Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Xynthia

Zamieszcza historie od: 30 sierpnia 2017 - 21:03
Ostatnio: 22 czerwca 2024 - 23:42
  • Historii na głównej: 135 z 144
  • Punktów za historie: 17586
  • Komentarzy: 545
  • Punktów za komentarze: 4092
 
poczekalnia

#91360

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Oczywiście po przeczytaniu historii o obcych ludziach zagadujących na ulicy przypomniało mi się... Ale autentycznie mi się przypomniało, to wydarzenie zagrzebałam mocno gdzieś w zakamarkach pamięci, dla mnie było bardzo nieprzyjemne, chociaż nic się złego nie wydarzyło.

Miałam jakieś 11-12 lat i nie, nie wyglądałam doroślej, dojrzalej. Biust mi zaczynał rosnąć, ale niewielki, ogólnie byłam na etapie "brzydkiego kaczątka" i nikt nie mógłby mnie pomylić ze starszą, dojrzalszą dziewczynką, a tym bardziej z dorosłą osobą.

Byłam na spacerze z psem, ale faktycznie na spacerze, a nie krótkim wyjściem "na siku", więc wybierałam odludne miejsca, gdzie mogłabym psicę spuścić ze smyczy, żeby się wybiegała. Pora - późne popołudnie, miejsce jak pisałam mocno odludne, ja idę chodnikiem między domkami jednorodzinnymi i wręcz pustymi połaciami/polami, sunia biega gdzieś tam daleko (zawsze przybiegała na zawołanie, więc pozwalałam jej odbiegać). Nie wiem skąd się wziął ten facet, ale przyczepił się do mnie i zaczął mnie komplementować. Że piękna jestem, czy nie myślałam o karierze modelki albo aktorki, że on jest zachwycony moją urodą...

No cóż, dla dziewczynki, której lustro mówi codziennie dokładnie co innego, a bliskie osoby raczej dyplomatycznie stwierdzają "no wiesz, kiedyś będziesz piękną kobietą, ale na razie to ci się właśnie rysy twarzy zmieniają...", takie komplementy były balsamem na duszę, ale tylko przez chwilę. Niestety, ta chwila, kiedy go słuchałam uważnie i potakiwałam zarumieniona ze szczęścia, wystarczyła, aby facet nabrał śmiałości, objął mnie ramieniem i zaczął "sterować" w stronę najbliższych krzaków. Kiedyś się tak nie uświadamiało młodzieży, ale jednak zorientowałam się, o co mu chodzi, najpierw mnie sparaliżowało ze strachu, ale zaraz potem głośno wykrzyknęłam imię psa.

Sunia zmaterializowała się przy mnie w pół minuty, facet, którego pierwszą reakcja było pobłażliwe "o, z pieskiem tu jesteś" po obejrzeniu "pieska" przestał mnie obejmować, chociaż jeszcze się nie odczepił, próbował werbalnie przekonać mnie do udania się z nim "tam" - czyli w jakimś bliżej nie określonym kierunku, generalnie mocno "zakrzaczonym", oczywiście po uprzednim wzięciu psa na smycz i (zapewne) przywiązaniu go gdzieś. Przy psie poczułam się już pewniej, ale nadal bałam się tego faceta, więc zrobiłam cos, czego nigdy nie robiłam na spacerach z psem - zdjęłam jej kaganiec. Sunia usiadła przede mną, prezentując w ziewnięciu przepiękne uzębienie, ja ukucnęłam za nią i objęłam ją rękami za szyję - trochę bez sensu, ale tak się czułam bezpieczniej.

Facet był uparty, bo nadal nie odpuszczał, nadal gadał i przekonywał, gdy w tym ferworze swoich "argumentów" za udaniem się z nim "tam" zrobił nieopatrznie krok w moją stronę, usłyszał głuchy, złowieszczy warkot i ponownie zobaczył komplet zębów, tym razem już nie przy ziewnięciu. Usłyszałam tylko, że takie agresywne psy to powinno się usypiać i on to zgłosi, gdzie trzeba. Po czym na szczęście zrezygnował i poszedł sobie.

A w domu dostałam opieprz za zdjęcie psu kagańca... Dobra, nie mam pretensji, bo faktycznie miałam tego nie robić (sunia była przekochana i nawet mnie słuchała, ale kagańca nie dałam rady jej nigdy założyć, tak wykręcała i odwracała pysk, że mnie się to nigdy nie udało), a nie chciałam opowiedzieć, co mi się przydarzyło i dlaczego zdjęłam jej kaganiec. Nie wiem czemu, może się wstydziłam, może się bałam o psa (te słowa faceta, że takie agresywne psy to się powinno usypiać gdzieś mi tam utkwiły w pamięci).

Jakby ktoś był ciekawy rasy psa, to nic takiego. Bokser.

odludne_miejsce

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (62)
poczekalnia

#91321

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Dobra, tym razem jednak napiszę historię, bo to, co się dzieje ze stroną, to jednak jest piekielne.

Pisałam w komentarzu pod którąś historią, że ze stroną są problemy, przy próbie wejścia w komentarze czy przy przejściu z poczekalni na główną (lub odwrotnie) wyskakuje komunikat "zła brama" i jest duży problem z ponownym otworzeniem strony. Ale to nie wszystko.

Jadę dzisiaj w autobusie, przeglądam Piekielnych, oczywiście jak chciałam wejść w komentarze pod historią, to "zła brama"... Metodą odświeżania strony milion razy (no dobra, z 10 razy musiałam to zrobić) udało mi się w te komentarze wejść, przeleciałam wzrokiem te, które już czytałam i miałam scrollować dalej, ale coś mi wpadło w oko. Komentarz. Mój. Własny.

Ponieważ nie wymagam, aby każdy użytkownik Piekielnych czytał z zapartym tchem moje komentarze czy nawet uczył się ich na pamięć, przytaczam komentarz:

"Kurczę, moja przyjaciółka "od zawsze" miała w domu koty, ale nie uważała, że jej córki wychowywane razem z kotami w jakiś magiczny sposób posiądą wiedzę, co wolno, a co nie. Ponieważ był to dla mnie jakby drugi dom, często razem z nią tłumaczyłam dziewczynom (w tym mojej Młodej) nawet najbardziej oczywiste rzeczy - nie ciągniemy kota za ogon, bo go to boli; nie przytulamy kota za mocno, bo go dusimy; kot nie zawsze ma ochotę na zabawę, jak ucieka albo prycha, daj mu spokój. I przede wszystkim - każdy kot jest inny, to że jeden z nich uwielbia być wożony w zabawkowym wózeczku, przykrywany kołderką i nawet ubierany w jakieś czapeczki i szaliczki, nie oznacza, że pozostałe będą się na to zgadzać. Dzieci koegzystowały z kotami w pełnej zgodzie, a hasło "mama, kot mnie podrapał!" usłyszałyśmy może ze dwa-trzy razy."

Co w nim dziwnego? Ano w tym komentarzu nic. Natomiast wersja, która przeczytałam po kilkukrotnym odświeżeniu strony brzmiała:

"Kurczę, moja rodzina "od zawsze" została uderzona w domu koty, ale nie jest atakowana, że jej rodzina jest razem z kotami w jakiś magiczny sposób, który jest powiązany z tajemnicą, co wolno, a co nie. Bo był dla mnie drugim domem, często razem z min tłumaczyłam dziewczynom (w tym mojej Młodej) nawet najbardziej oczywiste rzeczy - nie ciągniemy kota za ogon, bo go to boli; nie przytulamy kota za mocno, bo go dusimy; kot nie zawsze ma ochotę na zabawę, jak uciec albo prycha, daj mu spokój. I przede wszystkim - każdy kot jest inny, to że jeden z nich jest wożony w zabawkowym wózeczku, przykrywany kołderką i nawet ubierany w jakieś czapeczki i szaliczki, nie oznacza, że pozostałe będa się na to zgadzać. dzieci koegzystowały z kotami w pełnym zgodzie, a hasło "mama, kot mnie podrapał" usłyszeliśmy może ze dwa-trzy razy."

Przytomnie zrobiłam screena (jakby ktoś był ciekaw, mogę wysłać, jeśli się da na PW), teraz właśnie pracowicie przepisywałam tekst z tego screena. Innych komentarzy nie zdążyłam przeczytać, wysiadałam już, więc nie wiem, czy zawierały taki sam bełkot. Ale przypomniała mi się sytuacja, kiedy skrytykowałam historię wg mnie koszmarnie napisaną, teraz przeczytałam ją jeszcze raz i to jest normalnie napisana historia, chyba musiałam po prostu trafić na jej "wersję alternatywną". @Daro7777, sorry. Odszczekuję.

Spotkaliście się też z tym?

internet

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (64)
poczekalnia

#91171

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Wybaczcie, jeśli będzie chaotycznie, ale zdenerwowałam się. A jeśli gdzieś się mylę, to poprawcie mnie, nie obrażę się, nie jestem znawcą, więc może złe wrażenie odniosłam...

Szukałam czegoś na znanym portalu ogłoszeniowym, znalazłam, kupiłam, po czym stwierdziłam, ze w ramach relaksu pobuszuję tam jeszcze. Jakoś tak weszłam w akcesoria dla zwierząt, potem w zwierzaki, pooglądałam koty do adopcji, po czym wpadła mi w oko kotka. Piękna. Rasowa. Tania. Zaraz, zaraz, ale czemu tak tanio? Pseudohodowla czy co? Czytam dokładnie ogłoszenie - kotka kończy swoją "karierę hodowlaną" i w związku z tym szuka nowego domu... Czyli - dobra, zarobiliśmy na tobie, to teraz wypad, a jeszcze parę złotych wpadnie???

Poszukałam informacji o tej rasie kotów, tak po prostu z czystej ciekawości. Otóż koty tej rasy wiek dorosły osiągają ok. 3-4 r.ż., do tej pory powinny nawet jeść karmę przeznaczoną dla kociąt. Kotka w ogłoszeniu, która "kończy karierę hodowlaną" ma 5 lat... I w tym momencie ja zrobiłam cos piekielnego, a przynajmniej coś, za co pewnie "zjadą" mnie czytelnicy piekielnych - napisałam wiadomość, że jestem zainteresowana kupnem kotki. Tak, wiem, zapewne albo wspieram w tym momencie pseudohodowlę, albo po prostu legalną hodowlę, ale niewłaściwie traktującą zwierzaki. Ale ona ma coś takiego w spojrzeniu...

Kurczę, nie szukałam kolejnego zwierzaka. Mam psa (ze schroniska). Mam kota (też ze schroniska). I jeszcze godzinę temu nawet bym nie pomyślała, że mogłabym kupić kota. Wypasionego, rasowego, bo to akurat mi lotto. Ale mi jej tak strasznie szkoda, jak każdego, kto przestał być potrzebny i w związku z tym należy się go pozbyć.

Czekam na odpowiedź na moja wiadomość. A, dobra, środek nocy mamy, to pewnie sobie poczekam...

portale_ogłoszeniowe

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (63)
poczekalnia

#90684

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie przydługi wstęp, ale według mnie jest on konieczny, żeby zrozumieć, o co mi chodzi i czemu uważam historie za piekielną.

Jestem racjonalną osobą, dość sceptycznie podchodzę do wszelkich "zjawisk nadprzyrodzonych", choć nie neguję ich całkowicie, uważam, że być może są to rzeczy, które owszem, istnieją, ale nie mają jeszcze naukowego potwierdzenia. I właśnie takie dokładnie jest moje zdanie na temat kamieni szlachetnych i innych kryształów. Nie ma naukowego dowodu, że pomagają, wspomagają, leczą, przynoszą szczęście, powodzenie itp. Ale z drugiej strony, dopuszczam myśl, że "może coś w tym jest", kryształy są dla mnie na tyle tajemniczym tworem, że nie odmawiam im posiadania właściwości, których być może nauce nie udało się jeszcze zbadać.

W praktyce wygląda to tak - jeśli jestem chora, to idę do lekarza i stosuję się do jego zaleceń, jeśli jednak wpadnie mi w oko, że dany kryształ pomaga na daną chorobę, to go ponoszę przy sobie, może coś wspomoże. Jeśli mam jakieś problemy interpersonalne, to analizuję, co jest nie tak, gdzie zrobiłam błąd, że się z kimś nie dogaduję i pracuje nad tym, ale jeśli jakiś kryształ pomaga w kontaktach międzyludzkich, to mogę się nim wspomóc. Jeśli akurat mam "dołek" finansowy, to staram się dojść do tego, gdzie obciąć wydatki, a gdzie wziąć nadgodziny, żeby zwiększyć dochody, ale chętnie też "przytulę" kryształ przynoszący pomyślność finansową...

Chyba już wiecie, o co chodzi, więc do rzeczy. Byłam ostatnio na takiej imprezie, gdzie znałam może 1/3 osób, ale do pewnego momentu bawiłam się świetnie, towarzystwo wydawało się miłe, wyluzowane, każdy przyszedł się pobawić i było naprawdę OK. Po pewnym czasie wyszłam na zewnątrz odebrać pilny telefon, dość długo rozmawiałam, po powrocie zorientowałam się, że grupka, z którą ostatnio prowadziłam bardzo ożywioną dyskusję (chyba o tzw. "d*pie Maryni", ale to w sumie nieważne) jakoś tak się wykruszyła, więc zanim dołączyłam do innego towarzystwa i innej fascynującej dyskusji, postanowiłam sprawdzić coś w internecie na telefonie, który siłą rzeczy po rozmowie miałam w ręku.

Stanęłam w kąciku i czytam o interesującej mnie kwestii, czuję, że ktoś podchodzi.

- Co tam masz? Ooo, kryształy! Wierzysz w to? Hej, słuchajcie, Xynthia wierzy w magię kryształów!

Jak to na takich imprezach bywa, znaleźli się i przeciwnicy, i zwolennicy "magii kryształów". I wiecie co? Dostało mi się od obu stron... Zwolennicy naskoczyli na mnie, ze jeśli tak naprawdę do końca nie wierzę w dobroczynne działanie kryształów, to nie powinnam ich stosować, przeciwnicy no wiadomo - wyśmiewanie wiary w zjawiska nadprzyrodzone i w jakieś dodatkowe właściwości kryształów, drzew, kolorów itp.

A ja chciałam tylko na szybko sprawdzić, czy czarny turmalin można łączyć z kyanitem, bo wpadł mi do głowy pomysł na pierścionek-prezent dla kogoś...

relacje_międzyludzkie

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 33 (75)

1