat jaskinią wilków, tylko proszę, nie narzekajmy, że gdy dzieje się źle, to wokół znieczulica. Dajemy jej przecież przyzwolenie i karmimy ją naszymi czynami. Nawet takimi małymi i pozornie łatwymi do wytłumaczenia, wyjaśnienia.
I taka historyjka na koniec (sprzed jakiś 7, może więcej lat):
Metro. Sypiąca się staruszka (dałabym jej z 90+ lat), kołysząca się na zakrętach, stojąca centralnie nad młodym byczkiem, rozwalonym na siedzeniu i zagapionym w telefon. Byczek podnosi wzrok. Co się dzieje po chwili? Byczek wstaje i pozwala usiąść starszej pani, która wygląda jakby byle wiaterek miał ją zdmuchnąć? Nie. Sprawdził, że to jeszcze nie jego przystanek i zatopił się dalej w swoich sprawach. Cóż, ten pan przyszedł wcześniej, zagrzał miejsce i takie jego prawo. Zresztą może ktoś go za to zrugał, że chciał ustąpić komuś miejsce, może ta pani poczułaby się urażona, że ktoś wziął ją za starą? Nie ważne. Prawo pierwszeństwa jest święte, a wymówka znajdzie się zawsze. Dla mnie małym pocieszeniem jest fakt, że to był Londyn nie Warszawa. U nas wszystko zmierza w tym kierunku.
Zatrzymajmy się na chwilę i spójrzmy na swoje myślenie, czy ten rak nie zaczął nas powolutku przenikać. Jeśli zrobi to choć jedna osoba, to ten wpis, który powisi pewnie tak długo jak ostatni, nie będzie nadaremno. Pozdrawiam.

subtelności

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -3 (33)
zarchiwizowany
Kij w mrowisko, dwie zwalczające się strony, po każdej zażarci zwolennicy i argumenty oparte o przykre doświadczenia, ale trudno, jednak poruszę ten temat: kobiety w ciąży. Przemówię z punktu widzenia ciężarówki właśnie. Garść sytuacji z jednego dnia.
1. Wywieszki przy kasach: pierwszeństwo dla niepełnosprawnych, kobiet w ciąży i dzieciatych. Ściema. Bezczelna ściema dla podniesienia PRu.
Podchodzę do stanowiska. Wykładam towar (mleko - szt. 1). Kasjerka (lat 30 coś) obcina mnie wzrokiem (brzucha w 8 miesiącu nie da się nie zauważyć) i... kasuje dalej 3 osoby przede mną bez żadnej uwagi. Brawo.
2. Autobus, miejsce dla niepełnosprawnych, kobiet w ciąży, dzieciatych: ściema.
Super chory pan (może na głowę?), lat okolica 50 z tyłkiem przyklejonym do tego miejsca, a wzrokiem przyklejony do szyby od momentu, gdy ów wzrok spoczął na moim brzuchu. Brawo bohaterze.
3. Kościół, miejsce gromadzenia się ludzi, którzy generalnie potępiają w czambuł ludzi z pewnej małej mieściny, którzy swego czasu olali ciężarną (wspomnienie tego faktu za parę dni).
Ławka przy konfesjonale, a na ławce starsza pani, pan lat 40-50 i jego synek lat 20 w porywach i ciężarówka przed nimi. Twardziele. Wysiedzieli całą mszę. Właściwie prawie całą. Bo gdy przyszła żona/mamusia (ok. 40)to synek, jak trzeba miejsce mamusi ustąpił (przesunął się, żeby się zmieściła). Ciężarówka postoi, miejsce własne, upolowane, zagrzane.
Wiecie... Nigdy nie wymuszam, nie upominam się, nie żądam ustępowania mi miejsca, pomocy, chyba, że naprawdę muszę. Nie zmienia to jednak faktu, że ludzi obserwuję i wnioski swoje mam. Są tylko 2 grupy ludzi, którzy ustępują nie dlatego, że ktoś ich zmusi, tylko dlatego, że mają jakąś wrażliwość lub wychowanie: kobiety z małymi dziećmi (bo one na świeżo pamiętają, co znaczy ciąża) i niektórzy młodzi faceci. Takim szacunek, reszcie wstyd.
Drażliwa ciężarówka przemówiła. Howgh.

wszędzie

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (56)
1. Krecik, czyli jak nabawić się traumy
UWAGA!: DRASTYK

Działo się to wiosną kilkanaście lat temu, w mieście wojewódzkim, na obrzeżach dzielnicy domków jednorodzinnych, przy drodze wylotowej w kierunku Warszawy (może ktoś pozna...). W okolicach 6.30 tuptam sobie z psiakiem (czytaj: stanowię funkcjonalny hamulec dla mojego wariata).

Nagle, mój było nie było myśliwski pies, wypręża się jak struna, nastawia uszy i przestaje się ruszać wpatrzony w ziemię. Ziemia jak ziemia – jeden z wielu łysych placków na średnio zadbanym trawniku. Ale zaraz, coś jakby się rusza… Wow, krecik! Nigdy jeszcze nie widziałam, jak wykopuje się z ziemi. Przykucnęłam i czekam, czekam….

Znudziłam się, coś było nie tak, bo słychać jakieś niekrecikowe dźwięki. Podchodzę, rozgarniam trochę ziemię i krew zastyga mi w żyłach. „Krecikiem” była noga szczeniaka, pod nim był drugi, trzeci, czwarta suczka już nie żyła, dalej nie kopałam. Oblepione błotem, zimne, płaczące 3 nieszczęścia zaniosłam w koszulce do domu.

Wychowałam brytany jak swoje, a tego, który je żywcem zakopał antyterroryści obudzili łomotem do drzwi, wywieźli i słuch o nim zaginął? No niestety nie.

Wytarte szczeniaki zawiozłam w pudełku do weterynarzy z uniwerku. Po zbadaniu dowiedziałam się, że: są zbyt wyziębione (nie przeżyją), są za małe (bez suki nie przeżyją), w schronisku nic nie zdziałam, są kundelkami, więc wszyscy będą mieli je w nosie i jedyne, co można dla nich zrobić, to pomóc im godnie odejść. Może ktoś inny postąpiłby inaczej (zapewne wyrazi to w komentarzach -> vide nick), ale nie miałam czasu, żeby się nimi zajmować tak, jak tego wymagały. Po wszystkim, zaryczana wróciłam do domu, z poczuciem, że stało się coś cholernie złego.

Smaczek na koniec: jakiś czas po tym wydarzeniu, na posesji kilkadziesiąt metrów dalej, widziałam sukę, która się niedawno oszczeniła. Nie, nie wezwałam TOZ-u, chyba nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje; nie nagadałam tej humanoidalnej istocie, bo w końcu za rękę nie złapałam. Gdyby zdarzyło się to dziś, pewnie dla maleństw skutek byłby taki sam, ale za swoją bierność wobec sprawcy płacę poczuciem, że mogłam coś zrobić.

bestie w ludzkiej skórze

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (224)
zarchiwizowany
3. Ludzie i obcy, czyli o wynajmie pokoi

Niedawno przekonałam się, że wśród nas są obcy. Ba, ja do nich należę. Od normalnych ludzi różnimy się tym, że mamy inne potrzeby niż gatunek homo sapiens. Jak to odkryłam? Ano pojechałam nad morze.

Krótki instruktaż wynajmu pokoju człowiekom innej kategorii:
1. nocleg tranzytowy. Przy pogodzie 5 stopni + irlandzka wilgotność z domieszką czeszącego rzęsy wiatru, wynajmij nieogrzany* pokój na poddaszu rodzinie z dwójką maleńkich dzieci. Jako człowiek mieszkaj oczywiście w cieple na pozostałych kondygnacjach.

2. nocleg docelowy. Temperatura już 10 stopni, ta sama rodzina z dwójką chorych, a jakże, dzieci. Serwuj ciepłą wodę raz dziennie. Nie informuj o tym wcześniej, bo dla obcych to przecież normalne. Jak nieświadomy obcy zgłosi brak ciepłej wody obwieść mu rzecz oczywistą: "no przecież jeszcze nie napaliłam!" Nie zapomnij o oburzeniu i nutkach urazy/pretensji w głosie. W drodze wyjątku wspaniałomyślnie możesz zaoferować ciepłą wodę po 15 min od zgłoszenia. Wiadomo, że obcy nie umieją się obsrać po pachy (tego dnia dosłownie), a jak już się to zdarzy, to przecież te 15 minut to żaden kłopot.**
Jak ktoś zechce zrezygnować z dalszego noclegu zdziw się. Niewdzięcznik.

3. Bonus (mój osobisty hit). Zaproponuj spacer na kucyku dla malucha. Dociągnięcie popręgu tak by nie było widać prześwitu wystarczy. Przecież nieuniknione zsunięcie się siodła razem z dzieckiem nie może mieć żadnych przykrych skutków.***

Wiem, że dla niektórych dostęp do łazienki nie jest oczywisty w standardzie, a co dopiero ciepła woda, ale dla mnie, to jest traktowanie ludzi jak bydło, które ma zapłacić i się wynieść na czas. Przykre. I krótkowzroczne.

* nieogrzewane mieszkanie, z zatęchłym zapachem w łazience, okna otwarte i szczelnie zamknięte drzwi do komfortowo ciepłego korytarza.
** cena nie wskazywała na "ograniczony standard". Po wyprowadzce znaleźliśmy tańszy, naprawdę komfortowy nocleg nad samym morzem.
*** dociągnięty popręg to punkt krytyczny dobrego zamocowania siodła. Powinien być dociągnięty naprawdę mocno. Żaden koń tego nie lubi, ale gwarantuję, każdy musi to znosić (z wyj. koni samobójców i idiotów), bo inaczej siodło zleci. Jakbym się nie znała, to moje dziecko w stępie po 100 metrach leżałoby na ziemi. A tak złapałam w locie i już bez krępacji dociągnęłam te 5 dziurek i już spokojnie szłam koło dzieciaka.

ludzkie bydło według ludzi

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 40 (112)
zarchiwizowany
2. Poskramianie bestii, czyli jak robienie z siebie idioty może uratować sytuację

Rzecz działa się naprawdę dawno. Wracam sobie do domu nocą przez osiedle domków jednorodzinnych. Wokół pusto, ni żywego ducha. Wchodzę w dość wąską uliczkę, na którą nagle wbiega pies. Kojarzycie dogi niemieckie? No to wbiega taki wyrośnięty, biały dog niemiecki, widzi mnie, staje i… spina się, obniża łeb i ewidentnie szykuje do ataku. Ani się rzucić do ucieczki (puste ulice, a zwierzak pokona mnie w przedbiegach), ani iść dalej. No to szach.

Kojarzycie jak mówią pańcie do swoich pieseczków? Taki ton, na który obraża się mocniej kumaty trzylatek? Kucnęłam i głębokim głosem, tym właśnie tonem zaczęłam mniej więcej tak: „A cio to za piękny pieseczek? Cio to za śliczności…”. Zwierz drgnął, przechylił głowę, zaliczył mnie do nieszkodliwych wariatów, zamachał kilka razy ogonem, nawet zrobił ciałem gest „cieszę się, że cię widzę” i się oddalił.

Gdzie piekielność? Właściciel, który wypuścił takie zwierzę na ulicę. Dogi, z którymi przyszło mi mieć do czynienia, to nie bezlitośni zabójcy, ale w przypadku tego psa można było mieć wątpliwości.

Ps. Dodałam tę historię, bo komuś się to może przydać w podbramkowej sytuacji. Kiedyś w podobny sposób "obłaskawiłam" rottweilera, który prawie przyprawił mnie o zawał (był za ogrodzeniem, ale podleciał znienacka).

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (133)

1