Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Golondrina

Zamieszcza historie od: 5 kwietnia 2015 - 10:25
Ostatnio: 28 kwietnia 2017 - 7:10
  • Historii na głównej: 20 z 21
  • Punktów za historie: 6144
  • Komentarzy: 250
  • Punktów za komentarze: 1486
 
poczekalnia

#78056

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Moja córka miała w dzieciństwie ukochaną plastikową żabę, własnoręcznie ozdobioną rysunkami zrobionymi niezmywalnym pisakiem. Niestety żaba została zgubiona podczas rodzinnego wypadu do lasu i pomimo długotrwałych poszukiwań nie udało się nam jej znaleźć. Rozpacz sześcioletniej wówczas córki była ogromna, ale cóż było zrobić.
Teraz część niewiarygodna. Jakieś 15 lat później całkiem dorosła już córka była w tym samym lesie na wycieczce rowerowej z przyjaciółmi i swoją żabę znalazła. Jakim cudem - nikt nie wie, ale żaba jest na 100% ta sama. Nawet przetrwała w całkiem niezłym stanie, wymagała tylko drobnych napraw i odświeżenia rysunków wykonanych pisakiem, które nieco przez ten czas wyblakły. Po doczyszczeniu/naprawieniu żaba znalazła honorowe miejsce na komodzie w mieszkaniu córki i stała tam jako przypomnienie, że wszystko w życiu jest możliwe.
A piszę tu o tym, bo wczoraj znalazłam córkę i jej chłopaka w śmietniku obok ich bloku, gdzie grzebali w pojemnikach i zaglądali do worków, oboje tak wściekli, że się iskry sypały. Otóż nieco wcześniej odwiedziła ich przyszła teściowa córki, kobieta straszliwa, stanowiąca dowód na prawdziwość wszelkich dowcipów o teściowych. Zastawszy w domu tylko swojego syna, wysłała go pod jakimś pretekstem do sklepu, a podczas jego (bardzo krótkiej) nieobecności wrzuciła żabę do worka i wyniosła na śmietnik. Syn wrócił, od razu zauważył brak żaby, więc mamusia mu wytłumaczyła, że przecież to był taki paskudny stary grat, tylko mieszkanie zaśmiecał i zakłócał feng shui, a jego dziewczyna głupia nie pozwalała wyrzucić...
Chłopak się wkurzył, pogonił mamusię i poleciał grzebać w śmietniku, moja córka akurat wracająca do domu natychmiast się do niego przyłączyła, szczęśliwie żabę tym razem udało się odnaleźć.
W życiu nie zrozumiem takich mamusiek wtrącających się na siłę w życie dorosłych dzieci. Znam takich kilka i żadna na tym dobrze nie wychodzi, a mimo to nadal postępują tak samo. No nie ogarniam...

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (Głosów: 169)

#77743

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam dwie świnki morskie. Jedna od początku była gadułą, druga odzywała się bardzo rzadko i wyłącznie w sytuacjach stresowych.

Jednak ostatnio moja cicha świnka zmieniła koncepcję istnienia i zaczęła gadać, a dokładnie zrzędzić. Głaskana - zrzędzi, brana na ręce - zrzędzi, pokłóci się z kumpelą - tamta już dawno zapomniała o sprawie i zajęła się czymś innym, a ta siedzi i zrzędzi... Nie wyglądała przy tym na chorą, ale tak radykalną zmianę w zachowaniu należy skonsultować, więc poszłam z nią do weta.

Zgodnie z przewidywaniami stwierdzono, że zwierzaczek jest okazem zdrowia, i poradzono mi podejść do sprawy filozoficznie - najwyraźniej świntucha weszła w "marudną" fazę życia, a skoro w nią weszła, to zapewne z niej wyjdzie, kiedy jej się znudzi. I byłoby po sprawie, gdyby... no właśnie.

Wpadła do mnie wczoraj na chwilę córka z [K]oleżanką. [K] uważa się za wielką miłośniczkę zwierząt i oczywiście natychmiast chciała wziąć świnkę na ręce. Świnka zaczęła zrzędzić, na co [K] stwierdziła, że zwierzak na pewno jest chory i powinien trafić do lekarza. Wytłumaczyłam, że świnka u lekarza była i nic jej nie jest. OK, [K] przyjęła do wiadomości.

Weszłyśmy z córką do kuchni, żeby zorganizować dziewczynom coś do jedzenia. [K] została przez chwilę sama w pokoju i znienacka stwierdziła, że ona natychmiast musi wyjść, bo coś się jej przypomniało. Córka się zdziwiła, bo miały gdzieś iść razem, przytrzymała ją na chwilę przy drzwiach, i nagle usłyszałyśmy znajome zrzędzenie... dobiegające z TOREBKI [K].

Ta idiotka wepchnęła świnkę do torebki, zasunęła szczelnie suwak i zamierzała ją tak wieźć autobusem przez pół miasta do swojej koleżanki. Bo ona przecież WIDZI, że świnka jest ciężko chora, a jej koleżanka jest weterynarzem....

Bardzo mnie zastanawia, co tego rodzaju osoby mają w głowach zamiast mózgu.

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 273 (Głosów: 297)

#77677

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu była tu historia o skradzionej szczotce klozetowej z publicznie dostępnej toalety. Nie jestem tropicielką fejków, ale wtedy pomyślałam, że to chyba jednak niemożliwe. No i rzeczywistość udowodniła mi prawdziwość tamtej historii.

Usiłowałam się wczoraj poddać kontroli pooperacyjnej. Stawiłam się w poradni przyszpitalnej... i przyszło mi tam spędzić 6 godzin. W tak długim czasie nie ma zmiłuj, trzeba kiedyś iść do łazienki. Poszłam. Doświadczenie lekko traumatyczne - szpital stary, dawno nieremontowany, toaleta dla pacjentów jak za czasów głębokiej komuny, no ale innej nie ma. Po fakcie chciałam skorzystać ze szczotki - szczotki brak. Spłukałam, jak mogłam, i poszłam zgłosić pani w rejestracji brak szczotki. Pani pokiwała głową i stwierdziła, że od stycznia to już trzecią szczotkę ukradli...

Szczotkę. Używaną. Z kibla. W toalecie w PRZYCHODNI, dla PACJENTÓW, chorych na różne choroby. Teraz chyba widziałam już wszystko...

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 316 (Głosów: 322)

#76914

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałam historię http://piekielni.pl/76910 i mi się skojarzyło...

Zajmuję się czasami córkami mojej kuzynki. Młode (w wieku 11 i 13 lat) są świetne, mamy bardzo dobry kontakt i spędzamy razem sporo czasu. Kuzynka nieopatrznie przyznała się w pracy, że coś takiego ma miejsce. I jej koleżanka z pracy stwierdziła, że skoro zajmuję się dziewczynami, to mogłabym W TYM SAMYM CZASIE zająć się też jej dziećmi. TRÓJKĄ. W wieku 3-6 lat. Oczywiście kuzynka (kiedy już pozbierała szczękę z podłogi) potraktowała koleżankę odpowiednio, co zaowocowało potężnym fochem i stwierdzeniem, że widać w tej rodzinie same nieużytki ;)

Żeby była jasność - kobietę spotkałam dokładnie raz w życiu, ileś lat temu, na jakiejś większej imprezie typu sylwester, a jej dzieci nie widziałam nigdy. Ludzie są naprawdę czasami nieźle odjechani.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 281 (Głosów: 295)

#76655

(PW) ·
| Do ulubionych
Do biblioteki szkoły dla dorosłych przyszła Matka Roku z dziesięcioletnim synem. Była kolejka, więc powiedziała bibliotekarce, że wyjdzie na chwilkę i zaraz wróci, a mały niech tu na nią poczeka. Po czym... poszła sobie radośnie na zajęcia, zostawiając syna w bibliotece. Nie podała nazwiska, syn nie chciał powiedzieć, jak się nazywa, a szkoła duża.

Dzieciak ma stwierdzone zaburzenia zachowania, na stres reaguje wybuchami agresji, o czym matka doskonale wie. Kiedy długo nie wracała, zdenerwował się, zaczął się bać i dostał ataku szału. Bibliotekarka próbowała go jakoś opanować, ale jest niską, szczuplutką dziewczyną nie mającą żadnego doświadczenia w pracy z dzieckiem zaburzonym, a dzieciak jest dużym, silnym dziesięciolatkiem, na pewno cięższym od niej.

Efekty? Zdemolowana czytelnia, dwa rozwalone komputery, wybita szyba w oknie. Bibliotekarka w szpitalu z mnóstwem siniaków, podbitym okiem, dwoma pękniętymi żebrami i podejrzeniem wstrząśnienia mózgu. A Matka Roku, którą udało się w końcu znaleźć dzięki nagraniom z monitoringu, nie widzi żadnego problemu. W końcu to wina bibliotekarki, bo kto to widział, żeby kobieta się dzieckiem nie umiała zająć!

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 282 (Głosów: 352)

#75733

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj ok. 22, średnio przytomna po trzynastu godzinach bardzo intensywnej pracy, poszłam do marketu po zakupy i przy okazji skorzystałam z toalety. Drzwi kabin były uszkodzone - nie było widać, czy ktoś jest w środku, czy nie, bo znaczki czerwone/zielone się nie przesuwały. Siedzę sobie w środku, nadal myśląc o pracy, i słyszę lekkie pukanie do drzwi.
No i całkowicie bezmyślnie i odruchowo odpowiedziałam "proszę"...
A kobieta za drzwiami, z pewnością też bezmyślnie i odruchowo, pociągnęła za klamkę...
I okazało się, że wchodząc do kabiny nie zaryglowałam drzwi...

Nie wiem, która z nas była bardziej zażenowana. Za to wiem, że od teraz będę sprawdzać trzy razy, czy na pewno zamknęłam kabinę.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (Głosów: 275)

#75263

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałam historię http://piekielni.pl/7517 i mi się przypomniało...

Wyciąganie bliskiej osoby z depresji to proces nieprawdopodobnie trudny, żmudny i długotrwały. Wiedzą to osoby, które się z tym kiedykolwiek zetknęły (tym, które nie wiedzą, z całego serca życzę, żeby nigdy nie musiały się dowiedzieć).

Kilka lat temu moja przyjaciółka miała depresję. Bezpośrednim powodem była śmierć męża (miała wtedy 32 lata). Zginął w wypadku, w którym ona też uczestniczyła, co gorsza - to ona prowadziła. Wprawdzie wypadek nie był nawet w najmniejszym stopniu przez nią spowodowany, ale poczucie winy miała ogromne. I tak się to zaczęło.
Kamuflowała się perfekcyjnie, a że mieszkała sama, bardzo długo nikt nie zauważył, co się z nią dzieje. Kiedy się wreszcie wszyscy obudziliśmy, depresja była już potężna.

Zaczęła się walka, przebiegająca podobnie jak w historii Ursueal. My akurat mieliśmy wsparcie większości rodziny i przyjaciół, piekielności ze strony najbliższych zdarzały się niezbyt często, natomiast obcy ludzie to już zupełnie inna historia.

Przyjaciółka była wtedy bardzo chuda - kiedy udawało się wyciągnąć ją z domu, zazwyczaj ktoś to po chamsku komentował. W pewnym momencie choroby ogoliła sobie głowę - dopóki włosy nie odrosły na kilka centymetrów, też często słyszała wredne komentarze. Natomiast wszystko przebiła pewna starucha (przepraszam za to określenie, ale nie mogę jej nazwać inaczej).

Przyjaciółka bardzo chciała pojechać na grób męża. Na pogrzebie nie była, bo leżała jeszcze w szpitalu, podczas pierwszej rocznicy jego śmierci nie była w stanie, ale kiedy minęły dwa lata, postanowiła spróbować. Pojechałyśmy miejskim autobusem - jak się okazało, był to duży błąd. Naprzeciwko nas usiadła starucha i od samego wejścia zaczęła się przyglądać mojej przyjaciółce. Przygląda się, przygląda, kręci głową, wreszcie nie wytrzymała. Wygłosiła tyradę na temat noszenia obrączki na lewej ręce - jak to durna młodzież nie szanuje symboli, obrączka na lewej dłoni oznacza wdowę, a tu taka gówniara sobie założyła i myśli, że to takie fajne... Tyrada była długa, głośna, chamska, babsko nie dawało się uciszyć ani zagłuszyć, zanim dojechałyśmy do najbliższego przystanku, o większości efektów terapii przyjaciółki można już było zapomnieć.

Chyba nigdy czegoś takiego nie zrozumiem.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 217 (Głosów: 253)

#74405

(PW) ·
| Do ulubionych
Ośrodek sanatoryjno-wczasowy nad morzem. Przy naszym stole podczas posiłków siedzi małżeństwo z 7-letnimi bliźniakami. Zazwyczaj chodzą wszędzie razem, ale wczoraj na obiad przyszła najpierw kobieta. Okazało się, że zostawiła męża z chłopcami na plaży, bo miała coś do załatwienia, i mieli się spotkać przy obiedzie. Za chwilę przychodzi mąż, niesie mnóstwo plażowych bambetli całej rodzinki, ledwo nad tą całą materią panuje. Żona pomogła mu się ogarnąć i pyta, czy duża jest kolejka do toalety, bo chłopców coś długo nie ma...

I w tym momencie zaobserwowałam ciekawe zjawisko - mąż jak był mocno zaczerwieniony od upału i dźwigania, tak w jednej sekundzie zmienił kolor na bladozielonkawy, wrzasnął "O NIE!!!" i wybiegł z jadalni bijąc chyba rekordy olimpijskie. Żona, w pierwszej chwili kompletnie zaskoczona, za moment wystartowała za nim, zostawiając przy stole wszystkie rzeczy. Do końca obiadu żadne z nich nie wróciło.

Tak, dobrze myślicie. Mąż zbierając cały dobytek zapomniał, że był z dziećmi, i zostawił je na plaży...
Na szczęście zaopiekował się nimi ratownik i wszystko dobrze się skończyło.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 330 (Głosów: 362)

#74595

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia bardziej absurdalna niż piekielna.

Siedzę w poczekalni u weterynarza, na kolanach trzymam świnkę. Oprócz mnie jedyną osobą w poczekalni jest starsza pani [SP], nie ma ze sobą żadnego zwierzaka, za to bardzo jest zainteresowana moją świnką - przygląda się jej i przygląda, i przygląda...

[SP] Jakiś dziwny ten królik.
[Ja] To nie jest królik, to świnka.
[SP] No co też pani, ja wiem, jak świnka wygląda. To jest królik, tylko jakiś dziwny, czegoś mu brakuje.
[Ja] Proszę pani, to naprawdę jest świnka, taka rasa...
[SP] Już wiem, uszu mu brakuje! Pani mu obcięła?
[Ja] ???
[SP] Pewnie pani miała królika, a chciała mieć świnkę, to mu pani uszy obcięła. Ale to głupota była, bo i tak wygląda jak królik, tylko dziwny. No jak tak można, królikowi uszy obciąć!

W tym momencie zostałam poproszona do gabinetu, a kiedy wyszłam, starszej pani w poczekalni już nie było, a lekarka nic o niej nie wiedziała.
Moja świnka bywa czasem porównywana do królika (choć częściej do szynszyli), ale pierwszy raz w życiu zostałam posądzona o zrobienie sobie świnki. Z królika. Poprzez obcięcie uszu...

[EDIT]: W odpowiedzi na pytania o wygląd mojej świnki - świnka gładkowłosa angielska crested, umaszczenie silver agouti, z białym brzuszkiem. Wygląda tak:
https://www.flickr.com/photos/bivoir/506934237

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (Głosów: 205)

#73906

(PW) ·
| Do ulubionych
Bazarek osiedlowy, bardzo popularny w weekendy. Tłum dziki, gęsto, że niektórymi alejkami nijak nie da się przejść, pełno zaaferowanych ludzi, do tego gorąco jak w piekle, więc atmosfera ogólnie napięta i co chwilę ktoś się z kimś o coś kłóci. A w samym centrum tego pandemonium - ONA. Buty na gigantycznej szpilce - na terenie bazarku nie ma chodnika ani asfaltu, tylko wydeptana ziemia, więc obcasy się zapadają. Jedno dziecko (może półtora roku) w spacerówce, drugie ok. trzyletnie - prowadzone za rękę, do tego do spacerówki przywiązany bardzo duży pies w typie owczarka niemieckiego, na szczęście w kagańcu.

Oczywiście co chwila awantura, bo ktoś nadepnął na psa, popchnął starsze dziecko albo potknął się o spacerówkę. Dzieci płaczą, starsze co pięć minut się gubi, pies wprawdzie jest łagodny, ale po jakimś czasie zaczyna warczeć na ludzi, którzy na niego włażą, ogólnie jeden wielki cyrk. I tak CO TYDZIEŃ...

A dziś miały miejsce efekty dodatkowe - pies wcisnął się pomiędzy dwa stoiska i walnął kupę. Wspominałam, że pies duży? Kupa też niemała.
Nie ogarniam...

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (Głosów: 218)