Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

ocelota

Zamieszcza historie od: 19 stycznia 2011 - 3:34
Ostatnio: 12 września 2019 - 18:35
  • Historii na głównej: 4 z 7
  • Punktów za historie: 831
  • Komentarzy: 743
  • Punktów za komentarze: 1092
 
poczekalnia

#85047

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Powiedzcie mi jedno.
Ile według Was powinien zarabiać człowiek z wykształceniem podstawowym, bez żadnych uprawnień? I dlaczego nie minimalną?
Ile według Was powinien zarabiać lekarz rezydent, nauczyciel stażysta i kontraktowy? I dlaczego nie troszkę więcej niż minimalną?
Dlaczego człowiek, którzy w życiu niczego się nie nauczył, wyciąga łapę bardziej niż inni? Bo zasiłki go tak wytresowały, że z Waszych podatków chleje, a do roboty iść mu się nie chce? Wielkie oburzenie na januszy biznesu, że mają czelność proponować trzeźwemu pracownikowi najniższą stawkę. To nie janusz biznesu ich okrada. To ci pseudo-pracownicy okradają Was. Bo to z Waszych podatków idą pieniądze na ich zasiłki i dlatego tyłka im się ruszyć nie chce za stawkę, którą dostają z naszych pieniędzy za darmo. Owszem, zdarzają się tacy janusze, którzy pracownikowi wykwalifikowanemu dają 2450 i każą się całować po rękach, jednakże nie o nich tu mowa.
Było wczoraj ogłoszenie dla sprzątaczki klatek schodowych, gdzie wymagane było zamiecenie 3 klatek 4-piętrowego bloku 2 razy w tygodniu, umycie raz na 2 tygodnie i umycie okien raz na pół roku. Za 600 zł netto. I także oburzenie, bo za taką stawkę nie sposób wyżyć. Czy na prawdę ludzie to idioci nie potrafiący czytać? Ktoś chce pracownika na max. 2 godziny w tygodniu, bez ograniczeń czasowych, że praca musi być wykonana w określonych godzinach. Z założenia jest to więc praca dodatkowa. Ale sterta cioć dobra rada widzi tylko 600, klapki na oczach się zamykają, zero kontaktu z rzeczywistością. Okrada nas! Za 600 zł nie będę! A miałaby na waciki i jeszcze na tipsy by wystarczyło... Woli tipsy zrobić z pińsetplusa.

Skomentuj (87) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 55 (121)

#84724

(PW) ·
| Do ulubionych
Stereotypy...

Szukałam specjalisty ds. obsługi biura zarządu. W wymaganiach wypunktowana była przynajmniej podstawowa znajomość kodeksu spółek handlowych, ustawy o zamówieniach, procedur zwoływania i protokołowania posiedzeń rad nadzorczych czy walnego zgromadzenia no i Excel na poziomie bardzo dobrym.

Pensja 4,5 brutto w średnim mieście na południu Polski, więc pomimo braków na rynku zgłosił się tabun chętnych. Wpłynęło prawie 150 cv, z czego prawie 100 nadawało się od razu do kosza.

Przede wszystkim zgłosiły się osoby, których nie chciałabym zatrudnić nawet w recepcji. Panienki po ogólniaku z doświadczeniem jako ekspedientka. Na rozmowę od biedy zapraszałam nawet byłe sekretarki z nadzieją, że może ich stanowisko to taka zmyłka. Część z nich oczekiwała dużych pieniędzy za kompletny brak kompetencji. "Bo przecież to rekrutacja do biura zarządu, a biuro zarządu to taki sekretariat, a jeśli sekretariat, to nauczę się książki telefonicznej z firmy i będę ładnie łączyć rozmowy."

Na 150 osób nie zgłosił się nikt, kto znałby dobrze ksh, wymagane podstawy znało 11, ci sami znali również ustawę o zamówieniach publicznych, a do ich nauczenia nie trzeba przecież kończyć prawa.

11 osób na 150 zrozumiało właściwie sens ogłoszenia. Reszta wyobraziła sobie, że to praca sekretarki, a do tego każda ładna się nada.

Zgroza.

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (192)

#84603

(PW) ·
| Do ulubionych
Poczta Polska SA.

Moja firma ma podpisaną umowę z pocztą na nadawanie przesyłek poprzez e-nadawcę, tj. pełne dane wpisuję ja, koperty z kodem drukuję ja, płatność na fakturę, która przychodzi po zakończeniu miesiąca. Pani w okienku musi ten kod zeskanować tylko, co zabiera jej sekundę. Przy 10 listach sekund dziesięć. Chyba, że jest bardziej ślamazarna to może dwadzieścia. Super.

Mniej super jest gdy urząd pocztowy, który odwiedzam, najczęściej jest czarny od ludzi, z ogonkiem na godzinę stania. Moje listy na sekund 10 mogłyby teoretycznie być podane w okienku, jeśli są opłacone i do zeskanowania, ale nie. Naczelniczka tejże poczty stwierdziła, że woli bezsensownie wydłużać kolejkę, bo jej się niby klienci burzą, że ktoś ma poza kolejnością. 4 na 5 pań obsługujących tych listów ne przyjmuje. Jednej, najsprawniejszej, nie tylko nie robi to różnicy, ale wręcz zachęca do zostawiania listów u niej.

Nie znam sytuacji w każdym urzędzie, znam kilka z nich, gdzie korzystanie z e-nadawcy pozwala na ominięcie kolejki. Dzięki temu sprawniej jest rozładowywany ruch, a klient chętniej wejdzie tam, gdzie jest ludzi mniej.

poczta

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (89)
zarchiwizowany
Krótkie pytanie.
Dlaczego nauczyciel stażysta, zaraz po szkole, który w praktyce jeszcze niczego nie potrafi, ma czelność wnosić o podwyżkę z 1750 netto. Bo skończył studia jak 30% Polaków, wśród których są również pracownicy Biedronek? Nie, młokosie. Każdy z nas zaczynał od prac najgorszych i najgorzej opłacanych. Ty, aż dziw, że nie jesteś pomocą nauczyciela przez te pierwsze 2 lata i powinieneś się cieszyć, że możesz być pełnoprawnym nauczycielem.

I nie stękaj, że musisz podyplomówki z własnej kieszeni. W niebudżetowym świecie jeszcze musiałby prosić o przesuwanie półgodzin, żeby na opłacone z własnej kiesy studia, zdążyć, jeśli są wieczorowo. Jeśli uważasz to za wielką niesprawiedliwość, ten mus uczenia się, to tym bardziej jesteś nieprzystosowanym komercyjnie dzieciakiem, i tym bardziej na więcej niż minimalna nie zasługujesz.

Owszem, pensja dyplomowanego jest śmiesznie niska. Tak jak śmiesznie mała jest różnica pomiędzy takim berbeciem, lat nawet 22, a tym z 30-letnim stażem. Jest nieporozumieniem żeby człowiek, który całe życie podnosił swoje kwalifikacje doświadczeniem (albo i nie, bo leniwce też się zdarzają), zarabiał 1,5 tys. więcej niż człowiek świeżo po szkole.
Moja pierwsza pensja i kilka długich lat później, to były pensje minimalne. Zanim zaczęło się zarabiać normalnie musiało minąć. U Was też.

nauczyciele

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1 (45)
zarchiwizowany
Krótkie pytanie.
Dlaczego nauczyciel stażysta, zaraz po studiach, który w praktyce jeszcze niczego nie potrafi, ma czelność wnosić o podwyżkę z 1750 netto. Bo skończył studia jak 30% Polaków, wśród których są również pracownicy Biedronek? Nie, młokosie. Każdy z nas zaczynał od prac najgorszych i najgorzej opłacanych. Ty, aż dziw, że nie jesteś pomocą nauczyciela przez te pierwsze 2 lata i powinieneś się cieszyć, że możesz być pełnoprawnym nauczycielem.

I nie stękaj, że musisz podyplomówki z własnej kieszeni. W niebudżetowym świecie jeszcze musiałby prosić o przesuwanie półgodzin, żeby na opłacone z własnej kiesy studia, zdążyć, jeśli są wieczorowo. Jeśli uważasz to za wielką niesprawiedliwość, ten mus uczenia się, to tym bardziej jesteś nieprzystosowanym komercyjnie dzieciakiem, i tym bardziej na więcej niż minimalna nie zasługujesz.

Owszem, pensja dyplomowanego jest śmiesznie niska. Tak jak śmiesznie mała jest różnica pomiędzy takim berbeciem, lat nawet 22, a tym z 30-letnim stażem.

nauczyciele

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (34)

#80324

(PW) ·
| Do ulubionych
Luźna dygresja ad opowieści kandydatów o braku pracy lub pracodawców o braku pracowników.
Problem leży w słowie "biegle" oraz braku przejrzystości warunków zatrudnienia ipermanentnym kłamaniu kandydatów.

- Angielski biegle - gdy poziom ma komunikatywny.
Owszem, wiem, że w większości wypadków ten komunikatywny jest w zupełności wystarczający, a pracodawca i kandydat wzajemnie się nakręcają w oczekiwaniach.
Kandydat - napiszę, że biegle, to i tak z moim komunikatywnym mogę być lepszy niż reszta.
Pracodawca - napiszę, że wymagam biegłego, to może się ktoś z choć komunikatywnym trafi.
Bo biegły to poziom C2 (CPE), bardzo dobry C1 (CAE), a z FCE na tróję to kwalifikujesz się właśnie jako komunikatywny.

- Excel biegle - gdy potrafi kilka prostych formuł i tyle.
Owszem, wiem, że często pracodawca wypisuje androny o biegłym Offisie, jakby mu Publisher był do szczęścia potrzebny, ale to dowodzi jedynie, że taki pracodawca gucio wie o możliwościach tego pakietu.
Jeśli kandydat napisze, że potrafi Office'a biegle, to albo jest faktycznie tak dobry (ułamek procenta), albo podobnie jak wyżej gucio wie, co można z nim zrobić. Biegły Excel to magia, a czym więcej się wie, tym ma się coraz większą niewiedzę.
Ba. Mało kto potrafi biegle Worda, bo tu z kolei mądrale uważają, że potrafią biegle, bo znają rozkład klawiatury, potrafią wycentrować i wstawić stopkę.
Wielu nawet tego rozkładu nie zna, pocąc się z klawiaturą z paroma wytartymi klawiszami.

- Prawo jazdy czynne - praca częściowo wymagająca jeżdżenia, a przychodzą ludzie, którzy prawo jazdy owszem, posiadają, gdzieś na dnie szuflady i od 10 lat nie jeździli.
Spoko, wystarczy odświeżyć, przypomnieć sobie, ale to jak z nieużywanym językiem. Zdobyłeś jakiś poziom 10 lat temu, to nie oznacza, że masz go nadal. Pewne umiejętności wymagają większego nakładu sił niż kilkudniowe podszkolenie, a z prawem jazdy kluczowa jest wprawa w prowadzeniu. Nadrób braki, a potem aplikuj.

- Z cechami osobowościowymi jest już kompletna wolna amerykanka.
Każdy uważa, że potrafi pracować w grupie, jest dokładny, komunikatywny i ma odporność na stres. Bo tak jest cool i tak wypada.
Pracodawca z kolei zżyna inne ogłoszenia, bo nie chce mu się wysilić na własne, sądząc, że przecież do jego 5-osobowego, prężnie rozwijającego się przedsiębiorstwa ludzie będą walić drzwiami i oknami.

- Rozmowa kwalifikacyjna pracodawcy - panienka z HR lat dopieropostudiach, zadająca kretyńskie pytania "Gdzie pan się widzi za 5 lat", bo uczyła się z podręcznika, który 10 lat temu był już przestarzały. Dobrze gdy nasze CV zna.
I jak ma zareagować facet z 20-letnim doświadczeniem, gdy mu zamiast o meritum HR-owiec wyjeżdża z pierdołami, uważając, że to one są ważne. Wspomniane w innym wątku "obycie" powinno charakteryzować właśnie HR-owca, który nie tylko nie musi, ale nie jest w stanie (bez studiów czy szkoleń) zgłębić niuansów pracy pracowników, których ma zatrudniać. Musi natomiast mieć pojęcie, których cech miękkich szukać w kandydatach i wiedzieć, jak je rozpoznać. Wiem, że jest na to wiele testów, które HR-owcy przerabiali na swojej psychologii. Kandydaci też potrafią się nauczyć, jak je rozwiązać, żeby było idealnie, niekoniecznie zgodnie z prawdą.

- Rozmowa kwalifikacyjna kandydata do firmy z porządnie rozbudowaną stroną:
”Co Pan wie o naszej firmie?”.
”Yyyyy?”.

- Ogłoszenia firemek "pracownik biurowy" z zakresem obowiązków recepcjonistki i młodszej sekretarki.
Wymagania: wykształcenie wyższe, biegłe wszystko, nienaganna aparycja. I seksistowsko powiem, że tylko nienaganna aparycja jest z powyższych uzasadniona.

itd. itp.

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (210)

#69912

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiem, że na starość powinno mnie to nie ruszać. Pracuję w spożywczym i szukam roboty jako urzędnik. Mam 15-lat doświadczenia jako pracownik administracyjny, od sprzedaży, ale w sektorze prywatnym. Wyższe z tego i owego, kilka podyplomówek, znane programy poziom mocno zaawansowany. Z powodów niestałości zatrudnienia i byle jakich warunków zamarzyła mi się administracja publiczna.

Poszłam więc na staż z PUP w urzędzie miasta. Nie to, że miałam dużą nadzieję na zatrudnienie, ale jednak. Papierkologia złożona. Koleżanka z wydziału zrobiła to samo. Ona robotę dostała, a ja nie. Ona jest po ogólniaku i z dużo mniejszym doświadczeniem...

Na rozmowie na podrzędne stanowisko w jednostce budżetowej przyjęta została osoba, która w dniu ogłoszenia wyników miała z 5 czy 6 osób w znajomych na fb (edit: z jednostki, w której aplikowała). Niby to nic takiego ale może jednak.

Dość wysokie stanowisko w innej jednostce budżetowej, z dużymi wymaganiami na start, gdzie było zaledwie 10 kandydatów, przyjęta została najmłodsza paniena, która przyszła w skórzanej mini. Może faktycznie była w czymś najlepsza..

Powiatowy Inspektorat Iksologii. Miało być stanowisko referenta, okazało się na miejscu, że to asystent. Kit tam. 6 osób zaledwie, bo to zadupie. Przy rozdawaniu testów sekretarka do jednej z kandydatek:
- Proszę pani Krysiu, tam leżą długopisy.
Pani Krysia, lat z 50, nie umiała opisać podstawowych pojęć dotyczących funkcjonowania Inspektoratu (testy były omawiane publicznie), ani nie znała podstaw Excela twierdząc, że nigdy nie musiała na nim pracować. Pani Krysia została przyjęta.

Wiem, przemawia przeze mnie czystej wody zawiść, że matoły zajmują stanowiska pomimo braku kwalifikacji. Bo mogą jeśli ktoś ich z tyłu popcha. Tatuś, ciocia, czy inny rodzaj popchnięcia. Że osoba z zewnątrz najpierw musi nauczyć się aby aplikować, a polecona uważa, że miejsce pracy jest po to, żeby się dopiero uczyć. I jasne, że boli drwiący uśmiech "bliskich", że jestem niezaradna, bo pracuję gdzie pracuję zamiast zakombinować. Lub inne przekonanie, że taka praca też jest dobra i powinnam się cieszyć. Nie cieszę się tylko mam ochotę powiedzieć jednej z drugim "ku.wa"

nepotyzm urzędy

Skomentuj (67) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 392 (502)

1